cerkiew.pl

Piątki z Modlitwą Pańską - "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj"

tłum. Gabriel Szymczak, 17 stycznia 2020

Kontynuujemy badanie modlitwy Pańskiej i przychodzimy teraz do prośby: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Można pokusić się o zastanowienie, nad czym tu się rozwodzić i co wyjaśniać, ponieważ treść wydaje się dość oczywista. Sugeruję jednak trzy rzeczy.

Przede wszystkim to małe słowo „powszedniego”. Po grecku to επιουσιος / epiousios. To dość rzadkie słowo, o którym Orygenes pomyślał, że być może ewangeliści sami je wymyślili (w jego Modlitwie, 27,7). Orygenes nie mógł wiedzieć o tym, że pojawiło się ono w ewidencji rachunków domowych w Fayum w Egipcie, gdzie odniosiło się do racji żywnościowej. Ale co to właściwie znaczy? W Dziejach Apostolskich 16, 11 znajdujemy notatkę Łukasza o apostolskim planie podróży: „Odbiwszy od lądu w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu”. W grece na określenie „następnego dnia” użyto słowa επιουση / epiouse. Dlatego uzasadnione jest przetłumaczenie „chleba epiousion” jako „chleba na następny dzień” lub „chleba jutra”. Taka była także interpretacja św. Hieronima.

Oznacza to, że Chrystus każe nam modlić się o to, czego potrzebujemy, aby przeżyć kolejny dzień. Nie wolno nam modlić się o tyle chleba, aby przetrwać nadchodzący rok, nadchodzący miesiąc, a nawet nadchodzący tydzień. Raczej, choć możemy planować na lata (RRSP nie są wcale bezbożne [Registered Retirement Savings Plan – pracownicze plany emerytalne, przyp. tłum.]), powinniśmy żyć jeden dzień na raz. Jest to zresztą spójne z nauką Pana: „Nie martwcie się więc o jutro, jutro bowiem samo o siebie martwić będzie, starcza bowiem dniowi utrapienia jego”(Mt 6, 34).

Możemy przeoczyć kpiący żydowski humor ukryty w tej radzie, który odnosi się do człowieka załamującego ręce każdej nocy, gdy słońce zachodzi i zastanawiającego się, czy słońce wstanie ponownie i czy jutro nadejdzi. Dla jutra nie będzie żadnej korzyści z naszego niepokoju i zmartwień. Ono nadejdzie dokładnie o czasie, jak mówi Pan, bez naszej pomocy. Odprężcie się!

Św. Jakub mówi to samo o życiu w teraźniejszości i zaufaniu Bogu. Mamy tendencję do nie tylko martwienia się, ale także do czynienia założeń. Jesteśmy panami naszego losu! Zdecydujemy, co będziemy robić w przyszłości. Rzeczywiście: „dziś lub jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski!” (Jk 4, 13). A może nie. Może umrzemy tej nocy i żadne plany handlu i zysku nigdy się nie urzeczywistnią. Ludzie idący 9. września do pracy w Twin Towers bez wątpienia mieli swoje plany na ten dzień, i na następny dzień. Być może założyli, że zabiorą współmałżonka na kolację wieczorem lub następnego dnia, lub odwiedzą teściów w nadchodzący weekend. Odkryli prawdę, która towarzyszy całemu ludzkiemu istnieniu: jesteśmy „parą, co się ukazuje na krótko, a potem znika” (Jk 4, 14).

Dobry sposób życia uznałby niepewność wszystkich naszych planów i napisałby je, jeśli nie na wodzie, to przynajmniej z nieśmiałością zrodzoną z pokory. Powinniśmy powiedzieć: „Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo” (Jk 4, 15). Możemy planować przyszłość, ale musimy żyć jeden dzień na raz.

