cerkiew.pl

Cerkiew jest jak las

tłum. Gabriel Szymczak, 02 czerwca 2020

Dorastałem w północnym Idaho, będąc otoczonym górami i lasami. Nie pamiętam czasów, kiedy lasy nie rozgrzewały mego serca i nie wypełniały mojej wyobraźni myślami o przygodach. Gdy byłem małym dzieckiem, moi rodzice zabierali mojego brata Dwayne'a i mnie na coroczne wyprawy na kemping do parku stanowego po północno-wschodniej stronie jeziora Pend Oreille. Tam mój tata robił dla nas z kawałków brzozy małe zabawki - łódki, w komplecie z żaglami. Ten park stanowy praktycznie od tego czasu się nie zmienił i staram się odwiedzać nasze dawne obozowisko każdego lata, kiedy wybieram się tam na ryby z moim bratem.

Jako licealista regularnie chodziłem po górach wokół Sandpoint w stanie Idaho wraz z moim najlepszym przyjacielem (obecnie profesorem teologii i filozofii w Szkocji). Jim i ja wspinaliśmy się na najwyższy punkt danej góry i wspólnie się modliliśmy. Mogliśmy zrozumieć, że Prorok Mojżesz spotkał Boga na Górze Synaj, bo my również czuliśmy Jego obecność na szczycie. Do dnia dzisiejszego czuję się bliżej Boga podczas wędrówek po lesie, a wspaniałość gór otaczających Puget Sound inspiruje mnie i podnosi na duchu.

Kiedy po raz pierwszy oczyszczaliśmy ziemię pod budowę monasteru, ścinaliśmy jak najmniej drzew pragnąc, aby budynki wyglądały jakby były złożone jak kotek w rękach Boga. Nasz las nazwaliśmy nawet imieniem świętego Serafina z Sarowa, który sam szukał samotności w lesie. Nasz las nie tylko zapewnia niezbędną samotność, ale daje nam tlen, pozwalając nam oddychać. Podobnie jak lasy na całym świecie, nasz daje dobre powietrze do oddychania i wypełnia płuca słodkim zapachem, który może pochodzić tylko od lasu. Czy to dziwne więc, że uważam się za ekologa?

Mnisi zawsze mieli w swoich sercach szczególne miejsce dla lasów. Wiadomo, że mnisi koptyjscy i etiopscy sadzą drzewa w pustynnych górach, w których zbudowano monastery, i nazywają te miejsca „świętymi lasami”. Rosyjscy mnisi szukali samotności w Tebaidzie północy - w lasach, które stały się ich pustynią (Tebaida – rejon w północnym Egipcie; w IV-V wieku pustynia tebaidzka stała się ośrodkiem chrześcijańskiego ruchu eremickiego i cenobickiego – przyp. tłum.)

Dla mnie lasy i góry zawsze wiązały się z modlitwą. Moja pierwsza kaplica znajdowała się na końcu ukrytego szlaku, w lesie leżącym w odległości krótkiego spaceru po plaży od naszego domu nad jeziorem Oreille. Zbudowałem mały ołtarz z drewna wyrzuconego przez morze na brzeg, a na drzewie znajdującym się za nim przybiłem krzyż, wykonany z gałęzi. Kiedy byłem na studiach, moje pierwsze spotkanie z ikoną miało miejsce tego lata, kiedy po raz pierwszy odwiedziłem las sekwojowy w Północnej Kalifornii.

Nasze świątynie są pod wieloma względami jak lasy. Kiedy wchodzimy do świątyni prawosławnej, obejmuje nas żywa obecność Boga, a nasze duchowe płuca wypełniają się. To, co wdychamy, to tlen dla duszy, a otaczający nas las jest niczym innym jak rzeszą świadków, świętych, którzy przyłączają się do nas, aby oddawać cześć przed Tronem Bożym. Tlen, którym oddychamy, jest Bożą Łaską, płynącą do wszystkich szukających bezpieczeństwa i azylu, który czeka na nas w Świętej Świątyni Boga.

Z miłością w Chrystusie
Opat Tryfon

za: The Morning Offerings

fotografia: alik /orthphoto.net/