cerkiew.pl

Nie oczekuj poprawy od innych

tłum. Justyna Pikutin, 21 marca 2020

Widziałem rodzica, który miał w domu wiele problemów i trudności, miał chore i cierpiące dzieci, ale wśród tego odczuwał radość. Wiedział jak kochać dzieci, które dał mu Bóg. Cieszył się Bożymi darami pośród wszystkich trudności, z wdzięcznością i pokorą. Myślał: “Bóg wie! Bóg wie lepiej niż ja! Bóg jest bezgranicznie dobry! Bezgranicznie mądry i święty!” - i odczuwał radość.
Widziałem też ludzi, którzy mieli pieniądze, którzy byli okazem zdrowia, a serce ich było nieszczęśliwe. Coś od środka po cichu ich zżerało dlatego, że nie odkryli tajemnicy szczęścia i radości, polegającej na pokornym akceptowaniu życia takim, jakie jest, przyjęciu tych darów, które zsyła nam Bóg, w modlitwie do Chrystusa oraz w miłości do Boga. Dlatego też powiedziałem wam, że jesteśmy bardzo szczęśliwi, my, którzy jesteśmy blisko Cerkwi, z tego powodu, że niezależnie od tego czy jesteśmy biedni czy bogaci, piękni czy nieatrakcyjni, wysocy czy niscy, umiemy cieszyć się darami Bożymi.

Wszystko jest darem. Jeśli osiągniesz to i zrozumiesz, że wszystko jest darem, nawet rak - jest darem... To bardzo trudne i nie mogę zrozumieć tego z łatwością, jednak czytając żywoty świętych i widząc świętych ludzi, zrozumiałem jedno - niektórzy ludzie nauczyli się postrzegać wszystko jako dar. A kiedy masz dar, to przecież się cieszysz. Czyż nie tak? Jeśli dostajesz prezent, to cieszysz się, nieprawdaż? Tak więc naucz się tego i proś Boga, by pokazał ci, że wszystko jest darem. Wtedy będziecie się cieszyć i przekażecie dzieciom oraz całej rodzinie takie dobre zapasy, które będą im towarzyszyć nie rok, czy dwa, ale przez całe życie.

Pewien ojciec powiedział mi:
- Oddałem swemu dziecku ogromną kwotę pieniędzy i wkrótce one mu wyparowały! Jak on to zrobił? Wszystko wydał, wszystko rozpuścił na jakieś bzdety!
Nie wykorzystał tego, co miał, tak jak trzeba. Wszystko dlatego, że skarb, który mu dałeś, spadek, który zostawiłeś swemu dziecku, pieniądze - to nie jest to, co pozostanie na długo. Tajemnica życiowego powodzenia polega na tym, żeby dać dzieciom lekcje: lekcje pokory, prostoty, wdzięczności Bogu i miłości do Boga.
Pewna chińska mądrość głosi, że jeśli ktoś głoduje, a ty dasz mu rybę, to on się naje. Ale na jak długo? Na raz. A jeśli nauczysz go łowić rybę, czy nie będzie to o wiele lepsze? Dlatego, że kiedy zechce jeść, pójdzie, nałowi sobie ryb i będzie zawsze syty. Nawet kiedy nie będzie cię obok, on również pójdzie, nałowi ryb i zje sam. Będzie mógł zawsze się najeść i dziecko swoje zabezpieczy zapasami na całe życie.
Naucz swoje dziecko twardo stąpać po ziemi, by kiedy pójdzie w świat, mogło przetrwać. Dziecko podtrzymają nie tylko pieniądze, wiedza i dyplom, ale także życiowe lekcje, które mu dajesz - lekcje szczęścia. To zapasy z dłuższym terminem przydatności, ciągle dające owoce.

Kiedy na przykład dziecko widzi, że jakiś problem jest rozwiązywany w domu w napięciu, podenerwowaniu, stresie, kłótni - jaki przekaz otrzymuje? Taki, że życie - to niekończące się narzekania, że życie jest nadzwyczaj trudne, wręcz przerażające, to bardzo nieprzyjemne wydarzenie. I co wtedy zapamięta dziecko? Jak przygotuje się do życia? Jak założy rodzinę, jeśli otrzymało od ciebie lekcję, że wszystko w życiu wywołuje napięcie, krzyk i stres? Rozumiecie?

