cerkiew.pl


Kazanie na Święto Spotkania Pańskiego

metr. Antoni Bloom, 15 lutego 2017

Świętujemy dzisiaj Spotkanie Pańskie (cs. Srietienije Gospodnie). Srietienije jest słowem starosłowiańskim, które po rosyjsku znaczy spotkanie, a po serbsku - radość. I oto dzisiaj spotykamy Pana z tą głęboką i wdzięczną radością, z którą starzec Symeon trzymał Go na swoich rękach i widział w Nim spełnienie wszystkich starych proroctw o tym, że nadejdzie dzień, kiedy nastanie kres niezgody między człowiekiem i Bogiem, kiedy sam Bóg przyjmie ludzkie ciało jako nasz Zbawiciel, jednając nas poprzez Swoje wcielenie, Swoje życie, Swoje nauczanie i Swoją śmierć na krzyżu z Bogiem naszym i Ojcem. Święto Spotkania Pańskiego łączy w sobie radość z oczekiwaniem na śmierć Chrystusa na krzyżu.

Bywają święta, kiedy dusza jest tak pełna radości, że ręce nie imają się pracy, bywa i tak, że nie sposób pracować, bo serce pełne jest bólu czy świętej bojaźni. Święto Spotkania Pańskiego łączy w sobie te dwie cechy. Chrystusa spotyka Symeon, stary człowiek, który sprawiedliwie przeżył życie. Bóg obiecał mu, że nie ujrzy śmierci, dopóki nie spotka Zbawiciela, który przyszedł dokonać swego dzieła pojednania i przemienienia świata. Razem z nim cieszy się i prorokini Anna. Spełniło się oczekiwanie nie tylko Starego Testamentu, ale całej ludzkości od początku świata, jej pragnienie, tęsknota, nadzieja na przyjście Pana i na to, żeby między Nim i nami nie było już przepaści. Ci sprawiedliwi cieszą się tym, że nie tylko przeszłość, ale i przyszłość jest pełna nadziei i radości. Przyszedł Pan i przyszło zbawienie, przyszła nadzieja, której żadne nieszczęście, żaden ziemski strach nie może zgasić, Bóg jest już bowiem pośród nas, Chrystus pośród nas i nikt nas nie wyrwie ani z Jego rąk, ani z Jego miłości.

Ale jednocześnie święto Spotkania Pańskiego nosi wyraźną pieczęć świętej bojaźni i smutku. Ten sam Symeon, który ogłosił wcielenie Pana, przyniósł straszną wieść Matce Bożej, że miecz przeniknie Jej serce, że będzie przeszyta takim bólem, doświadczy takiego cierpienia, jak nikt na ziemi. Wtedy Ona nie wiedziała, jaki będzie ten strach i to cierpienie; później stojąc u Krzyża na Golgocie przeżyła to do końca: ból i strach Matki, która widzi Swego Syna ukrzyżowanego niesprawiedliwym sądem, nienawiścią tych ludzi, dla których żył, nauczał, dla których Bóg stał się człowiekiem; widziała jak godzinami wypływało z Niego życie i w końcu przyjęła Jego martwego w swoje objęcia. Przepowiedział Jej to Symeon, i dlatego, świętując ten dzień, ciesząc się nim jako naszym zbawieniem, wspomnijmy także o tym rozdzierającym duszę smutku Matki Bożej. Ileż matek w Rosji i we wszystkich krajach świata jest w stanie tę rozpacz zrozumieć, te, których dzieci - synów i córki - zabrała choroba bądź okrutna śmierć wojny.

Każdy, po swych narodzinach, został przyniesiony do cerkwi bądź przyszedł sam później, żeby zostać ochrzczony i stanąć przed Bogiem w ucerkowieniu (cs. wocerkowlenije). To wocerkowlenije niemowlęcia czy dorosłego jest obrazem tego, co wydarzyło się w dawnej Jerozolimie. Podobnie jak Syn Boży, który stał się Synem Człowieczym, stanął przed obliczem Pana, tak każdy z nas, po chrzcie, wchodzi we wspólnotę z życiem ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa. Przychodzi albo jest przynoszony do Cerkwi, żeby zostać synem czy córką Bożą i wstąpić na tę drogę, po której szedł Pan nasz, Jezus Chrystus.

Jeżeli chcemy zrozumieć, co znaczy być chrześcijaninem, przypomnijmy sobie fragment Ewangelii i słowa apostoła Pawła.

