cerkiew.pl

O przemocy w rodzinie

tłum. Gabriel Szymczak, 30 lipca 2020

„W wieku dwudziestu pięciu lat wygląda na czterdziestkę. Straciła połowę włosów. Jej mąż i jego rodzice przez kilka lat wspólnego życia wyzywali ją, a najdelikatniejsze określenia to „kreatura” lub „głupia”. A metody „wychowania” żony, przejęte od rodziców, to „bicie i przemoc”. [Powiedziano jej] „nie waż się iść i rozmawiać z kimkolwiek”, „jeśli komuś coś powiesz, zabiję cię”. Jeszcze bardziej przerażające jest to, że wszystko to było wspierane przez duchownego”- napisał ojciec Maksym Pierwozwański o swojej studentce, która znalazła się w sytuacji przemocy domowej w małżeństwie.

Duchowny i założyciel Centrum Kryzysowej Pomocy Młodej Rodzinie powiedział Pravmirowi, co zrobić, jeśli twój mąż cię bije, ale twój duchowy ojciec mówi: „Bądź cierpliwa i pokorna”, gdzie szukać wsparcia i jak chronić swoje dzieci przed przemocą w rodzinie.

- Ojcze Maksymie, powiedziałeś na Facebooku, że twoja studentka żyła w destrukcyjnych relacjach rodzinnych. Jak to się stało?

- Ta kobieta przeprowadziła się do Moskwy z Petersburga, w którym pozostali jej rodzice - ci, którzy mogliby ją wspierać. A potem zaczęły się pojawiać oznaki przemocy, ciągłe manipulowanie poczuciem winy przez męża i jego rodziców.
Zaczęło się od tego, że jej rodzice nie zostali nawet zaproszeni na wesele. Nieustannie podkreślano, że weszła do rodziny profesorskiej z korzeniami, że powinna być dumna, że dostąpiła takiego zaszczytu. Stopniowo było coraz gorzej, wulgarniej. Kiedy zaszła w ciążę, mąż zaczął ją jeszcze bardziej poniżać, obrażać ją. Potem pojawiły się zakazy - nie spotykaj się z koleżankami, nikomu nic nie mów. Potem doszło bicie. Wszystko się skumulowało.
Nie potrafiła sobie nawet wytłumaczyć, jak to się wszystko wydarzyło: przed ślubem młodzi mężczyźni zwracali na nią uwagę, ale nigdy nie pozwalała na chamstwo wobec siebie…
Ja patrzyłem na tę młodą, dwudziestokilkuletnią kobietę, która w ciągu dwóch lat zaczęła wyglądać, jakby miała czterdziestkę, połowa włosów wypadła jej z głowy.
Bardzo ważne jest, aby nie tracić więzi społecznych, nie dać się odciąć od ludzi. Dobrze, że znalazła siłę i przyszła do mnie.

- Tak, inny duchowny mógłby powiedzieć: „Bądź cierpliwa i pokorna”…

- Dokładnie tak mawiają niektórzy duchowi ojcowie i mężowie kobiet poddanych przemocy. Fakt, że starają się to uzasadnić prawosławnym punktem widzenia, utrudnia rozsądną ocenę destrukcyjnej sytuacji: „Nie potrafisz tego tolerować? Musisz być posłuszna swojemu mężowi, a dzięki swojej cierpliwości zostaniesz zbawiona, a także ocalisz swojego męża”.
Od 20 lat wciąż powtarzam i powtarzam, że mąż nie ma prawa zmuszać żony do posłuszeństwa, nie ma takiej władzy.
Mam też kryterium, według którego staram się analizować to, co się dzieje: czy w tym, co ma miejsce, jest szacunek dla innej osoby i (lub) szacunek dla samego siebie? Jeśli czegoś brakuje, to jest to zachowanie niewłaściwe.
Jedną z technik często stosowanych przez osoby budujące destrukcyjne relacje jest huśtawka. Zostałeś skarcony dzisiaj, a jutro wręcz przeciwnie, będziesz otoczony miłością i troską. A osoba w tej sytuacji traci jakąś wewnętrzną pewność siebie, nie ma w sobie nic, na czym mogłaby polegać. Nie rozumie, czy ten mężczyzna właściwie ją kocha, czy nie, bo dziś ją bije, a jutro nosi ją na rękach.
Widziałem takie cyniczne zachowania jeszcze w czasach radzieckich - pewnego dnia mężczyzna daje dziewczynie kwiaty, patrzy na nią z miłością i ona, choć wcześniej nie zwracała na niego uwagi, rozpływa się w zadowoleniu. Ale jutro, z jakiegoś powodu, staje się zimny i nawet nie patrzy w jej stronę, mija ją, nie wita się. Wczoraj nie przejmowała się nim, ale dzisiaj zaczyna się martwić tym, co się stało. Dzień później on znowu z nią flirtuje. A potem nagle znika na dwa tygodnie.
Tak samo może być w życiu rodzinnym: ktoś jest odpychany – potem przyciągany, odpychany - przyciągany, stopniowo amplituda - zarówno jednego, jak i drugiego - rośnie. W rezultacie pojawia się poważne uzależnienie psychiczne, relacja zależności. To objawia się wtedy, gdy mąż bije żonę, a żona nie zgłasza go na policję lub nie próbuje się bronić. Płacze, narzeka, ale nie jest gotowa na żadne poważne działania.

