cerkiew.pl

I ty zostań ascetą - cz. 1

tłum. Justyna Pikutin, 15 maja 2020

Ewangeliczny tekst często zaczyna się słowami “wo wremia ono”, to znaczy “w owym czasie”, “w tych dniach”: W tych właśnie dniach zdarzyło się, że przyszedł także Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie (Mk 1,9); W owym czasie przybywa Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, by być przez niego ochrzczonym (Mt 3,13). Wszędzie spotykamy to wyrażenie. Święci ojcowie postanowili, by tak rozpoczynało się każde czytanie Ewangelii. I niektórzy mówią:

- To było w owym czasie! To znaczy, że wszystko, co dobre, wydarzyło się wtedy! A co z naszymi czasami?

Tak, w tamtym czasie miało miejsce wszystko, co dobre. Ale czy to, co dobre, było tylko wtedy? Nie. Wiele dobrego było też potem. A najwspanialsza epoka - to teraźniejszość, ta, w której żyjemy, w której działa Bóg i wypełnia tajemnicę naszego zbawienia. Dla ludzi minionych stuleci najwspanialsza była ich epoka. Zaś dla współczesnych ludzi najwspanialsza epoka - to teraz. To najlepszy czas dla każdego człowieka. Kiedy minie teraz, kończy się ta epoka a zaczyna - następna, nastąpi nowa chwila, nowy czas, w którym będziemy żyć, nastąpi nowy rok. Dlatego najwspanialszy dzień - to dzień dzisiejszy.

Wiele lat temu przeczytałem pewne wyrażenie, które bardzo mi się spodobało. Byłem wtedy jeszcze małym chłopcem i czytałem pewną duchową książkę dla chłopców, w której było napisane: “Nie ma nic lepszego, niż być młodym chrześcijaninem w naszych czasach”.

Ta myśl bardzo mi się spodobała i zapisałem ją sobie. Jest ona aktualna również dzisiaj.

Nasze czasy są trudne, jest w nich wiele pokus, prób, trudności, oddalenia od Boga. Ale kiedy poczujesz Bożą obecność, jesteś zdumiony Bożą siłą, łaską, mądrością, Jego wszechmocą i mówisz: “Czasy są ciężkie, ale On tu jest!” Chrystus rzeczywiście jest silniejszy od wszelkich pokus, prób i trudności. Jak Sam mówi: W świecie macie ucisk, ale nabierzcie odwagi. Ja świat zwyciężyłem (J 16,33); i oto Ja z wami jestem przez wszystkie dni aż do skończenia wieku (Mt 28,20); byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków (Obj 1,18).

Dosłownie idziesz i widzisz, że atakuje cię tłum przeciwników i wrogów, ale mocno trzymasz Chrystusa za rękę i czym bliżej podchodzą, tym bardziej czujesz, że twoja ręka ogrzewa się, coraz bardziej odczuwasz Jego obecność, czujesz że jest obok, że razem idziecie przez świat, i mówisz: “Dobrze mi iść z Tobą, Boże! I byłoby to naturalne, gdyby otaczały mnie świątynie, święci i unosił się zapach ładanu. Ale zadziwiające jest to, że Ty jesteś ze mną teraz, pośród wielu pokus, w takich trudnych czasach, a także to, że czuję Twoją obecność”.

Czy to nie wspaniałe? Jak droga jest ta bliskość Chrystusa, jak wspaniale jest czuć, że wierzysz już nie tylko w teorie, słowa, ideologie, filozofie, nie w jakieś idee, a w Kogoś. Idea - nie jest tym, do czego można się zwrócić, z kim można porozmawiać, np. z ideą świata. Przecież czym właściwie jest “świat”, “dobro”? To pojęcia teoretyczne. A Chrystus - On jest obiektem naszej miłości, zawartością naszych oczekiwań, naszym celem, naszą miłością, naszą nadzieją. Czyż nie tak?

Objawienie mówiące o końcu świata, kończy się słowami: “Tak, przyjdę wkrótce. Amen, przyjdź, Panie Jezu! (Obj 22,20) To znaczy, że odpowiedź Cerkwi brzmi: “Przyjdź, Boże!” Nie oczekujemy przyjścia jakiejś filozofii, która zawładnie światem, a czekamy, by przyszła Osoba, nasz Bóg, Jezus Chrystus. I to jest wspaniałe - odczuwać radość obecności Chrystusa, kochać Go, przyjmować Jego Święte Tajemnice, czuć Go w swoim ciele i krwi, wiedzieć, że Bóg jest w tobie, ponieważ przyjąłeś św. Eucharystię.
Ktoś mi powiedział:
- Przystępuję do św. Eucharystii, ale szybko o tym zapominam.
Nie zapominaj, pamiętaj o tym. W tych dniach, kiedy przyjmowałeś św. Dary, nie zapominaj: Bóg jest w tobie. Spójrz na swoje ręce, tak jak św. Symeon Nowy Teolog, który mówi: “Patrzę na swoje ręce i widzę Boga. Patrzę na swoje ciało i w środku - Bóg. Jego krew płynie we mnie”. To coś strasznego, to realność przewyższająca nasz rozum, która przychodzi, gdy zaczynasz się nad tym zastanawiać.

