cerkiew.pl

Widzieć w ludziach tylko to, co dobre

tłum. Justyna Pikutin, 01 lipca 2020

Pewien człowiek powiedział mi:
- Ojcze, ożeniłem się z pewną dziewczyną, ale rodzice jej nie tolerują i za każdym razem kiedy ich odwiedzamy, mama z tatą udają, że są zdenerwowani z jakiegoś powodu - powód zawsze się znajdzie. Minęły już 3 lata. Teraz zaakceptowali to, jednak za każdym razem znajdują jakiś powód, by powiedzieć mojej żonie, że źle gotuje, czegoś nie wie, źle prasuje. Tak czy inaczej zawsze powiedzą cokolwiek, by ją zranić.

Dlaczego tak robią? Dlatego, że nie zrozumieli, że Bóg posłał w ich życie to stworzenie, by nauczyli się oni kochać, a nie kłócić się. Ciągle wojujemy. I przez tę wojnę w końcu popadamy w chorobę. Choroby - wynikają z wojny. Kiedy masz problemy z żołądkiem, migreny, raka, wysokie ciśnienie, to co to jest? Efekty konfliktów i wojen, ponieważ robimy wszystko, by zrobić coś na siłę.

Nauczmy się w domu rozmawiać z miłością, ale wyrażać również swoje zdanie:
- Kocham cię, ale się z tobą nie zgadzam... Kocham cię, ale to nie znaczy, że będę robić wszystko, co zechcesz.
“Kocham” - nie znaczy, że staję się ofiarą. Powinniście pokazać swoje granice: “Wytrzymuję tyle, ale w przeciwnym wypadku pęknę i się rozchoruję”.
I w końcu to nie jest miłość, to nie ofiarność - a samolubstwo. W ten sposób niszczysz siebie. Dlatego należy określać granice miłości.

Pamiętajmy też, że miłość wymaga wsparcia i troski. Jak świeca w noc Paschalną. Jeśli zdmuchnie ją wiatr, wrócisz do domu bez Paschalnego ognia. Na czym polega ta troska? Na uwadze w życiowych, codziennych drobiazgach. Ten, kto osądza - traci miłość. Ten, kto zajmuje się życiem innych, tzn. plotkuje - traci miłość. Nie można mieć w sobie miłości i przy tym osądzać innych. Nie znasz jego życia i nie wiesz, dlaczego tak właśnie postępuje.

Przykładowo, 10 lat temu popełniłem błąd i kogoś obraziłem, byłem dla niego niesprawiedliwy. Od tej pory ten człowiek może myśleć, że jestem niesprawiedliwy. Tak, ale przecież minęło już 10 lat. A św. ap. Paweł mówi, że miłość zawsze pokłada nadzieję, nie pamięta złego, a myśli o dobrym. Od tamtej pory setki razy przystępowałem do Eucharystii, setki razy spowiadałem się i modliłem. Dlaczego więc nadal pamiętasz to, co zrobiłem ci 10 lat temu?

Nie wiem, czy zdarzyło się wam budować opinię o kimś na podstawie przeszłości - przykładowo na podstawie tego, co wydarzyło się kilka miesięcy wcześniej. Tak, ale przecież to już przeszłość. Może on się już zmienił. Dlatego też mówię wam, że miłość zanika, kiedy nie przywiązujesz wagi do detali życia. Słabości, zawiść, osądzanie, jadowite słowa, plotki...

Większość myśli, które mam w głowie, są owocem mojego “ja” - a ponieważ jestem przebiegły, to na ludzi też patrzę przebiegłym okiem. Jeśli stanę się czystym i będę miał w sobie miłość, również na ludzi będę patrzył z miłością, jak Chrystus, Który zobaczył grzesznicę i powiedział jej:
- Twoje grzechy są odpuszczone, ponieważ przepełniła cię miłość. Wiele nagrzeszyłaś, ale przez grzech szukałaś miłość i teraz okazujesz miłość.
Ludzie chcieli ją ukamienować, jednak Chrystus powstrzymał ich:
- Nie róbcie tego, ponieważ sami nie jesteście czyści. Jeśli ktoś z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamień.
Jednak nikt się nie odważył, ponieważ wszyscy mieli swoje przewinienia.

