cerkiew.pl

Wszystko będzie dobrze - cz. III

tłum. Justyna Pikutin, 17 kwietnia 2020

Są biedni ludzie, proste dusze, którzy poprzez swoje własne ubóstwo uczą się pomagać sobie nawzajem, być pokornym i kochać swoją rodzinę. Mają związane ręce i nogi, zapłakane oczy, ale na ich twarzach utrwalona jest także słodycz, zrodzona z tych łez. Widziałem biedaków, którym rzeczywiście można było pozazdrościć. Widziałem żebraków, wyróżnionych świętością i łaskawością. W rzeczy samej! Dajesz coś takiemu ubogiemu, by poczuł on radość życia, poczuł się lepiej od twojej miłości i powiedział: “Ach, cóż za dar otrzymałem dzisiaj!”

Mamy swoją stronę internetową, gdzie można wejść i znaleźć archiwum wszystkich audycji radiowych. Nazywa się ona “Stronka twojego ojca duchowego”. I oto tam do niedawna umieszczane były zadania na tydzień dla tych, którzy przychodzą do nas do spowiedzi. Na przykład: w tym tygodniu przez dwa dni nie oglądać telewizji, w następnym tygodniu określonego dnia nie korzystać z Internetu. “To trudne - powiedziała mi pewna młoda dziewczyna - myślałam, że będzie łatwej, ale czułam taką potrzebę, by skorzystać z Internetu i musiałam przekonywać się żeby tego nie zrobić, choć tak bardzo chciałam!” Nie mówimy o tych, których praca zawodowa wiąże się z pracą przez Internet i w zakresie swoich służbowych obowiązków muszą korzystać z Internetu. Mówimy o tych, którzy korzystają z niego dla rozrywki: obejrzeć wiadomości, sprawdzić pocztę, spędzić czas. Dla nich to zadanie okazało się trudnym. Były tam też inne zadania: kilka dni nie pić napojów gazowanych, nie korzystać z cukru i nie jeść słodyczy.

Ćwiczenia dyscypliny i wstrzemięźliwości nie dla każdego są łatwe. Pewnego razu napisałem coś takiego: w czwartek w tym tygodniu pierwszemu napotkanemu po wyjściu z domu ubogiemu, bez zastanowienia nad tym, kim i jaki jest, daj 10 euro. Bez lęku i wstydu. Bez zastanowienia. Nawet jeżeli okaże się złodziejem - to nic takiego. Nawet jeśli ktoś specjalnie posadził go, by zbierał pieniądze. Nie wymyślaj wszystkich tych wymówek i pretekstów, które zazwyczaj wymyślamy, żeby w efekcie nie dać jałmużny nikomu. Tak więc: zrób to. Oczywiście zrozumiałym jest, że ja także to zrobię. I niech nikt z was - mówię - nie myśli, by na ten dzień zamknąć się i nie wychodzić z domu. Pójdziemy na ulicę, znajdziemy ubogiego, przy przejściu dla pieszych? Na chodniku? W metrze? Nieważne gdzie! Zobaczymy, jak poradzimy sobie z tym zadaniem”.

I oto pewien człowiek napisał mi o tej reakcji, z którą się zetknął i która bardzo go poruszyła. Opowiedział: “Nie spodziewałem się tego: dostałem większą jałmużnę niż ubogi, któremu pomogłem. Pierwszemu ubogiemu, którego spotkałem, dałem 10 euro. Włożyłem mu je w rękę i poszedłem, nie oczekując wdzięczności. Po chwili, kiedy już odszedłem, poczułem jak ktoś dotyka moich pleców. Zrozumiałem, że ktoś szedł za mną. Klepnął mnie po plecach i mówi:
- Proszę zaczekać! Obróciłem się i widzę tego samego ubogiego.
- Chyba się pan pomylił i dał mi zbyt wiele. Zapewne wyjął pan przez przypadek nie ten banknot z kieszeni. To, co mi pan dał - to ogromne pieniądze. Zrozumiałem to dopiero, kiedy pan odszedł.
- Nie, dałem ci dokładnie tyle, ile zamierzałem.
- Ale może powinienem coś panu oddać? Jeśli pan chce, wydam resztę. A sobie zostawię 1-2 euro.
W oczach tego biedaka, którego spotkałem, było tyle dobra!”
Opowiedział mi to człowiek, który wykonał “ćwiczenie miłości”. I tak zakończył on swoją historię: “Byłem bardzo poruszony, kiedy zobaczyłem, że na świecie jest dobro, są na ulicach biedni, ale dobrzy ludzie, którzy mają w sercu miłość”.

