cerkiew.pl

Bóg w modlitwie bez odpowiedzi

tłum. Gabriel Szymczak, 12 września 2020

Ktoś, najwyraźniej młody dorosły, niedawno do mnie napisał i zapytał o modlitwę. Ta osoba miała trudności z dostrzeżeniem różnicy między zmartwieniem a modlitwą. Zastanawiała się, czy modlitwa, choć zbawienna dla nas, naprawdę ma wpływ na tych, za których się modlimy. W szczególności osoba ta martwiła się i / lub modliła się za swoich rodziców, którzy wydawali się coraz bardziej od siebie oddalać. Czy Bóg wysłuchał jego / jej modlitw za nich? Czy modlitwy dziecka naprawdę wpływają na rodziców?

To, co napisałem do tej osoby, to nie wszystko, co można powiedzieć w tej sprawie, ani chyba nie jest to najlepsza rzecz, jaką można powiedzieć. Jednak tak właśnie myślę; i mam nadzieję, że było to pomocne. Problem bólu i cierpienia oraz pozornie niewysłuchana modlitwa jest dla wielu wielkim skandalem, teodyceą, przyczyną ateizmu. Dla innych ten sam ból i cierpienie oraz pozornie niewysłuchana modlitwa inicjuje walkę z Bogiem, która skutkuje Boskim objawieniem, podobnym do spotkania Hioba z Bogiem i zmieniającym wszystko. To było (i nadal jest) także moje doświadczenie, które wpływa na to, jak wszystko postrzegam. Tak więc, proszę, wybacz mi, jeśli moje podejście wydaje się zbyt ciężkie; lżejsze byłoby być może tym, którego wielu potrzebuje. Ale ponieważ większość mojego życia była dość ciężka, wydaje mi się, że to, co napisałem, jest słuszne.

Oto część tego, co napisałem:

Jest duża różnica między zamartwianiem się a modlitwą, chociaż na początku mogą one wydawać się bardzo podobne. W rzeczywistości to, co zaczyna się jako zmartwienie, może doprowadzić nas do modlitwy. Kiedy modlimy się za kogoś lub za jakąś sytuację, o którą się martwimy, z reguły zaczynamy od próby powiedzenia Bogu, czego byśmy chcieli, co naszym zdaniem może i powinno się wydarzyć. Ale wkrótce zdajemy sobie sprawę, że Bóg już wie - o wiele lepiej od nas - co może i powinno się wydarzyć. Zdajemy sobie również sprawę, że Bóg kocha naszych bliskich o wiele bardziej niż my. Bóg kocha i jest potężny, ale ludzie są wolni. Ludzie dokonują wyborów - często nawet nie zdając sobie sprawy, że w danym momencie to właśnie czynią - ale mimo to dokonują wyborów, a Bóg szanuje te wybory.

Dlatego modlimy się, aby Bóg zmiłował się, aby Bóg dotknął serc naszych bliskich. Bóg jest jedynym, który ma tam dostęp, jedynym, który może dotknąć innej osoby w taki sposób, że to naprawdę coś zmieni. Ale jednak - dalej to każdy z nas dokonuje wyborów. Każdy z nas musi ukorzyć się i pokutować, kiedy Bóg dotyka naszych serc, ale wielu ludzi po prostu nie chce tego robić, przynajmniej na razie.

Z Bogiem wszystko jest możliwe: tak mówi nam Jezus. Bóg może zmienić serca i umysły, ale czyni to bez poświęcania ludzkiej wolności. Wielką tajemnicą zbawczej miłości Boga jest to, że czyni On to, co wydaje się nam niemożliwe (przemienia grzeszne istoty ludzkie) bez naruszania naszej wolnej woli. Widzicie, jedną z wielu zalet, jakie Bóg ma w porównaniu ze Swoimi stworzeniami, jest to, że znajduje się poza czasem. Bóg ma cały czas na świecie, aby nad nami pracować - nie tylko w tym wieku, ale także w przyszłym (przynajmniej w ten sposób zrozumiałem modlitwy, którymi Kościół uczy nas modlić się za zmarłych). I tylko Bóg wie, ile czasu i rzeczywiście - ile cierpienia lub czegokolwiek innego potrzebuje każdy z nas, aby prawdziwie i głęboko odpokutować i zwrócić się do Niego. Ale jest to oczywiście trudne dla nas, zwłaszcza dla tych z nas, którzy muszą patrzeć, jak nasi bliscy cierpią i walczą, i generalnie przechodzą przez piekło nie wiedząc, kiedy i jak to się skończy.

Dlaczego tak musi być? Dlaczego rodzice zaczynają się obrażać i ranić? Dlaczego dzieci odwracają się od swoich rodziców? Dlaczego niewinne dzieci cierpią na choroby lub - co gorsza – wskutek samolubstwa i bezduszności dorosłych? Jak to się dzieje, że ludzie i narody zmotywowani strachem, złością lub poczuciem słusznego oburzenia uważają, że można zrzucić bomby na innych ludzi, strzelać do przechodniów lub zostawiać osierocone dzieci drżące w zimnych namiotach w obozach dla uchodźców? To niesprawiedliwe. To niesprawiedliwe, że Bóg dopuszcza pozornie bezsensowne cierpienie, że niewinni cierpią, podczas gdy jawnie winni prosperują i wydają się nie odczuwać żadnego poważnego bólu. Wydaje się, że to wszystko jest winą Boga, przynajmniej taki argument wysuwa biblijny Hiob, gdy próbuje wystawić Boga na próbę: jak Bóg może pozwolić na to niesprawiedliwe cierpienie?

