cerkiew.pl

Czy chrześcijaństwo prowadzi do nietolerancji?

tłum. Gabriel Szymczak, 05 października 2019

Mit:

Chrześcijaństwo, które uznaje tylko jednego Boga, rodzi nietolerancję, konflikty i fanatyzm, podczas gdy pogaństwo, łatwo akceptując wielu bogów, prowadzi do tolerancji i pokoju.

Jak powiedział Schopenhauer: „W rzeczywistości nietolerancja jest właściwa tylko dla monoteizmu: jeden bóg z natury jest bogiem zazdrosnym, który nie może pozwolić na istnienie innego boga. Z drugiej strony, politeistyczni bogowie są z natury tolerancyjni: żyją i pozwalają żyć innym; chętnie tolerują swoich kolegów jako bogów tej samej religii, a następnie ta tolerancja zostaje rozciągnięta na obcych bogów, którzy zostają przyjęci gościnnie, a później czasami uzyskują nawet takie same prawa i przywileje ”.

A w rzeczywistości?

Wierzymy w Jedynego Boga, a to oznacza, że wszyscy ludzie, nasi przyjaciele i wrogowie, bliscy i dalecy, zostali stworzeni przez Niego.
Jak ktoś powiedział: „nie można kochać artysty i nienawidzić jego obrazów”. Co więcej, Bóg uważał swoje dzieła za tak cenne, że stał się człowiekiem wcielonym w Jezusa Chrystusa i przyjął cierpienie i śmierć za ich zbawienie.

Każda osoba, bez względu na rasę, narodowość czy religię, została stworzona przez Boga na Jego obraz; Chrystus umarł za tę osobę, jak za nas wszystkich. Nasza wiara, która uczy nas odrzucania fałszywych bogów, uczy nas również, że ich czciciele, choć ulegli złudzeniu, są cenni w oczach prawdziwego Boga, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi i ich dojścia do poznania prawdy (1 Tym 2, 4).

Nietolerancja - niemożność współistnienia w pokoju z sąsiadami, którzy różnią się czymś od ciebie: odcieniem skóry, językiem, religią, poglądami lub zwyczajami - jest niewątpliwie grzechem. Jak mówi Pismo, odstąp od zła, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim (Ps 34, 14).

Ale coś innego można również nazwać nietolerancją: ustanowienie wyraźnych granic i barier doktrynalnych i moralnych, które oddzielają prawdziwą wiarę od błędu.
Możesz zostać oskarżony o nietolerancję, jeśli odmówisz uznania obcej religii za tak prawdziwą, jak twoja lub jeśli nie chcesz uznać heretyka za członka Kościoła. Jednak badacze religii nazywają to podejście nie nietolerancją, ale teologicznym ekskluzywizmem: wiarą w wyjątkową prawdę i zbawienie swojej religii. Czy chrześcijaństwo oznacza taką wyłączność?

Tak. Biblia wyklucza wielbienie innych bogów. Jak oznajmiono w pierwszym przykazaniu Dekalogu: Ja jestem Pan, Twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie (Wj 20, 2).
Co więcej, w chrześcijaństwie istnieje dogmat: zbiór obowiązkowych oświadczeń wiary o Bogu, więc osoba, która nie chce ich dzielić, nie może należeć do Kościoła. Podobnie nie może należeć do Kościoła osoba, która otwarcie odrzuca przykazania Boże (w naszych czasach przykazanie „nie cudzołóż” znajduje się w najgorszej sytuacji). Jest to kontrast – a to jest nieprzyjemne dla wielu ludzi - wobec praktyki pogaństwa, która jest znacznie bardziej otwarta zarówno w dogmatach, jak i etyce.

Poganie są zwykle gotowi przyjąć innych bogów z otwartymi ramionami i włączyć ich do panteonu. Takie podejście nazywa się pluralizmem religijnym. Dla chrześcijan jest to nie do przyjęcia. Wielu postrzega to jako źródło nietolerancji w historii chrześcijańskiego świata: prześladowania heretyków i tak dalej. Ale czy to naprawdę tak? Może istnieje prosty sposób sprawdzenia, czy w pogańskim świecie istnieje nietolerancja i prześladowania? Rzeczywiście, jeśli chrześcijaństwo jest źródłem tego zła, to w kulturach, na które nie ma ono wpływu, powinno być znacznie lepiej.

