Cerkiew.pl
cerkiew.pl

Duchowość Pustyni (IV)

tłum. Joachim Jelisiejew, 21 lipca 2018

Duchowość Pustyni (IV)

Mówiłem już o miejscu, które zajmowała modlitwa w życiu świętych. O tym, jak strachy nocne, potem lęki duszy, wreszcie koszmary sił zła pokazały św. Joannicjuszowi Wielkiemu, że jest wątły, bezbronny i nie ma dla niego nadziei poza troskliwością i łaską Bożą, co pobudziło go do nieustannej modlitwy. Byli też inni, jak św. Paweł Prostak, który oparł całe swoje życie duchowe na pierwszym wersecie pierwszego psalmu: „Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych”. Po usłyszeniu tych słów Paweł spędził całe swoje życie, ucząc się nigdy nie iść za radą występnych, ulegając pokusie, porzucając Boga dla ziemskich spraw, porzucając wieczność dla spraw przemijających, porzucając świętość dla czegokolwiek niższego.

Zatem zagrożenia fizyczne, a pustynia była ich pełna, psychologiczne i ostatecznie duchowe grały ważną rolę, bo wykształciły u ojców pustyni świadomość, której my nie mamy, że każdy człowiek jest nieskończenie wątły i bezbronny. Nikt nie powinien być sądzony czy osądzany przez kogokolwiek poza Bogiem, który jedyny może zmierzyć wytrzymałość danej osoby na pokusę czy na strach. U wielkich świętych można znaleźć przykłady niezwykłej otwartości na słabość innych.

Przychodzą mi na myśl dwa zdarzenia z życia św. Makarego Wielkiego. Jeden z mnichów w jego zgromadzeniu zgrzeszył i zwołano braci, by go sądzić i wyznaczyć karę. Starzec Makary poszedł na to zgromadzenie z koszem pełnym dziur i zawierającym piasek. Gdy szedł od celi na miejsce zgromadzenia, piasek sypał się za nim. Wtedy jeden z braci spytał:
– Ojcze Makary, co robisz? Wziąłeś rozerwany kosz, aby nieść piasek.
Święty odpowiedział:
– Widzisz, idę na spotkanie, na którym osądzę mojego brata, a nie dostrzegam moich grzechów, które ciągnę za sobą. Nie dostrzegam ich, bo nie oglądam się za siebie.

Jest druga historia, gdy Makaremu powiedziano, że jeden z braci schronił w swojej celi kobietę. Starzec powiedział:
– Och, musimy to zbadać!
Po czym przyszedł do celi z grupą braci, szybko rozejrzał się i zobaczył wielki kosz, w którym ukryła się kobieta. Usiadł na nim i okrył go swoją mantią, po czym powiedział:
– Teraz szukajcie tej kobiety.
Szukali i szukali, po czym, gdy nie mogli jej znaleźć, starzec napomniał ich, by nie dawali wiary podejrzeniom w stosunku do pełnego cnoty brata i odesłał ich pełnych żalu i skruchy za pychę, arogancję i podejrzenia. Potem starzec wyciągnął kobietę z kosza i napomniał ją oraz mnicha.

Takie nastawienie było dominujące i możemy je znaleźć w dziesiątkach przykładów. Ludzie, którzy osiągnęli czystość, wielkość i świętość, która wprawia nas w osłupienie, nigdy nie osądzali innych. Doświadczenie nauczyło ich, jak łatwo mogą się rozstroić, jak łatwo pokusa może przeniknąć w ich umysł czy wstrząsnąć ich ciałem. To jedna z rzeczy, których możemy się łatwo nauczyć. Przepraszam, których możemy się nauczyć od ojców pustyni. Uczucia wątłości, zrozumienia, że każdy z nas jest bezbronny i że każdy musi być traktowany ze współczuciem i najwyższą pokorą. To prowadziło ojców do prostoty, która nie była prostactwem, a pochodziła od integralnego, całościowego spojrzenia. Wszystkie komplikacje zostały odrzucone.

Pamiętam, że św. Jan z Kronsztadu napisał w pamiętniku „Bóg jest najprostszą istotą, którą można sobie wyobrazić, bo nie ma w Nim cieni czy zawiłości. Jest całkowicie przejrzysty i świetlisty”. W książce „Halo, pan Bóg? Tu Anna...” mała dziewczynka Anna, pytana jak Bóg może widzieć przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, mówi „To dlatego, że jest całkowicie przejrzysty. Nie musi odwracać głowy, by zobaczyć, co jest za Nim, a widzi to poprzez Swoją doskonałą przejrzystość”. Na pustyni widzimy ludzi, którzy, dzięki łączności z Bogiem, poprzez stanie twarzą w twarz z Nim, stracili wszystko, co czyni nas nieprzejrzystymi czy zawiłymi. Dzięki temu mogli patrzeć i widzieć. Mogli stanąć przed Bogiem i patrzeć, i być tak przezroczystymi, że światło Boże przepływało przez nich tam i z powrotem, bo nie ocalało w nich nic oprócz najważniejszych rzeczy. A najważniejsze są oczywiście nie skomplikowane rzeczy, a jak cytowałem, żyjąca dusza będąca obrazem żywego Boga i mogąca obcować z żywym Bogiem w całkowitej harmonii.

