cerkiew.pl


„Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia”

tłum. Michał Diemianiuk, 20 marca 2017

Święta i wielka Czterdziesiątnica – światła i sprzyjająca arena cnót, którą Cerkiew proponuje nam w określonym przedziale czasu i otwiera nam swoje drzwi, żebyśmy wszyscy z radością i z dobrym usposobieniem weszli w nią, żeby przyjąć na siebie szczególny duchowy wysiłek i przynieść Bogu, jako dar, nasz własny czas.

„Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” – takie wzruszające słowa słyszymy na wieczornym nabożeństwie dzień przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. Oto teraz czas łaskawy dla służenia Bogu, czas pokajania i czas zbawienia. Święta Czterdziesiątnica charakteryzuje się łaską pokajania, które przyciąga łaskę Ducha Świętego do serca człowieka. Z tej przyczyny od pierwszego dnia świętej Czterdziesiątnicy Cerkiew kładzie jako fundament wybaczenie i odpuszczenie krzywd między nami. „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski” (Mt 6, 14) – mówi Chrystus w Ewangelii.

Kiedy człowiek walczy z namiętnościami i słabościami potrzebuje obecności Bożej łaski, dlatego że to nie jest po prostu walka o własnych siłach z samym sobą, namiętnościami, diabłem i światem (w negatywnym tego słowa znaczeniu). Także post jawi się nie jako dieta, którą zachowuje się dla cielesnego zdrowia, według surowo przykazanego programu, z nadzieją tylko na własne siły. Wielki Post ma zupełnie inny sens i przeznaczenie. Jego sens polega na przyciągnięciu Bożej łaski do serca człowieka, na unikaniu grzechu, na tym, żeby uśmiercić namiętności zabijające naszą duszę. Serce oczyszczone z namiętności, Pan Bóg oświeca Swoim boskim światłem i staje ono się zdolnym ujrzeć prawidłową drogę do Królestwa Niebieskiego. Niezbędny jest nam cielesny wysiłek i trud postu, ale one potrzebują także Boskiego wsparcia. Dlatego też prosimy siebie nawzajem o wybaczenie, korząc się przed sobą nawzajem - żeby Duch Święty uświęcił nasze dusze i otworzył nasze oczy, żebyśmy mogli ujrzeć naszą własną grzeszność i stali się zdolni w całości zwrócić się ku Bogu i uprosić wybaczenie naszych własnych grzechów. Dlatego, że jeśli cały nasz duchowy wysiłek nie jest skierowany na wybaczenie grzechów i błogosławiony stan pokajania, to wtedy niestety pozostaje bezowocny.

Wysiłek pokajania, według nauki ojców Cerkwi, oczyszcza serce człowieka. „Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję” (Ps 50, 9) – mówi boży Dawid w Psałterzu. Sama droga pokajania związana jest z serdeczną skruchą, z duchowym bólem, łzami i żalem za popełnione grzechy, jednak tylko takie pokajanie przynosi swoje słodkie owoce, dlatego że tylko takie autentyczne pokajanie „zmywa” z nas brzemię grzeszności. Serce, wprzód oczyszczone pokajaniem, znowu nawiedza Boża łaska, która nas odnawia, odciąża nasze sumienie i przywraca nas do początkowego stanu, do stanu, w jakim nas stworzył Bóg, stwarzając na Swój obraz i podobieństwo. Oto w czym zawiera się duchowy wysiłek pokajania świętej Czterdziesiątnicy.

Cielesny post, czuwanie, mnóstwo długich nabożeństw i stanie na nich, stanie na kolanach – wszystkie te wysiłki Wielkiego Postu skierowane są na to, żeby przyprowadzić zranione przez grzech serce człowieka do rozrzewnienia. To skamieniałe, nieczułe na wszystko co duchowe od niezliczonego mnóstwa grzechów serce człowieka, które nie jest w stanie przynieść równoważnego swoim grzechom płaczu, dlatego że oddaliło się od Boga. Cerkiew, swoim ascetycznym, pokutnym nastrojem i nauczaniem, na początek otwiera, czyni bardziej czułym i w końcu „kruszy” całe jego okamienienie. Od tego skruszenia, tych metodycznych „uderzeń” w serce człowiek stopniowo przychodzi rozrzewnienie, rozrzewnienie zaś, ze swojej strony oczyszcza naszą duszę, odnawia ją i oświeca.

Na samym początku wysiłek pokajania można porównać do palącego ognia, wypalającego w człowieku wszystko co stare. Sprawia on w duszy pewną mękę, jednk potem, kiedy chrześcijanin ćwiczy się stale w pokajaniu, ten ogień już nie parzy, ale przemienia się w światłość, która jego oświeca, osładza i obwieszcza, że Jezus Chrystus wybacza mu i Sam jawi się jako Najsłodsza Światłość, przy porównaniu z Którą wszystkie światowe dobra przygasają.