Na przykład hinduizm (a Indie są ostatnim wielkim oceanem pogaństwa) jest tak nieokreślony, że badacze religijni spierają się o to, czy można go uznać za jedną tradycję religijną, czy też bardziej właściwe jest mówienie o „hinduizmie” jako o różnych systemach religijnych, zjednoczonych tylko poprzez przynależność do wspólnego kulturowego świata subkontynentu indyjskiego. W ramach hinduizmu istnieje ogromna różnorodność bóstw, szkół filozoficznych, praktyk duchowych, koncepcji wszechświata, mitów i narracji przenikających się nawzajem.
Chociaż w hinduizmie istnieje praktyka zwana bhakti, która oznacza osobiste nabożeństwo do określonego bóstwa, żaden z hinduskich bogów nie stawia wymogu „Nie będziesz miał cudzych bogów obok mnie”. Przeciwnie, nawet w ramach kultu Kriszny, relatywnie bliskiego monoteizmowi, uważa się, że czcząc inne bóstwa człowiek ostatecznie wielbi Krisznę.

Jak to więc wygląda u pogan? Czy pluralizm religijny sprawia, że ludzie lepiej się ze sobą dogadują?

Historyczne doświadczenia Indii pokazują, że nie jest to prawda: subkontynent ma nie tylko nie mniej krwawą historię niż Europa, ale wciąż jest wstrząsany ostrymi konfliktami między społecznościami, w których znaczącą rolę odgrywają Hindusi. Kulty indyjskie mogą mieć bardzo mroczną naturę, na przykład sektę thugów, która czciła boginię Kali. Według historyków, pod płaszczykiem jej kultu dokonali oni około miliona morderstw.

Przechodząc do kolejnej wielkiej pogańskiej kultury, buddyzmu, znajdujemy nie mniej burzliwą historię i niezbyt błogą współczesność. Na przykład w Birmie bojownikami prześladującymi muzułmanów Rohindża kieruje buddyjski mnich, Ashin Viratu.
W praktyce kultury pogańskie wcale nie wydają się więc bardziej tolerancyjne.

Jaki jest główny błąd tego mitu?

Istnieją dwa poglądy na temat natury zła. Według jednego z nich (w tradycji europejskiej jest to przede wszystkim związane z imieniem francuskiego sofisty z XVIII wieku, Jean-Jacquesa Rousseau), człowiek rodzi się dobry, a niektóre czynniki zewnętrzne - zła struktura społeczna, religia, brak wykształcenia, represyjna moralność - psują go. Jeśli pozbędziesz się tych czynników: rozumnie zreorganizujesz społeczeństwo, wybawisz ludzi od religii (lub przynajmniej od „złej” religii), przeprowadzisz odpowiednie szkolenia, wtedy możesz zbudować cudowną utopię. Doświadczenie pokazuje, że to nie działa, a raczej tylko pogarsza sytuację.

Według innego poglądu zło jest przejawem Upadku. Człowiek zbuntował się przeciwko swojemu Stwórcy i głęboko zniszczył swą naturę, więc serce [ludzkie] jest zdradliwe i rozpaczliwie złe (Jer 17, 9) i jak mówi Chrystus: z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7: 21-23 ).

Zło nie jest narzucane człowiekowi z zewnątrz, ono emanuje z wewnątrz i wypacza wszystko: religię i życie społeczne; jest grzechem zakorzenionym w sercu człowieka, które jest źródłem nietolerancji.

Kto posługuje się tym mitem?

Przede wszystkim ci, którzy z tego czy innego powodu chcieliby całkowicie odejść od pytania o prawdę chrześcijaństwa. Zamiast zastanawiać się nad treścią pytania „Czy Ewangelia jest prawdziwa?”, kierują dyskusję w stronę rzekomej nietolerancji.

Jednak każda prawda może spotkać się z zarzutem nietolerancji. Lekarze są wrogo nastawieni do szarlatanów i wszelkiego rodzaju okultystycznych „uzdrowicieli”. Historycy stanowczo odmawiają uznania akademika Fomenko i innych autorów popularnych pseudo-historycznych dzieł za swoich kolegów po fachu. Fizycy bardzo chłodno patrzą na „teorię pól skrętnych” i inne konstrukcje pseudonaukowe. Dlaczego? Czy to dlatego, że nauka, a zwłaszcza medycyna, sprawiają, że ludzie nie tolerują zła? Oczywiście, nie. Po prostu wynika to z faktu, że prawda istnieje i ma znaczenie. Prawdziwa miłość do ludzi wymaga przestrzegania tej prawdy: medycznej, naukowej, historycznej, a na pewno teologicznej.

Siergiej Chudijew

za: pravmir.com

fotografia: kcenia.belova /orthphoto.net/