cerkiew.pl

Słowo o modlitwie w dzień świętego proroka Eliasza

tłum. Michał Diemianiuk, 02 sierpnia 2020

Kiedy czytamy w Biblii, w I i II Księdze Królewskiej [czyli III i IV Księdze Królewskiej w Septuagincie – przyp. tłum] o zdumiewających dziejach świętego proroka Eliasza, to porażony jest nimi nasz umysł; zdumiewamy się wieloma rzeczami: jego niezwykłą gorliwością o chwałę Bożą i pełnym brakiem strachu w dziele krzewienia wiary wśród narodu pogańskiego (a takim był wtedy naród izraelski); zdumiewa się nasz umysł, kiedy czytamy o jego niezwykłych cudach, zdumiewamy się przede wszystkim wtedy, kiedy czytamy o porażającej sile jego modlitwy. Wiecie bowiem, że on przez swoją modlitwę rozkazywał nawet żywiołom: on zakazał deszczowi padać na ziemię palestyńską przez trzy i pół roku, a potem znowu modlitwą swoją sprowadził deszcz na ziemię.

Przez modlitwę swoją sprowadził on ogień z nieba, który spalił ofiarę, obficie polaną wodą.

I właśnie na modlitwie proroka Eliasza chcę zatrzymać waszą uwagę, bowiem nie starczyłoby czasu, aby mówić o tym wszystkim wielkim, co uczynił. Ale nie tylko jego modlitwa: wiemy, że byli wielcy asceci pobożności, wielcy święci mnisi, którzy modlitwą swoją także czynili wielkie i większe cuda.

Ale chcę, żebyście byli przeniknięci myślą o tym, że nie tylko taka modlitwa, czyniona jawnie, widoczne dla wszystkich cuda, nie tylko modlitwa proroka Eliasza, modlitwy apostołów, modlitwy proroków i męczenników tworzą cuda; chcę, żebyście zrozumieli, że każda modlitwa także czyni cuda.

Jakież cuda czyni? Zupełnie nie takie sławne i zdumiewające, jakie tworzył prorok Eliasz; ona tworzy cuda nieznane dla nikogo, oprócz tej osoby, w czyjej duszy te cuda się dokonują.

Taka modlitwa, jak modlitwa świętego mnicha Serafina Sarowskiego, jak modlitwa świętego mnicha Sergiusza z Radoneża, jak modlitwa świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich, Warłaama Chutyńskiego, Nila Sorskiego i wielu innych świętych mnichów – taka modlitwa czyni niewidzialne cuda.

Święty Serafin i święty Sergiusz jeszcze za swego życia upodobnili się do aniołów w ciele, ich dusze pełne były najgłębszej wiary, pełne najczystszej miłości do Boga i do ludzi. Oni jaśnieli wiarą, jaśnieli miłością.

Jakże osiągnęli oni taką światłość, przez co osiągnęli?

Osiągnęli swoją modlitwą, przede wszystkim modlitwą; co prawda także najsurowszym postem i czuwaniem.

Czy wiecie, że święty Serafin Sarowski tysiąc dni i tysiąc nocy stał na kamieniu, modląc się do Boga? Ta oto zdumiewająca modlitwa uczyniła go aniołem w ciele. Od tej modlitwy miłość Boża zamieszkała w jego duszy, i jaśniało jego serce taką miłością, że każdego przychodzącego witał pełnymi miłości słowami: „Radości moja”!

Widzicie, modlitwa dokonała cudu w duszy świętego Serafina, dokonywała cudów także w duszach innych świętych mnichów, liczba których jest ogromna. Modlitwa dokonywała cudów znoszenia cierpienia także u męczenników, a to nieosiągalne znoszenie cierpienia wstrząsało duszami i widzów ich męczeństwa, i nierzadko nawet katów, którzy ranili i męczyli ich – zwracali się oni ku Chrystusowi.

I tak, widzicie, że modlitwa, która nie dokonuje widocznych, zdumiewających nasz umysł cudów, tworzy cuda w głębi ludzkich serc.

Ona zupełnie przemienia te serca, bowiem serca świętych mnichów i męczenników są zupełnie niepodobne do serc zwykłych ludzi, tej masy ludzkości, którą Pismo Święte nazywa narodem ziemi, a ja ośmielam się nazywać – narodem-trawą – rozpala serca i tych ludzi.

I tak, wiedzcie, że w waszej modlitwie jest siła Boża, dokonująca cudów w waszych sercach. Wiedzcie: modlitwa to najważniejsze ze wszystkich dzieł człowieka-chrześcijanina. Wszystkie inne jego dzieła są małe i znikome, zupełnie znikome w porównaniu z dziełem i trudem modlitwy.

Jak usycha wszelka roślina bez wody w suchej glebie, tak usycha i dusza człowieka, jeśli nie karmi się modlitwą. Jej także potrzebne są pokarm i woda, ale woda szczególna, ta woda żywa, którą Chrystus obiecał dać niewieście-Samarytance w rozmowie z nią, ta woda, która płynie do życia wiecznego, o której mówił On w świątyni jerozolimskiej w dniu Przepołowienia [połowa okresu Pięćdziesiątnicy – przyp. tłum.]

Ta oto woda, woda łaski Bożej, jest potrzebna, całkowicie niezbędna dla każdego z nas. I tę wodę żywą, to źródło łaski otrzymujemy w modlitwie.

Ale kiedy mówię o modlitwie, często mi odpowiadają: ja nie umiem się modlić. Nauczcie mnie modlić się.

Co odpowiadam?