To była lekcja, której Bóg chciał nauczyć Izraela, zanim jeszcze wejdzie do Ziemi Obiecanej. Kiedy troszczył się o nich na dzikim pustkowiu, karmił ich manną. Zapas podawano każdego dnia, z ilością manny wystarczającą tylko na ten dzień. Manna następnego dnia miała być zebrana następnego dnia, a jeśli ktoś próbował zebrać zapas manny na dwa dni, jej porcja pozostawiona na następny dzień psuła się. Wyjątek potwierdzał zasadę: w przeddzień szabatu można było zebrać dwa razy więcej manny, co uczyło Izraela odpoczynku w szabat, i tylko w tym dniu pozostała manna się nie psuła (Wj 16).

Mamy ufać Bogu każdego dnia, nie czyniąc założeń co do przyszłości ani nie martwiąc się o nią. Modlimy się za nasz epiousion chleb, którego wystarczy, aby przeżyć kolejny dzień.

Po drugie, zauważmy, że termin „chleb” odnosi się tutaj nie tylko do materiału, z którego robimy kanapki, ale do całego naszego jedzenia, do wszystkiego, czego potrzebujemy do życia. W starożytnym świecie „jeść chleb” oznaczało „jeść posiłek”, który oczywiście zawierał coś więcej niż chleb. Prośba obejmuje zatem również zdrowie, które jest potrzebne aby żyć. Co ważniejsze, jak podkreślili Ojcowie, obejmuje ona to, czego potrzebujemy do naszego duchowego zdrowia.

Innymi słowy, obejmuje także Eucharystię. Tak więc św. Cyprian z Kartaginy pisał: „Chleb powszedni” można rozumieć zarówno duchowo, jak i dosłownie… Chrystus jest chlebem życia… O ten chleb prosić zaś mamy codziennie, abyśmy żyjąc w Chrystusie i karmiąc się codziennie tym posiłkiem zbawienia, przez ciężki jaki występek nie utracili prawa do pożywania go i nie odpadli od Ciała Chrystusowego.

Zauważamy również w tej prośnie, że nacisk kładziony jest na nasze potrzeby, a nie na nasze pragnienia. Jest wiele rzeczy, których pragniemy, ale tak naprawdę nie są nam potrzebne (pomimo ich wyprzedaży podczas Blach Friday). Nasze potrzeby są bardzo proste. Św. Paweł radzi nam wszystkim, a zwłaszcza tym z nas, którzy żyją w zamożnych narodach: „Mając natomiast żywność i odzienie,.. bądźmy z tego zadowoleni” (1 Tm 6, 8). Mój stary, błogosławionej pamięci anglikański biskup Short, przypominał nam, że według światowych standardów jeśli zjedliśmy śniadanie tego ranka, byliśmy bogaci, ponieważ wiele osób na świecie nie było wystarczająco bogatych, aby zjeść śniadanie lub zjeść więcej niż jeden posiłek dziennie.

Pan każe nam modlić się za nasze potrzeby, a nie za naszą chciwość. Modlimy się o nasz chleb powszedni, a nie nasze codzienne ciasto Czarny Las. Ta prośba gani naszą chciwość i zachęca nas do prostego życia.

Na koniec zauważmy, że nasz chleb pochodzi od Boga. Możemy mieć pokusę, aby myśleć, że pochodzi ona z Safeway - tj. że pochodzi od rolników, a następnie od kierowców ciężarówek, którzy przywieźli go z gospodarstwa do sklepu, a następnie od handowców, którzy wyłożyli go na półki i sprzedali nam. To prawda i niech rolnicy, kierowcy ciężarówek i sprzedawcy będą błogosławieni! Ale tak naprawdę nasz chleb ostatecznie pochodzi od Boga, podobnie jak wszystko inne, co otrzymujemy w tym życiu, w tym nasz następny oddech. Dlatego dziękujemy Mu za każdym razem, gdy jemy. Wszyscy jesteśmy żebrakami przy Jego stole i całkowicie od Niego zależymy. Wezwanie proszące Go o nasz epiousion chleb przypomina nam o tej błogosławionej zależności.

o. Lawrence Farley

za: No Other Foundation

Fotografia: Sheep1389 / orthphoto.net /