Szacunek do samego siebie to nie jest duma

- Jak wychować dzieci, aby nie dały się wciągnąć w zależność? Na co zwrócić uwagę?

- Na szacunek do samego siebie. Ale kiedy mówię o szacunku do samego siebie, przytłaczająca większość prawosławnych nie rozumie, o co w tym chodzi. „Czym jest szacunek do samego siebie, czy to duma? A co z byciem pokornym? ”- natychmiast mnie pytają.
Ale prawdziwy szacunek dla samego siebie jest szacunkiem dla obrazu Boga w sobie, tak jak szacunek dla drugiego człowieka jest szacunkiem dla obrazu Boga w tej drugiej osobie.
Człowiek musi koniecznie szanować siebie, opierając się na słowach Zbawiciela: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 31).
Miłość własna to po prostu szacunek dla samego siebie, a nie duma. Jeśli szanujesz siebie, nie możesz pozwolić, by inna osoba cię krzywdziła, kalając obraz Boga w tobie.

- Jak osoba może wyjść z destrukcyjnego związku, jeśli już w nim tkwi?

- Przede wszystkim musi zrozumieć, że coś jest nie tak w tym, co się z nią dzieje. Szczególnie, jeśli konsekwencje przejawiają się już na poziomie fizycznym - wypadają włosy, trzęsą się ręce, spada waga. Oczywiście lepiej zauważyć to jak najwcześniej. I od razu poprosić o pomoc - psychologa, duchownego, który nie powie: „Jeśli cię uderzy, bądź pokorna i wytrzymaj” lub rodziców. Najważniejsze, aby szukać ochrony i wsparcia.
Ale najlepiej byłoby, gdyby oznaki przemocy zobaczyć jak najwcześniej i nie pozwolić się wciągnąć w destrukcyjne relacje, i poprawnie reagować. Co to znaczy? Oto przykład: mąż przychodzi rano pijany, z zapachem czyichś perfum, ze śladami szminki na kołnierzu. Jeśli żona zacznie tłuc naczynia, drapać męża po twarzy, to później mąż-manipulator będzie mógł grać na jej poczuciu winy. Jeśli nie wda się w bójkę, tylko po cichu się spakuje, wyjdzie z domu i powie: „Przepraszam, kochanie, nie będę już z tobą mieszkać” - nie będzie miał na co się skarżyć. A ona nie poczuje się winna.
Jeśli jest to związek trwający 15 lat, w którym wszystko zostało zdeptane i nie ma już na czym polegać, wtedy może pomóc tylko długotrwała terapia.
Możesz wyjść ze związku trwającego dwa, trzy lata, a nawet pięć lat, po uświadomieniu sobie, co się dzieje i uratować siebie. Ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy masz na kim i na czym polegać: przyjaciół, rodziców, duchownego, psychologa, twoją pracę, znajomości społeczne. I ogólnie, gdy wiesz, gdzie szukać ochrony.
Najczęściej destrukcyjne, agresywne zachowanie występuje w sytuacji, gdy ofiara nie ma na czym polegać. Znałem straszne przypadki, w których mąż załatwił wszystko tak, aby jego żona nie miała zawodu, pracy, wykształcenia, a cały majątek był zapisany na niego. I w rezultacie, gdy znalazł sobie kochankę, po 20 latach życia rodzinnego jego żona nie miała nic, znalazła się w całkowitej zależności od niego - materialnej, prawnej.
Oznacza to, że zgodnie ze wzorem tradycyjnego społeczeństwa, bez względu na kraj, religię, kobieta była posłuszna mężowi, ponieważ nie miała praw, nie miała wykształcenia, powiązań społecznych, prawnych. Na ogół nie mogła wtedy istnieć samodzielnie - była albo czyjąś córką, albo czyjąś żoną. Tradycyjne społeczeństwo zbudowało te wielkie patriarchalne rodziny wielopokoleniowe, ponieważ nie było innego sposobu na przetrwanie w tych warunkach.

- Wydawałoby się, że chrześcijaństwo powinno nas zmienić, ale w rodzinach prawosławnych sytuacja przemocy nie jest rzadkością. Dlaczego?