Pamiętam, że ojciec Sofroniusz powiedział mi: „Jeśli żyjesz przez długi czas samotnie i nic nie stoi pomiędzy tobą a Bogiem i pomiędzy tobą a tobą samym, to zaczynasz rozróżniać rzeczy, których nie rozróżniłbyś inaczej. Tak samo, jak na bogato pomalowanej ścianie, pełnej deseni kwiatów i ptaków, jest trudno znaleźć plamkę, ale na białej umytej ścianie każda plamka, każda mucha jest natychmiast widoczna. Do tego stanu powinniśmy dążyć”. Musimy starać się być tak przezroczystymi, wolnymi od jakiegokolwiek nadmiaru, że cokolwiek się z nami dzieje, jest natychmiast odczuwane i widoczne.

U świętych zdumiewa nas bezpośredniość spojrzenia i odczuwania siebie, Boga i innych, gdyż prostota, zdolność patrzenia i widzenia, pozwoliła im zobaczyć w ludziach, poprzez wszystkie skomplikowane warstwy, istotę ich duszy. Wynika z tego mądrość, którą można znaleźć tylko na pustyni, mądrość pozwalająca odpowiedzieć wewnętrznemu człowiekowi, a nie zewnętrznemu. Przykładowo, pamiętam przypadek trzech mnichów, którzy przyszli na pustynię odwiedzić starca. Wszyscy poprosili go, czy nie mógłby zrobić im sieci do łowienia ryb. Starzec odmówił dwóm pierwszym, a trzeciemu natychmiast obiecał sieć. Dwaj pierwsi mnisi wrócili potem do starca i spytali:
– Ojcze, dlaczego odmówiłeś nam, a jemu nie?
Starzec odpowiedział:
– Cieszycie się dobrą opinią i nie przyjęliście mojej odmowy jako wyrazu pogardy. Trzeci brat ma złą opinię i jeśli odmówiłbym mu, pomyślałby, że to dlatego, że jest złym człowiekiem. Podsumowując, wy możecie znieść moją odmowę, a on nie i dlatego zrobię mu sieć.

W prostocie i przejrzystości duchowości pustyni praktycznie nie było intelektualnej czy złożonej teologii. Była za to teologia w najbardziej rzeczywistym sensie – znajomość Boga. Osobista, głęboka znajomość, która kształtowała życie i wzajemne stosunki mieszkańców pustyni. Była też prostota i przejrzystość, która wynikała z tej bezpośredniej i osobistej znajomości z Bogiem i była ugruntowana tym, co św. Paweł nazywa tajemnym człowiekiem ukrytym w sercu. I była klarowna wizja świata, którą przekazywano słowami, obrazami czy poprzez blask wielkich świętych. Wreszcie, była prostota w zewnętrznym sposobie życia, które było zredukowane do minimum środków i działań, co pozwalało zbadać i zrozumieć każdy detal życia.

Wynikły z tego aforyzmy, które widzimy u świętych i w nauczaniu ojców pustyni. Obrazy lub przypowieści, takie jak te o św. Makarym. Taki sposób nauczania jest charakterystyczny dla pustyni, ale rozprzestrzenił się poza nią, wśród przewodników duchowych, którzy umieli mówić obrazami jasno i ostro. Prostota pozwalała im nauczać mądrości na przykładach, które niekiedy były pełne humoru, a nie, jak można by oczekiwać, oschłej mądrości. Prostota ujawniała się także w tym, że po pewnej liczbie lat na pustyni, mnisi zatracali nawyki wyniesione ze świata.

Przypomina mi się, jak dwóch mnichów próbowało się pokłócić. Jeden z nich rzekł:
– Bracie, powiedziano mi, że ludzie na świecie się kłócą.
Drugi popatrzył na niego i rzekł:
– Kłócić się – nie pamiętam, co to znaczy. Mógłbyś mi wytłumaczyć?
Mnich odpowiedział:
– Wiesz, przeżyliśmy tutaj już pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat razem i nigdy nie kłóciliśmy się, więc nic dziwnego, że zapomniałeś. Chodzi o to: jeden mówi coś, a drugi mu przeczy i zaczynają się kłócić. Drugi mnich popatrzył ze zdumieniem:
– A dlaczego miałbym ci zaprzeczać?
– Po to, by dowiedzieć się, czym jest kłótnia.
– I jak to zrobimy?
– Oto cegła, kładę ją pomiędzy nami. Powiem, że jest moja, a ty powiesz, że jest twoja i stąd wyniknie kłótnia. Tak więc mówię: to moja cegła.
Drugi mnich popatrzył na niego i rzekł:
– Ależ bracie, jeśli to twoja cegła, weź ją.
W ten sposób, mnisi nie zdołali się pokłócić.