Ktoś opowiadał:
- Kiedy mój ojciec miał problemy finansowe, kupował najlepszego kurczaka, kiedy byliśmy biedni, kupował coś pysznego do zjedzenia i słodycze - przynosił do domu, by nas ugościć. I mówił: “Sprawy potoczyły się trochę nie tak, ale dzisiaj miło spędzimy czas! A, Bóg da - wszystko się ułoży!” I wpajał nam optymizm. Problemy były, ale on przekazywał nam radość. Patrzyłem w oczy ojcu i widziałem, że była w nim nadzieja, była wiara, miał silny charakter i nigdy się nie poddawał...

Moi drodzy, wiecie jaka to była lekcja dla dziecka? Patrzeć na swego ojca i widzieć, że on się nie poddaje, nie zaczyna narzekać i zamartwiać się:
- Cóż teraz począć? Znów te pieniądze. Gdzie znajdziemy tyle pieniędzy. W tym domu nic nie ‘chwała Bogu’, zawsze mamy jakieś problemy!
Dlatego dzieci czasami mówią na spowiedzi:
- Oj, ojcze, jaką mogę założyć rodzinę? Czy widziałem coś dobrego u rodziców? Czy rodzice nauczyli mnie, że rodzina - to coś dobrego?

Widziałem takich, którzy założyli rodzinę i są szczęśliwi. Tak więc bądź uważny! Nigdy nie przekazuj takich lekcji swemu dziecku! A ty je przekazujesz. Problem nie polega na tym, że powiesz mu, tak jak niektórzy mówią swoim dzieciom: “Uważaj, żebyś założył dobrą rodzinę!” Tu nie chodzi o słowa. Nie chodzi o to, byś powiedział mu: “Załóż dobrą rodzinę!” - nacisnął guziczek i on od razu zakłada wspaniałą rodzinę.
On powie ci:
- Pokaż mi, czym jest dobra rodzina! Pokaż mi na swoim przykładzie dobrą rodzinę, przecież jesteś moim ojcem! (Jesteś moją matką!)
I dziecko mówi:
- Dobrze, pokażcie mi siebie, bym zobaczył was pełnymi piękna, szczęścia i radości. Nie chodzi mi o zmarszczki na twojej twarzy.
Dziecko mówi swojej matce:
- Nie interesują mnie twoje zmarszczki, nie musisz się malować. To, czego chcę od ciebie - to nie piękna twarz, zapach perfum czy ufarbowane włosy. Nie tego chcę. Chcę zobaczyć cię piękną od radości i szczęścia. Chcę zobaczyć cię piękną pośród życiowych trudności i problemów, chcę, byś przepełniała mnie pragnieniem życia.
Czy robisz to?
- Nie...
- Od ciebie nauczyłem się narzekania, niezadowolenia, szemrania, stresu, rozczarowania, żalu, zrozumiałem, że życie - to coś trudnego, męczącego i niewdzięcznego... Jak więc założę rodzinę? Co dobrego widziałem, czego chciałoby się pozazdrościć?

Pewien duchowny, mój przyjaciel, kiedyś powiedział mi:
- Wiesz, dlaczego zostałem duchownym? Kiedy byłem mały, zobaczyłem pewnego wiejskiego duchownego, był to dostojny, dobry duchowny, cieszyła się nim rodzina, cieszyła się wieś, wszyscy go kochali. On tak mnie zainspirował, że powiedziałem sobie: “Chcę być taki jak on! Chcę być tak dobrym duchownym, jak on!”
Twoje dziecko też powinno powiedzieć, że chce być takim jak ty, w przeciwnym wypadku wszystko zepsujesz.
Ale nawet jeżeli już wszystko zepsułeś - a wielu z was wszystko zepsuło i teraz żalicie się, i płaczecie - to powiedzmy: “Od teraz i na przyszłość” Odliczanie czasu zaczyna się od tej chwili - od teraz i na przyszłość. Chwała Bogu, w Cerkwi nie ma miejsca na rozczarowanie i nawet jeżeli wszystko zepsułeś, Bóg mówi do ciebie: “Od teraz i na przyszłość Ja mogę nawet morze uczynić lądem”. Gdzieś w psalmach mówi się, że Bóg może zrobić wszystko, może On kamienie zmienić w morze, a morze w ląd, w twardą skałę, byś poczuł się na niej na tyle bezpiecznie, by zmieniło się twoje życie. Byś okazał skruchę i zmienił się.
A jeśli niedawno zostałaś matką, to od teraz i na przyszłość daj dobry początek, i jeśli masz małe dzieci, bądź uważna! Twoje życie powinno być takie, byś inspirowała je, by myślały o tobie, kiedy będą zakładały rodzinę; by u ciebie uczyły się dobrego życia rodzinnego, a nie (jak mówi starzec Paisjusz, że dzieci - to kopie rodziców) kopiowały to, że “moja mama patrzy tylko w co się ubrać, jak się pomalować i wystroić się”. Czy to jest przekaz, który chcesz dać swemu dziecku?
Czy myślisz, że to zatrzyma je w zdrowej rodzinie, umocni jego związek? Nie oszukuj się: nie fryzury i perfumy utrzymają dziecko, które wychowujesz, a odporność duszy, czyli sens życia, wiara w Boga, miłość, cierpliwość, modlitwa, dobroć, wybaczenie, szczera rozmowa, szacunek. Oto co powinno w tobie widzieć dziecko.

