cerkiew.pl

Kiedy Chrystus stanie się dla ciebie wszystkim - cz. II

tłum. Justyna Pikutin, 06 maja 2020

Nie rozumiesz, dlaczego inni płaczą? Co wywołało łzy tej kobiety, zanim zdołałem jej cokolwiek powiedzieć? Ona płacze, ponieważ coś czuje: stoi przed Bogiem, stoi przed Sakramentem Spowiedzi, św. Liturgii, św. Eucharystii, stoi w tajemnicy Cerkwi i zagłębia się w tę tajemnicę. To Chrystus. Chrystus powinien wejść do twego serca - rozumiesz? - by obudzić każdą komórkę twego ciała, by zmienić cię, by dać ci siłę przeżyć wszystkie życiowe nieszczęścia. Jak inaczej je przeżyjesz? Przecież zwariujesz. Bez Chrystusa ludzie wariują. Bez Niego przychodzi nie tylko zmartwienie, ale też zwątpienie - punkt krytyczny nieopisanego cierpienia. Żyjąc bez Chrystusa, zamartwiasz się i popadasz w chorobę.

Jeśli nie wpuścisz Chrystusa do swego życia, to kogo w nie wpuścisz?! Wypełnia cię pustka, którą starasz się zapełnić czymkolwiek, ale wszystko to pozostawia w twoich ustach gorzki posmak. Desperacko szukasz zmian, czegoś nowego, ale bez względu na to, co zmienisz, pozostajesz nadal z tym samym. I znów te same zmartwienia, próba ucieczki od nich oraz znalezienia czegoś w zamian, jednak ciągle pozostaje poprzednia gorycz - ten sam gorzki, wytrawny smak w ustach.

Nie jesteśmy stworzeni dla takiego życia! Bóg stworzył nas w jakimś ważniejszym celu. Zasługujesz na piękne życie, zasługujesz na uświęcenie. Wyciągnij ręce i poczuj, jak do twego domu wchodzi Chrystus. I oto zaczynasz odczuwać w swoim sercu bezgraniczną radość. Zasługujesz na to, by poczuć szczęście, które rozlewa się z wnętrza na zewnątrz, a nie odwrotnie. Rozumiesz? Od środka - na zewnątrz. I odczuwasz radość, choć nie wiesz, skąd się ona wzięła. To - Chrystus. Chrystus wszedł do twego serca. Jezus! Nie męczy mnie wypowiadanie tego Imienia. A ciebie?

Pewnego razu mój znajomy zapytał mnie:
- Dlaczego przy myśli, że wieczorem zjem pizzę i wypiję coca-colę, odczuwam radość, ale nie czuję tego samego, kiedy myślę o Chrystusie? Jezu mój, Chryste mój! Dlaczego nie cieszy mnie myśl, że będę się modlił? Dlaczego jedzenie, a nawet sama myśl o nim, drużyna sportowa albo jakieś ziemskie wydarzenie dają nam radość? Rano z niecierpliwością oczekuję wieczoru, kiedy będę mógł pójść do kawiarni i smacznie zjeść. Ale nie odczuwam radości przy myśli, że mam swego Boga, że mam swego Zbawiciela, że czeka mnie raj, Boże Królestwo, św. Liturgia, na którą zaraz pójdę - dlaczego to wszystko nie daje mi radości?
- Dlatego, że Chrystus nie wszedł w nasze życie! Właśnie dlatego!

