cerkiew.pl

Milcz, by mówił Bóg

tłum. Justyna Pikutin, 28 czerwca 2019

Nie wiem, kiedy odczujemy to, o czym mówimy - czyli milczenie. Teraz wszyscy o nim mówimy, a trzeba byłoby też go nieco zaznać.

Jednak milczenie nie zawsze jest odczuwane jako obecność Boga. Czasami nasze myśli bywają tak bardzo napięte, że nie możemy się uspokoić i wtedy chcemy zrobić cokolwiek: pójść na zakupy, zadzwonić. Co innego jeżeli oddasz się milczeniu… Tak jak zostało to powiedziane pewnemu mnichowi:

- Wejdź do swojej celi, a ona wszystkiego cię nauczy!

Wejdź w swoje milczenie i osiągniesz korzyść. „A co jeszcze trzeba zrobić?” Nic więcej, tylko się uspokój!

Czyż nie byłoby wspaniale, gdybyś poznał jakąś cichą dziewczynę, z którą ożeniłbyś się i której charakterystyczną cechą byłby spokój? Nie, żeby była leniwa i wszystko wypadało jej z rąk - po prostu żeby nie było w niej nerwów i porywczości, żeby była cicha i spokojna, i żeby w waszych relacjach były takie pauzy - momenty spokoju, kiedy mówiłyby tylko wasze serca. Kiedy nie trzeba wyjaśniać, że „kocham cię”, a żebyś ty czuł, że ja kocham cię, nawet wtedy, gdy milczę.

Czy to przypadek, że są takie dni, kiedy niektórzy mnisi na Świętej Górze Atos, ale także w innych miejscach, wcale nie wychodzą do odwiedzających? Opowiadał mi mój przyjaciel, że poszedł do pewnego pustelnika na Świętej Górze, który po 3 - 4 razy w tygodniu nie przyjmował nikogo - nie z powodu braku miłosierdzia dla ludzi, a właśnie z ogromnej miłości.
On jakby mówił do ciebie:
- Umiłowany, bym miał co ci dać, muszę się skoncentrować. Aby się skoncentrować, muszę zamknąć się w swoim ulu, wejść, przygotować tam miód, znaleźć rajskie kwiaty. Przyjdziesz jutro, a ja wyjdę - i zobaczysz mnie uśmiechniętego, przepełnionego odwagą, siłą, optymizmem, bym mógł powiedzieć słowo, które zmotywuje ciebie do walki w życiu. A czy zdołam powiedzieć ci coś takiego, jeśli człowiek zużywa się od ciągłego ruchu, jak knot, który płonie i spala się?

Czyż nie tak?
Tak, mówią ci, że pomagasz, ale przecież ty też męczysz się. Dlatego w pewnym momencie trzeba oddalić się nieco, by oddać się milczeniu i zebrać duchowe owoce.

Święty Arseniusz z Kapadocji mówił, że on sam w określone dni też zupełnie nie wychodził. Jedzenie zostawiali mu pod drzwiami, brał je, zamykał się i siedział w zamknięciu. Oczywiście, ty nie zdołasz tego zrobić, ja również, dlatego że żyjemy w świecie, ale możesz na pół godziny wyłączyć telefon, zostawić wszystkie sprawy i powiedzieć: „Teraz pozostanę w milczeniu przez 30 minut!” - mając świadomość, że to ogromna pomoc dla twojej rodziny. To nie strata czasu, a pewna „inwestycja” w czas - „Uspokoję się, pomodlę i zobaczysz, jak piękne jest życie”.

Życie może stać się przepiękne. Potem Bóg wejdzie w twoje serce i pozwoli mi powiedzieć tobie, że ty także poczujesz piękno swojej duszy i wzmocnisz się. Przecież istnieje i pozytywny egoizm - jeżeli można tak powiedzieć - który w istocie nie jest egoizmem, a poczuciem, że jesteś wartościowy. Czyż nie jest powiedziane „Spodobi Hospodi, w wieczer siej biez hrecha sochranitisia nam” - Pozwól, Panie, w wieczór ten ustrzec się nam od grzechu? W ten sposób Bóg nadaje ci godność.