Tak więc przystąpmy to tego duchowego wysiłku z dużym staraniem, a nie małodusznością i lękliwością. Człowiek lękliwy nic nie osiąga na tej drodze, dlatego, że ani trochę nie jest uczestnikiem Królestwa Niebieskiego, gdyż pokłada nadzieję tylko na swoje własne siły. Zapomina o Wszechmocy Bożej,  zapomina o tym, co mówi apostoł Paweł: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13) i dalej: „Bóg (…) wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” (1 Kor 1, 27) i jeszcze: „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9). Ja mogę wszystko – nie sam z siebie, oczywiście, i nie o swoich siłach, ale siłą Chrystusową, która mnie wzmacnia. Z takimi myślami i radosnym nastrojem powinniśmy przystępować do tego błogosławionego wysiłku. Święty biskup Jan Złotousty pisze o tym tak: my, na podobieństwo lwów szykujących się do skoku, nawet nie powinniśmy myśleć, że nie wytrzymamy wysiłku Wielkiego Postu.

„Bóg z nami” – śpiewa się na wielkim powieczerzu, a jeśli On z nami, to nie zostawi nas, ale da nam siły. Daj Bogu swoje dobre zamiary, a otrzymasz od Niego siły dokonać dzieło zbawienia swojej duszy, a nie tylko przejść cały Wielki Post. Jeśli zaś nam z powodu cielesnej słabości nie udaje się zachowywać postu tak jak to wyznacza Reguła Cerkwi, to powinniśmy wziąć błogosławieństwo duchowego ojca na złagodzenie postu, nie smucąc się, gdyż w Cerkwi istnieje takie pojęcie jak ekonomia (czyli łagodne odnoszenie się do kogoś lub czegoś).

Kto nam przeszkadza w ukorzeniu się i pokajaniu, oprócz nas samych? Dla osiągnięcia pokory nie wymaga się od człowieka, żeby był młody i pełny cielesnych sił. On musi tylko mieć pokorne mniemanie o sobie, ze wszystkich sił unikać grzechu, i cały czas mieć skruszone serce. My wszyscy, młodzi i starzy, zdrowi i chorzy, możemy przyciągnąć w swoje serca łaskę, rodzącą się od pokory. To, czego wymaga od nas Pan Bóg - to nasze serce: wszystkie jego pragnienia i miłość powinny być skierowane ku Bogu – „synu, daj Mi serce twoje”. Uda się to nam, jeśli oswobodzimy się od siebie samych i od namiętności które nas krępują. Post jawi się na tej drodze tylko pierwszym, ale zdecydowanie niezbędnym krokiem, który prowadzi nas do stanu męstwa, w którym my „zrywamy” całą wiązkę namiętności. A potem z wielką śmiałością w duchowej walce będziemy mogli wybawić się od złości, obłudy i tego wszystkiego, co zaczernia ikonę Bożą – człowieka. Ale wszystkim nam, powtarzam znowu i znowu, niezbędne jest pozyskać pokorę. A o tym, jak osiągnąć pokorę, bardzo wiele napisane jest w ascetycznej literaturze.

Człowiek pokorny z lekkością może pokajać się za swoje grzechy, pomodlić się, przywrócić zdrowy stan duszy i ciała. Pyszny zaś pokajać się nie może. On nie może trzeźwo ocenić rzeczywistego stanu rzeczy: zrozumieć, że on potrzebuje wsparcia Bożego. Pyszny nigdy nie doświadcza poczucia winy. On zawsze ma rację, on nigdy nie powie „wybacz”, on stale usprawiedliwia się. I co gorsze, w jego życiu nie ma Chrystusa. Chrystus jest w sercu tego, kto pokornie uznaje siebie za grzesznika i kaja się. Nie ma żadnego miejsca dla Chrystusa w sercu, przepełnionym pychą. „Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę” (Jk 4, 6) – powiedziano w Piśmie Świętym.

W ten błogosławiony czas przyjmijmy postanowienie, by razem z cielesnym wysiłkiem postu największą uwagę  zwrócić na pokajanie (nawrócenie się, pokutę, red.). Porozmyślajmy nad tym, jaką ofiarę poniósł z naszego powodu Chrystus, nad tym, jak On nas miłuje i jak daleko znajdujemy się od niego. Widząc ten dystans oddzielający nas od Boga, okażmy skruchę z tego powodu, błagajmy Go żeby przebaczył nam nasze grzechy, przybliżył się do nas i wszedł w nasze serce. I bądźmy pewni, że Pan Bóg, widząc taką naszą pokorę, przyjdzie do naszego serca, pocieszy nas i wesprze, upewni nas o Swojej miłości i o naszym zbawieniu.

W Cerkwi żyjemy nie kłamliwymi utopijnymi ideami, nie moralną pobożnością, ale żywym, osobistym doświadczeniem relacji z Bogiem. Bóg zawsze „zwraca Oblicze Swoje” do nas, On zawsze jest obok i człowiek powołany jest odnaleźć swoje osobiste doświadczenie relacji z Bogiem, które stanowi dla niego najbardziej znaczącym, najważniejszym doświadczeniem w jego życiu. Za przykład służą nam święci, w życiu których była jawna obecność Boga.

Żyjąc tak z czasem staniemy się autentycznymi chrześcijanami. A wypełnienie ewangelicznych przykazań, jeśli będziemy stale za tym podążać, w swoim czasie przyniesie godny owoc, przemieniając naszą istotę, czyniąc ją świątynią Ducha Świętego i błogosławionym naczyniem Bożym.

Metropolita Limassol Atanazy

za: http://www.pravoslavie.ru/101738.html

zdjęcie: Jarosław Kaczmarczyk, za: orthphoto.net