cerkiew.pl

Nikt z nas nie może zrobić wszystkiego

tłum. Joachim Jelisiejew, 06 lipca 2020

W 21. rozdziale swych kazań św. Izaak Syryjczyk daje użyteczną, lecz, wydawałoby się, kontrowersyjną radę. Święty przedstawia ją jako dialog młodego pustelnika z bardziej doświadczonym bratem. Młodszy pyta starszego:

— Wiele razy otrzymuję rzecz potrzebną mi do pracy albo ze względu na chorobę, bez której nie mogę utrzymać dyscypliny modlitewnej. Potem gdy widzę, że ktoś inny jej potrzebuje, oddaję ją mu z miłosierdzia, czy ze względu na przykazania. Jednak niezaspokojona potrzeba wywołuje we mnie gonitwę myśli i rozprasza mnie. Często czuję, że muszę wręcz porzucić samotność i wyruszyć na poszukiwanie takiej rzeczy. Jeśli przemogę się i pozostanę, cierpię bardzo i odczuwam wielkie zmieszanie w myślach. Nie wiem, co wybrać: czy przerwać milczenie i trud ze względu na pożytek brata, czy też odrzucić jego prośbę i trwać w milczeniu.

Problem, który przedstawia młodszy mnich, jest powszechny. Oczywiście, bardzo niewielu z nas jest powołanych do życia pustelniczego, ale każdy jest powołany, by wiernie iść po ścieżce, którą dla jego zbawienia wyznaczył Bóg. Każdy z nas może podążać za Chrystusem w sposób odpowiedni dla swojego powołania, talentów i sytuacji życiowej. Przykładowo ojciec rodziny oczywiście nie może pogrążyć się w modlitwie bezustannej, bo musi zarabiać na utrzymanie (może zachować wewnętrzne milczenie i modlitwę, lecz musi też zajmować się rodziną). Powołania ojca i młodego mnicha są bardzo różne, lecz w istocie napotykają oni ten sam problem: jak wiernie podążać za przykazaniami Ewangelii?

Oto problem: jeśli dążę do wiernego wypełniania przykazań, często stwierdzam, że wypełniając jedno z nich, z konieczności nie mogę wypełnić innego. W przypadku mnicha chodzi o przykazania posłuszeństwa w Chrystusie oraz nieustannej modlitwy: gdy oddaje on to, o co go proszą, nie umie modlić się w skupieniu.

Odpowiedź bardziej doświadczonego mnicha może być dla nas szokująca:

— Niech ginie wszelka prawość i miłosierdzie, o których myślisz, że są dla Boga, a które odrywają cię od modlitwy i skupienia, odwracają twoje oczy w stronę świata i dodają ci trosk, a ujmują spokoju duszy i zaburzają modlitwę, zmuszają do stykania się z ludźmi, gdy wcześniej przebywałeś w samotności, każą chodzić, gdy siedziałeś w celi, sprawiają że wypadasz z szeregów wojska niebiańskiego i dołączasz do ludzi żyjących w świecie.

Starszy mnich mówi tu, że aby wypełnić swoje powołanie, młodszy mnich musi rozważnie i czasem w ograniczonym stopniu wypełniać przykazania. Jeśli pustelnik przestanie być tym, do czego powołał go Bóg, wtedy i przykazań, o których myślał, że je wypełnia, nie spełni. Nie można robić wszystkiego. Powtarzam, nie można.

Starszy mnich kontynuuje:

— Wypełnianie przykazania miłości poprzez poprawianie fizycznego stanu brata to zadanie ludzi żyjących w świecie, czyli nie-mnichów.

Nawet w świecie troska o bliskich ma swoje ograniczenia: ograniczone są nasze zdolności i ograniczają nas nasze słabości. Gdy byłem młodym małżonkiem, bardzo gorliwie ewangelizowałem, obawiam się nawet, że byłem natrętny i nudny, nieustannie poszukując kogokolwiek, komu mógłbym zwiastować. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że zwiastując Ewangelię młodym kobietom, mogę raczej wywoływać niegodne myśli niż faktycznie dotrzeć do nich z przekazem Chrystusa. Zatem powinienem powstrzymać się od ewangelizowania akurat ich: moje pragnienie wypełniania jednego przykazania otwiera tu drzwi do łamania innych.

Również teraz - choć jestem w innym momencie życia, toczę inne walki i mam inne pytania - jest tyle rzeczy, których po prostu nie zdołam robić: jestem słaby i ograniczony. Dziękuję Bogu za świętych ojców i matki, którzy w skupieniu i bezruchu modlą się, nawet jeśli czyniąc to są niezdolni do troski o świat. Cerkiew jest ciałem Chrystusa i każdy z nas, z elementów tego ciała, daje to, czego brakuje drugiemu. Pustelnicy modlą się w ciszy i w sposób, w jaki ja nie umiem, a ja czerpię korzyść z ich modlitwy. Również moje dobre uczynki nie należą do mnie, a do całej Cerkwi, do całego ciała Chrystusa. I twoje czyny, twoje zachęty, modlitwy i posty, i wyrzeczenia nie są jedynie twoje, ale nasze, bo wszyscy dajemy i przyjmujemy będąc częściami ciała Chrystusa.

Mówię o tym dziś, bo rozmawiałem z przyjacielem o tym, co warto podkreślać w czasie Wielkiego Postu. Jest łatwo podkreślać elementy zewnętrzne i specyfikę prawosławnego Wielkiego Postu, wyrobić sobie mylne przekonanie, że Bóg nagradza nas za to, jak pilnie wypełniamy nakazy postne, jak ortodoksyjni jesteśmy. Ale w ten sposób mylimy cele ze środkami: celem postu nie jest powstrzymanie się od pokarmów, ale upodobnienie się do Chrystusa. Post i nabożeństwa pomagają w tym, ale są środkiem, a nie ostatecznym celem. W zależności od naszej siły duchowej, okoliczności i powołania, możemy wynieść mniej lub więcej z danej praktyki cerkiewnej.

Powinniśmy zrozumieć: nikt z nas nie może unieść wszystkiego. Droga do Chrystusa, sposób przybliżania się do Niego, jest u każdego z nas inny: niektórzy doskonalą się przez post, inni przez śpiew, inni przez bezgłośną modlitwę, a jeszcze inni w aktach miłosierdzia czy przez wspieranie słowem. W ten sposób każdy z nas staje się coraz bardziej członkiem Ciała Chrystusowego. Pamiętajmy, że tworzymy Je tylko wspólnie.

o. Michael Gillis

za: Holy Nativity Orthodox Church

fotografia: alik /orthphoto.net/