Odpowiadam przede wszystkim, że modlitwa jest największym i najtrudniejszym ze wszystkich dzieł człowieka. Wiemy, że nie nauczymy się łatwo żadnego trudnego dzieła. Konieczna jest nauka we wszystkich sprawach, w każdym rzemiośle.

Jeśli w sprawach ludzkich potrzebna jest długa nauka, to tym bardziej w tej największej ze wszystkich spraw. Uczcie się, uczcie, bez końca się uczcie – i otrzymacie.

A jak zacząć naukę? Tak oto: jest wiele modlitw, ułożonych i napisanych przez wielkich świętych Bożych, przez wielkich świętych biskupów, wielkich świętych mnichów i męczenników.

Módlcie się tymi modlitwami, nie naśladujcie tych, którzy wzgardzają tymi modlitwami i układają własne. Ich modlitwy są słabe i szablonowe, gdyż znikomy jest ich duch w porównaniu z duchem świętych ojców.

Nie wymyślajcie swoich modlitw, módlcie się tymi, którymi uczy was Święta Cerkiew. Ale czytając te modlitwy, wnikajcie w każde ich słowo, łapcie się na każdym roztargnieniu, na każdym oddaleniu od słów modlitwy.

Jeśli będziecie tak się modlić, to święte modlitwy wielkich świętych Bożych uświęcą wasze dusze.

Ale jest jeszcze jedna modlitwa – modlitwa Jezusowa – ona uważana jest za najważniejszą i najbardziej niezbędną dla wszystkich mnichów.

„Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym”.

Ta oto modlitwa zaiste dokonuje cudów i dlatego uważa się ją za nadzwyczaj ważną, jeśli nie najważniejszą ze wszystkich.

Nauczcie się tej modlitwy i zaczynajcie od niej. Uczcie się jej tak: zamknijcie drzwi waszego pokoju, jeśli chcecie to stójcie, jeśli chcecie to nawet siedźcie na krześle, jeśli chcecie, stańcie na kolanach.

Nisko opuściwszy głowę, przede wszystkim popatrzcie w swoje serce, rozmyślając i przypominając sobie, który z całego wielkiego mnóstwa grzechów najbardziej męczy wasze serce, jaki najbardziej jest przeciwny Bogu.

Jeśli rozwiązłość, jeśli cudzołóstwo – o tym jednym myślcie, jeśli umiłowanie zysku – myślcie w pierwszej kolejności o tym, jeśli brak miłosierdzia, i okrutność, i niemiłość – na tym przede wszystkim skupcie swoją myśl.

Stojąc, siedząc, klęcząc, znajdźcie swój najcięższy grzech, nisko opuśćcie głowę i błagajcie Pana Jezusa przede wszystkim o przebaczenie tego waszego grzechu… Módlcie się modlitwą Jezusową, najlepiej na czotkach, i mówcie: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym”.

I w tym czasie myślcie o tym waszym najcięższym grzechu. Nie mniej niż sto razy powtórzcie tę modlitwę, zawsze skupiając myśl na najcięższym i najwstrętniejszym swoim grzechu. Zacząwszy od niego, przywyknijcie wspominać i inne grzechy.

Modląc się modlitwą Jezusową, będziecie trzymać w umyśle wszystkie grzechy i będziecie prosić u Pana przebaczenie nie tylko najcięższego, ale każdego swojego grzechu. Ta oto modlitwa dokona cudu w waszych duszach. Będzie wam wstyd, kiedy zaczniecie wyznawać przed Bogiem najcięższy swój grzech, poczujecie uparte pragnienie, aby oswobodzić się, koniecznie oswobodzić się od tego wstrętnego grzechu.

Modląc się, z dnia na dzień będziecie oswobadzać się coraz bardziej i bardziej od waszego głównego grzechu i od wszystkich innych waszych grzechów, i wasza dusza będzie przemieniać się.

Sami zaczniecie zwracać uwagę, jak zmieni się wasze odnoszenie się do bliźnich: sami zauważycie, że stajecie się coraz bardziej miękkimi, bardziej cierpliwymi, łagodnymi, pokornymi.

Będziecie z wielką ostrożnością odnosić się do ludzi, będziecie uważać na to, żeby nikogo i niczym nie urazić i nie zasmucić. I modlitwa Jezusowa przemieni wasze serce i dokona tego cudu – niewidzialnego cudu łaski Bożej w sercu waszym.

Oto, co chciałem powiedzieć wam o modlitwie.

A jeśli chcecie oczyścić serce wasze, jeśli chcecie bez strachu stanąć przez Sądem Ostatecznym Chrystusa – podążajcie za tym, co wam poradziłem.

Módlcie się, módlcie się modlitwą Jezusową i przede wszystkim kajajcie się i kajajcie.

Modlitwa pokajanna powinna być najważniejszą i stałą waszą modlitwą. Ale w miarę tego, jak ona będzie oczyszczać wasze serce, nauczycie się modlić nie tylko za siebie, ale i za bliskich i dalekich, za cały rodzaj ludzki; przyjdzie też najświatlejsza, najbardziej podobająca się Bogu modlitwa za nienawidzących i krzywdzących was.

Wcześniej radziłem wam nie naśladować sekciarzy w układaniu własnych modlitw, a teraz powiem, że jest najwyższa forma modlitwy – modlitwa bez słów, płacz duszy do Boga, który rozwiązuje niebiosa i doprowadzający nas do najżywszej jedności z Bogiem.

Niech Pan uczyni nas godnymi osiągnąć taką modlitwę!

Ale ona przyjdzie tylko wtedy, kiedy staniemy się prawdziwymi świątyniami Świętego Ducha.

Amen.

Święty biskup Łukasz (Wojno-Jasieniecki)

za: pravoslavie.ru