Tyle słów tu wypowiedziałem! I każde z nich może być analizowane jako oddzielny temat. Trzeba nauczyć się szacunku, by dziecko widziało, że matka szanuje swego męża, i ojciec szanuje i kocha ją, by tak ją szanował i tak zaglądał jej w oczy, jakby była jego królową. “Moja pani” - mówili małżonkowie w dawnych czasach. “Przyjdę z moją panią”.
Pomyśl tylko: “pani” to znaczy “królowa” , “żona - to moja królowa” “mąż - to mój król, mój władca. Kocham go, szanuję, jesteśmy sobie bliscy, ale też szanujemy się wzajemnie”.
A czy twoje dziecko widzi, że wy się nawzajem szanujecie? Czy ojciec wychodzi, a matka od razu zaczyna oczerniać go przed dzieckiem, a ojciec osądza matkę w obecności dzieci? Jaki obraz malujesz dziecku, czego ono potem ci pozazdrości, czy nie powie: “Żebym był takim ojcem, jak on? A co dobrego w nim widziałem, by można było mu pozazdrościć?” Kiedyś pewne dziecko powiedziało mi o swoim ojcu coś, co bardzo mi się spodobało.
Powiedziało:
- Cieszę się, że mam takiego ojca! Jestem dumny z mojego ojca!
Bardzo spodobało mi się to stwierdzenie! Powiem wam, że niewielu mówiło mi coś takiego. Nie wiem, dlaczego.