Teraz przypomina mi się sytuacja z mojego dzieciństwa. Trochę zmieniamy temat, ale być może to nieco oderwie cię od tego, co opowiedziałem ci wcześniej. Opowiem ci pewną wspaniałą historię o biedaczce, którą spotkałem przy placu Omonia. Była ona cała okutana jak kłębek i przytuliwszy się do ściany domu, prosiła o ofiarę.
Posłuchaj co wydarzyło się z tą biedną kobietą. Pewnego razu wieczorem przechodziłem tędy, a ona sprzedawała duże pudełka zapałek. Ładne pudełka, duże, a w środku dużo zapałek. Nie takie zwykłe, małe. Pomyślałem: “Wezmę to pudełko... Na pewno wystarczy mi na miesiąc”. Zatrzymuję się. A wiesz po co były mi potrzebne te zapałki? Akurat wtedy przyniosłem do domu łampadkę. Historia, którą ci opowiadam, miała miejsce dawno temu. Na długo przed moimi święceniami. Byłem jeszcze dzieckiem. Pomyślałem, że kupię to pudełko z zapałkami i każdego dnia będę zapalał łampadkę zapałką z niego. Tak rozmyślałem. I tak podchodzę do tej ubogiej kobiety, kładę jej w rękę jakieś pieniążki, biorę pudełko i mówię:
- Dziękuję bardzo.
A ona odwraca się do mnie i wypowiada zadziwiające słowa:
- Kiedy będziesz zapalał swoją łampadkę, pomódl się za mnie... Kiwnąłem głową, w szoku odwracam się i pytam:
- Co pani powiedziała?
- Dziecko, kiedy będziesz zapalał swoją łampadkę, pomódl się za mnie.
“Przecież właśnie po to kupuję zapałki! - myślę. - Ale ona... Skąd ona o tym wie?” Pytam:
- Jak ma pani na imię, za kogo mam się modlić? Co mówić, kiedy będę zapalał łampadkę?
- Mam na imię Maria.
Mówię jej:
- Będę się za panią modlił.
Nie pytałem już o nic więcej. Nawet nie zainteresowałem się: “Skąd pani wie, że tymi zapałkami będę zapalał moją łampadkę”. Powiedziałem tylko: “Dobrze”. Jakby nie było, w tym momencie poczułem, że dzieje się coś niezwykłego. I zapytałem:
- Jest pani głodna?
Ona odpowiedziała mi:
- Tak, bardzo chcę jeść, ale nie mogę kupić sobie jedzenia.
- Dlaczego? Za te pieniądze, które pani dałem, może pani kupić coś do zjedzenia.
- Nie o to chodzi. Kiedy zachodzę do sklepów w sąsiedztwie, wyganiają mnie nawet wtedy, gdy mam pieniądze. Mówią: “Wynoś się z naszego sklepu dlatego, że przychodząc tu niszczysz naszą reputację. Przychodzą do nas ważni ludzie, mogą cię tu zobaczyć. Tak więc nic tu po tobie w tych twoich łachmanach, poza tym jesteś brudna i nieumyta”. Dlatego nie mogę pójść zjeść, dlatego stoję tu do mroku i nie wiem, co mnie czeka, ale za każdym razem znajduje się jakieś rozwiązanie. Co wydarzy się dzisiaj, jeszcze nie wiem.
Wtedy mówię do niej:
- Co by chciała pani zjeść? Jeśli pani chce, to ja przyniosę?
- Bardzo bym chciała pieczonych ziemniaków - odpowiedziała.
- Proszę poczekać, zaraz przyniosę.
- Ale już wieczór. Spóźnisz się przeze mnie o tak późnej porze!
- Proszę się nie martwić. Wszystko w porządku. Ile czasu może mi to zająć? Jakieś 10 minut. Spóźnię się zupełnie niewiele. I poszedłem tam, zupełnie niedaleko. Była tam taka kryta galeria, w której mieściły się małe sklepiki, a przechodzącym po niej smakowite zapachy łaskotały nosy. Wszędzie sprzedawane były szaszłyki, tortille, pieczone kurczaki, ziemniaki i tym podobne. Przyszła moja kolej i poprosiłem:
- Dwie porcje pieczonych ziemniaków w jedno pudełeczko.
Zapakowali mi dwie porcje pieczonych ziemniaków, i pobiegłem, żeby gorące przynieść tej kobiecie. Oddałem jej, a ona zaczęła całować mnie po rękach.
- Co pani robi! Nic szczególnego nie zrobiłem! Wszystko w porządku. Do zobaczenia!
Byłem mały, a ona okazała mi szacunek, tak jakbym był dorosłym. Pożegnałem się i poszedłem. Taką radość otrzymałem od tej kobiety! Ogromną radość! Oczywiście łatwo jest otrzymać radość, kiedy prawie nic nie dałeś, tak jak ja: tylko kilka monet – tyle, ile kosztuje trochę pieczonych ziemniaków. Ciężko oddawać większe kwoty pieniędzy. To dla nas rzeczywiście okazuje się skomplikowane.