Gdyby Bóg nie stworzył ludzi wolnymi, wtedy po prostu zmuszałby ludzi do właściwego postępowania - ale wtedy nie bylibyśmy ludźmi. Bylibyśmy czymś innym, po prostu działającymi, wychudzonymi i bezwłosymi gorylami. Ale Bóg uczynił ludzi wolnymi. Co więcej, Bóg nie umieścił żadnego z nas na jej czy jego własnej planecie, tak aby każdy cierpiał lub odnosił korzyści tylko z konsekwencji swoich własnych wyborów, swoich własnych działań. Bóg umieścił nas wszystkich we wspólnocie, w świecie, który razem dzielimy, świecie, w którym wybory każdego z nas wpływają na wszystkie inne. Nie tylko moje wybory i ich konsekwencje mają natychmiastowy wpływ na ludzi wokół mnie, ale moje wybory wpływają również na tych, którzy są daleko, a nawet na tych, którzy jeszcze się nie narodzili. To jest po części celem pierwszych jedenastu rozdziałów Księgi Rodzaju: wyjaśnienie, dlaczego świat jest tak zniszczony, jak jest. Bóg dał ludzkości piękny ogród, a ludzie wybrali życie poza nim. Bóg dał ludzkości życie, a ludzkość wybrała śmierć. Wszyscy rodzimy się w świecie, który od tysiącleci wybrał śmierć, odwrócił się od Boga, wybrał samolubstwo zamiast miłości, wybrał pobłażanie sobie - a nie samokontrolę, wybrał kierowanie się namiętnymi pragnieniami i strachem przed śmiercią.

Wszyscy urodziliśmy się w bardzo chorym i zepsutym świecie.

Wydaje mi się, że prawdziwe pytanie nie brzmi: „Dlaczego na świecie jest tyle cierpień?” Kiedy patrzę na samolubstwo własnego serca i własne motywacje, z łatwością mogę odpowiedzieć na to pytanie. Dla mnie prawdziwe pytania brzmią: „Dlaczego w ogóle istnieje jakieś piękno? Dlaczego ludzie wciąż mogą doświadczać nadziei, wiary i miłości pośród niewyobrażalnego bólu i niesprawiedliwości? Jak to się dzieje, że Bóg jest w stanie przebić się, dotknąć i pomóc tym, którzy Go wzywają, nawet pośród szaleństwa i piekielnego cierpienia?”

To są pytania, na które nie mogę odpowiedzieć, przynajmniej nie bez przywołania wielkiego Boga, który kocha ludzkość tak bardzo, że nawet w bałaganie, który sami sobie stworzyliśmy, Bóg nadal mówi, nadal sięga przez to, co piękne, prawdziwe, pełne miłości i spokoju. Oto wielkie cuda naszego świata: że Boga można znaleźć, można Go poznać pośród nieuzasadnionego i krzywdzącego cierpienia i niesprawiedliwości, nawet w bólu i zamieszaniu naszego złamanego życia, złamanych ciał i złamanych umysłów. To jest cud, że tam, gdzie jest Bóg, świeci światło, dzieje się miłość, istnieje nadzieja i tak, nawet odczuwana jest radość, rodzaj radości, który płacze i cierpi z innymi, rodzaj radości, której doświadczył Jezus, gdyż mówi się o Nim „mając przed Sobą wesele, podjął krzyż”.

Wybacz mi - wydaje się, że odszedłem od bezpośredniej odpowiedzi na twoje pytania, ale to wszystko jest w jakiś sposób powiązane. Tak, nasze modlitwy zmieniają nas, ale nasze modlitwy zmieniają także innych. Kiedy modlimy się za tych, których kochamy, tych, których oddajemy w ręce Boga, modlimy się, aby Bóg dotknął ich serc, aby Bóg działał opatrznościowo w ich życiu i okolicznościach. Bóg słyszy nasze modlitwy i odpowiada na nie, ale Bóg działa również z wolną wolą ludzi, za których się modlimy. Bóg porusza serca i działa opatrznościowo, aby pomagać i prowadzić tych, za których się modlimy, do tego, co jest zbawienne, dobre, prawdziwe, piękne i pełne miłości. Jednak to ludzie dokonują wyborów (niezależnie od tego, czy zdają sobie z tego sprawę w danym momencie), a wybory mają konsekwencje (niezależnie od tego, czy są one w danej chwili widziane lub uświadamiane). Ale nawet te wybory i ich konsekwencje, choć mogą być bolesne, są również używane przez Boga, aby otworzyć nasze serca i przywołać nas do Niego. Dlatego musimy powierzyć Bogu naszych bliskich. (Jak mówi się w Boskiej Liturgii: „Sami siebie, wszyscy siebie nawzajem i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddajmy”). Modlimy się, a Bóg porusza serca i ludzie się zmieniają – na tyle, na ile ktoś chce być dotknięty, chce ulec zmianie.

Nie ma sposobu, aby wymusić coś na Bogu, zmusić Go do zrobienia tego, co my uważamy za słuszne. Wiara oznacza zaufanie, nawet jeśli życie nie ma żadnego sensu. Wiara oznacza wiarę, że to, co widać, to nie wszystko, co jest, że Bóg rzeczywiście robi wszystko, co możliwe, aby nas zbawić i pomóc, że pomimo szaleństwa, obłędu i bólu - Bóg jest blisko. Życie w tej wierze jest życiem chrześcijańskim. To jest życie w Chrystusie, życie ukrzyżowane w Chrystusie, życie zarówno śmierci, jak i zmartwychwstania w Chrystusie.

o. Michael Gillis

za: Praying in the Rain

fotografia: kanik /orthphoto.net/