I Objawienie pokazuje, że Cerkiew zakończy swoją historyczną drogę na tym świecie, w całości zalana krwią. Krwią zaczynała się wiara w Chrystusa i krwią się zakończy. Zastanów się: ona zaczyna się i kończy krwią. Krew, ofiary, prześladowania, męczeństwa, niebezpieczeństwa - święci, którzy przelali swoją krew za Boga, wybielili swoje szaty we krwi Baranka i On dał im białe szaty. To ci, którzy złożyli siebie w ofierze i teraz trzymają w dłoniach palmowe gałązki (patrz: Obj 7).

W czasach ostatecznych Cerkiew przejdzie przez trudności i sekretem ich złagodzenia jest miłość do Chrystusa, kontakt z żywym Chrystusem w modlitwie. Starzec Paisjusz jak też wielu świętych ojców minionych wieków mówią, że przygotowanie do tego czasu nie ogranicza się tym, by wiedzieć co, jak i kiedy będzie się działo oraz jak się rozpocznie. Nie to jest istotą. Istotą jest coś innego - byśmy przygotowali się, zgromadzili w spiżarni swojej duszy łaskę, miłość, błogosławieństwo, uczucia do Chrystusa, by później móc przetrwać. Jak przetrwasz, jeśli nie kochasz Chrystusa? Ze względu na kogo będziesz poświęcać się w tych ciężkich dniach, jeśli teraz nie kochasz Boga i nie poświęcasz nic swojego? I Kogo będziesz wyznawać? Tego, Którego nie kochasz?

Oczekiwanie wydarzeń, czasów i dat nic nie da. Jeśli nie pokochasz Boga, to w żaden sposób ci nie pomoże. Ale jeśli kochasz Go, to nawet jeśli nie będziesz nic wiedział - to nie problem, ponieważ powiesz: “Zawsze będę tak żył. Zawsze będę kochał Chrystusa. Niezależnie od tego, co się wydarzy, będę Go kochał. To moje relacje z Bogiem, moja miłość, moja żywa więź z Nim - kochać Go, by móc Go wyznawać, wiedzieć, o Kim mówię, by nie mówić o jakimś abstrakcyjnym Chrystusie, o Którym kiedyś czytałem, a o Żywym Bogu i jeżeli zapytają mnie: “Czy wyrzekasz się Chrystusa?” - bym mógł odpowiedzieć: “Nie. Ponieważ znam Go! Nie mogę wyrzec się Tego, Którego widzę”.”

Kiedy św. apostołów prowadzono do lochów, powiedziano im:
- Nie mówcie o niczym! (patrz Dz 5,28-40). Jednak czy możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy, co słyszeliśmy, czy możemy nie opowiadać o tym, co przeżyliśmy?
Tylko pytanie: czy faktycznie Chrystus jest twoim doświadczonym przeżyciem? Rozumiesz? A w jaki sposób może stać się On doświadczonym przeżyciem? Poprzez codzienny trud. W ten sposób staje się On twoim doświadczeniem - dzięki trudom i codziennej ofiarności, których dokonujesz. Swoją codzienną ascezą ujawniasz Chrystusa w swoim życiu, czynisz Go odczuwalnym w swojej duszy, ciele i krwi.

Ascetyczna walka, którą prowadzisz każdego dnia, pomaga ci przekonać się, że Chrystus - to coś bardziej żywego, On - rzeczywiście jest Osobowością, On - jest Tym, Kogo widzisz, z Kim rozmawiasz, przed Kim się kłaniasz, Komu służysz i Tym, Który cię kocha. Rozumiesz? To bardzo konkretne słowa, nie wyłącznie teoretyczne. Kiedy mówię “dotykam” ,”jem”, “piję”, “przyjmuję Eucharystię” - to nie jest teoria. Ty spożywasz Chrystusa.
Dlatego powiedziałem, że my nie tylko słuchamy - niektórzy z nas wypełniają to wszystko w praktyce - walkę, trud, ascezę w imię Chrystusa. Dzisiaj również jest to możliwe - żyć Chrystusem, być przygotowanym na wszystko to, co On nam da. I nie powinna nas zajmować myśl o tym, co nam ześle Bóg, a trzeba zastanawiać się nad tym: “Czy kocham Chrystusa?” To wszystko - to nie teoria.

Pamiętam, kiedy byłem chłopcem, pewnego razu zaszedłem do księgarni i wybrałem sobie książkę o modlitwie. Do sklepu zaszedł też mój znajomy, poszukujący eschatologicznych książek - o proroctwach, Sądzie Ostatecznym. Nie obwiniam go, po prostu chcę przekazać wam naszą rozmowę i to, co ja po tym przeczytałem. Zapytał mnie:
- Co bierzesz?
- Znalazłem świetną książkę o modlitwie. Czytam, co mówili o niej święci ojcowie.
- Zostaw to, nie czytaj. Teraz nadchodzą trudne czasy, niedługo zaczną się wypełniać proroctwa. Weź, przeczytaj to.
Był on bardzo uduchowiony, ale nie ukrywam, nie zdołał mnie przekonać, nie ruszyły mnie jego słowa: “Zostaw książkę o modlitwie i przeczytaj tę - o końcu świata”. Nic mu nie odpowiedziałem. Też jest wierzący, tak czuje i tak postępuje.