Ale są dusze, które oddają i więcej, poważne kwoty. Mówimy o tych, którzy szczodrze pomagają: ofiarują nie 5 czy 10 euro, a setki, a nawet tysiące euro. Niektórzy dają nawet setki tysięcy euro. Być może sprzeciwisz się: “No tak, mają takie pieniądze, dlatego dają”. Mylisz się! Nie wszyscy, którzy mają - dają. Wielu ma, ale niewielu daje. I jeśli spojrzysz na sytuację w mniejszej skali i wcielisz ją w swoje życie, to zobaczysz, że sam nie dajesz tego, co mógłbyś dać. Przecież mógłbyś dać dużo więcej! Mógłbyś jeszcze bardziej wyjść poza ramy swego “ja” i poczuć, że ty i twój brat - to jedno. Inny (twój bliźni) - też jest twoim bratem. I to Bóg tak zorganizował nasze życie, że ty jesteś bogaty, a on - biedny. Wszystko mogłoby być odwrotnie. I wtedy ty byłbyś biedny. Przecież nic nie zrobiłeś po to, by stać się bogatym. Mówię tak dlatego, że niektórzy ludzie bogactwo otrzymali, nie dokładając żadnych starań, po prostu odziedziczyli majątek swojej rodziny. Są też inni – ci, którzy mają dużo pieniędzy dlatego, że ze względu na wykonywany zawód dużo zarabiają. Jakby nie było - jeśli możesz, okaż pomoc tym, którzy jej potrzebują.

Kiedyś pewien człowiek opowiedział mi historię ze swojego życia, podobną do mojej. Ofiarował trochę pieniędzy biednej kobiecie, która prosiła o datki również przy placu Omonia. Ten człowiek zobaczył, że jest biedna, ale nie zauważył, że na rękach trzymała kwiatki i rozdawała ludziom malutkie, skromnie zawinięte w folię bukieciki. Hiacynty. Pachniały przecudownie. Szybko dał jej trochę pieniędzy w żwawym potoku Omonii i odszedł w pośpiechu. A biedna kobieta rzuciła się za nim, by go dogonić. Dogoniła, zatrzymała i mówi: “Proszę wziąć bukiecik”.
- Oglądam się, żeby zobaczyć - opowiada mi ten człowiek - kto ze mną rozmawia. Byłem w takim miejscu, gdzie ludzie kotłowali się jak mrówki, mało brakowało, by nie weszli sobie na głowy, przepychali się. I wyobraź sobie - w tym mrowisku, obracasz się i widzisz biedną kobietę, która wyciąga w twoją stronę swoją rękę i podaje ci bukiet pachnących hiacyntów. W Atenach. Na placu Omonia.

To chwile szlachetności i wielkiej pokory. Dodają one siły i przyjemnie zaskakują duszę pośród bezwymiarowej monotonności życia. Jest to piękne ubóstwo, pokorne, kryjące w sobie sumienie i szlachetność, a także obrazujące w działaniach to, o czym mówił Chrystus. Pamiętasz, o czym On mówi: “Zrobisz to dla Mnie”?
“Chcesz mnie dotknąć? - pyta Chrystus - Dotknij biednego. I dotkniesz Mnie. Chcesz mnie przytulić? Przytul biednego. I dotkniesz Mnie. Przytulisz się do Mnie. Daj trochę pieniędzy biednemu. I Ja je dostanę”.

