cerkiew.pl

Słowo na Sobotę Akatystu

tłum. Michał Diemianiuk, 04 kwietnia 2020

W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha!

Życie ludzkie, bracia i siostry, pełne jest smutku i zmartwień, niezliczone życiowe troski ugniatają duszę, ciało nierzadko dręczą choroby, dosłownie przypominając, że całkiem niedaleko jest ten dzień, kiedy pójdziemy zdać relację Sprawiedliwemu Sędziemu-Bogu ze wszystkich uczynków swoich, w których któż nie zgrzeszył? I dlatego czyż może nie rozweselić się, rozradować się nasze serce, kiedy usłyszymy – lub dokładniej, wspomnimy o tym, że mamy miłościwą i obfitą w miłość Obrończynię, pocieszającą strapionych, uzdrawiającą chorych, wzmacniającą małodusznych, a co najważniejsze, nieustannie wstawiającą się przed Panem o wieczne nasze zbawienie. Ta Obrończyni, ta Orędowniczka – to Matka Boża i Matka wszystkich chrześcijan, Najczystsza Dziewica Maria.

Nie ma miary miłości Bożej wobec nas, grzesznych. Nie ma jej, bowiem kto może pojąć miłość Niepojętego? I jak niewypowiedziana jest miłość, tak i niewypowiedziana jest mądrość Bożej myśli o nas. Zgromadzenie świętych wstawia się za nami w niebiańskich komnatach przed Tronem Króla Chwały; zastępy anielskich sił niewidzialnie odgradzają nas od niezliczonych nieszczęść, odwracają od zła, kierują ku dobru, odganiają złe i bezwstydne piekielne psy - demony. I mimo wszystko często nie możemy wytrwać, przekraczamy przykazania Tego, Który nas stworzył i upadamy, grzeszymy przed Nim, stając się winnymi i podlegającymi pod sprawiedliwy i ostateczny Jego sąd. I lękamy się zbliżyć się do Niego, lękamy się wejrzeć na niebiosa. Jednakże Pan, miłościwy i nie gniewający się do końca, darował nam w tym zmartwieniu nadzieję nie do zawstydzenia i niezawodne wstawiennictwo przed Nim – Swoją Przeczystą Matkę, usynowiwszy Jej przy krzyżu w osobie umiłowanego Ucznia - Teologa cały rodzaj ludzki. I Jej modlitwy, jak niczyje inne, przyjmuje On, Wszechmogący, Jej wysłuchuje i ulega Jej prośbom – nawet jeśli prosi Ona o tych, którzy, jak się wydaje, nie są godni miłosierdzia i przychylności.

I nie tylko ludzie z ich prywatnymi, osobistymi smutkami, ale i całe narody, i kraje chronią pamięć o dziwnych cudach wstawiennictwa Matki Bożej i orędowania za nimi w czasie, kiedy wszelka ludzka pomoc bywała już bezsilna.

Wspominaniu takiego cudownego wydarzenia, a nawet nie jednego, a trzech naraz, poświęcony jest dzisiejszy dzień – piąta sobota Wielkiego Postu, która z tego powodu otrzymała nazwę Soboty Akatystu albo Pochwały Matki Bożej.