Jak mówi matuszka Gabriela, są ludzie, którzy towarzysząc ci, nie pozbawiają cię odosobnienia. To znaczy, że możesz przebywać z innymi ludźmi, ale to nie znaczy, że nie będziesz czuł się samotnie, dlatego że i w grupie można czuć się samotnie, można z kimś rozmawiać, a dusza pozostanie sama. I odwrotnie, można być w samotności, z nikim nie rozmawiać, ale czuć, że rozmawiasz. Odosobnienie jako obecność Boga - to właśnie jest nasz cel, dlatego że jeśli odizolujesz się i będziesz siedział sam - i bez Boga, i bez ludzi, bez niczego - to kim będziesz? Będziesz zwierzęciem, i zwierzęciem pozostaniesz.

Dlatego pośród swojego odosobnienia powinieneś nauczyć się odnajdywać i słyszeć twojego Boga, słyszeć Jego wolę, którą On ci ujawni, i poczujesz w sobie głos, który powie ci: „To dla ciebie, Moje dziecko!” - i poczujesz wewnętrzną pewność tego. Ta pewność nie będzie pewnością egoizmu, dlatego że działasz z modlitwą, z pokorą, bo przecież w odosobnieniu poczułeś, że jesteś bardzo biedny i bezsilny.

To znaczy, że siedzisz w pokoju i mówisz: „Jestem tak bezwartościowym człowiekiem Boże! Oświeć mnie i powiedz: co mam robić?” - z pokorą, świadomie, przyznając swoją bezsilność i ubóstwo, ale tym samym wierząc, że przed tobą - Wszechwiedzący i Najłaskawszy Bóg, który wszystkim kieruje i życzy ci dobra, i Który powie ci: „Czyż nie wierzysz, że zrobię to dla ciebie? Czyż nie byłeś ochrzczony?”

Czy nie było powiedziane, że niesiemy w sobie łaskę Świętego Ducha? Wszelka mądrość mieszka w nas, wszelka prawda jest w nas. I to pośród milczenia otrzymasz niebiańską wiadomość. Niestety, przywykłeś bowiem ciągle pytać innych:
- Co mam zrobić? Nie uda mi się, boję się, nogi się pode mną uginają!

Ale przyjdzie czas, kiedy będziesz musiał sam stanąć na nogi. Przecież nie można w wieku 50-60 lat powtarzać: „Ciągle nie wiem, co mam robić w życiu. Inni mi podpowiedzą, będę ich pytał!”
Ale kogo byś nie zapytał, czy nie usłyszysz w odpowiedzi:
- Pomódl się, by Bóg cię oświecił. Uspokój się, by mógł On objawić ci Swoją wolę. Milcz, by mówił Bóg!

Czyż nie tak?
Jak pięknie płynie czas, kiedy nieco cichniemy, by usłyszeć Boga pośród milczenia. Powiedziała mi to pewna babcia, która pracowała jako pielęgniarka. Kilka lat temu zapytałem ją:
- Jak ty żyjesz?

Wtedy była jeszcze młodsza i powiedziała mi:
- Spójrz, o 7.30 muszę być w pracy w szpitalu, ale wstaję o 5.00 i modlę się 2 godziny. Oddaję się milczeniu, wyciszam się, po czym wychodzę i cały dzień czuję wokół siebie tarczę, ochraniającą mnie od chorób, pokus, ataków i nieszczęśliwych wypadków. Dzień mknie, dusza frunie i czuję się wspaniale!

To wspaniałe uczucie zaczęło się od odosobnienia - pomodliła się rano 2 godziny. A ty nie modlisz się 2 godziny, modlisz się zaledwie 2 minuty. I nie przerażaj się słysząc o 2-godzinnej modlitwie, nie popadaj w otępienie, dlatego że słyszysz to i już myślisz, że od takiej modlitwy można zawału dostać: „2 godziny? Co ona mówi? Cóż to takiego?”
Kiedy zobaczysz jej twarz, jak jaśnieje, zwłaszcza oczy… Nie wiem, jak one mogą tak błyszczeć? Przecież jest już bardzo stara, i spojrzenie jej powinno być ciężkie ze względu na wiek, a jej oczy świecą! Po prostu w milczeniu i ciszy duszę napełnia ogrom światła. Życzę ci, byś mógł tego doświadczyć!

Wszystko będzie dobrze! Wycisz się, uspokój, więcej milcz, nie mów, nie mów tego, co zbędne, nie narzekaj - a zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. Tylko wtedy oddasz chwałę Bogu i jedyne słowa, które zechcesz wypowiedzieć, to: „Chryste mój, wychwalam Cię, dziękuję i kocham Cię!”


Archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru
 
Fotografia: MichalD / orthphoto.net /