cerkiew.pl

A jeśli jesteśmy gorsi niż Herod...?

tłum. Gabriel Szymczak, 21 stycznia 2019

Jeden z moich profesorów w seminarium zawsze powtarzał, że czytając świętą Ewangelię lub słuchając słów Pana Jezusa Chrystusa, zawsze powinieneś myśleć o sobie jako o jednym z ludzi, których Chrystus odmienia. Dlaczego zwykł to mówić? Próbował nas nauczyć, jak czytać Ewangelię z pokorą. W końcu, co możemy wziąć dla siebie z nauki Pana, jeśli czujemy, że w jakiś sposób zachowujemy już wszystkie Jego nauki? Korzyść dla nas jest niewielka, jeśli przyjdziemy do Pana wierząc, że już jesteśmy sprawiedliwi; korzyść jednak jest nieskończenie wielka, jeśli uważamy się za tych, którzy pilnie potrzebują Jego uzdrawiającego dotyku.

Nie tak dawno słyszeliśmy fragment z Ewangelii wg św. Mateusza (2, 13-23), mówiący o gniewie Heroda i wymordowaniu 14.000 niewinnych dzieci. Łatwo jest wyobrazić sobie tę sytuację i natychmiast osądzić postaci, o których mówi Ewangelia. Głównym antagonistą w tym fragmencie oraz w opowieściach dotyczących narodzin Chrystusa jest Herod. Wiemy o tym, ponieważ polował na Dziecko – Jezusa, mówiąc słowami anioła: "aby Je zgładzić". Szaleństwo Heroda oczywiście poszło znacznie dalej, ponieważ nie tylko chciał śmierci Jezusa, ale zabił także każde dziecko płci męskiej w wieku do dwóch lat, w całym regionie Betlejem. Był naprawdę barbarzyńskim, bestialskim człowiekiem.

Jednak nie wystarczy po prostu zobaczyć go jako złego człowieka i iść dalej. Jesteśmy dobrze przygotowani, aby postrzegać siebie jako niewiele lepszego od tego człowieka. Każdy jest zdolny do wielkiego zła. Każdy, kto nie został oczyszczony w swoim sercu, niesie straszne myśli i pragnienia, chociaż może ich nie realizować.
Pan jednak mówi nam, że ten, kto ma takie myśli, już popełnił grzech swoim sercu.

W czym więc jesteśmy podobni do tego szalonego tyrana Heroda? Jesteśmy jak on, ponieważ nie dajemy Panu czasu, aby wzrastał w naszych sercach. On przychodzi do nas każdego dnia, jako niemowlę, jako cichy głos, krótka myśl. A co robimy z tą myślą? Zwykle wyrzucamy ją z naszych umysłów i serc tak szybko, jak to tylko możliwe. Ponieważ Pan przychodzi do nas w sposób łagodny i pokorny, jak niemowlę, tak łatwo jest Go odrzucić na bok w naszym codziennym życiu. Czasami idziemy dalej, nie tylko odrzucamy Go, ale wręcz niszczymy pamięć o Nim poprzez nasze nieskruszone życie w grzechu.

Święty Paweł mówi o tym, pisząc: "Niemożliwe jest bowiem tych - którzy raz zostali oświeceni, a nawet zakosztowali daru niebieskiego i stali się uczestnikami Ducha Świętego, zakosztowali również wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku, a /jednak/ odpadli – odnowić ku nawróceniu. Krzyżują bowiem w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na pośmiewisko" (Hbr 6, 4-6).
Z tego wynika, że każdy z nas ma potencjał, by być tak samo zły jak Herod, a nawet jeszcze bardziej, ponieważ w przeciwieństwie do niego wszyscy posmakowaliśmy łaski Bożej i zostaliśmy oświeceni przez Ducha Świętego, a mimo to czasami wybieramy upadek, bez dążenia do pokuty i powrotu. Nasze serca mogą stać się tak zimne, jak lodowate serce Heroda. Jakie jest rozwiązanie tego strasznego problemu? Jak możemy uniknąć potknięć i upadków, jakim uległ Herod?

Po pierwsze, musimy czcić głos Pana w zwykłych, codziennych sprawach. Jeśli nie oddajemy czci spokojnemu, łagodnemu głosowi Boga, gdy przychodzi do nas delikatnie, w jaki sposób oddamy Mu cześć, kiedy przyjdzie jako król i osądzi całe stworzenie? A czcimy Go, szanując Jego przykazania i Jego nauki, i wypełniając Jego słowa. Kiedy wypełniamy to, co małe, otrzymujemy to, co wielkie. Kiedy codziennie czytamy Ewangelie z gorliwością większą niż ta skierowana ku meczom piłkarskim, grom komputerowym, mediom społecznościowym, powieściom czy reportażom, okazujemy się godnymi odbiorcami Syna Bożego. To tak, jakbyśmy Go przyjęli do naszego domu zamiast wypędzać Go z naszych umysłów do obcego miejsca (które jest Egiptem).

Herod nie był godnym odbiorcą wiadomości o narodzinach Króla, a ponieważ nie przyjął tej wieści z radością, stracił szansę na ocalenie dzięki temu niesamowitemu darowi. Jednak jego porażka tu się nie skończyła.

Możemy także uchronić się przed potknięciem jak Herod, uznając, że może istnieć tylko jeden król, a Jego Imię to Jezus Chrystus, Imię, które jest ponad wszystkimi innymi. Musimy robić to, czego ze względu na swoją dumę i arogancję nie zrobiłby Herod.

Jesteśmy wezwani do stanięcia na kolana i poddania się z wdzięcznością Synowi Bożemu i Jego panowaniu nad naszym życiem. Czy jestem gotów uznać, że Jezus Chrystus jest Panem, a ja jestem sługą lub niewolnikiem Boga? Czy też jestem jak Herod, po prostu niezdolny i niechętny do zaakceptowania tego, że ktoś powinien panować nade mną i moim życiem?

Herod myślał o swoim życiu, swojej pozycji i własnym statusie jako czymś należącym do niego. Był w złudzeniu. To jest złudzenie grzechu, który prowadzi do śmierci. Myślał o swoim statusie, pozycji i życiu jako o czymś, co powinno być chronione za wszelką cenę, nawet kosztem śmierci tysięcy niewinnych dzieci czy próby zabicia nowonarodzonego Mesjasza. Czy my też jesteśmy w złudzeniu? Czy uważamy nasze życie za nasze własne? Jak moglibyśmy myśleć, że nasze życie jest naszym życiem? Nie dałeś sobie życia. Życie zostało tchnięte w Ciebie przez Tego, któremu zawdzięczasz swoje istnienie. Ten, który dał nam życie, również za nas zapłacił i wybawił nasze życie od grzechu i śmierci.

Dlatego powinniśmy być wiecznie wdzięczni i radośni, i w tej radości nie tyle powinniśmy iść, co wręcz biec, by objąć Jezusa Chrystusa naszym życiem. Biegnij do Niego! Rośnij w Nim! Stań się z Nim jednością!
Jeśli potraktujemy to poważnie, nie będziemy odczuwać braku, jak Herod, ale odnajdziemy naszą prawdziwą siłę, skarb i życie w życiu Chrystusa, Pana naszego, ponieważ Jemu tylko przynależy wszelka chwała, z Jego Ojcem i Świętym Duchem, amen!

O. James Guirguis

za: pravmir.com

Fot. Sheep1389