Na początku VII wieku, w 626 roku, za panowania cesarza Herakliusza, Bizancjum przeżywało ciężkie dni. Konstantynopol był przygnieciony przez wrogów ze wszystkich stron. Ze wschodu zbliżali się Persowie, z zachodu – Awarowie. Położenie Greków wydawało się beznadziejne, upadek stolicy, zagłada jej obrońców i cywilnych mieszkańców wydawały się nieuniknione. Ale oto patriarcha Konstantynopola Sergiusz błogosławił na zorganizowanie procesji wokół oblężonego miasta, sam przy tym wziął cudowną ikonę Matki Bożej Hodegetrii. Wzięta była też najcenniejsza relikwia – szata Najświętszej Bogurodzicy, chroniąca się w jej słynnej cerkwi w Blachernach [Blacherny – dzielnica w północno-zachodniej części Konstantynopola – przyp. tłum.]. I oto, kiedy szata została obniesiona wokół miasta po jego murach a następnie zanurzona w wody Bosforu, to nastąpił cud, radosny dla Greków i zaiste straszny dla ich wrogów. Morze, do tej pory spokojne, wzburzyło się, rozpętała się straszna burza i nieprzyjacielskie statki zostały zatopione podniesionymi falami. Całą noc spędził wtedy naród na modlitwie w cerkwi w Blachernach, śpiewając Matce Bożej dziękczynne pieśni. I jeszcze dwukrotnie Konstantynopol dostąpił takiej dziwnej miłości od Królowej Niebiańskiej, jeszcze dwukrotnie w cudowny sposób dostał wybawiony od oblegających go wrogów. Dlatego ustanowiono dzisiejsze święto na pamiątkę tych zadziwiających dzieł miłości Bogurodzicy do chrześcijańskiego narodu. I śpiewa się w dzień święta pochwalne pieśni Bogurodzicy, które otrzymały nazwę akatystu, we wszystkich prawosławnych cerkwiach, na całym świecie.

Rzeczywiście, bracia i siostry, zadziwiająco szybka jest Matka Boża wobec wzywających Ją na pomoc.  Zupełnie jak czuła matka spiesząca do swego dziecka, spieszy Ona, aby odpowiedzieć na wezwanie cierpiącego ludzkiego serca, aby pomóc, wstawić się, zbawić ginącego.

I dlatego od najdawniejszych lat zbawiają się chrześcijanie przez Jej wstawiennictwo, znajdują u Niej obronę i opiekę, wsparcie i pocieszenie. Ona jest Najświętszą pośród świętych, niewypowiedzianie kocha wszystkich, którzy uświęcili się pobożnością, wszystkich, którzy całkowicie oddali swoje życie i samych siebie Jej umiłowanemu Synowi. Ale, o dziwny cud i głębokie miłosierdzie! Ona kocha także grzeszników, ginących w swoich nieprawościach, lituje się nad nimi, cały czas wyciąga ku nim pomocną dłoń. I iluż z nich powstało, poprawiło się, zmądrzało dzięki Niej – Królowej tego co wysokie i tego co niskie, powstało z otchłani upadku ku wyżynom świętości, weszło do jaśniejących komnat Niebiańskiego Władcy!

Właśnie do Niej, Najczystszej, zwróciła się, jak wspominaliśmy całkiem niedawno, upadła grzesznica, święta Maria Egipska, do Niej pomodliła się: „Bądź moją Orędowniczką przed Synem Twoim, że ja już nie splugawię swego ciała nieczystością nierządu, ale wyrzeknę się świata i jego zgorszeń i pójdę tam, gdzie zaprowadzisz mnie ty, Orędowniczko mojego zbawienia!” I Ona, rzeczywiście, nie zawstydziła się modlitwy zrozpaczonej grzesznicy, przez całe życie była jej Pomocnicą i Obrończynią, niewidzialnie wzmacniając i pocieszając ją.

I święty starzec Sylwan, który także przeżył cudowne wstawiennictwo Matki Bożej, stał się godny Jej miłosiernego pouczenia, nie przestawał całe swoje życie wychwalać Ją. „Teraz widzę, - pisał w swoich notatkach – jak Pan i Matka Boża żałują ludzi. Pomyślcie, Matka Boża przyszła z niebios aby pouczyć mnie o moich grzechach!” „Cóż oddam Najświętszej Władczyni – pisał starzec – za to, że Ona nie wzgardziła mną w grzechu, ale łaskawie nawiedziła mnie i pouczyła?… Raduje się duch mój i ciągnie dusza moja do Niej miłością, tak że i samo wzywanie Jej imienia jest słodkie dla serca!”

Ale ile nie powiesz, ile podobnych przykładów nie przywołasz, bracia i siostry, wszystko będzie małą kroplą w morzu miłosierdzia i łask Władczyni. Kto powie, ile ich było – tych, którzy w przeciągu tych długich wieków tylko Jej wstawiennictwem otrzymał zbawienie i nieskończone, błogosławione życie?

