cerkiew.pl

Przemyślenia na święto Obrzezania Pańskiego

tłum. Michał Diemianiuk, 14 stycznia 2020

Czy zdarzyło się kiedykolwiek wam łapać jaszczurkę za ogon? Mi zdarzyło się. W ten sposób nie złapiesz jaszczurki. Pozostanie tylko zdumienie na twarzy i ogon, jeszcze przez kilka sekund wijący się w rękach. A po jaszczurce nawet śladu nie ma – w ten sposób ona ratuje swoje życie. Odrzucenie ogona to nie reakcja bezwarunkowa, a świadoma, pochodząca z mózgu. Jaszczurka najpierw ocenia sytuację i jeśli pojawiła się realne zagrożenie (złapanie za ogon), to na drodze konwulsyjnego skurczu mięśni odrzuca ten odcinek kręgosłupa. Dokonuje być może bolesnego odrzucenia części ciała dla ocalenia życia takich, jak ona. Bardzo dobry przykład z natury, mówiący coś o „obrzezaniu”.

Standardowo przemyślenie dowolnego święta powinno prowadzić do „wplecenia” jego sensu w „ciało” duchowego życia chrześcijanina. Bez tego pozostanie ono tylko rozsądkowym rozumieniem wydarzenia, bezowocnym dla ducha. Podobne zdarza się często, kiedy człowiek nie przywykł do tego, żeby treść nabożeństwa albo przeczytanego żywotu świętego stawała się częścią jego wewnętrznego świata. I władyka Antoni Surożski bardzo celnie w swoim czasie zauważył, że z tego, co zostało przeczytane albo usłyszane, prawdziwym majątkiem człowieka staje się tylko to, co zostało przezeń głęboko uświadomione.

Święto Obrzezania Pańskiego w pewnym sensie jest szczególne i jak żadne inne (chyba tylko za wyjątkiem świąt Krzyża) przypomina o charakterze życia chrześcijanina. Przypomina przez praobraz. Jego umieszczenie w gronie innych świąt też jest unikalne, bo nigdzie więcej nie ujrzymy podobnego przeobrażenia starotestamentowego obyczaju w wielkie święto okresu Nowego Testamentu. Pochodzi to z wagi obrzędu, o którym mówi praobraz.

Teraz pomówimy o tym dokładniej. Przykazanie,  aby obrzezywać napletek każdemu dziecku płci męskiej, przypomnijmy, było dane patriarsze Abrahamowi na znak Przymierza między Bogiem i Abrahamem oraz jego potomkami (por. Rdz 17, 10-14). Nieobrzezany mężczyzna od tej pory był odłączany od narodu wybranego przez Boga: „Nieobrzezany zaś mężczyzna, który nie obrzeże ciała swego napletka, będzie wygubiony z narodu swego, bowiem naruszył Moje przymierze”. Przy czym obrzezaniu poddawano nie tylko hebrajskich chłopców, ale i cudzoziemców: „Na ósmy dzień od narodzenia niech będzie obrzezany u was w pokoleniach waszych każde dziecko płci męskiej, urodzony w domu i kupiony za srebro u jakiegokolwiek cudzoziemca, który jest spoza twego potomstwa”. I w tym ojcowie widzieli proroctwo o mającym nastąpić z przyjściem Chrystusa rozszerzeniu granic Przymierza na cały rodzaj ludzki. A w tym, że obrzezaniu poddawana była właśnie płeć męska, niektórzy ojcowie widzieli wskazanie na poczęcie Mesjasza bez nasienia. Oto jak o tym pisze święty biskup Filaret (Drozdow): „Dlaczego nie obrzezywane było, na przykład, ucho albo inna część ciała, wspólna dla obu płci? Dlatego, bez wątpienia, żeby w widzialnym znaku przymierza było bliskie wskazanie na obietnicę o błogosławionym nasieniu, mającym pochodzić od Abrahama. Obrzezanie ciała mężczyzny jest jakby wyrażeniem przeczącym odnośnie nasienia kobiety”.

Dla samego obrzezania ciała Bóg ustanawia znaczenie znaku: „To będzie znakiem przymierza między Mną i wami”. A znak jest tylko niedoskonałym odbiciem pewnej ważnej duchowej realności. Dlatego to jest oczywiście nie zwykły znak, a wieloboczny symbol (użyję współczesnego wyrażenia) „w formacie 3D”: ma wysokość, szerokość i głębokość. Wysokość jest w tym, że znak ten odkrywał człowieka Przymierza: „dokonaniem obrzezania oznacza się wstąpienie w Przymierze z Bogiem, a stanem obrzezania – niezmienność tego Przymierza”. Szerokość oznacza przynależność obrzezanego do niezliczonego narodu wybranego i od tej pory „obrzezaniem odróżniają się od innych ludzi wybrani przez Boga spośród wszystkich narodów (Pwt 7, 6)”. Na koniec, głębokość odnajdujemy w uświadomieniu duchowej treści znaku. Znak ten był tym samym, czym pieczęć na piśmie. Pieczęć nie jest głównym elementem pisma, a tylko zawiera tajemnicę samego pisma. „Tak pod widzialnym znakiem obrzezania skrywa się tajemnica wiary i łaski”. Co to za tajemnica? Ona zawierała się w tym, że członek narodu wybranego był powołany do obrzezania duchowego, o którym pisze apostoł Paweł: "Bowiem nie ten jest Żydem, kto jest taki na zewnątrz, i nie to jest obrzezaniem, które jest na zewnątrz, na ciele, ale ten jest Żydem, kto jest wewnętrznie taki, i to jest obrzezanie, które jest w sercu, według ducha, a nie według litery, taki ma pochwałę nie od ludzi, a od Boga" (Rz 2, 28-29).