Tak właśnie postępuje Chrystus - skupia się na tym, co dobre. Kiedy kochasz, szukasz dobrego w innych i w ten sposób życie staje się piękne. Również w stosunku do waszego dziecka - nie karćcie go i nie męczcie. Ponieważ kiedyś pewne dziecko powiedziało mi:
- Ojcze, czyż mama zupełnie nic dobrego we mnie nie dostrzega? Porozmawiaj z nią. Ciebie wysłucha. Bez względu na to, co zrobię, zawsze jest niezadowolona.

Kiedy kochasz, wszystko widzisz w dobrym świetle. A kiedy jesteś zdenerwowany, kiedy masz problemy psychologiczne, hormonalne, ekonomiczne, to wszyscy są winni w twoich oczach. Winne jest dziecko, mąż (żona), winny jest kot, a nawet czas.

Dlatego miłość zakrywa wszystko, zmienia wszystko, czyni wszystko pięknym. Czyż życie z miłością nie jest lepsze? A kiedy w końcu umrzemy, jedynym pytaniem, jakie zada nam Chrystus (to mnie zaszokowało w Ewangelii), będzie - co zrobiliśmy z miłością? Oto co On nam powie. Na Sądzie Chrystus zapyta, ile miłości było w nas i ile miłości okazaliśmy swemu bratu. Wtedy oczywiście odpowiem mu:
- Wiesz Boże, że 27 razy byłem w Jerozolimie, 42 razy byłem na Górze Athos i raz jeździłem na pielgrzymkę do Rosji ...
- To nic nie znaczy.
- Spotykałem wspaniałych starców i nauczycieli.
- To też nic nie znaczy.
- Pościłem i nawet schudłem...
- To też nic nie znaczy. A czy była w tobie miłość? Czy masz w sobie miłość? Czy zdołałeś wybaczyć? Kochać? Jeśli tak, to chodź do raju!
- Ale przecież jestem grzeszny, dopuściłem się różnych grzechów...
- Tak, ale okazałeś skruchę, płakałeś, pokochałeś i poprawiłeś się. Podejdź bliżej do Boga.
Dlatego bądźcie bardzo uważni.

Pewien młodzieniec, który się u mnie spowiada, pali papierosy, a jego mama obwiniła mnie za to, że to ja jestem temu winien. Powiedziała:
- Tyle lat jesteś jego spowiednikiem, w jaki sposób mu pomogłeś?
- Jestem jego spowiednikiem od kilku lat, a ty jesteś jego matką ponad 30 lat. Co zrobiłaś? Jeśli zaczniemy obwiniać się wzajemnie, to w efekcie końcowym obwinimy Boga - i powiedziałem jej jeszcze: - Czy ma on choć trochę swobody, byśmy zapytali go: a czy on chce rzucić? I jeszcze jedno: twój syn w wielu relacjach - jest wspaniałym człowiekiem, ma tylko jedną słabość. To nie znaczy, że chwalę go za to, że pali, ale też nie mogę na siłę zmusić go do rzucenia palenia. On nie zrobi tego ze względu na to, że ja mu to powiem. Ja nie palę, byś nie mówiła, że palimy razem. Ale wiem, że ten chłopak ma pełne łaski dary i jeśli sięgnął po papierosy, to jest ku temu jakaś przyczyna. Kiedy jego dusza zaspokoi niedostatki, które odczuwa, on nie będzie chciał więcej palić.

Znam ludzi, którzy przybywają na Górę Athos i nie palą nawet 3-4 dni. Nie czują głodu nikotynowego, ponieważ czują się nasyceni miłością - Bożą miłością. Teściowa daleko, i żona, i dzieci: nie ma kłótni i nie chcą palić. Opuszczają Górę Athos i od razu szukają miejsca, gdzie można kupić papierosy.

Do mojego domu w Atenach przyszedł pewien człowiek. Rozmawialiśmy, a on ciągle oglądał się na taras, ponieważ ledwo się powstrzymywał - bardzo chciał zapalić. Zapytał: - Ojcze, jesteś duchowny, ale czy mogę tu zapalić?
- Nie, proszę, nie pal w domu. Nie cierpię dymu. Wyjdź na taras!
- Ojej, dziękuję!
Biedaczek wybiegł na podwórko jakby się dusił. Potrzebował zapalić. I powiedziałem sobie w myślach: “Jeślibym go uspokoił, to nie potrzebowałby papierosów. Jednak teraz ich potrzebuje”.

archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: andrey /orthphoto.net/