cerkiew.pl

Wspomóż mnie w mojej niewierze

tłum. Klaudia Ambrożewicz, 08 kwietnia 2020

Wierzę, Panie, wspomóż mnie w mojej niewierze!”- słyszeliśmy, jak zawołał ojciec młodzieńca, z którego Chrystus wygania nieczystego ducha, męczącego go od dzieciństwa. Wykrzyknął te słowa, odpowiadając na inne słowa Chrystusa: „Jeśli możesz wierzyć, wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”.
 
Czasami uważamy, że ważne jest, aby pokazać, że jesteśmy ludźmi wiary, że w wielu sprawach jesteśmy nieugięci i przestrzegamy zasad. Mówimy: jestem człowiekiem wierzącym, to znaczy, że potrzebuję specjalnego podejścia. Jestem człowiekiem wierzącym, co oznacza, że prawa fizyki stworzone przez Boga nie działają przeciwko mnie. Jestem człowiekiem wierzącym, więc żaden wirus nie może mi zaszkodzić, i nie muszę trzymać się zasad bezpieczeństwa. Mam specjalne zasady życia i trzeba się z nimi liczyć. To tak, jakbyśmy zapewniali innych o naszej własnej wierze, próbując udowodnić, że nasza wiara w jakiś sposób wpływa na nasze działania. Tak apostoł Piotr zapewniał Chrystusa: „Nawet gdybym miał umrzeć razem z Tobą, nie zaprę się Ciebie.” A my wiemy, że zaparł się. Mówi się, że wielkie zapewnienia, bez względu na to, jak szczere i poważne, są zawsze najbliższe wyrzeczeniu.

I oto słyszymy z ust ojca młodego człowieka, którego Pan uleczył, bardzo pokorne wyznanie wiary: „Wierzę, ale wspomóż mnie w mojej niewierze”. Ten człowiek niczego nie obiecuje, nie przysięga na nic, nie próbuje przekonać Chrystusa i ludzi wokół niego, że naprawdę wierzy i jest godny uzdrowienia. Bóg jak gdyby uczy nas wszystkich podstaw chrześcijańskiego, trzeźwego stosunku do samego siebie. Przecież wszyscy jesteśmy skłonni w przypływie uczuć lub w nagłej potrzebie powiedzieć więcej niż należy.

Zapewne apostołowie, którzy chodzili z Chrystusem, dostatecznie mocno w Niego wierzyli, w Jego rzeczywistość w swoim życiu. Były ku temu obiektywne powody: Chrystus był razem z nimi, na ich oczach uzdrawiał i czynił cuda. Zabrakło im jednak wiary i sił duchowych, by uzdrowić tego opętanego młodzieńca. Dlaczego?

Prawdopodobnie dlatego, że wiara raz otrzymana od Boga jako wielki dar, musi być ponownie zdobywana każdego dnia. Tak, jak kiedyś naród izraelski w swej wędrówce przez pustynię otrzymywał mannę każdego dnia. Pamiętacie, w Księdze Wyjścia napisano, że kiedy próbowali zachować na zapas część manny na następny dzień, manna się psuła. Tak też jest z naszą wiarą. Bóg daje nam ją znów i znów, każdego dnia, za każdym razem na nowo. Każdy dzień jest naszą nową walką o to, aby zachować swoją wiarę, nieco ją zwiększyć i prawidłowo wykorzystać, niczym chleb powszedni. Trzeba pamiętać, że każdego dnia wiarę należy od nowa pielęgnować. Nie możemy powiedzieć: „Wierzę już piętnaście lat, dlatego moja wiara jest silna”. Oczywiście, że nie. Liczba lat spędzonych w cerkwi nie czyni nas bardziej wierzącymi. Dlatego należy być niezwykle pokornym w swojej wierze oraz w pewności swoich pozostałych cnót. Skromność w pewności co do własnych sił, w tym duchowych, to pierwszy kroczek na drodze do silnej wiary.

Warto pamiętać także i o tym, że wiara staje się silniejsza, kiedy jest ćwiczona. Przede wszystkim przez cierpienie i walkę. Pewne maksymalne napięcie psychiczne, które czyni wierzącego - głęboko wierzącym. To znaczy, że nasza wiara staje się wyjątkowa, właśnie naszą, a nie jest po prostu wiarą ponieważ wierzy dana osoba lub grupa ludzi, czy też dlatego, że tak zostało napisane. Kiedy przeżywamy więź ze Stwórcą przez cierpienie, wzmacniamy naszą wiarę. Dlatego droga wierzącego polega na tym, by być ukrzyżowanym, gotowym do cierpienia w imię zdobycia prawdziwej wiary. Ta walka jest przerażająca. Przede wszystkim dlatego, że największy wróg w tej wojnie zawsze jest w nas samych.

Dlatego, jeśli walczymy ze sobą, z własnym sumieniem, nie ma sensu przekonywać tego przeciwnika o naszej własnej wierze: ponieważ kiedy sam się w czymś utwierdzam, to nie znaczy, że staje się to bardziej realne. Dlatego bardziej skromnym, trzeźwym i poprawnym jest, by nie wystawiać na pokaz swego wyznania wiary, mówiąc dumnie z podniesioną głową „Jestem wierzący”, a - upodabniając się do ewangelicznego ojca pragnącego zdrowia swojego dziecka - łączyć wyznanie swoich przekonań z pokorną modlitwą.

Boże, ja wierzę, ale wspomóż mnie w mojej niewierze.

Boże, wiem coś o tym świecie, ale więcej jest tego, czego nie wiem. Pomóż mi dowiedzieć się tego, co uważasz za niezbędne.

Boże, wierzę że mi pomożesz w nieszczęściach i uratujesz mnie, ale pomóż mi być ostrożnym, bym nie wpakował się w kłopoty, a zwłaszcza nie pozwól mi iść wbrew zdrowemu rozsądkowi na pewną śmierć, abym nie kusił Ciebie.

Arcybiskup Werejski Ambroży

za: monastery.ru

fotografia: MichalD /orthphoto.net/