W nasze dni głosu wieczności prawie nie słychać, szum wielkich miast i politycznej niezgody, szum samego współczesnego życia z jego marnością zagłusza go. Ale, z miłości Bożej, i dzisiaj są ci, którzy się zbawiają. I dzisiaj ludzie – to ten, to tamten, budzą się z grzesznego snu, przybiegają w oświeceniu serca ku Bogu, przynoszą pokajanie za całe swoje, spędzone bez Niego, życie. Jak, jakimi nieznanymi dla nas drogami, przychodzi do nas nasze zbawienie, kto chroni nas, kto błaga Sprawiedliwość Bożą, aby wytrzymała z nami jeszcze trochę, nie poraziła nas śmiercią za naszą nieprawość? Zapewne dla wielu z nas to i tak pozostanie tajemnicą, którą poznamy dopiero przy rozerwaniu więzów tego ciała, pozostawiwszy grzeszny i zatroskany świat.

Ale czasami jeszcze za życia doczesnego, z nieosiągalnych dla nas przyczyn, Boża Opatrzność postanawia nieco odkryć najsubtelniejszą, ale nieprzeniknioną zasłonę, skrywającą przed nami inny świat. I wtedy widzimy – Kto miłuje i chroni, Kto troszczy się o nas tak, jak nie może troszczyć się o swoje dzieci nawet najbardziej czuła, najbardziej opiekuńcza matka. Wtedy poznajemy, że Najczystsza Dziewica Maria po dziś dzień nie pozostawia nas, ale zawsze jest z nami, jak obiecała to także zasmuconym Jej odejściem apostołom.

Jednak nie tylko ci nieliczni szczęśliwcy, którym objawiono w pewien widzialny sposób troskę Bogurodzicy o nich, ale i my wszyscy powinniśmy niezachwianie wierzyć, że nie ma takiego grzesznika, nie ma takiego człowieka, który przyszedł do Boga, którego Matka Pana nie wymodliłaby Swoimi modlitwami, którego dosłownie za rękę do doprowadziłaby do Bożej świątyni. Dlaczego? Ponieważ nad nami wszystkimi bez wyjątku rozpościera Swoją Boską Opiekę, ponieważ o wszystkich bez wyjątku modli się, stając przed Niebiańskim Królem, i nikt nie jest pozbawiony Jej miłości i łaski, żaden człowieka, jeśli tylko sam on nie skamienieje, nie umarł duchowo, nie odrzucił do końca wszelkiej opatrzności Bożej o sobie.

Przeżywamy, bracia i siostry, nienajlżejsze czasy – i każdy z nas, i nasz kraj, i sama Cerkiew. Ale do teraz miłuje się nad nami Pan przez modlitwy Przeczystej Swojej Matki. I dlatego nieustannie powinniśmy przybiegać w modlitwach swoich do Królowej Niebiańskiej, żeby miał jeszcze cierpliwość Pan, zachował ojczyznę i Cerkiew naszą, darował ludziom pokajanie dla zbawienia

Ale nie tylko w smutkach i troskach należy nam zwracać się do Matki Bożej, nie tylko z ucisku serca wzdychać do niej ze łzami skruchy. Nie, ale z wdzięcznością za wszystkie Jej przychylności – znane i nieznane nam, minione i te, które, wierzę, jeszcze nastąpią, będziemy śpiewać Przeczystej Dziewicy dziwną pochwalną pieśń, z rozrzewnieniem serca wołając do Niej: „Raduj się, Oblubienico Niezaślubiona!”

I będziemy mieć nadzieję, że nie wzgardzi naszą pokorną pochwałą Królowa, ale będzie miłościwa wobec nas i Sama uczyni nas godną tej radości, która nie jest odejmowana na wieki od tego, kto ją otrzyma, której życzy nam wszystkim z całego, kochającego, macierzyńskiego serca Swego dla każdego z nas. Amen.

Ihumen Nektariusz (Morozow)

za: pravoslavie.ru