Starzec Józef Hezychasta z Góry Athos opowiadał, że kiedy czytając książki napotykał słowa “Jezus”, “mój Jezus”, “mój Chrystus” nie mógł kontynuować czytania. A my czytamy je bez problemu! Czytamy słowo “Jezus” - tak jakbyśmy spotkali je w przepisie kulinarnym. Usłysz te słowa: “mój Jezus, mój Chrystus, mój Stwórca, moja Miłość, moja Światłość, mój Pasterz”! To wszystko jest Chrystus! Czujesz to? Poczuj - by wypełnić swoje życie Chrystusem, nasycić się Nim, znaleźć za Jego pośrednictwem pełnię duszy i nie prosić o miłość u ludzi, męcząc ich i męcząc się nimi. Wszyscy odczuwamy zmęczenie i męczymy innych. Dlatego, że jeśli nie pokładasz nadziei w Bogu, który jest Źródłem miłości, to zawsze będziesz prosił o miłość tego lub innego, tą albo inną. I co da ci człowiek, jeśli on nie ma tego, o co prosisz? Oczekujesz miłości od swego męża. Jednak czy znajdziesz ją w nim, czy on zdoła ci ją dać? Czy on ją w ogóle posiada? Przecież niektórzy nawet swoich rodziców zbytnio nie kochają. I tylko zbliżywszy się do Boga, odnajdziesz spokój i znajdziesz Źródło miłości. I wtedy powiesz:
- Jeśli ktoś mnie kocha, cieszę się i jestem za to wdzięczna! A jeśli nikt mnie nie kocha, to szczególnie mnie to nie martwi. Dlatego, że ja kocham. Mam źródło radości, siły i miłości. Zbliżyłam się ku Temu, Który jest Początkiem wszystkiego i jestem szczęśliwa.
W przeciwnym wypadku cały czas będziesz prosić.

I wszystkie rozmowy, wszystkie spowiedzi - to też poszukiwanie miłości. Czujecie, że człowiek czegoś od was chce - oczekuje ciepła i miłości. Wszyscy szukamy miłości i dlatego zauważamy, kto spogląda na nas nieobojętnie, kto powiedział nam dobre słowo - łaskawe, słodkie, delikatne, kochające; słowo, które nas ogrzewa. Ale nie ma co ukrywać, to wszystko jest zewnętrzne - dlatego, że wszystko powinno przyjść od Boga. Nikt nie może wypełnić twojej duszy, nikt sam z siebie nie może uczynić ciebie szczęśliwym. Tylko z Bogiem możemy stać się pełnowartościowymi ludźmi, możemy mieć sami i dawać innym. I nawet jeżeli nikt nas nie pokocha, to nie będzie to już dla nas problemem. Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałeś mi?
- Pewnego razu wieczorem siedziałem i czekałem na telefon - od kogokolwiek. Ale nikt nie dzwonił. Nikt. Nikt się mną nie interesował - czy żyję, czy nie. Czy rzeczywiście nikt mnie nie kocha? Wnet zadzwonił telefon. Szczęśliwy rzuciłem się ku niemu i pomyślałem: “Jednak ktoś sobie o mnie przypomniał!” A wiesz, co to było? Ktoś dzwonił do apteki i pomylił numer... Ktoś zadzwonił do mnie przez pomyłkę. Ktoś pomyślał o mnie przez pomyłkę.
I co ci wtedy odpowiedziałem?
- Jest Ktoś, Kto kocha cię nie przez pomyłkę, prawdziwie cię kocha, zawsze, za dnia i nocą,