Oczywiście, dziecko czasami się sprzeciwia. Przyciągają je inne wzorce, ale niech chociaż w duszy akceptują was, szanują i cenią. A to zależy od tego, jak ty sam traktujesz bliźnich: czy szanujesz żonę, rodzinę, czy kochasz, czy słuchasz innych z uwagą, czy pozwalasz wypowiedzieć swoje zdanie, czy cenisz je, czy pozwalasz im rozmawiać w domu. Dlatego, że są małżeństwa, które milczą - mężowie nie pozwalają im rozmawiać, przy czym są to chrześcijanie i uważają, że to po chrześcijańsku. A jakiego ducha przekazujesz dziecku? By był w domu tyranem, by robił, co zechce, a inni powinni się go bać? Czy zdarza się, że żony mówią, ale mężowie nie przywiązują do tego uwagi, za nic mają ich zdanie, nie liczą się i nie zgadzają z poglądami swoich żon?
To lekcje dla dziecka, kiedy słucha ono matki, a ty - ojciec - odpowiadasz jej:
- Dobrze mówisz, masz rację. Dobry pomysł, trzeba nad tym pomyśleć. To, o czym mówisz - to święta prawda. Zuch! Jak dobrze, że ciebie mam i że pomagasz mi w tych trudnych chwilach!
Czy to, o czym teraz mówię - skrajności, czy to jakaś romantyka, poezja - byś szanował drugą osobę, nadawał jej znaczenie? Czy szanować pracę swojej żony - to jakieś przegięcie, skrajność?
Widzisz na przykład, że żona leży padnięta (i dziecko też patrzy na to i bierze lekcje - nie musisz nic mówić, ono i bez słów wszystko rozumie) i wnet żądasz od niej, by nasmażyła ci ziemniaków albo przygotowała ci jeszcze jakąś wymyślną i trudną do przygotowania potrawę, wiedząc, że nie ma siły, a przecież mógłbyś też zjeść coś prostszego. Dziecko otrzymuje od ciebie informację, że “żona w domu, moja matka - to służąca, służy i powinna ciągle coś robić”. Jeśli zaś powiesz jej:
- Kochanie, odpocznij... Pójdź prześpij się trochę..., my sami coś przygotujemy. Mamy w lodówce tyle wszystkiego, a jeszcze obiadu nie dojedliśmy, więc nie ma problemu. Połóż się i odpocznij. Przecież cały dzień biegałaś i tak się umęczyłaś.
A matka odpowiedziałaby:
- Nie, nie trzeba, zaraz coś przygotuję, nic strasznego, mam jeszcze dużo siły!
I żeby patrzyło ono jeszcze, jak będziesz się sprzeczał z żoną (posłuchaj teraz jaki to spór!) i mówił jej:
- Idź, odpocznij!
A ona:
- Nie, choć zrobię ci ziemniaków!
- No nie! Idź się zdrzemnij!
Żebyście kłócili się z miłości! Żebyście atakowali się wzajemnie z miłości, a nie z niezadowolenia.
Jeśli tak mają się wasze sprawy, to nawet jeżeli zostawisz swoje dziecko bez żadnego spadku, bez dachu nad głową - jest ono najszczęśliwszym i najbogatszym dzieckiem. Mówię prawdę. To właśnie jest szczęśliwe życie rodzinne, szczęśliwe relacje w rodzinie, jeśli będziecie żyli w taki sposób.
Dlatego mówię wam, że szczęście wyślizguje się z naszych rąk. A co może być łatwiejszego, niż uczynić z tego piękną chwilę? By żona pomyślała: “Ach, jakiego mam wspaniałego męża! Powiedział, żebym poszła się zdrzemnąć, żebym się nie przemęczała, dlatego że jestem zmęczona!” A mąż myślałby: “Jaką mam wspaniałą żonę! Widziałeś? Mówię jej, żeby szła spać, a ona: “Nie, chcę zostać i usmażyć ci ziemniaków, dlatego że kocham was, nawet upiekę wam tort!”.
I rzeczywiście piecze jakiś tort. Choć dopiero co leżała zupełnie bez życia. To ty uskrzydlasz ją tym, jak z nią rozmawiasz.
Brakuje nam uprzejmości. Mówiłem o tym i znowu powtarzam, i to wcale nie są kłamstwa czy pochlebstwa, mówię o tym nie z względów psychologicznych: jesteś wspaniałym człowiekiem, wierzę w to! Wspaniałym! Cudownym! Ty, który słuchasz mnie - tak, ty, nie mylę się, i nie mówię o jakimś innych słuchaczu, a właśnie o tobie.

