cerkiew.pl

Pokonać kryzys

tłum. Gabriel Szymczak, 07 sierpnia 2020

Stoimy obecnie w obliczu trudnych czasów, które dotykają wszystkich. Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy na pokładzie statku (a statek to nasz mały kraj), żeglujemy po wzburzonych morzach nie wiedząc, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Kiedy jakieś trudności dotykają kraju, rodziny, społeczeństwa, są realne i bolesne. Nie daje się jednak pocieszenia mówiąc, że przecież nic się nie dzieje. Właściwym sposobem jest rozpoznanie, że stoimy w obliczu pewnych trudności i szukanie sposobów radzenia sobie z nimi.

Kiedy kraju lub człowieka dotykając trudności, ludzie martwią się i cierpią, przejmują się i ponoszą tragiczne konsekwencje; nie oznacza to jednak, że wszystko zostało spowodowane przez Boga, ponieważ Bóg nie chce sprawiać ludziom cierpienia, ani nie współdziała z uciskiem, który nas dręczy. Trud, niepokój i cierpienie nigdy nie pochodzą od Boga, ale są spowodowane albo przez diabła, albo przez nasze własne działania.

Niemniej jednak, bez względu na to, skąd się one biorą, głównym zadaniem jest spróbować mądrze poradzić sobie z sytuacją i wykorzystać ją do duchowego wzrostu, przekształcając trudności w błogosławieństwo, a głęboką ciemność w prawdziwe światło. Nikt nie jest wolny od trudności, ani grzesznicy, ani święci, ani bogaci, ani biedni; w którymś momencie każdy musi zasmakować goryczy ucisku.

Nie chodzi tutaj o to, jak uniknąć trudności, ale o to, jak sobie z nimi radzić. Kiedy Paweł Apostoł przemawiał do pogrążonych w żałobie, nie mówił im, że „Pan odpuści wam smutek i śmierć”, ale „nie smućcie się jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei” (1 Tes 4, 13). Innymi słowy mówił im, że z pewnością odczują smutek i że miecz przeszyje ich serca (z powodu śmierci ich bliskich), ale ostrzegał, aby nie stawali się podobni do tych, którzy nie mają nadziei. Wy, dzieci Kościoła, musicie uporać się z tymi trudnościami i przejść przez nie, pokładając jedyną nadzieję w Panu Jezusie Chrystusie. Nie ma nikogo innego, w kim powinniśmy pokładać nadzieję. Jak mawiał Dionysios Solomos, „nie jest łatwo otworzyć bramy, kiedy uderza w nie konieczność”.

Oczywiście można spojrzeć na obecną sytuację w innym świetle, ponieważ może nas ona wiele nauczyć. Mianowicie, jesteśmy również odpowiedzialni za trudności, z którymi się obecnie borykamy, ponieważ porzuciliśmy właściwy sposób myślenia i czuliśmy się bezpiecznie w sprawach niepewnych, niewłaściwych i wątpliwych. Te trudności na dłuższą metę również przyniosą pożytek. Jednak prawdą jest, że pierwszy cios wywołuje gorycz i ból.

Co możemy teraz zrobić? Przede wszystkim powinniśmy wierzyć, że Pan jest Tym, który rządzi wszystkim, podczas gdy wszyscy, którzy myślą, że rządzą światem, nie mają władzy. Nawet diabłu, kiedy kusił Chrystusa i pokazał Mu całe bogactwo świata i obiecał Mu je przekazać, jeśli odda mu pokłon, Jezus powiedział: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”(Mt 4, 10).
Są ludzie, którzy myślą, że tylko własnym wysiłkiem mogą odnieść sukces we wszystkim. Oczywiście, jeśli zajmujesz odpowiedzialne stanowisko, powinieneś zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy, aby osiągnąć jak najlepszy rezultat. Przede wszystkim jednak powinieneś uznać, że Tym, który rządzi światem i Tym, który ostatecznie ustąpi lub nie zgodzi się na to, co dzieje się ze światem, jest Pan, a nie jakaś istota ludzka. Źli ludzie mogą tworzyć plany; diabeł i jego poplecznicy mogą sprawiać kłopoty ludziom, całym rodzinom, całym społeczeństwom, krajom i całemu światu; jednak nie mają żadnej mocy przeciwko swojej ofierze, chyba że Pan na to pozwoli.

