cerkiew.pl

Czwartki z o. Schmemannem #11

wyb. Justyna Jakubowska, 19 marca 2020

W części jedenastej, ostatniej, prezentujemy fragmenty dotyczące tzw. okresu petersburskiego w historii Rosji.

„Raskoł nie jest niczym innym jak zapłatą za marzenie o świętym bycie, o doskonałym wcieleniu w historię, na ziemi, ostatniego cesarstwa. Jest to też zapłata za zakorzeniony antyhistorycyzm teokracji bizantyjskiej, która odrzuciła chrześcijaństwo jako drogę oraz twórczość i chciała zatrzymać historię w „wiecznym powtarzaniu” jednego misterium. (…) Hierarchia tak łatwo, bez zagłębienia się w źródła wiary i nauki Kościoła, przyjęła tę reformę, że później równie łatwo przyjmie także inne reformy, byleby pochodziły od władzy i były uczynione według „najwyższego rozkazu”. Raskolnicy sprzeciwili się nie tyle Kościołowi, co państwu, ale w imię teorii państwa rozumianego jako służenie Chrystusowi. Ich przeciwnicy już prawie nie czuli nadciągającego przekształcenia chrześcijańskiej teokracji w absolutyzm.

W ten sposób problem stosunku Kościoła i państwa znowu zaostrzył się w XVII wieku. (…) Do Moskwy coraz wyraźniej przenika atmosfera zachodnioeuropejskiego absolutyzmu. Spór Nikona z carem w pewnym stopniu powtarza w Rosji zachodni spór na temat stosunku państwa i Kościoła, a więc spór przede wszystkim o „władzę”. Być może właśnie raskoł spowodował, że tryumf absolutyzmu za czasów Piotra Wielkiego był nieunikniony. (…)

Reforma Piotra oznaczała ostre zerwanie tradycji teokratycznej, była świadomym i wszechstronnym przejściem na pozycje Europy Zachodniej. Było to zaprowadzenie w Rosji zachodniego absolutyzmu. Zwykle oskarża się Piotra i jego następców, cały „okres petersburski”, o zabranie Kościołowi wolności i samodzielności. Jednak Kościół nie był wolny – we współczesnym sensie tego słowa – od czasów Konstantyna Wielkiego, ani w Bizancjum, ani w Moskwie.

Nie będąc wolnym Kościół tym nie mniej był różny od państwa, nie zależał od państwa w swoim życiu i organizacji. Bez względu na naruszanie „symfonii” (były to właśnie tylko naruszenia), wcześniej lub później państwo przyznawało się do tych naruszeń, a nawet czciło ich ofiary. Państwo uznawało bowiem istnienie wyższego prawa, chrześcijańskiej Prawdy, której strażnikiem był Kościół. Zachodni absolutyzm, który zrodził się w walce z Kościołem, odrzuca prawo Kościoła do bycia „sumieniem” państwa, ogranicza działalność Kościoła do „zaspokajania duchowych potrzeb wiernych”, przy czym sam określa owe potrzeby i ich zaspakajanie. (…)

Przez ustanowienie synodu Kościół stał się jednym z departamentów państwa i do 1901 roku członkowie synodu w swojej przysiędze określali imperatora jako „Najwyższego Sędziego tego Kolegium Duchowego” i wszystkie decyzje synodu były przyjmowane jako wydane „swoją władzą, daną przez Jego Cesarską Wysokość” na podstawie „ukazu Jego Imperatorskiej Mości”. (…)

Kościół ziemski był w tej epoce traktowany jako religijna „projekcja” samego państwa. Właśnie tego fałszu reformy Piotra władze rosyjskie nie uświadamiały sobie i nie odrzucały aż do rewolucji 1917 roku. Widoczna jest w niej dwuznaczność stosunków państwa i Kościoła, która zatruła świadomość i państwa i Kościoła. Należy podkreślić, że Kościół rosyjski nie zaakceptował reformy Piotra. Dla Kościoła imperator pozostał Pomazańcem Bożym, a samo namaszczenie dalej traktował w kategoriach teokracji bizantyjskiej lub moskiewskiej. Z tego powodu władzę imperatora inaczej rozumiało państwo i inaczej Kościół, gdyż wychodzili z całkowicie różnych założeń. (…) Właśnie ta różnica między stosunkiem państwa do Kościoła („wydział wyznania prawosławnego”) i stosunkiem Kościoła do państwa („Pomazaniec Boży”) stanowiły podstawowy fałsz okresu synodalnego.

W Bizancjum i w Moskwie Kościół i państwo mówiły tym samym językiem, żyły tą samą świadomością, i dlatego Kościół zachowywał ogromny autorytet w życiu państwa. Teraz dzięki różnym „językom” Kościół stał się anachroniczny i to nie tylko w swych zewnętrznych przejawach, ale w swojej psychologii. Teokratyczna ideologia Kościoła przeszkadza – zbyt często – odczuć swoją własną niewolę w obcym świecie, uświadomić sobie fałsz podporządkowania niechrześcijańskiemu państwu, zapragnąć wolności, uznać dokonany już fakt oddzielenia Kościoła od państwa. Pozostało więc milczenie i posłuszeństwo prawu.

„Duchowieństwo w Rosji od epoki Piotra staje się „przestraszonym stanem”. Częściowo degraduje się do poziomu nizin społecznych. Na szczytach zapanowało dwuznaczne milczenie. Najlepsi ludzie zamykają się w sobie, odchodzą do wewnętrznej pustelni serca. Właśnie owo skowanie „stanu duchownego” jest głównym rezultatem reformy Piotra. Później rosyjska świadomość kościelna będzie rozwijała się pod podwójnym hamulcem, administracyjnych nakazów i wewnętrznego strachu.” (cyt. z pracy B. Uspienskiego pt. Car i imperator) (…)

Jednak nawet pod naciskiem państwa życie Kościoła nie zamarło w okresie synodalnym i nie można go uznać za czasu upadku, zaniku sił duchowych, czy też zwyrodnienia. (…) W prawosławiu znowu odżyła zapomniana wielka tradycja myśli, tradycja poszukiwania Prawdy, ascetycznego służenia Prawdzie. (…) Za tragiczną historią Rosji okresu petersburskiego widzimy inną, nigdy nie kończącą się historię ludzkiego ducha, „zdobywania łaski”, dążenia do Praobrazu. (…)

(…) Dla zbyt wielu wiernych historia Kościoła jest zgorszeniem, jest unikana z obawy przed „rozczarowaniem”. Lękam się, że i w tej książce znajdą zgorszenie i rozczarowania. W historii prawosławia, jak i w historii chrześcijaństwa, jest niemało upadków i ludzkich grzechów. Nie chciałem ich ukrywać, dlatego że wierzę, iż cała moc prawosławia tkwi w prawdzie, a także dlatego, że „rozróżnianie duchów” przeszłości uważam za warunek wszelkich autentycznych poczynań kościelnych w teraźniejszości.”

o. Alexander Schmemann

fragmenty książki "Droga prawosławia w historii"