cerkiew.pl

Pouczenia świętego Serafima z Sarowa. Część V

tłum. Michał Diemianiuk, 11 stycznia 2020

25. O poście

Dawca ascezy i Zbawiciel nasz, Pan Jezus Chrystus, przed podjęciem trudu odkupienia rodzaju ludzkiego umocnił Siebie długim postem. I wszyscy asceci, zaczynając pracę dla Pana, uzbrajali się postem i nie inaczej wstępowali na drogę krzyżową, jak w trudzie postu. Sukcesy w ascezie mierzyli oni sukcesami w poście. 

Post zawiera się nie tylko w tym, żeby jeść rzadko, ale w tym, żeby jeść mało; i nie w tym, żeby jeść raz, ale w tym, żeby nie jeść dużo. Nierozumnym jest ten poszczący, który doczekuje do określonej godziny, a w porze posiłku cały oddaje się nienasyconemu spożywaniu i ciałem, i umysłem. W rozważaniu o jedzeniu należy też zwracać uwagę na to, żeby nie rozróżniać między jedzeniem smacznym i niesmacznym. Ta rzecz, charakterystyczna dla zwierząt, w rozumnym człowieku jest niegodna pochwały. Odmawiamy sobie przyjemnego jedzenia po to, żeby uciszyć wojujące członki ciała i dać swobodę działaniom ducha.

Prawdziwy post polega nie na samym zmęczeniu ciała, ale i na tym, żeby ten kawałek chleba, który ty sam chciałbyś zjeść, oddać głodnemu.

Do surowego postu święci przystępowali nie nagle, ale stając się stopniowo i pomału zdolnymi zadowalać się najskromniejszym pokarmem. Święty mnich Doroteusz, ucząc postu swojego ucznia Dozyteusza, stopniowo odejmował od jego stołu po małym kawałku, tak że z czterech funtów miary jego codziennego pokarmu doprowadził w końcu do ośmiu łutów chleba.

Przy tym wszystkim święci postnicy, ku zdziwieniu innych, nie znali osłabienia, ale zawsze byli śmiali, silni i gotowi do działania. Choroby pośród nich były rzadkie i ich życie upływało nadzwyczaj długo.

W takim stopniu, jak ciało poszczącego staje się delikatne i lekkie, duchowe życie dochodzi do doskonałości i ujawnia się cudownymi zjawiskami. Wtedy duch czyni swoje działania jakby w bezcielesnym ciele. Zewnętrzne zmysły zamykają się szczelnie, i umysł, odrywając się od ziemi, wznosi się ku niebu i całkowicie pogrąża się w kontemplacji świata duchowego.

Jednakże, nie każdy może nałożyć na siebie surową regułę wstrzemięźliwości we wszystkim, albo pozbawić siebie wszystkiego, co może służyć do ulżenia niemocom. Kto może przyjąć, niech przyjmuje (Mt 19, 12).

Należy przyjmować każdego dnia tyle pokarmu, żeby ciało, wzmacniając się, było przyjacielem i pomocnikiem duszy w rozwijaniu cnót; inaczej może być tak, że gdy słabnie ciało, i dusza słabnie.

W piątki i środy, szczególnie w czasie czterech postów, na wzór ojców spożywaj pokarm raz dziennie i anioł Pański przylgnie do ciebie.

26. O duchowych wysiłkach

Nie należy podejmować wysiłków ponad miarę, a starać się, żeby przyjaciel - nasze ciało - był wierny i zdolny do czynienia cnót.

Dobrze jest iść środkową drogą, nie odchylając się ani na prawo, ani na lewo (Prz 4, 27); duchowi dawać to, co duchowe, a ciału - to, co cielesne, potrzebne dla podtrzymania doczesnego życia. Nie należy też w społecznym życiu odmawiać tego, czego wymaga ono od nas według prawa, zgodnie ze słowem Pisma: oddajcie cesarzowi cesarskie, a Boże Bogu (Mt 22, 21).

Należy być przychylnym także wobec swojej duszy w jej niemocach i niedoskonałościach, i znosić swoje niedostatki, jak znosimy niedostatki bliźnich, ale nie lenić się i nieustannie pobudzać siebie do lepszego.

Jeśli zjadłeś dużo jedzenia albo zrobiłeś coś innego typowego dla słabości ludzkiej, nie wzburzaj się tym, nie dodawaj szkody do szkody, ale mężnie powstawszy do poprawy, staraj się zachować pokój duchowy, według słowa Apostoła: Szczęśliwy ten, kto w postanowieniach siebie samego nie potępia (Rz 14, 22).

