cerkiew.pl

Dolegliwość grzechu

tłum. Gabriel Szymczak, 09 lipca 2020

Kiedyś myślałem, że Krzyż Chrystusa to po prostu coś, na czym powiesiliśmy nasze grzechy, abyśmy nie musieli za nie cierpieć później. W rzeczywistości on jednak także określa (czy też precyzuje) wiele naszych cierpień. Niektóre z cierpień są cierpieniami duchowymi i z chrześcijańskiego punktu widzenia są źródłem wielu innych.

Jak zdefiniować cierpienie duchowe? Jezus powiedział, że krzyż powinien określać nasz styl życia. Ten styl życia podsumowują trzy przykazania: zaprzyj się samego siebie, weź swój krzyż i podążaj za Chrystusem. Kochamy Pana i chcemy być wierni naszemu Mistrzowi, ale jak możemy żyć takim życiem? Ponieważ Go kochamy, staramy się być wierni. Chcemy, aby Jego życie stało się naszym życiem, ale tak bardzo zawodzimy, a to sprawia, że cierpimy w naszych sercach, a nawet w naszych ciałach. Ten ból może się jeszcze nasilić, gdy rozejrzymy się po Kościele i zobaczymy wielu świętych, którzy Go nie zawiedli, a ich świadectwo może nas zawstydzić. Chcemy iść za Nim, ale nasze serce jest podzielone między wierność i dążenie do własnych przyjemności, marzeń i ambicji. Po tylu niepowodzeniach z pewnością Bóg nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Może powinienem usiąść w kącie, twarzą do ściany i wstydzić się.

Jestem prawosławnym chrześcijaninem od ponad 20 lat, a wcześniej przez ponad 30 lat byłem protestantem. Jak sobie radzę z realizacją „życia według Krzyża”?

Hmmm… NIEZBYT DOBRZE.

Z pewnością w moim życiu wiele rzeczy zmieniło się na lepsze. Niektóre zmieniły się w wyniku walki, inne zmieniły się, ponieważ wymusiły to na mnie tragedie lub inne okoliczności. Muszę jednak przyznać, że istnieją pewne namiętności, pewne grzechy, które pozostały ze mną do dziś. Modliłem się, pościłem, żałowałem i płakałem nad nimi, ale one nadal są obecne. Czy jest dla mnie jakaś nadzieja? Jeśli nie mogę odnieść nad nimi zwycięstwa w tym życiu, co stanie się w następnym? Czy taka rozpacz jest odpowiednia dla prawosławnego chrześcijanina?

Oto odpowiedź:

„Tak często zadajemy sobie i innym bardzo dręczące pytanie: jak poradzić sobie ze swoim grzesznym stanem? Co mogę zrobić? Ja nie mogę uniknąć grzechów, jedynie Chrystus jest bezgrzeszny. Nie mogę - z powodu braku determinacji, odwagi lub zdolności - prawdziwie żałować, gdy popełniam grzech lub żałować ogólnie mego grzesznego stanu. Co mi zostało? Jestem udręczony, miotam się jak tonący i nie widzę rozwiązania.

Są takie słowa, które wypowiedział kiedyś rosyjski starzec, jeden z ostatnich starców z Optiny. Powiedział swojemu gościowi: nikt nie może żyć bez grzechu, a niewielu wie, jak żałować w taki sposób, aby ich grzechy zostały obmyte. Ale jest jedna rzecz, którą wszyscy możemy czynić: kiedy nie możemy ani uniknąć grzechu, ani szczerze żałować, możemy wtedy jedynie ponieść ciężar grzechu, znosić go cierpliwie, z bólem, bez robienia czegokolwiek, aby uniknąć bólu i cierpienia, nieść go jak krzyż - ale nie krzyż Chrystusa, nie krzyż prawdziwego ucznia, ale krzyż złodzieja, który został ukrzyżowany obok Niego. Czyż złodziej nie powiedział swojemu towarzyszowi, który bluźnił Panu: ‘My sprawiedliwie odbieramy słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczyni’ł… I to do niego, ponieważ przyjął karę, ból, cierpienie, konsekwencje zła, które popełnił i konsekwencje tego, jakim był człowiekiem, Chrystus powiedział: ‘Dziś ze mną będziesz w raju…’

Pamiętam życie jednego ze świętych oraz historię człowieka, który do niego przyszedł i powiedział, że przez całe swoje życie żył źle, nieczysto, niegodnie zarówno Boga, jak i samego siebie; a potem żałował, odrzucił wszelkie zło, które wyrządził; a jednak nadal był w mocy tego samego zła. Święty rzekł do niego: Był czas, kiedy zachwycałeś się całym tym brudem; teraz postrzegasz go jako brud i czujesz, że toniesz w nim - z przerażeniem, z odrazą. Przyjmij to jako nagrodę za swoją przeszłość i przetrwaj…

Jest to coś, co wszyscy możemy zrobić - znosić konsekwencje, znosić zniewolenie, cierpliwie, pokornie, ze złamanym sercem; nie z obojętnością, nie z poczuciem, że skoro zostaliśmy porzuceni przez Boga, to czemuż nie grzeszyć? Powinniśmy traktować to jako uzdrawiające postrzeganie grzechu, tego, co on nam wyrządza, jego okropności. A jeśli cierpliwie to znosimy, nadejdzie dzień, w którym nasze wewnętrzne odrzucenie grzechu przyniesie owoce i otrzymamy wolność.

Tak więc, jeśli możemy - na wszystkie możliwe sposoby unikajmy grzechu we wszystkich jego postaciach, unikajmy nawet tych grzechów, które wydają się tak nieistotne, ponieważ najmniejsze pęknięcie tamy prędzej czy później prowadzi do jej rozerwania. Jeśli możemy - prawdziwie żałujmy, odwróćmy się od naszej przeszłości w bohaterskim, zdecydowanym akcie; ale jeśli nie możemy tego zrobić - nieśmy pokornie i cierpliwie cały ból, i wszystkie konsekwencje. I pewnego dnia to również zostanie rozliczone przez Pana, który za czasów Mojżesza pytał: „I dokądże znosić mam ten zły lud, który szemrze przeciwko Mnie?” – a chodziło o grzechy Żydów na pustyni, i odpowiedział: „Odrzucę ich, gdy miara ich grzechów przekroczy miarę ich cierpienia”.

Przyjmijmy zatem ból jako ból odkupieńczy, nawet jeśli nie możemy go ofiarować jako bólu czystego od plamy. Amen." [Metropolita Antoni Bloom]

Co za niezwykła podróż. Daje biednemu, staremu grzesznikowi – takiemu jak ja - wielką nadzieję, ponieważ ukazuje głębsze znaczenie Krzyża. Nawet jeśli grzech trwa i powoduje ból, jest on przemieniany przez Krzyż. To pokazuje mi niezbadaną głębię Bożego miłosierdzia i cierpliwości. To temu miłosierdziu i cierpliwości muszę zaufać.

Grzech może być przewlekły, ale ani nie będę się z nim dobrze czuć, ani go usprawiedliwiać. Taki grzech jest bardzo bolesny, ale nie zaakceptuję go jako nieuniknionego. Mogę ponieść porażkę, nawet 490 razy dziennie, a jednak Bóg wybaczy mi choćby i 70 razy pomnożone przez 7.
Z powodu Bożego miłosierdzia mam cel i nigdy się nie poddam. Jaki to jest cel? Opisał go święty Paweł: „Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie”. (Gal 2, 19 - 20)

To jest moja nadzieja.

o. John Moses

za: Ramblings of a Redneck Priest

fotografia: A.Babiogorec /orthphoto.net/