cerkiew.pl

Czy chrześcijanin powinien być słabeuszem?

tłum. Gabriel Szymczak, 24 lutego 2020

Agresja odgrywa wielką rolę w dziejach ludzkości. Historia naszego gatunku składa się z niekończących się wojen, walk i sporów. Ale czym właściwie jest agresja i skąd się bierze?

Święci Ojcowie jednogłośnie twierdzą, że pasja, zepsucie i śmiertelność weszły w ludzką naturę wraz z Upadkiem. W Biblii są one nazywane „odzieniem ze skór”, które Bóg dał upadłej parze ludzkiej. Człowiek stał się jak szalone zwierzę lub, jak głosi tradycja kościelna, przypomina bydlęta, które giną, gdyż ich drogą jest ich szaleństwo (Ps 49, 13).

Fizyczna natura człowieka oddalonego od Boga stała się podobna do natury innych, żywych istot na naszej planecie. Niestety, człowiek w tym upadłym stanie może być bardziej niebezpieczny dla swoich bliźnich niż jakakolwiek bestia: ludzki umysł, uszkodzony przez grzech, jest zdolny do akceptacji najbardziej monstrualnych i szalonych wypaczeń, naruszających granice czyjejś przestrzeni życiowej nie przez przypadek, ale celowo i otwarcie. Wówczas naturalna umiejętność odparcia ataku może pomóc atakowanej osobie.

Agresja jest narzędziem chroniącym nasze granice, które Bóg dał człowiekowi wraz z tym „odzieniem ze skór”, kiedy przez grzech upodobnił się on do bestii. Ale Jezus, Syn Boży, przyszedł na ziemię. Wziął to samo „odzienie ze skór” nie jako karę za grzech - jak wszyscy inni ludzie, ale z miłości i współczucia dla nas. To rodzi logiczne pytanie: czy gniew był jednym z ludzkich atrybutów, które Bóg-człowiek nabył we wcieleniu?

Ewangelia daje dość jasną odpowiedź: tak, był. Jest wiele przykładów tego w tekście Ewangelii; najbardziej uderzającym jest wyrzucenie kupców ze świątyni, gdy Jezus przeszedł od gniewnych spojrzeń i słów do bezpośredniego działania. Bardzo ważne jest, aby dokładnie zrozumieć, ku czemu skierowany był gniew Pana i jakich granic On bronił. Zgodnie z ogólną opinią Ojców Świętych, gniew Jezusa Chrystusa w Ewangelii zawsze był skierowany ku grzechowi, popełnionemu przez ludzi. To nie był jakiś grzech, ale ten grzech, który nauczyciele narodu żydowskiego popełniali pod pozorem sprawiedliwości. Jedynym sposobem, w jaki Jezus pokazał swoją agresję w Ewangelii, była obrona granic prawdziwej prawości i podstawowych wartości Prawa, a mianowicie miłości Boga i bliźniego.

Z punktu widzenia psychologii, pewna agresja występuje w prawie każdej formie zachowania związanego z naszą autoprezentacją w świecie zewnętrznym. W zależności od okoliczności, taka nieniszcząca agresja behawioralna ma wiele nazw - wigor, presja, determinacja, odwaga, śmiałość. Wszystkie te formy agresji są absolutnie normalne, społecznie akceptowalne, a nawet niezbędne dla zdrowego i produktywnego życia każdej osoby i społeczeństwa jako całości. Nie mają nic wspólnego z przemocą domową, bijatyką, chamstwem i innymi destrukcyjnymi działaniami, które sprawiają, że nasze życie staje się koszmarem.

Jednak jeśli dana osoba traci zdolność do zdrowych form agresji, można jedynie się nad nią litować. Taka osoba albo nie może nawiązać najbardziej elementarnego kontaktu z innymi, albo kosztuje ją to wiele bolesnych wysiłków. Prośba do szefa o podwyżkę, powiedzenie sąsiadowi, żeby przestał palić na klatce schodowej, wygłoszenie toastu na przyjacielskiej imprezie, zaproszenie dziewczyny na randkę - wszystko to staje się problemem nie do pokonania. W rzeczywistości gniew nie wygasa, ponieważ jest integralną częścią naszej ludzkiej natury. Po prostu tam, gdzie nie znajduje naturalnego ujścia w codziennych interakcjach z innymi ludźmi, musi szukać obejścia, a zwykle istnieją takie dwa: przekierowanie gniewu na bezpieczny obiekt zastępczy lub zwrócenie go na samego siebie.
W pierwszym przypadku osoba, która nie jest w stanie zareagować stanowczo na szefa, wraca do domu i ostatecznie krzyczy na żonę i dzieci. W drugim przypadku człowiek zaczyna dręczyć się niekończącymi się samooskarżeniami i cierpi z powodu poczucia bezwartościowości i nieadekwatności. Łatwo zgadnąć, że obie opcje nie poprawiają zdrowia psychicznego i fizycznego. Procesy te mogą również przyjmować szczególny wymiar religijny u wierzących. Na przykład człowiek może się przekonywać, że jego niezdecydowanie jest jedynie wypełnieniem przykazań Ewangelii, nawet jeśli chrześcijańska łagodność nie polega na słabości lub niemożności walki.

W Kazaniu na Górze Pan nie mówił do bezsilnych melancholików. Zamiast tego wezwał ludzi silnych, namiętnych i skłonnych do przekraczania granic agresji, dozwolonych w społeczeństwie. Ewangeliczna łagodność, do której wzywa Chrystus, nie jest bezsilnością, lecz raczej ogromną siłą, która może ujawnić się tam, gdzie jest potrzebna do wyższych celów. Wywrócone stoły kantorów i rozproszone woły ofiarne i owce, są najlepszym dowodem na to, że za potulnością Jezusa zawsze kryje się duchowa siła orędownika prawości. Słowa o nadstawieniu drugiego policzka nie usprawiedliwiają wewnętrznej słabości i niezdolności do walki. Sam Jezus, gdy sługa uderzył go podczas przesłuchania na dworze arcykapłana, nie nadstawił drugiego policzka, chociaż był gotowy znieść wszelkie udręki i upokorzenia. Zamiast tego zażądał wyjaśnień od wojowniczego sługi: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18, 23).

Okazuje się, że prawdziwe chrześcijańskie podejście do osoby, która cię obraziła, może czasem oznaczać tylko to, że wymagasz odpowiedzi - dlaczego mi to robisz? Często zdarza się, że to nie cicha zgoda na przemoc i niesprawiedliwość wobec chrześcijan jest spełnieniem przykazania miłości bliźniego, ale raczej łagodny, lecz stanowczy protest w imię oświecenia sprawcy.

Człowiek ma naturalną skłonność do gniewu i agresywnego zachowania, które dał mu sam Bóg. Jak wszystkie inne naturalne właściwości człowieka, nie jest ona ani dobra, ani zła. To nasza wolna wola może uczynić z niej narzędzie wypełniania przykazań Ewangelii lub narzędzie do ich łamania. Kiedy nagle czujemy, że oburzenie i gniew wymykają się spod kontroli naszej woli i intelektu, jest to pewny znak, że przekraczamy linię. Nawet jeśli nasz gniew nie przywróci naruszonej sprawiedliwości, powinniśmy również zastanowić się, czy zachowaliśmy się prawidłowo. Równowaga między tymi dwoma skrajnościami polega na zdrowym korzystaniu z daru Bożego, który ludzie tak często niewłaściwie wykorzystują.

Aleksander Tkaczenko

za: The Catalogue of Good Deeds

fotografia: palavos /orthphoto.net/