- Nasza wiara, prawosławie, jest zawsze w opozycji. Ona oznacza wysiłek. I nie jest to coś, co naturalnie wynika z faktu, że zbudowaliśmy cerkwie i odtąd każdy będzie żył inaczej. Niestety, to tak nie działa.
Ponadto zmiany stosunków społecznych i bazy materialnej mają poważny wpływ na zrozumienie sytuacji przez wierzących. Gdy jakieś 50 lat temu młoda żona przychodziła do spowiednika i mówiła, że jej teściowa ingeruje w sprawy ich młodej rodziny, nie pozwala jej gotować w kuchni, najczęściej spowiednik odpowiadał: „Słuchaj swojej teściowej. Jest dorosłą kobietą, jest gospodynią, dlatego to ona określa zasady.”
A co powiedziałby spowiednik 10 lat temu lub dziś? Powiedziałby: „Powinniście żyć oddzielnie”. Wiem zresztą, że jeszcze 20 lat temu mój spowiednik, archimandryta, a później arcybiskup Aleksy (Frołow) w ogóle nie dałby młodej parze błogosławieństwa na małżeństwo, gdyby nie mieli gdzie mieszkać oddzielnie od starszego pokolenia. Sytuacja radykalnie się zmienia.
Tak, nie było innego sposobu na przetrwanie w tradycyjnym społeczeństwie poza dużą rodziną wielopokoleniową, ale to nie ma nic wspólnego z prawosławiem. Buddyści żyli w ten sam sposób, muzułmanie również, ale nie wpłynęło to zasadniczo na naturę relacji.

Wyszła z domu z trójką dzieci, a jej mąż został zwolniony

- Mówiłeś, że spotkałeś się z przemocą w rodzinie kapłana. Ale w tej sytuacji żonie jest jeszcze trudniej, ma jeszcze większe szanse, aby usłyszeć „bądź cierpliwa i pokorna”.

- Problem w tym, że jeśli chodzi o kapłanów, to współczesne prawosławne duchowieństwo, nawet na poziomie duchowych ojców diecezjalnych, często nie wie, co z tą sytuacją zrobić, poza tym, że mówią: „Bądź cierpliwa i pokorna”. Strasznie boją się rozwodu w rodzinie kapłana, ale nie wiedzą, jak naprawić sytuację, zanim stanie się krytyczna.
Dlatego uważam, że w każdej diecezji powinien być nie tylko spowiednik, ale także psycholog ds. kryzysów rodzinnych dla duchowieństwa. Znam sytuacje, które zmieniły się na lepsze dzięki kompetentnemu podejściu.
Jednak czasem nic nie można zrobić. I tak na przykład małżeństwo jednego kapłana z odległej diecezji rozpoczęło się radośnie, ona i jej mąż z natchnieniem prowadzili pracę wychowawczą. Potem on zaczął ją bić. Władze diecezjalne interweniowały, nie mówiły jej jedynie: „Bądź cierpliwa i pokorna”. Przez pewien czas mężowi nawet zakazano służby, co później wykorzystał jako pretekst do manipulacji: „Zostałem już ukarany, już odcierpiałem swoje, odkupiłem winę”. W rezultacie kobieta wyjechała z trójką dzieci, a jej mąż został zwolniony.

- Tutaj mówimy, że ofiara nie powinna słyszeć wezwań „uniż się, poddaj się”, chociaż wydaje się, że są to normalne pojęcia dla chrześcijanina. Kiedy ich znaczenie ulega wypaczeniu?

- Idealna sytuacja jest wtedy, gdy oboje małżonkowie się kochają, oboje poddają się sobie, uniżają. Ale kiedy tylko jeden się uniża, a drugi zachowuje się inaczej…
Kiedy prowadzę wykłady na temat życia rodzinnego dla seminarzystów z Seminarium Sreteńskiego, zawsze powtarzam: jak żyć, kiedy wszystko jest w porządku, dowiecie się beze mnie. Porozmawiajmy o sytuacjach, kiedy jest to trudne. Na przykład, jeśli żona zamierza cię zostawić: „Zarabiasz mało pieniędzy, nie mam [drogiego] płaszcza. Opuszczę cię”. Albo co powinna zrobić kobieta, której mąż kocha ją w bardzo szczególny sposób, a raczej nie kocha jej wcale.
Nawiasem mówiąc, wychodzenie z trudnej sytuacji zaczyna się wtedy, gdy kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że jej mąż, który nią manipuluje, który ją bije, wcale jej nie kocha. Istnieje wiele świeckich plakatów na ten temat. Na przykład: „Jeśli on cię bije, to znaczy, że kocha… bicie, a nie ciebie”. Pierwszym ważnym zadaniem jest uświadomienie sobie, że przemoc jest przejawem niechęci.

za: pravmir.com

fotografia: mgolownia /orthphoto.net/