Po pewnym czasie przeczytałem już dostatecznie dużo książek i zapamiętałem następujące słowa starca Paisjusza. Zapytano go:
- Nauczycielu, jak przygotować się do tego wszystkiego?
A on odpowiedział:
- Teraz, kiedy czasy są spokojne, kiedy nie mamy pokus i prześladowań, przygotowujmy się ascezą i modlitwą, by wypełnić spiżarnię naszej duszy dlatego, że w tych czasach nie zdołamy chodzić na pielgrzymki i nabożeństwa. Wtedy nastąpią czasy wyznawania.
A teraz jest czas przygotowania, przygotowanie nie oznacza paniki, ekstrawertyki, niepewności, aktywizmu: “Biegajcie, działajcie, mówcie!” Co mówić? Co powiedzieć? O kim mówić? Przecież naszym celem nie jest Ponowne Przyjście, a Chrystus Objawiający się, nie czasy ostateczne - a otwierający się Chrystus. Oto nasz cel, oto wymarzona Osobowość, Która nas interesuje - Chrystus.

Przyjdzie czas, kiedy będziemy Go wyznawać. Ale jakiego Chrystusa? Chrystusa z naszych ksiąg? Którego odnaleźliśmy w datach, tekstach i proroctwach? Jednak czy to na pewno jest nasz cel? Wszystkie proroctwa kończą się w następujący sposób: “przyjdę wkrótce. Amen, przyjdź, Panie Jezu!” Czy możesz tak powiedzieć? To znaczy, czy kochasz Chrystusa tak mocno, znasz Go tak dobrze, by móc powiedzieć: “Przyjdź, Boże”?

Bóg nadchodzi. Należy podkreślać nie same wydarzenia, a to, że za ich pośrednictwem przychodzi Bóg. Największe wydarzenie - to Przyjście naszego Boga. Czy kiedy Go zobaczę, będę gotowy? Czy zrobiłem coś dla Niego? Czy potrudziłem się dla Niego, pokochałem Jego oblicze, Jego obecność, Jego słowa, Jego przykazania, to, co przykazał mi czynić? On Sam powiedział:
- Jeśli Mnie kochasz, zrób to, co mówię. Przestrzegaj Moich przykazań. Kto zachowuje Moje słowa w swojej głowie, sercu i zawsze myśli o Mnie, ten Mnie kocha.

Bóg na tym stawia akcent. Czyż nie tak? A czy twoje oczy będą płonęły z miłości do Chrystusa? Czy pieczęć Jego imienia znajdzie się w twojej głowie? Akcenty stawiane są na osobistych walkach i każdy może zadać sobie pytanie: “A jeśli Chrystus przyjdzie, wtedy kiedy zechce, wtedy gdy postanowi, czy będę kochał Go do tego stopnia, by mówić o Nim, wyznawać Go i poświęcić się Mu?”

Tak więc co powinienem zrobić w tym celu? Do tego niezbędny jest ogromny przygotowawczy trud. I znowu mówię: wstępny trud wypełnia się w głębi duszy, we mnie, w mojej walce, w mojej kaliwie, w moim pokoju, w modlitwie - tam jest Bóg, w tej ukrytej kaliwie mojej duszy. Zamknij swoje drzwi i pomódl się do Boga, by poczuć Jego dotyk, a potem nie zostawisz Go za nic na świecie. Niepoznanego zostawisz, a poznanego - nie zostawisz. Nie zostawisz Boga, jeśli Go poznasz, jeśli Go skosztujesz: Wkusitie i widitie jako błah Hospod’ co znaczy “Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan”.

Zbieranie informacji - to nic złego, ale trzeba zrozumieć, że celem jest zjednoczenie z Chrystusem, miłość do Chrystusa. To jest najtrudniejsze. Dlatego widzisz ludzi, którzy nie chcą się modlić, których nie interesuje więź z Bogiem, którzy nie chcą czytać Pisma Świętego, Ewangelii, Psałterza, nie chcą wznosić modlitw czy modlić się modlitwą Jezusową na czotkach. Nie czują takiej potrzeby, ale jeśli tylko poruszysz tematy eschatologiczne - o datach, proroctwach, to mogą oni godzinami mówić o tym z ogromnym entuzjazmem i przyjemnością. Znów powtórzę, że to wszystko wcale nie jest czymś złym, tylko nie należy się do tego ograniczać, a trzeba dojść do modlitwy - by doprowadziło cię to do modlitwy, byś zbliżył się do Chrystusa.

archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: MichalSacharczuk /orthphoto.net/