Kiedy Chrystus nie odpowiedział Piłatowi podczas przesłuchania, ten powiedział do Niego: „Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? ”(J 19, 10). A Jezus odpowiedział: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry”(J 19 , 11). Innymi słowy „nie miałbyś nade mną żadnej władzy, gdyby Bóg nie dał ci pozwolenia na kontynuowanie tego, co masz zamiar zrobić”.

Dlatego powinniśmy nabrać głębokiej i niezachwianej wiary, że nie stanie się ani nic więcej, ani mniej niż tylko to, na co Bóg pozwoli. Powinniśmy też uznać, że jesteśmy również odpowiedzialni za te trudności; cierpimy, ponieważ byliśmy nierozsądni i bezmyślni oraz wydaliśmy złe osądy.

Niemniej jednak musimy prosić Pana, aby przyszedł nam na ratunek, zsyłając nam swoją Boską opatrzność. Jak to uczynić? Kiedy ktoś staje przed Panem w głębokiej skrusze, rozpoznając swoje złe zachowanie i złe postępowanie oraz to, że prowadził lekkomyślne i bezbożne życie, kiedy żałuje i lamentuje, wtedy przyciąga Bożą opatrzność. Wszystkie udręki mają miejsce nie tylko dlatego, że niektórzy ludzie tego sobie życzyli, knując przeciwko nam, podżegani przez diabła, ale także dlatego, że odepchnęliśmy opatrzność Pańską przez nasze grzechy i głupotę. Wiadomo, że im dalej – choćby o jeden krok - od Pana, tym bliżej do wroga naszego zbawienia i tym więcej cierpień i burz nas dosięga, gdyż pozostajemy bez ochrony w obliczu tego, co nadciąga w naszym życiu.

W Starym Testamencie wszyscy prorocy i posłańcy Boży twierdzili, że grzech jest przyczyną wszelkich trudności. Ostrzegali również, że jeśli ludzie nie okażą skruchy i nie zmienią swojego postępowania, spadną na nich udręki. Jednak ludzie nie zwracali na to uwagi; żyli tak, jak chcieli, a nawet prześladowali, odrzucali i wyśmiewali proroków, prosząc ich, aby nie zawracali im głowy niepokojącymi rzeczami. Kiedy spotkały ich trudności, wraz z nimi cierpieli także prorocy; dlatego są uważani za wielkich świętych w obliczu Pana, ponieważ cierpieli razem z ludem i ponieśli wszystkie konsekwencje jego nieroztropności. Jednocześnie starali się też go wspierać i wprowadzić na drogę zbawienia.

Co sugerowali tacy prorocy? Z pewnością nie sugerowali żadnych światowych rozwiązań. Nawoływali do nawrócenia, powrotu do Pana i zmiany zwyczajów i myśli ludzi; wzywali do pokuty i powrotu na łono Ojca, aby przyciągnąć Jego opatrzność; wtedy sytuacja będzie się stopniowo poprawiać. To, czego potrzebujemy, to nie wracać do tego, co mieliśmy wcześniej; jeśli tak się nie stanie i nie zmienimy naszego postępowania, nic dobrego nie wyjdzie z całej sytuacji. Celem jest nie tylko przetrwanie kryzysu finansowego i globalnego, ale zmiana naszego sposobu myślenia, naszego umysłu - czyli metanoia, nawrócenie. Jeśli ktoś tak właśnie postępuje, oznacza to, że wykonał nad sobą właściwą pracę i przekształcił obecne trudności w duchową walkę. Jeśli tak się nie stanie, zapomnimy o wszystkim i wrócimy do swoich dawnych sposobów życia, gdy sytuacja się poprawi.

metropolita Limassol Athanasios 

za: Pemptousia (Źródło: magazyn „Paraklisi”, tom 72, maj-czerwiec 2013)

fotografia: Nadezda-1966 /orthphoto.net/