24 h/dobę, patrzy na ciebie i czeka, żebyś zwrócił na Niego uwagę. Ale ty nie zrozumiałeś tego i dlatego cierpisz. Prosisz o miłość tu i tam. A przecież jest prawdziwa miłość i ona jest wokół nas - to miłość Chrystusa. Jest ona tak pokorna, cierpliwa, przepełniona nadzieją, że nastanie taki moment, kiedy znajdziesz dla Niego trochę czasu! Kiedy zwrócisz na Niego choć odrobinę uwagi, by powiedział ci, że cię kocha. Kiedy na chwilę wyłączysz telewizor i otworzysz oczy swojej duszy, by to zobaczyć. Kiedy zaczniemy czytać Pismo Święte, by się uświęcić. Kiedy weźmiesz czotki i zaczniesz się modlić, by otrzymać łaskę Bożą. Bóg czeka na to i mówi ci:
- Czekasz na telefon, ale Ja pokochałem cię, zanim został wynaleziony telefon, pokochałem cię, zanim został stworzony świat! Znalazłem sposób, by powiedzieć to twemu sercu. Jednak twoje serce nigdy nie pracuje prawidłowo, twoje serce nigdy nie myśli o Mnie. Bezustannie jesteś zajęty jednym - drugim - trzecim i nie masz czasu, by usłyszeć Mnie, kiedy z tobą rozmawiam. Nie zatrzymujesz się nawet na chwilę, by usłyszeć, jak mówię ci: “Dziecko moje, pewnego razu - dwa tysiące lat temu - w południe na Golgocie przelałem za ciebie Swoją krew. Kto inny umarłby ze względu na ciebie? Kto pozwoliłby ukrzyżować się ze względu na ciebie? Kto cierpiałby za ciebie? Kto z miłości do ciebie Boską krwią skropiłby ziemię?”

Rozumiesz to? I nie mów mi, że to teorie i mity, dlatego że gdyby tak było, to ta miłość nie dodawałaby ludziom otuchy, nie uczyniłaby tego mnicha z Góry Athos - pozostającego w zamknięciu w swojej kaliwie - tak szczęśliwym. Gdyby to, o czym mówimy, było mitem, to nie umacniałoby tego człowieka żyjącego wśród pokus, nieszczęść, w czasie postów, w ubóstwie, pragnieniach i ograniczeniach.

Czy pamiętasz, co powiedziałeś mi, kiedy byliśmy na Górze Athos?
- Nie chcę wychodzić z kaliwy, nawet jeśli na zewnątrz będzie bombardowanie. Odczuwam taką radość, kiedy tu jestem, że nawet nie chce mi się wychodzić!

A co takiego w niej było?
Jest ona zamknięta dla ziemskich radości. To malutka kaliwa, o rozmiarach 3x3 m - ale w niej jest Chrystus i Święta Trójca, wypełnia ją Boża łaska i Duch Święty. W środku - rozpościera się niebo i bezgraniczna równina pachnąca różami. Dlatego też mnich nie chce wychodzić ze swojej kaliwy. Kto go tam trzyma? Chrystus - Ten, Którego ty nazywasz baśnią.
Jeśli pokochasz Chrystusa, to nigdy, przenigdy nie poczujesz się samotnie. Być może nie uda mi się tego osiągnąć, ale ty możesz tym żyć. Nawet jeżeli wszyscy mówiący o tym jesteśmy “nieprawdziwi”, to nie ma to znaczenia. Możesz być mądrym, możesz uchwycić sens, zrobić krok, którego my jeszcze nie zrobiliśmy. Ale my też tego chcemy. Chcemy i staramy się. A ty jako ten, który ma pragnienie, chęci, szczerość, dobre nastawienie - zrób ten krok. Ruszaj. Nie patrz na mnie, nie patrz na innych - my tylko mówimy, ale nic nie robimy. Co ci przeszkadza? Działaj, trudź się, żyj, byś był przepełniony radością, szczęściem, byś czuł szczęście - zasługujesz na to. To wszystko jest tak cudowne. Kiedy tylko pomyślisz o tym, od razu twoje serce wypełnia radość i szczęście, poczujesz spokój. To wszystko da ci Chrystus.

Co powie ten, kto żyje w ten sposób? Żyję z Bogiem? Tak. Ale zazwyczaj ten, kto kocha, nie mówi, a modli się. Modli się za siebie, za mnie, rozmawiającego z tobą, za cały świat, wypowiadając takie słowa: Boże mój, ten człowiek, który powiedział mi, że tym żyję, miał rację. Zmiłuj się nad nim i nad wszystkimi ludźmi, którzy tym żyją”.

Kiedy mówisz o Bogu, nie odczuwasz zmęczenia. Bóg posyła ci świeżość, a przeze mnie męczysz się, ponieważ jestem tylko człowiekiem. Ty też jesteś tylko człowiekiem, a my - ludzie - męczymy się wzajemnie. Pomyślałem o Chrystusie, “pomyślałem o Bogu i poczułem radość”, uradowała się moja dusza, wypełniła moje życie sensem. To znaczy, że kiedy myślisz o Bogu - nie męczysz się, a kiedy o Nim myślisz - chcesz o Nim mówić i odczuwasz radość. Twoje życie zmieni się. O tym odurzeniu i szaleństwie powiedział starzec Porfiriusz pewnej mniszce:
- Pomódl się do Chrystusa, by On uczynił cię szaloną - szaloną w imię Boga.

Stańmy się i my szalonymi w imię Boga. Odrzućmy rozum, by osiągnąć boskie szczęście. Wszyscy na tym święcie są w pewnym sensie szaleni, upijają się winem, telewizją, chcą zgłupieć, robią wszystko, by zapomnieć, a my kochamy Boga, by oszaleć - by oszaleć boskim szaleństwem. Mówiąc inaczej: to boskie odurzenie jest niebiańskim świętem - jesteś w raju, choć nie rozumiesz, gdzie się znajdujesz i nie wiesz, co się dzieje, a potem w twoim życiu wszystko się zmienia...

Kiedy Chrystus wejdzie w twoje serce, wtedy nie zechcesz palić. Nie mogę powiedzieć: “Rzuć palenie!” Mówię do palacza, by modlił się wtedy, kiedy pali. A on:
- To tak można?
- No co? Nie możesz wpuścić Chrystusa do swego życia?
- Jak? Nawet wtedy, kiedy palę?
- Mowa nie o tym, co robisz. Mówię o Chrystusie, a nie o paleniu! Nie zmieniajmy tematu. Mówię nie o twoim postępowaniu. Mówię ci: naucz się modlitwy wtedy, gdy coś robisz.
- Nawet wtedy, gdy grzeszę?
- Kiedy grzeszysz?! Módl się do Boga bez względu na to, jakiego działania się podejmujesz!
- Ale czy mi się to uda?
- Nie wiem. Módl się i rób, co chcesz! Czyż nie o tym samym mówi św. Augustyn? Pokochaj Boga i rób, co chcesz! Powiedz: “Chryste, kocham Cię, ale nie mogę rzucić”. I jeśli będziesz bezustannie wypowiadać te słowa, to po jakimś czasie papierosy staną się dla ciebie mniej interesujące, a potem - zupełnie obojętne. Dlaczego? Ponieważ spodoba ci się coś więcej niż papierosy. Oto przykładowo lubię banicę (tradycyjne bułgarskie danie w formie zwijanego, przekładanego białym serem i zapiekanego placka), ale jeśli ktoś da mi spróbować pizzy i ona mi bardziej zasmakuje, to banica zejdzie na drugi plan. Kiedy widzisz coś lepszego, to zwyczajnie dobre przestaje cię interesować.
Pozwól, że zapytam: dlaczego grzeszysz? Dlaczego odczuwasz zakłopotanie? Przecież wiesz, dlaczego grzeszymy, czyż nie? Dlatego, że grzech sprawia nam przyjemność! Dlatego grzeszymy. Tak?

Kiedy studiowałem, pewnego razu mój kolega z roku, bardzo szczery człowiek, powiedział mi prosto z mostu:
- Posłuchaj, kielich grzechu jest słodki i wypiję go do dna!
Odpowiedziałem mu:
- Na zdrowie!
Do dna... To znaczy, że kielich ma dno. A co będziesz robił później, kiedy już sięgniesz dna? Twoja dusza zapragnie jeszcze i jeszcze, przecież tym się nie zaspokoisz. I wiesz co? Dno jest bardzo gorzkie. Najczęściej grzeszymy dlatego, że nam się coś podoba. Ale kiedy przychodzi Chrystus, dający słodycz, to wtedy najlepiej odcinają się wszystkie grzechy. Nigdy nie próbuj na siłę powstrzymać słabości innych, mówiąc: “Odetnij się od swojej słabość!” W odpowiedzi ktoś powie ci:
- Czym ją zastąpię? Wymagasz ode mnie, bym rzucił palenie. A co zrobię, kiedy popadnę w histerię? Co wtedy zrobię? Do kogo się zwrócę? Co da mi tę radość, którą dawał mi papieros? Coś ci powiem. Jeśli nie palisz, nie możesz zrozumieć palacza. Więc nie osądzaj mnie. Nie możesz wejść w moją duszę i zobaczyć, co czuję w tej chwili.

Tak, rozumiem, że w tej chwili, kiedy palisz, doświadczasz jakiegoś przyjemnego uczucia. Kiedy ty dopuszczasz się jakiegokolwiek grzechu i kiedy ja grzeszę, odczuwamy to samo. Ale od kiedy przyszedł Chrystus i napełnił naszą duszę - już nie chcemy grzeszyć. Nie ma już takiej potrzeby, by ktoś inny mówił nam: “Nie grzesz”. Nie jest to nam potrzebne.

Dlaczego plotkujesz? Ponieważ jest to przyjemne! W tej chwili czujesz, jak twoja krew burzy się i ożywia. Czujesz większy ruch w ustach, w głowie. Przychodzą ci do głowy różne pomysły. Nieprzypadkowo mówi się: “mielić językiem”. Osądzanie daje ci satysfakcję i sprawia przyjemność. Po co się oszukujesz: czyżby ktoś zmuszał cię na siłę do plotkowania?! Po prostu lubisz to robić.

Oto mężczyzna zadzwonił do kobiety wtedy, gdy ta spała po obiedzie i przekazał jej jakieś plotki. Jej sen odszedł jak ręką odjął, a oczy szeroko się otworzyły. Nawiązała się żywa i długa rozmowa.

Dlaczego osądzasz? Dlatego, że ci się to podoba. Jednak kiedy poznasz Chrystusa, to zrozumiesz, że osądzanie nie może dorównać słodyczy Chrystusa. Słodycz osądzania nie może równać się słodyczy Chrystusa. Oto wystałeś długie i piękne nabożeństwo, a od wielu modlitw zakręciło ci się w głowie - w dobrym sensie tego słowa - to zawirowanie w głowie od modlitwy i odurzenie miłością do Chrystusa. Po nabożeństwie wsiadasz do samochodu z innymi i oni zaczynają plotkować. Jeśli poczułeś modlitwę, jeśli płoniesz miłością do Boga, jeśli przyjąłeś Eucharystię, jeśli modliłeś się w trakcie nabożeństwa przez 4-5 godzin i nie raz powtórzyłeś: “Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!”, to słysząc, jak oni osądzają, rozumiesz, jak bardzo jest to tobie obce. I zupełnie nie potrzebujesz, by ktoś ci powtarzał: “Nie osądzaj” - po prostu nie zdołasz nikogo osądzić.

W ten sposób zwyciężane są pokusy, w ten sposób zmienia się świat, tak zmienia się człowiek. Niemożliwe jest, by zmienić mężczyznę lub kobietę słowami, kazaniami, coś narzucając czy okazując naciski. Jak się zmienią? Problem jest tylko w tym, w jaki sposób Chrystus wejdzie w człowieka i zmieni jego życie, zmieni jego oczy, ręce, rozum, serce, ciało i duszę. Jak wejdzie On w niego? To jest istotą. Jednak o ile wielu nie chce podejmować się tego, co trudne, to robią to, co łatwo przychodzi. Mówią: “Przestań palić!”, “Popraw się”, “Opamiętaj się”, “Zrób porządek ze swoim życiem!” Ale to wszystko stanie się dopiero wtedy, kiedy zamieszka w nas Bóg. Rozumiesz to?

archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru
 
fotografia: majkel1994 /orthphoto.net/