W przeciągu wielu wieków ta tajemnica, ukryta pod pieczęcią, pozostawała niepoznaną dla żydowskiej wspólnoty o sztywnym karku (według słów apostoła Stefana). I cały Stary Testament przepełniony jest groźną krytyką ze strony Boga i Jego proroków. Oto Jeremiasz w imieniu Boga krytykuje Żydów za to, że „cały dom Izraela ma nieobrzezane serce” (Jr 9, 26). Albo Mojżeszowi na górze Synaj Pan nakazał przekazać synom Izraela: „Ja [w gniewie] szedłem przeciwko nim i wprowadziłem ich do ziemi ich wrogów, wtedy ukorzy się nieobrzezane serce ich, i wtedy będą cierpieć za nieprawości swoje” (Kpł 26, 41). W mowie pierwszego męczennika Stefana brzmią groźne skargi, skierowane przeciwko Żydom: „Ludzie twardego karku! Ludzie z nieobrzezanym sercem i uszami! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu, jak ojcowie wasi, tak i wy” (Dz 7, 51).

Jednak przy całej żydowskiej sztywności karku rzecz nie tylko w tym. Pieczęć Przymierza, ukrywając głębię duchowej realności, mimo wszystko swoim „formatem” informowała o prorockim charakterze judaizmu: to, co pod pieczęcią, pozostaje do czasów Chrystusa ukryte. Ukryte nie tylko dlatego, że niezrozumiałe i nie do przyjęcia, a dlatego, że nie ma jeszcze środków dla realnej walki z grzechem. Tak i Chrystusowa dobra nowina, która przyszła w mocy, zamieniła „cień” w prawdę i napełniła pojęcia zupełnie nowym sensem.

Obrzezanie nie mogło uzdrowić człowieka i dać mu siły na wybawienie z grzechu. Ale służyło pojmowaniu oddzielności Żyda od pogańskiego świata i napełniało go nadzieją na przyjście Oczekiwanego. Chrystus – wcielenie tej nadziei – także przyjmuje obrzezanie. Dlaczego? Po pierwsze, „żeby wypełnić wszelką prawdę”. Autorytet Mesjasza wymagał wypełnienia wszystkich najważniejszych przepisów Zakonu, bowiem On przyszedł „nie naruszać zakon albo proroków, a wypełnić”. Nieprzyjęcie przez Chrystusa obrzezania zaprzeczałoby proroctwom Pisma o Mesjaszu.

Po drugie, Chrystus na samym początku życiowej drogi wyobraża ten najważniejszy dogmat, za dokładne sformułowanie którego ojcowie później „kruszyli kopie” na Soborach Powszechnych: dogmat o tym, że On, Mesjasz, jest prawdziwym Człowiekiem, Któremu nieobcy jest ludzki ból.

I po trzecie, najważniejsze: Chrystus zrywa „pieczęć”, niszcząc ją z powodu bezużyteczności, i odkrywa Swoje Przymierze. Przymierze, na którego pieczęć ledwo wskazywała nieostrymi krawędziami swojego szkicu. Przymierze, które okazało się nieprzyjemną „niespodzianką” dla większości Żydów, nie będących w stanie w swoim czasie rozpoznać granicy tej pieczęci. Mówię o tym, że obrzezanie było zniszczone przez Pana, Który ogłosił, że „w duchu i prawdzie” należy kłaniać się Ojcu, bowiem „takich czcicieli szuka sobie Bóg”. Tak i cień znika, kiedy zjawia się światło i odnajduje się sam przedmiot. Przez swoją naukę moralną Pan odkrywa treść tego, co było ukryte pod pieczęcią przez wiele wieków. Tą samą naukę, która „dla Żydów jest zgorszeniem, a dla Greków głupstwem”. Co było przedmiotem zgorszenia dla Żydów? To, że Mesjasz i Jego Królestwo okazało się nie z tego świata. I przyszedł On nie po to, żeby darować Swojemu wybranemu narodowi wszystkie królestwa tego świata, a żeby powołać nie tylko Żydów, ale i całą ludzkość do „Królestwa Ducha”, dla osiągnięcia którego niezbędne jest nowe, duchowe „obrzezanie”.