Teraz przypominają mi się i opowiadam ci różne historie. Przypomniałem sobie jeszcze jedną. Pewnego razu wracałem do domu samochodem. Przedtem pewien człowiek w cerkwi dał mi dużą torbę z mlekiem skondensowanym. A ja, jako że nie piję mleka skondensowanego, postawiłem ją w samochodzie na tylnym siedzeniu, żeby przy okazji komuś oddać. Na światłach, do których podjechałem, stał biedny człowiek i prosił o jałmużnę. Nie miałem akurat przy sobie drobnych. Teraz, kiedy wypowiedziałem słowo “drobne”, przypomniało mi się, jak w podobnej sytuacji spotkałem biedaka i powiedziałem mu:
- Nie mam drobnych.
I wiesz co mi odpowiedział?
- My przyjmujemy też banknoty.
Wszyscy tak mówicie: “Nie mam drobnych”. Słyszę to bezustannie. Dobrze, daj mu banknot, skoro nie masz drobnych. W ten sposób usprawiedliwiamy siebie. Daj mu 5 euro. Nie mówię żebyś dał 10 - ponieważ dzisiaj to uważane jest za zbyt dużą ofiarę!
Tak więc, kiedy na skrzyżowaniu spotkałem tego biednego człowieka pomyślałem, że oddam mu skondensowane mleko, stojące na tylnym siedzeniu. Wspaniała ofiara! Oddam mu to, co dla mnie jest niepotrzebne - skondensowane mleko, którego nie piję. Ale czy to faktycznie jest szczodra ofiara? Nie wydaje mi się. I mimo wszystko tak zrobiłem.
Mówię mu:
- Posłuchaj, nie mam pieniędzy.
A on odpowiada:
- Chcę jeść, chcę przynieść mleka memu dziecku.
Na szczęście światła nie zmieniały się przez kilka minut. Zdążyłem wziąć reklamówkę z tylnego siedzenia. Otwieram okno, wyciągam rękę z reklamówką i mówię:
- Posłuchaj, jeśli chcesz, weź mleko. Chcesz?
Było mi trochę głupio - byłoby zabawnie, gdyby nie zechciał albo rozgniewał się, lub też gdyby nic mi nie odpowiedział:
Powtórzyłem:
- Chcesz?
Ciągle patrzył. Potem powiedział w pełnym zaskoczeniu:
- To wszystko?
- Tak, weź, weź! Wszystko. - odpowiedziałem.
Chciał coś mi zostawić.
- Oddajesz mi wszystko? Może choć część ci zostawię!
- Nie, zabieraj wszystko.
A w myślach powiedziałem: “Weź to wszystko, proszę, ponieważ nie mam co z tym zrobić i nie mam czasu, by szukać kogoś, komu będę mógł podarować resztę!” Człowiek wziął mleko. Był obcokrajowcem. Prawdopodobnie z Pakistanu. Nie wiedział, jak dokładnie wypowiedzieć po grecku to, co chciał mi powiedzieć. Mówił: “Bezustannie ci dziękuję. Bezustannie ci dziękuję. Bezustannie ci dziękuję”. Prawdopodobnie chciał powiedzieć: “Jestem ci bardzo wdzięczny”, a zamiast tego mówił “bezustannie”. Tak przetłumaczył słowa “bardzo wdzięczny”. A mi tak się spodobały jego słowa: “Bezustannie ci dziękuję”. Jak wspaniale jest kiedy człowiek mówi ci z całego serca “dziękuję” i obdarowuje cię taką miłością!

Pamiętasz, niedawno opowiadałeś mi o tym, że zmarło twoje dziecko? Pytałeś mnie, co można zrobić dla jego duszy. To jest to: pomagaj potrzebującym! Co jeszcze można zrobić?! Rozdawaj! I nie mów mi, że nie wiesz, komu dać. Na pewno znasz biednych i potrzebujących. Rozdawaj jałmużnę ze względu na duszę twego dziecka. I wtedy, gdy wieczorem zaśniesz, a dusza twego dziecka znajduje się w innym świecie, ten, kto otrzymał od ciebie jałmużnę, pomodli się za twoje dziecko i wspomni jego imię. Ten człowiek, który otrzyma pieniądze, będzie wspominał także ciebie i modlił się słowami: “Boże mój, daj odpoczynek duszy tego dziecka i pociesz jego rodzinę”. To wspaniałe dzieło - pomagać potrzebującym! I jeśli nie wiesz, komu pomóc, daj duchownemu, który służy w cerkwi niedaleko twego domu lub duchownemu, któremu ufasz. Powiedz: “Ojcze, weź te pieniądze i oddaj temu, kto potrzebuje, kogo znasz. Ze względu na modlitwę za moje dziecka”. Wielu ludzi tak postępuje. I to jest niezwykle wzruszające.