Z tą samą prostotą i mądrością pouczali oni swoich wychowanków lub ludzi przychodzących po radę. Pamiętam przypadek młodzieńca, który był nowicjuszem czy sługą jednego ze starców na pustyni. Był on posłuszny, uważny, ale nie do końca wyszkolony. Pewnego dnia usłyszał, że w Aleksandrii odbywa się prześladowanie chrześcijan, więc poszedł do swojego mistrza i powiedział:
– Ojcze, chcę pójść do miasta i umrzeć dla Chrystusa.
A jego mistrz, wiedząc, jaki on jeszcze wątły, odpowiedział:
– To dobry zamiar, ale nim pójdziesz, musisz spędzić trzy dni w pustelni, zbierając siły, modląc się i przygotowując się do męczeństwa. Jest tam chata, idź i siedź w niej przez trzy dni.
Młodzieniec przyszedł do chaty, rozejrzał się i pomyślał: „To nie jest pustelnia, to nie miejsce ascetycznych zmagań. Cała podłoga jest pokryta skórami, jest zbyt wygodnie”. No, ale skoro nie miał gdzie usiąść, to usiadł na skórach. Po kilku minutach poczuł ugryzienie. Skóry były zapełnione muchami, wszami i innym robactwem, które prawdopodobnie głodowało przez długi czas, a teraz miało całego żywego mnicha do zjedzenia. Młodzieniec złapał jednego owada i zmiażdżył, a w międzyczasie został ugryziony w dwóch innych miejscach. Ostatecznie po krótkim czasie wybiegł z chaty, dotarł do mistrza i powiedział:
– Ojcze, nie mogę rozmyślać, nie mogę się modlić, jestem pożerany przez te muchy!
A starzec odrzekł:
– Czy myślisz, że lwy i tygrysy kąsają mniej?
W ten sposób przekazał uczniowi prosto i bezpośrednio istotę sprawy.

Przypomina mi się też historia dwóch braci, którzy odeszli na pustynię. Przez jakiś czas żyli wspólnie w chacie, praktykując surową ascezę. Potem, czytając i rozmyślając o przykładach z życia innych, jeden z nich powiedział „Bracie, być mnichem to być jak anioł. Chcę być jak anioł na pustyni. Odejdę z chaty i będę żyć na pustkowiu”. Potem zrzucił ubranie i wyszedł z chaty. Dopóki było ciepło, wszystko wyglądało świetnie, ale wieczorem ochłodziło się, zapadła ciemność i hieny zaczęły wyć. Zamarzający, głodny i przerażony brat przybiegł do chaty i zaczął stukać w drzwi.
– Kto tam? – spytał jego brat.
– To Daniel, twój brat. Otwórz, jestem zmarznięty, głodny, a wokół są dzikie zwierzęta.
– Nie jesteś moim bratem – odpowiedział brat Jan – Mój brat jest aniołem. Może żyć bez jedzenia. Nie obawia się zimna. Żadne z dzikich zwierząt nie dotknie go.
– Otwórz, proszę – odpowiedział Daniel.
– Nie. Jesteś diabłem kuszącym mnie.
Tak oto Daniel był trzymany pod drzwiami do rana. Wtedy Jan, otworzywszy drzwi, spytał:
– I jak to jest być aniołem na pustyni?
Tym samym wyleczył Daniela na zawsze ze złudzenia, że może być jak bezcielesny duch, podczas gdy był po prostu nowicjuszem w życiu duchowym i w życiu w ogóle.

Podaję te przykłady, bo w pewien sposób są one bardziej interesujące niż mądrości. Skłaniamy się do wyobrażania sobie mieszkańców pustyni (którzy, jak nam mówią, spędzali dnie na pracy, noce na modlitwie i którzy byli jak słupy ognia) jako straszliwie srogich, poważnych i pobożnych, tzn. zachowujących się tak, jak my się zachowujemy, gdy usiłujemy być pobożni. Natomiast stan mnichów był wynikiem życia na pustyni, o którym opowiadałem wcześniej, połączonego z intensywnym wysiłkiem ascetycznym, którego doświadczyli lub który na siebie nałożyli. O tym wysiłku powiem kilka słów w następnej części.

metropolita Antoni Bloom
28.11 i 2.12.1986
 
tekst źródłowy: