cerkiew.pl

Wszystko będzie dobrze - cz. II

tłum. Justyna Pikutin, 16 kwietnia 2020

Boże Tajemnice...Nie mogę ich wam wyjaśnić. Nie potrafię ich wyjaśnić. Wyobrażam sobie, jak wątpisz, lękasz się i nie wiesz, co powiedzieć w niektórych sytuacjach. I kiedy pytasz mnie o te bezgraniczne i nieobjęte tajemnice - “dlaczego dzieje się tak, dlaczego coś takiego ma miejsce, dlaczego Bóg cię opuścił”, nie wiem co ci odpowiedzieć. Co więcej - zgadzam się z tobą. Ale cóż mogę w tej sytuacji poradzić? - módlmy się. Zwróćmy się do Boga bezpośrednio: “Boże mój, dlaczego to robisz? Oświeć mnie, bym zrozumiał. Pomóż mi zrozumieć Twoją tajemnicę”.

Tak czy inaczej - wszystko prowadzi ku dobremu. Teraz, być może cierpisz i dlatego mówisz: “dlaczego tak się dzieje, jak to możliwe”. Ale zatrzymaj się na chwilę i nie śpiesz się! Poczekaj trochę, kilka lat. Niech minie kilka dziesięcioleci. Widzisz jak lekko wypowiadam te słowa: “Niech minie kilka dziesięcioleci”? W ciągu kilku sekund! A w tobie budzi to sprzeciw. Ale mimo wszystko w efekcie końcowym będzie właśnie tak. Musi minąć wystarczająca ilość czasu, żebyś zrozumiał, dlaczego wydarzyły się niektóre rzeczy. I wtedy w pewnym momencie poczujesz, że wszystko działo się zgodnie z “planem”. Mówiąc o “planie” mam na myśli “dlaczego musi się wydarzyć to czy tamto”. “Plan”, który był w chorobie, “plan” ukryty w śmierci kogoś z twojej rodziny. Albo dlaczego musiałeś stracić pracę w tym roku. Wszystko ma swój mądry “plan”, któremu w prostocie serca musisz zaufać. Jeśli znalazłeś inne rozwiązanie, z szacunkiem je zaakceptuję. Zazwyczaj w takich sytuacjach, kiedy dzieją się rzeczy nieprzewidziane, jedni wariują, inni przestają wierzyć i nie wiedzą, co robić w życiu. Człowiek trafia w sytuację bez wyjścia. Jednak wyjście jest: oddaj się miłości, zamysłowi i trosce Boga. I wtedy wszystko wyjdzie na dobre.

Naucz się mówić w swoim życiu: “Wszystko będzie dobrze”. “Ale przecież teraz nie jest dobrze” - słyszysz głos w sercu. “Wszystko będzie dobrze”. “Nawet to, co teraz jest źle? To też będzie dobrze?” “Tak, nawet to. Wszystko będzie dobrze. Poczekaj i zobaczysz. Zobaczysz, jak zmienią się wydarzenia. Potrzeba cierpliwości. I w końcu nawet z goryczy wyjdzie coś słodkiego”.

Jest taka przypowieść, która opowiada o życiu pewnego króla, który miał swego sługę. Razem chodzili oni załatwiać sprawy króla i sługa we wszystkim mu pomagał. Ten sługa cały czas powtarzał to, co ci powiedziałem przed chwilą: “Wszystko będzie dobrze, wszystko dobrze”. “Co będzie dobrze?” - pytali go inni. Był pochmurny dzień, a sługa mówił: “Dobrze, bardzo dobrze” - “Ale popatrz jest pochmurno i mży!” - “Dobrze, bardzo dobrze”. Następnego dnia świeciło słońce. A sługa dalej swoje: “I dzisiaj wszystko dobrze”. I oto pewnego razu wybrali się oni na polowanie, coś się stało z łukiem, który trzymał sługa i wystrzelił on obcinając królowi palec. “Coś ty ze mną zrobił” - krzyknął król -” oj...oj... jak boli... boli!” A sługa odwraca się do niego i odważnie mówi mu znowu: “Wszystko będzie dobrze!” - “Jak może być wszystko dobrze, głupcze, rozumiesz co mówisz? Skoro “wszystko dobrze”, to idziesz do lochu za to, co mi zrobiłeś, wtedy dowiesz się co znaczy “wszystko dobrze”. Zamknął go w lochu, a sam został bez palca. Jednak dalej jeździł na polowania, dlatego że była to jego słabość. Pewnego razu w lesie król oddalił się nieco od innych, wszedł w głąb dalej niż zazwyczaj i tam złapali go tubylcy, którzy chcieli złożyć go w ofierze bogom, a na dodatek zjeść. Dlatego, że ci tubylcy jedli ludzi. Prowadzili go, a po drodze śpiewali i świętowali z okrzykami i wezwaniami: “Złapaliśmy króla, zaraz go zabijemy i zjemy”. A król w tym czasie w smutku rozmyślał: “Patrz co mnie czeka. Wszyscy moi podwładni boją się mnie, a ci tubylcy zjedzą mnie żywcem i nawet nie wiem, jak się ratować”. Kiedy prowadzili go przez zarośla, jeden z tubylców zauważył, że król nie ma palca, brakowało mu jednego palca. Tubylec krzyknął: “Och, och, teraz nie możemy złożyć go w ofierze i zjeść, ponieważ ma on fizyczne uszkodzenie” Tak im przykazał ich “bóg”, jak mówiła legenda, że ofiarować “bogu” i zjeść można tylko człowieka nieuszkodzonego. A król nie miał jednego palca. “Och, och” - mówi tubylec - “jaka szkoda. Dobrze, niech będzie, uciekaj stąd. Nie jesteś godzien, byśmy cię zjedli”. I król odszedł, przeżegnał się i podziękował Bogu mówiąc: “Och, och, zostałem uratowany, zostałem uratowany! Uratowało mnie to, że nie mam palca!” Był tym bardzo podekscytowany i szczęśliwy. W pierwszej kolejności przypomniał sobie o swoim słudze, którego wrzucił do lochu. Natychmiast wydał rozkaz by go wypuścić. Sługę wezwano do króla, który ze strachem powiedział mu: “Wybacz mi, mój sługo, wszystko to, co ci uczyniłem. Wyrządziłem ci tyle cierpienia i męki, przeze mnie znalazłeś się w lochu”. Sługa odwrócił się ku niemu i znowu powiedział: “Wszystko dobrze, wszystko dobrze, mój królu! Nie martw się!” - “Byłeś w lochu i mówisz, że “wszystko dobrze”?” - “Ale królu sam pomyśl, gdybym nie był w lochu, a byłbym z tobą w lesie na polowaniu, to kogo oni by zjedli? Zjedliby mnie! Ty nie masz jednego palca i zostałeś uratowany! A ja mam wszystkie palce i ja bym się nie uratował!” I wtedy król zrozumiał, że w rzeczywiście wszystko jest dobrze tak, jak jest. Bóg wie, jak wszystko się dzieje. I dlatego pozwala na to (...)

Kiedy byłem na Cyprze, pojechałem do jednego monasteru i zobaczyłem tam fotografię pewnego ihumena, bardzo młodego człowieka, który zginął w katastrofie lotniczej razem z patriarchą aleksandryjskim, podczas podróży na Górę Athos. Bardzo mnie poruszyła historia tego ihumena, którą opowiedzieli mi ojcowie. Powiedzieli mi, że był on niezwykle uduchowionym i świętym człowiekiem, a wyjazd zakończył się nieszczęściem. Myślę, że był tam ktoś jeszcze, kto powinien był lecieć razem ze wszystkimi. Ale w ostatniej chwili coś się wydarzyło i ta osoba nie poleciała. Prawdopodobnie w głębi serca ten, kto nie poleciał, bardzo żałował: “Ach, tak bardzo chciałbym polecieć z duchownymi. Starcy, ojcowie, ihumeni, Patriarcha Aleksandryjski, mogłem mieć takie błogosławieństwo, by być razem z nimi. No cóż, co poradzić! Nie wzięli mnie, nie ma miejsca, nie przyszła moja kolej!” Co było dalej, wiesz: helikopter rozbił się, wszyscy zginęli. To znaczy, widzisz: oni w radości zmierzali nie byle gdzie, a na Górę Athos. I nie zważając na to...

Wszystko może się zdarzyć.. Powinniśmy być przygotowani i otwarci na wszystko. Uczynić na sobie znak krzyża. I żyć dalej. Powinniśmy akceptować wszystko to, co przynosi nam Bóg, z pewnością i przekonaniem, że wszystko to jest dla naszego dobra. Wszystko posłuży naszemu zbawieniu. Teraz ktoś powie: “dobrze, ale jak to wyjaśnisz? Mówisz nam tak, opowiadasz kolejne przykłady i w efekcie widzisz, że wszystko będzie dobrze”. Niektórych wydarzeń nie da się wyjaśnić na pierwszy rzut oka, ale gdzieś w głębi życia ukryte jest błogosławieństwo. Jestem tego pewien.

Widzisz biedaków, którzy męczą się i cierpią. Jeden po drugim przychodzą ciosy od losu. Cios i pełna beznadziejność. Mówisz: “Dlaczego tak - taki dobry człowiek! I wszystkie nieszczęścia walą się na jego biedną głowę! Jak to rozumieć?” A obok widzisz drugiego: żyjącego udanym życiem, ziemskiego i grzesznego. Dla niego Bóg nie istnieje. Jest zdrowy jak byk. Starzeje się, żyje do 100 lat, jakby nigdy nic! Ludzie patrzą na niego i mówią: “Co mu się stanie? Popełnia wszelkie grzechy, żyje z dala od Boga i wszystko mu się układa. A inny, zupełnie młody, już cierpi chorując na raka. Jeszcze inny - żyje do 80 lat, całymi dniami pali papierosy, rzuca wulgaryzmami i nic!” Dręczy cię to i mówisz: “Jak to wszystko można wyjaśnić, cóż to za Bóg! Gdzie On patrzy? Jak pozwala na to wszystko?” Ale na Boga - z tego, co widzę i ty zapewne też zauważyłeś - nie wpływa to, co powiesz ty i wszyscy wokół. On mówi do ciebie: “Mów, co chcesz. Ja milczę. Nie mogę opowiedzieć ci tego, co jest Moją tajemnicą”.

Właśnie przypomniałem sobie, co powiedział Bóg św. Antoniemu Wielkiemu. Pewnego razu, gdy św. Antoni Wielki zapytał Go: “Boże, dlaczego jest tak, że z jednym dzieje się tak, a z innym inaczej?” Bóg odpowiedział mu: “Antoni, przestań pytać. Coś ci powiem, póki nie kontynuujesz swoich pytań. Nie próbuj wniknąć w tajemnice, które Mnie dotyczą. Wszystko, o co pytasz, to wyłącznie Moja sprawa. Sprawy boskie, które wykraczają poza twoje rozumowanie. Są one poza granicami twego umysłu. Zajmij się lepiej Antonim i nie zajmuj się tym, co robi Bóg i jak On to robi. To Moja sprawa.” Bóg powiedział to świętemu nie z pogardą czy obojętnością. To tak jakby starał się powiedzieć: “Antoni, nie możesz tego zrozumieć. Muszę opowiedzieć ci wiele różnych historii. Muszę opowiedzieć ci długą historię, byś zrozumiał każdego człowieka, i wszystkie “jak” i “dlaczego”. Ja, Który wiem i posiadam większą mądrość niż ty” - mówi mu Bóg - “i mam także miłość, siłę oraz wszystkie boskie i święte właściwości, Ja wiem więcej, niż ty”. I jeszcze: wiedz, że ci ludzie, którzy mają wszystko, ale nie mają więzi z Bogiem, choć teraz wszystko jest u nich w porządku, to nie znaczy, że ich życie zakończy się zupełną pomyślnością. Dlatego, że jeszcze żyją i nie znasz wszystkich szczegółów ich końca. Przecież są ludzie, którzy choć są bogaci, to jeśli ich bogactwo, pomyślność, zdrowie nie jest dla nich powodem do wdzięczności Bogu, spokoju ducha, wychwalania Boga, łaskawości, wszystko to, co mają, zmieni się dla nich w katastrofę.

Są bogaci ludzie, których rujnuje ich własne bogactwo. Są ludzie, których topią talenty darowane im przez Boga. Dlatego nie należy wyciągać pochopnych wniosków kiedy spotykasz się z “niesprawiedliwością” w życiu, nie należy się dziwić. Są piękne kobiety i przystojni mężczyźni, którym Bóg dał ten dar urody i cielesnego piękna. Ale ta uroda, to zewnętrzne piękno momentami staje się dla nich tym co rujnuje im życie. Wplątują się w coraz to nowe przygody, łatwo się zakochują i nie mają stałych związków. Nabywają złych skłonności i to ich męczy. Kiedy zapytasz takiego człowieka “dlaczego tak żyjesz”, on odpowie ci “to wszystko przez moją urodę”. Choć uroda to dar, ale prowadzi go do upadku. A ty patrzysz i zazdrościsz: “Dlaczego ja nie jestem tak przystojny?” Dokładasz wszelkich starań, by stać się piękną i jeszcze piękniejszą (lub przystojniejszym). Ale przecież możliwe, że ta twoja zewnętrzna niedoskonałość jest tarczą Boga w twoim życiu. Pomyśl o tym. Dlatego, że jeśli przystojniak nie ma pokory, a przynosi cierpienie i rozczarowuje swoim zachowaniem, to jeszcze nie wiadomo, czy ta uroda zaprowadzi go do raju.

Archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: ursiy /orthphoto.net/