cerkiew.pl

Łzy Jezusa

tłum. Michał Diemianiuk, 11 kwietnia 2020

J 11, 35 jest jednym z najkrótszych wersetów Biblii. Tylko dwa słowa: “Jezus zapłakał”. Werset krótki, ale czytać go należy powoli. Dwa słowa, ale każde drogocenne.

Apostoł Jan w pierwszych wersetach swojej Ewangelii pisze, że “Słowo stało się ciałem” (J 1, 14). On kontynuuje świadczenie o tym i tutaj, przekazując wydarzenia wskrzeszenia sprawiedliwego Łazarza. Jezus zapłakał, a to znaczy, że naprawdę Syn Boży stał się Synem Człowieczym, we wszystkim, oprócz grzechu, podobnym do nas. Także potrafiącym płakać.

“Jezus zapłakał”. Te dwa słowa pokazują, że Bóg urządzał zbawienie ludzi nie ozięble i obojętnie; nie dlatego, że był zmuszony, że powinien; a dlatego, że pragnął tego gorąco. Łzy Chrystusa odkrywają wewnętrzny świat Pana: On kocha Swoje stworzenie, On cierpi z tego powodu, że śmierć zabiera ludzi, rozłącza ich ze sobą, przynosi na świat trwogę i zmartwienie, pozbawia szczęścia.

Łzy Jezusa przypominają, że Bóg nie jest oddzielony od świata, że On nie jest obojętnym Absolutem, jak myśleli Grecy. Ich monoteistyczna filozofia opisywała Boga jako całkowicie beznamiętną Istotę. Sprawiedliwie zakładając, że Bóg jest najdoskonalszy, dochodzili do wniosku, że On w żaden sposób nie może się zmieniać. W niczym. Przecież wszelka przemiana, w takim przypadku, oznacza oddzielenie od Ideału. Do przemian filozofowie zaliczali też uczucia. Bóg który czuje, jest Bogiem podlegającym uczuciom, a to znaczy, jak myśleli Grecy, że już nie jest Bogiem.

Tak oto łzy Jezusa pokazują, że Bóg nie mieści się w ramach ludzkich ograniczeń myślowych. On mimo wszystko nas kocha, współczuje nam, przeżywa za nas z głęboko osobowym, ojcowskim zainteresowaniem, pozostając doskonałym Bogiem, wszechmocnym i wszechmogącym.

Nie mówcie swoim zapłakanym dzieciaczkom-chłopczykom: faceci nigdy nie płaczą. To nieprawda. Płakali najlepsi z mężczyzn. Płakał też Najlepszy z najlepszych.

Łzy Jezusa uczą nas nie wstydzić się płaczu. Skoro Chrystus nie wstydził się, to tym bardziej i my nie wstydźmy się. Oby tylko i nasze łzy były zawsze takie czyste, szlachetne, współczujące. Taki płacz jest miły Bogu. Ale są też łzy zawiści, nienawiści, nieprzebaczonych krzywd, smutku, pijaństwa. Takie łzy nie mają niczego wspólnego ze łzami Jezusa. Takie nie są nam potrzebne.

Łzy Chrystusa mówią o tym, że Bóg chce współczuć nam całkowicie. Nie wystarczało mu opłakiwać naszą biedę z Niebios. Nie, On zszedł do nas, wszedł w tłum płaczących i płakał z nimi, dając przykład, ustanawiając przykazanie, które następnie oblecze w słowa apostoł Paweł (por. Rz 12, 15).

A jeszcze można przypuścić, że widząc pogrzebowe okoliczności, widząc ludzki żal, Zbawiciel Swoim Boskim umysłem przeniósł się w przyszłość, kiedy i Jego przeczyste ciało, zabite złością Żydów, będzie złożone do grobu, a Jego uczniowie i uczennice będą zabici boleścią. Możliwe, że Jego łzy były i o tym.

Czyny Pana Chrystusa rozciągają się przez wieki. Płacząc z Martą i Marią przy grobie Łazarza, On płacze i z nami na pogrzebach naszych krewnych i bliskich. Nie jesteśmy samotni, jakkolwiek by nie próbował diabeł podsunąć nam coś przeciwnego. Jednak jest “czas płaczu i czas śmiechu” (Koh 3, 4). Pan wskrzesza Łazarza i ociera Swoje i nasze łzy. Przecież dobre jest to, co dobrze się kończy. I z nami będzie dobrze: także naszych bliskich On wskrzesi. I nas też.

kapłan Leonid Kudriaczow

za: pravoslavie.ru