Święci ojcowie i asceci w swoich dziełach dokładnie objaśniają, na czym polega to „obrzezanie”. Sam Pan w Swoich przypowieściach i pouczeniach ucieka od tego terminu, ale wiele Jego przykazań tak albo inaczej objawia duchowy sens tego starotestamentowego symbolu. Na przykład, jak objaśnia sens słów Pana o samowyrzeczeniu asceta XX wieku ihumen Nikon (Worobjow): „Pan Jezus Chrystus niejednokrotnie mówił: „Kto chce iść za Mną – to znaczy za Panem Jezusem Chrystusem do Królestwa Bożego, do chwały Bożej – ten powinien wyrzec się siebie, i wziąwszy swój krzyż, iść za Mną”. To wyrzeczenie się siebie jest duchowym obrzezaniem. Ale co znaczy wyrzec się siebie? To znaczy wyrzec się grzechu, który tak przeniknął w duszę i ciało każdego człowieka, że wyrzeczenie się siebie wymaga tyle siły, jakby człowiek miał wyrzec się samego siebie. Człowiek jest przepełniony wszelkimi namiętnościami, które wgryzły się w niego, jak nowotwór wgryza się w ciało człowieka, rośnie na jego koszt i tylko ciężka i bolesna operacja może uratować człowieka. Tak i grzech trzeba jakby operować, obrzezać, to znaczy odciąć od siebie, wyciąć go, żeby człowiek stał się zdrowy”.

Teologia moralna ojców zawsze odcina się od tej idei, jakoby człowiek od urodzenia miał stan duchowej choroby, uszkodzenia przez grzech. Przy takim założeniu dla człowieka staje się zgubna swobodna, niczym nie ograniczona działalność sił duszy i ciała. Człowiek, bardzo skłonny do wszelkich rodzajów grzechu, z konieczności powinien sam siebie ograniczać, kierując się przez „ciasną bramę” na drogę Pańską. Święty biskup Teofan Rekluz (Zatwornik), rozmyślając nad słowami Pana: „starajcie się wejść przez ciasną bramę” (Łk 13, 24), pisze: „Ciasna brama to życie nie według własnej woli, nie według własnych pragnień, nie dogadzając sobie; szeroka brama – życie według wszelkich poruszeń i dążeń namiętnego serca, bez najmniejszego odmawiania sobie czegokolwiek. W ten sposób brama do Królestwa to samouciskanie. Uciśnij siebie we wszystkim i to będzie to samo, co napychanie albo parcie w drzwi, żeby je otworzyć i przecisnąć się przez nie. Jak i czym uciskać siebie? Przykazaniami Bożymi, przeciwnymi do namiętnych poruszeń serca. Kiedy zaczynasz się gniewać na kogoś, przypomnij sobie przykazanie Pana: „wcale się nie gniewajcie” - i uciśnij tym serce swoje. Kiedy przyjdą rozpustne myśli, przywołaj na myśl zakaz nawet patrzenia na kobietę z pożądaniem i uciśnij tym swoją pożądliwość. Kiedy zechce się osądzić kogoś, przypomnij słowo Pana, że przez to czynisz Sędziego Niebiańskiego nieubłaganym w stosunku do siebie i uciśnij tym swoją zuchwałość. Tak też w odniesieniu do wszelkiego złego poruszenia. Zbierz przeciw każdemu z nich cytaty Pisma Świętego i trzymaj je w pamięci. Jak tylko wyjdzie z serca jakieś durne pragnienie, ty wówczas zwiąż je skierowanym przeciw niemu cytatem; albo zawczasu obwiąż wszystkie swoje pragnienia i myśli Bożymi Słowami i chodź w nich; będziesz jakby w kajdanach. Ale w tych kajdanach jest swoboda, albo swobodna droga do Królestwa Bożego”.

W chrześcijańskiej tradycji starotestamentowe obrzezanie sprawiedliwie uważa się za jeden z praobrazów chrześcijańskiego sakramentu chrztu, bo w chrzcie chrześcijanie są „obrzezani obrzezaniem nie ręką ludzką uczynionym, ściągnięciem grzesznego ciała, obrzezaniem Chrystusowym, pogrzebani razem z Nim w chrzcie” (Kol 2, 11-12). Jednak i to jest pewne, że tak jak dla Żyda samo obrzezanie bez doświadczenia walki z grzechem nie przyciągało nań błogosławieństwa Bożego, tak i dla formalnie ochrzczonego sam z siebie fakt chrztu bez kontekstu jego życia nie staje się „biletem” do wiecznego życia. I ochrzczony, ale nie skierowany do Chrystusa – to to samo, co „dom Izraela z nieobrzezanym sercem”, który wyzywa na siebie gniew Boży.

Jaszczurka, która kupiła sobie życie za cenę ogona, nic nie traci, bo ogon za każdym razem odrasta na nowo. Jej filozofia po chrześcijańsku jest mądra i prosta: lepiej mi jest wejść bez ogona do życia, niż umrzeć z ogonem, tym bardziej że ostatecznie nic nie tracę, a tylko zyskuję za każdym razem. Ucz się od niej, chrześcijaninie!

Kapłan Dimitrij Wydumkin

za: pravoslavie.ru