Powiedziałem to nie po to, by ci schlebiać, a po to byś zrozumiał, że to piękno, które masz w sobie, powinno uzewnętrznić się we właściwy sposób. Powinno wypłynąć na powierzchnię z dobroci, by ktoś inny zobaczył je i po prostu oślepł. Przecież na coś pięknego nikt nigdy nie podniósł ręki, by uderzyć, krzyknąć, wyzwać, przed pięknem człowiek otwiera się, oddaje się, topnieje, skłania głowę, pokornieje, zachwyca się i kocha.
Piękno zmienia świat, ale niestety my go nie przejawiamy. Skąd to wiem? Wiem o tym nie tylko ja, wiedzą o tym wszyscy duchowni dlatego, że inni przychodząc do spowiedzi pokazują piękno swojej duszy, pokazują swoje piękno. Tak, oczywiście wymieniają grzechy! Jednak za każdym grzechem kryje się coś pięknego pod postacią ruchów duszy. To pokorna skrucha - wspaniała rzecz. Kiedy człowiek przychodzi i powiedzmy płacze na spowiedzi w wieku 55-60 lat, wymienia błędy, które popełnia w domu i płacze, a ja mówię mu:
- Tak, moje dziecko - nie, raczej nie mówię mu “moje dziecko” dlatego, że jest on już dorosły, a mówię: - Wybacz, ten duch, który masz teraz w sobie, ta pokora, którą okazujesz teraz przede mną i Bogiem wyrażając skruchę - czy pokazałeś ją kiedyś swojej żonie?
A on mówi:
- Aaa, nie mogę, ojcze... Cóż, mam teraz zacząć płakać przed żoną?
Zauważ, ja w zasadzie nie uważam za grzech, żebyś popłakał, jeśli trzeba, kiedy jesteście razem - jeśli trzeba, mówię, i jeśli czujesz się winny - żebyś popłakał. Przykładowo, któregoś dnia zasmuciłeś ją, bo rozmawiałeś z nią zbyt surowo. Wtedy nie byłoby źle, byś w przypływie emocji zapłakał i powiedział jej:
- Jak ja się zachowuję przy tobie!
Myślę, że byłoby nie do pomyślenia, by żona widząc cię płaczącym, nie wytarła twoich łez i nie powiedziała:
- Chodź tu! No co ty, nie trzeba! Przestań, wcale nie jesteś tak bardzo winny. Sama jestem winna, jestem straszna, denerwuję cię, drażnię, wyprowadzam z równowagi. Też jestem winna. To nie twoja wina, że tak ze mną rozmawiałeś.
I byście potem razem zapłakali - z miłości. A co będzie potem? Obejmiecie się, pocałujecie i powiesz:
- Wybacz mi!
Dlatego mówię ci, że jesteś wspaniałym człowiekiem, jednak w domu nie pokazujesz tego, a pokazujesz nadszarpnięte nerwy, kłótnie, upór, nieustępliwość. Nigdy nie wyrzekasz się swoich słów, nigdy nie zmieniasz zdania, stoisz przy swoim i ani na krok nie ustępujesz. I tak, ty jesteś uparty, ona - też uparta i zwycięża ten, czyj upór jest silniejszy, nerwy mocniejsze, egoizmu więcej, a w efekcie nic z tego nie wychodzi. Ty przychodzisz do spowiedzi i mówisz:
- Jak mogłem znowu tak postąpić? Ojcze, jestem nikczemnikiem.
Powiedz to swojej żonie, a żona - mężowi. Kiedy jedno powie - “Jestem nikczemnikiem” - drugie odpowie - “A ja cię bardzo kocham! Dlatego, że sama jestem nikczemna! (Dlatego, że sam jestem nikczemnikiem!) I tym sposobem pogodzimy się!
To właśnie rozumiem mówiąc, że szczęście wyślizguje się z naszych rąk. A czy to takie trudne – to, o czym powiedziałem? Myślę, że wszyscy mogą stać się ideałami i doskonałymi małżonkami, nawet ci, którzy mają swoje słabości i problemy, jeżeli wykorzystamy te słabości i problemy jako materiał do pokory, jako materiał do przyznania się do błędów, dla skruchy, miłości, zgody, dialogu - wszystkich tych wspaniałych cnót.
Ile tu pięknych słów! Zgoda, miłość. I twoje dziecko siedzi, obserwuje to wszystko i rozumie: “Moi rodzice okazują pokorę, okazują skruchę, kochają się, godzą się, całują się, proszą się wzajemnie o wybaczenie!”

Jaka to piękna lekcja dla dziecka - mieć takich rodziców, mieć ciebie. Nie mówię o innych, mówię o tobie. Nie patrz na to, co robią inni, nie myśl, jak opowiedzieć o tej rozmowie swemu mężowi (żonie), słuchaj tego dla siebie i powiedz sobie: “Jestem winny! będę słuchał tej audycji, żeby zrozumieć swój błąd, a ciebie poproszę o wybaczenie!”
Niektórzy mówią:
- Dobrze, jestem winny, ale ty też postaraj się poprawić!
A ty nie szukaj tego, nie oczekuj poprawy od drugiego, popraw się sam. I jeśli każdy powie to o sobie, to zobaczymy, że nikt nas nie zmusza do zmiany. Nasza dusza uspokoi się, zniknie sprzeciw, upór i napięcie nerwów wynikające z egoizmu, i nastanie słodka pokora, która będzie czymś wspaniałym. Wasze dzieci będą wspaniałymi dziećmi, będą bardzo szczęśliwe dlatego, że będą miały najlepszą matkę i najlepszego ojca, od których nie ma lepszych! To będziesz ty - to będzie ona.
To, o czym mówię, nie jest wcale trudne. Tak się zdarza.

archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: palavos /orthphoto.net/