cerkiew.pl

Bojaźń Boża

tłum. Gabriel Szymczak, 14 sierpnia 2020

Kościół nie stoi w opozycji do ludzkiego ciała. Dlatego Ojcowie tak bardzo starali się, aby swoimi ascetycznymi wysiłkami nie uszkodzić ciała. Starali się podporządkować je Duchowi Świętemu i przykazaniom Bożym, nie zaś szukać przyjemności i cielesnych upadków - nigdy jednak nie akceptowali tego, że ich ciała powinny zostać zniszczone.

W literaturze patrystycznej jest takie powiedzenie, że „nie zabijamy ciała, ale zabijamy namiętności”. To grzech i namiętności zabijają, a nie ciało, będące świątynią Boga. A jeśli czasami mamy wrażenie, że święci wydają się bezlitośni i surowi w traktowaniu ciała, to nie chodziło o zabicie go, ale - jak powiedzieliśmy - zabicie grzechu i namiętności. Traktowali je tak dlatego, że ciało było często więźniem grzechu i namiętności. Kościół nigdy nie pozwolił ludziom zabijać lub okaleczać swoich ciał w pogoni za jakąś cnotą. Poza tym musimy nauczyć się pokonywać różnice między płciami. Innymi słowy, powinniśmy nauczyć się traktować innych ludzi nie w kategoriach seksualnych czy cielesnych, ale jako obraz Boga, jako naszych braci i siostry, jako ludzi przeznaczonych do uświęcenia i uwielbienia. Jeśli widzimy ich w tym świetle, nie będziemy ich traktować w sposób grzeszny, ale w sposób święty i cnotliwy. Taki jest pogląd Kościoła na ludzkie ciało.

W Starym Testamencie Bóg mówi: „Mieszkanie moje będzie pośród nich, a Ja będę ich Bogiem, oni zaś będą moim ludem” (Ez 37, 27). Bóg przemawia osobiście, tysiące lat przed Chrystusem, i mówi, że stworzy swój własny lud.

W Kościele nie ma etniczności. Dlatego wszyscy pracujemy razem, bez względu na pochodzenie etniczne, choć oczywiście nie oznacza to lekceważenia naszej ojczyzny i naszego narodu. Ale w Kościele wykraczamy poza to. Tak więc w Kościele jest nowy lud, nowy naród. Lud, o którym Duch Święty powiedział tysiące lat temu, że Bóg będzie chodził pośród niego i będzie jego Bogiem, jest w rzeczywistości narodem chrześcijan. Jesteśmy nowym ludem, nasze pochodzenie etniczne nie ma znaczenia. Dlatego prorok Izajasz mówi: „Przeto wyjdźcie spośród z nich i odłączcie się od nich, mówi Pan, i nie tykajcie tego, co nieczyste” [w rzeczywistości jest to św. Paweł cytujący Izajasza, 2 Kor 6, 17].

Bóg mówi, że nas zaakceptuje, stanie się naszym Ojcem, a my będziemy Jego synami i córkami. W ten sposób Bóg zachęca nas do oddzielenia się nie od innych ludzi, ale od grzechu, od tego, co ziemskie. Kiedy mówi nam, abyśmy opuścili świat i nie kochali go, nie ma na myśli naszych bliźnich, ale świecki sposób patrzenia na rzeczy - to znaczy grzech.
Ludzie, którzy chcą podążać za Chrystusem, nie mogą po prostu robić tego, co robią wszyscy inni. Jeśli chcesz podążać za Chrystusem, twoje serce musi ci to nakazać i musisz porzucić wszystko, co światowe. Musisz odrzucić jakiekolwiek połączenie z grzechem. Wtedy Bóg stanie się twoim Ojcem, a ty zostaniesz Jego synem lub córką. Tak będzie na pewno, ponieważ kiedy Bóg coś mówi - jest to zapieczętowane, potwierdzone i powtarzane na przestrzeni wieków. Bóg nigdy nikogo nie opuszcza.

Dlaczego więc jesteśmy tchórzliwi i leniwi? Mamy Bożą obietnicę, więc zróbmy pierwszy krok: pójdźmy pod prąd i wbrew świeckiemu sposobowi myślenia, a wtedy Bóg stanie się naszym Ojcem, a my Jego synami i córkami.

Święty Paweł mówi dalej: „Mając przeto takie obietnice, najmilsi, oczyśćmy się z wszelkich brudów ciała i ducha, dopełniając uświęcenia naszego w bojaźni Bożej” [2 Kor 7, 1]. Oznacza to, że powinniśmy oczyścić się z każdego popełnionego grzechu, czy to ciała, umysłu czy duszy, i prowadzić święte życie w bojaźni Bożej.

Bojaźń Boża nie jest jakimś psychologicznym strachem, ale świadomością Jego miłości i podziwem, jaki odczuwamy w naszych duszach dla Niego, kiedy patrzymy na majestat Jego świętości i czystości. Kiedy widzimy tę świętość i zdajemy sobie sprawę, kim powinniśmy być i kim jesteśmy, i kiedy boimy się zerwania naszej relacji z Nim, to jest to bojaźń Boża. Ponieważ jeśli boisz się Boga w sposób psychologiczny, nie kochasz Go naprawdę.

Święty Jan mówi, że doskonała miłość usuwa strach. Święty Antoni mówi: „Nie boję się już Boga, ale Go miłuję”. A więc bojaźń przed Bogiem jest szacunkiem dla Niego, miłością do Niego. Jeśli kocham Boga, uważam, aby nie stracić tej miłości. Im bardziej Go kocham, tym bardziej jestem ostrożny.

Tekst jest fragmentem nagranego przemówienia.

metropolita Limassol Atanazy

za: Pemptousia

fotografia: bogdan /orthphoto.net/