cerkiew.pl

To, co ważne

tłum. Gabriel Szymczak, 08 września 2020

Serce pełne pokoju

Te trudne czasy sprawiają, że coraz więcej ludzi traci nadzieję. Walka o dokończenie swego dzieła staje się coraz bardziej stresująca dla coraz większej liczby ludzi, a chrześcijanie nie są tu wyjątkiem.

Kiedy jesteśmy nieszczęśliwi, dobrze jest zwrócić naszą twarz ku Chrystusowi, pamiętając słowa z Ewangelii Mateusza: „Zaprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”. Ten świat niczego nam nie obiecuje, ale w Chrystusie mamy wszystko, ponieważ On jest jedyną ucieczką, do której możemy się zwrócić w czasie próby.

„Tu na ziemi nie ma nic, co mogłoby zapewnić nam wewnętrzny spokój. Ani bogactwo, ani chwała, ani honor, ani pozycja, ani rodzina, ani sąsiedzi nie mogą dać nam niezachwianego wewnętrznego spokoju. Jest tylko jeden dawca życia, pokoju i radości - Bóg (starzec Tadeusz z Witownicy)”.

Jako chrześcijanie nie możemy pozwolić, aby cokolwiek zakłóciło nasz spokój serca, ponieważ wiemy, że to życie jest przemijające. „Jeśli myślisz, że raj można znaleźć na ziemi, nawet w monasterze, to bardzo się mylisz. Raj - pełne błogosławieństwo - nie istnieje i nie może istnieć na ziemi, ponieważ człowiek nie został stworzony dla ziemi, ale dla nieba (igumenia Thaisia z Leushino)”.

***
Czujność

Starzec Efrem z Philotheou opisał czujność jako „topór, który łamie wielkie drzewa, uderzając w ich korzenie. Kiedy korzeń zostanie uderzony, nie wyrasta ponownie." Świadome zwracanie uwagi na nasze myśli jest ważną taktyką w walce duchowej i jest konieczne, jeśli mamy dysponować skuteczną bronią, silniejszą niż broń wroga.
Święty Paisjusz ze Świętej Góry opowiada nam o niektórych konsekwencjach braku czujności. „Kiedy nasza dusza żyje beztrosko, nie pilnując swoich myśli, w konsekwencji zapełnia się brudnymi i przebiegłymi myślami. W rezultacie w ludziach zaczynają rozwijać się problemy psychologiczne, stopniowo narastające…. Niektórzy ludzie, gdy znajdują się w takiej sytuacji i stają twarzą w twarz z problemem, nie zdają sobie z tego sprawy, a tym samym nie są w stanie pokornie wyznać duchowemu ojcu swojego upadku. Zamiast tego szukają „świeckiego” rozwiązania i konsultują się z psychiatrą, który nieuchronnie przepisze leki… Jedynym rozwiązaniem jest uświadomienie sobie problemu i wyznanie go duchowemu ojcu, a następnie pokorne postępowanie zgodnie z jego radą”.
Czujność i modlitwa Jezusowa są bronią, która wzajemnie się wzmacnia, tak jak nieustanna modlitwa idzie w parze z czujnością i uważnością intelektu. Życie chrześcijańskie bez czujności jest skazane na niepowodzenie.

***
Czego wymaga Pan?

Kiedy zastanawiamy się, jak żyjemy jako chrześcijanie, patrzymy na tych, którzy pozostawiają wrażenie dobroci, życzliwości i pokory – i widzimy w nich przykład osoby, którą chcielibyśmy się stać. Taka święta osoba w każdym swoim czynie emanuje pokorą Pana, a kiedy jesteśmy w jej obecności - miłość wydaje się być namacalna. Jednak człowiek o takich właściwościach nie bierze się znikąd, nie są to bowiem naturalne cechy, które można znaleźć u większości ludzi.

Pokora i dobroć rozwijają się z biegiem czasu, ponieważ człowiek szukał łaski Bożej i czasami już od dzieciństwa podejmował każdą próbę oddania miłości i dobroci, jaką otrzymał od Ojca Światła.

Na co dzień pragnie on upodobnić się do Chrystusa. Pokora Pana staje się jego osobistym standardem, ponieważ szybko wybacza, szybko oddaje przysługi i pragnie być życzliwym dla każdego, kto się do niego zbliża.

Ten człowiek nie udaje słodyczy duszy, jak gdyby był politykiem ubiegającym się o urząd, ponieważ to sam Pan w nim mieszka, i to Chrystus w nim jest pełen sprawiedliwości, dobroci, miłości i miłosierdzia. Jak czytamy w Księdze Micheasza 6, 8: „Powiedziano Si, człowiecze, co jest dobre. I czegoż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim”.

***
Dlaczego oceniasz swego brata?

Obawiając się utraty kontroli, budujemy wokół siebie mur obronny, nie pozwalając sobie na autentyczność. Obawiając się odrzucenia, postrzegamy siebie jako niegodnych miłości i obwiniamy innych. Wiedząc, że jesteśmy nieautentyczni, uciekamy od prawdy, stając się krytycznymi wobec innych. Okłamujemy siebie i innych, ukrywając naszą niepewność i niegodność oraz odcinając się od miłości. Czujemy, że nie jesteśmy warci miłości, więc odrzucamy miłość innych, a ostatecznie miłość Boga.

W konfrontacji z naszym własnym krytycznym duchem, musimy prosić Świętego Ducha, aby objawił nam jego źródło. Dlaczego decydujemy się być krytyczni wobec innych, skoro tak naprawdę jesteśmy zranionymi duszami, cierpiącymi pod zasłoną oszustwa? Winę znajdujemy w innych tylko dlatego, że nie ośmielamy się stawić czoła własnej nieautentycznej jaźni.

Pełnia życia to poznanie siebie i odwdzięczenie się innym. Kiedy nie wybaczamy sobie niedociągnięć, obwiniamy innych. Niepewni i niegodni, odrzucamy miłość i przyjaźń innych uważając, iż gdyby znali prawdę, uznaliby nas za niegodnych. Jesteśmy oszustami. Okłamujemy siebie i innych. Trwamy w dużych i małych kłamstwach, a ostatecznie okłamujemy Boga. Żyjemy w strachu, że zostaniemy zdemaskowani, a prawdę maskujemy krytykując innych. Staramy się o władzę nad innymi, ponieważ nie jesteśmy autentyczni i nie mamy prawości.

„Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga. Napisane jest bowiem: Na moje życie – mówi Pan – przede mną klęknie wszelkie kolano, a każdy język wielbić będzie Boga. Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu. Przestańmy więc wyrokować jedni o drugich. A raczej to zawyrokujcie, by nie dawać bratu sposobności do upadku lub zgorszenia” (Rz 14, 10 - 13).

igumen Tryfon

za: The Morning Offerings

fotografia: Arxidiakon /orthphoto.net/