***

Teraz wróćmy do tego, od czego zaczęliśmy.
Naucz się nie sprzeciwiać się w żadnych okolicznościach. Nie mów “dlaczego” i “jak”. Życie kryje w sobie wiele tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów. Dlatego zastanawianie się nad pytaniami dotyczącymi naszego życia jest zupełnie naturalne. Tak jest. Ale co by się nie wydarzyło, nie przestawajmy kochać, nie przestawajmy godzić się, nie przestawajmy żyć. Żyjemy na tej ziemi i zacznijmy akceptować to, co jest oraz to, co przynosi nam nasze życie. I nauczmy się być optymistami: byśmy widzieli szklankę “w połowie pełną”, a nie “w połowie pustą”. Nauczmy się cenić dary, które mamy od Boga i nie być niewdzięcznymi. Nauczmy się dostrzegać to, co Bóg już nam dał i nie narzekać bezustannie z powodu tego, czego nam brakuje. I kiedy przyjdą trudności, będziemy gotowi. Rozmyślaliśmy nad tym, mówiliśmy o tym, przygotowaliśmy się. Możliwe też, że jeśli trudności przyjdą niespodziewanie, z zaskoczenia, znów będziesz oszołomiony. Ale potem włączysz swój zdrowy rozsądek i powiesz: “Jestem zbyt mały, by zrozumieć tak wielkie sprawy. Co mam robić? Chce mi się płakać”. Płakać to nie grzech. Płacz! “Pomodlę się, stanę na kolana, poskarżę się Bogu”. Skarż się. To nic złego. Zrób to! “Czy rzeczywiście to nic złego?” Nie, to nic złego. Ale uczyń z tej swojej skargi - modlitwę. I będzie wspaniale.

Psalmy Dawida są przepełnione takimi skargami - modlitwami. Skargi do Boga - to rozmowa zdenerwowanej, zranionej duszy Dawida z Bogiem. Ona mówi Mu: “Dlaczego Boże, mnie nie słyszysz? Czyżbyś stracił słuch? Cóż z Ciebie za Bóg? Co Ty robisz? Nie zwracasz na mnie uwagi? Proszę Cię, a Ty mnie nie dostrzegasz”. To nie są słowa opiewające i wychwalające. To słowa skargi i żalu. Bez względu na to, co cię zaskakuje w życiu - módl się. Zwracaj się do Boga. I zobaczysz, że On na pewno wyjaśni ci coś z tajemnicy Swojej miłości, On da ci coś do zrozumienia i pozwoli ci coś poczuć.
Pamiętaj, że “wszystko jest dobrze” dokładnie tak, jak jest. To nie znaczy, że nie możesz i nie powinieneś robić czegoś, by zmienić swoje życie. To, co możesz zmienić - zmień. Ale jeśli widzisz, że to nie daje się zmienić, zaakceptuj to takim, jakim jest i życie będzie piękne. Bez względu na krzyż, ból i łzy, Chrystus da ci siłę, byś spojrzał na świat inaczej - Jego oczami. Pamiętaj: nawet Sam Chrystus nie zmienił świata! Dlatego, że nadal zdarzają się trzęsienia ziemi, zdarzają się wojny, nieprawości i trudności. Nic w tym sensie się nie zmieniło. Tak było i tak jest. Więc co zrobił Chrystus? On zmienił nasz punkt widzenia. On zmienił nasze spojrzenie, nauczył nas inaczej patrzeć na świat, inaczej patrzeć na problemy. Widzieć sens i cel oraz perspektywy w tym, co innych ludzi pogrąża w depresji. Nigdy w życiu nie chciałbym raz jeszcze otrzymać takiej wiadomości, jaką niedawno przysłał mi pewien człowiek: “Chcę umrzeć (koniec)”. Nigdy tak nie mów i niech coś takiego nigdy nie przyjdzie ci do głowy, jeśli kochasz Chrystusa. Dlatego że będąc z Nim, zawsze będziesz widział nadzieję wschodzącą w twej duszy.

Życzę ci, by moje słowa, na tyle znikome, mimo wszystko poruszyły twoją duszę i umocniły cię, wyjawiły problemy, zmusiły do zadumy nad nimi i dodały ci sił. A kiedy się modlisz, pomódl się też za mnie, bardzo słabego, pomódl się o to, byśmy nie przestawali prawidłowo stąpać po drodze naszego życia. Życzę ci, by Bóg zawsze rozmawiał z twoją duszą, darował łaskę twemu życiu oraz by czynił piękną twoją zmęczoną i czasami zapłakaną twarz.

archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: sheep1389 /orthphoto.net/