Kiedy Jakub i Jan w drodze do Jerozolimy, w której Chrystus miał być poddany mękom i ponieść śmierć, spytali Go, czy będą mogli po Jego zwycięstwie usiąść po Jego prawej i lewej stronie, odpowiedział im pytaniem: czy jesteście gotowi wypić ten kielich, który ja będę pić? (to znaczy doznać cierpienia, które stanie się Moim udziałem?). I apostołowie odpowiedzieli: Jesteśmy gotowi! (Mk 10,35-40). Podobnie i my, kiedy po przyjęciu chrztu stajemy przed Bogiem w nadziei, że w swoim czasie będziemy dzielić z Nim wieczny los, święto wiecznego życia, powinniśmy być gotowi powiedzieć: - I na ziemi, Panie, jesteśmy gotowi dzielić z Tobą Twój ziemski los, gotowi, podobnie jak Ty, żyć prawdą, głosić prawdę, kochać bliźniego tak, by życie, jeśli trzeba, położyć za innych, za przyjaciół, za wrogów, za wszystkich.

Żeby tak się stało, powinniśmy pamiętać o słowach ap. Pawła: "Dla mnie bowiem życie to Chrystus, a śmierć to zysk", ale ponieważ jest to potrzebne, niezbędne dla was, jestem gotów w dalszym ciągu żyć na ziemi (Flp 1,21-26). Kto z nas może całą duszą, całym umysłem, całym sercem, całą wolą i całym życiem powiedzieć: życie dla mnie to Chrystus - nie tylko w tym znaczeniu, że Chrystus w chrzcie, w sakramentach, w swoim nauczaniu, dał mi nowe życie, ale także w tym sensie, że tylko to, co Chrystusowe, tylko to, czym on żył, stało się teraz celem i treścią mego życia? A jednak to jest oznaką prawdziwego chrześcijanina; i jeżeli tak żylibyśmy, w takiej jedności z Chrystusem, z taką do Niego pełną miłością, moglibyśmy i my za ap. Pawłem powiedzieć: Życie dla mnie - Chrystus, a śmierć - to zysk, żyjąc na ziemi jestem bowiem rozdzielony z Chrystusem, a wszystkie moje pragnienia, wszystkie dążenia polegają na tym, żeby ujrzeć Go twarzą w twarz, żeby być z Nim zawsze, żeby nic mnie od Niego nie oddzielało. I przy tym wszystkim ap. Paweł, który nauczył się od Chrystusa kochać - kochać swego bliźniego, wroga i przyjaciela, prześladowcę i obrońcę, mówi: ale ponieważ jest to wam potrzebne, pozostanę żyw na ziemi. Podobnie i my powinniśmy całą duszą, całą siłą życia dążyć do spotkania z Chrystusem, a jednocześnie być w stanie powiedzieć: tak, mam sprawy na ziemi, powinienem czystością swego życia, światłem wylewającym się ze mnie, prawdą moich postępków, prawością mych słów, całym istnieniem być świadkiem Chrystusa, i chociaż całą duszą pragnę być z Nim, pozostanę w osieroconym, jałowym, gorzkim świecie, żeby wnieść w niego światło, wnieść w niego nadzieję, wnieść w niego radość, wnieść w niego miłość.

W to święto, które przypomina nam nasze własne wocerkowlenije w świetle drogi krzyżowej i ofiary Chrystusa na krzyżu, odnowimy złożone przez nas w czasie chrztu obietnice, ponownie wstąpimy z nowym postanowieniem, z nową nadzieją na drogę Chrystusa i nie będziemy mówić, że jesteśmy słabi, że brakuje nam sił. Pan powiedział apostołowi Pawłowi: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabościach się doskonali". I apostoł Paweł oznajmia: "Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby mieszkała we mnie moc Chrystusa" (2 Kor 12,9). I w innym miejscu: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13). Paweł, tak jak my, był człowiekiem z krwi i kości, też się bał, niektóre rzeczy przyjmował z bólem, walczył o swoją wierność, i zwyciężył, i nam mówi: "Naśladujcie mnie, jak ja naśladowałem Chrystusa" (1 Kor 4,16).

Uczyńmy tak, i staniemy się z każdym dniem w większym stopniu Chrystusowi i podobni do naszego Nauczyciela, Zbawiciela i Boga.
Amiń.

Kazanie wydrukował „Przegląd Prawosławny” (4 / 2004 r.).
tłum.: Ałła Matreńczyk /”Przegląd Prawosławny”/

za: cerkiew.pl