Ciało, nadwerężone trudami albo chorobami, należy pokrzepiać umiarkowanym snem, pokarmem i piciem, nawet nie licząc czasu. Jezus Chrystus, po wskrzeszeniu córki Jaira, od razu kazał dać jej jeść (Łk 8, 55).

Jeśli samowolnie osłabimy swoje ciało do tego stopnia, że osłabi się i duch, to taki trud będzie nierozsądny, choćby robiło się to dla zyskania cnoty.

Do lat trzydziestu pięciu, czyli do połowy ziemskiego życia, wielkim trudem człowieka jest uchronienie siebie, i wielu w owych latach nie wytrzymuje w cnotach, ale zawraca z właściwej drogi ku własnym pożądliwościom, jak o tym świadczy święty Bazyli Wielki: wielu zebrało wiele w młodości, ale pośród życia będąc, nie wytrzymali powstających przeciwko nim fal pokus od duchów zła, i stracili to wszystko.

Po to, żeby nie doświadczyć takiej przemiany, dobrze jest postawić siebie jakby na mierze doświadczenia i uważnego pilnowania siebie, według nauki świętego Izaaka Syryjczyka: każdemu przystoi spędzić swoje życie jak na mierze.

Wszelki sukces w czymkolwiek powinniśmy odnosić do Pana i razem z prorokiem mówić: nie nam, Panie, nie nam ale imieniu Twemu daj chwałę (Ps 113, 9).

27. O czuwaniu przeciwko pokusom

Zawsze powinniśmy uważać na napaści diabła, bowiem czy możemy mieć nadzieję, że pozostawi nas bez pokusy, jeśli nie pozostawił Samego naszego Dawcy Ascezy i Naczelnika Wiary i Pana Jezusa Chrystusa? Sam Pan apostołowi Piotrowi powiedział: Szymonie, Szymonie! Oto szatan żądał, aby was przesiać jak pszenicę (Łk 22, 31).

Powinniśmy zawsze w pokorze przyzywać Pana i błagać, aby nie dopuścił na nas pokusy ponad siłę naszą, ale aby nas zbawił od złego.

Bowiem kiedy Pan pozostawi człowieka samemu sobie, to diabeł gotów jest zetrzeć go, jak kamień młyński ziarno pszenicy.

28. O smutku

Kiedy zły duch smutku zawładnie duszą, to wtedy napełniwszy ją goryczą i nieprzyjemnością, nie daje jej odmawiać modlitwy z należytą gorliwością, przeszkadza w zajmowaniu się czytaniem Pisma z należytą uwagą, pozbawia ją łagodności i dobroduszności w relacjach z braćmi i rodzi wstręt do wszelkiej rozmowy. Bowiem dusza, napełniona smutkiem, staje się jakby bezrozumną i oszalałą, nie może spokojnie ani przyjmować dobrej rady, ani  łagodnie odpowiadać na zadane pytania. Ona unika ludzi, jak winowajców jej smutku, i nie rozumie, że przyczyna choroby jest wewnątrz niej. Smutek jest robakiem serca, który gryzie matkę, która go zrodziła.

Smutny mnich nie porusza umysłu ku kontemplacji i nigdy nie może dokonywać czystej modlitwy.

Kto zwyciężył namiętności, ten zwyciężył i smutek. A kto jest pokonany przez namiętności, nie uniknie więzów smutku. Jak chorego widać po kolorze twarzy, tak owładnięty namiętnością demaskuje się przez smutek.

Kto miłuje pokój, ten nie może się nie smucić. A kto gardzi pokojem, ten zawsze jest wesoły.

Jak ogień oczyszcza złoto, tak Boży smutek oczyszcza grzeszne serce.

29. O nudzie i acedii [cs. unynije - przyp. tłum.]


Z duchem smutku nierozerwanie działa też nuda. Ona, jak zauważyli ojcowie, napada mnicha około południa i wzbudza w nim taki straszny niepokój, że nieznośne stają się i miejsce zamieszkania, i żyjący w nim bracia, a przy czytaniu wzbudza się jakiś wstręt, i częste ziewanie i silne łaknienie. Po napełnieniu brzucha demon nudy wzbudza w mnichu myśl o wyjściu z celi i rozmowie z kimkolwiek, udając, że nie inaczej można wybawić się z nudy, jak nieustannie rozmawiając z innymi. I mnich, pokonywany przez nudę, podobny jest do pustynnego chrustu, który to się zatrzymuje na trochę, to znowu niesiony jest wiatrem. On jest jak bezdeszczowy obłok, gnany wiatrem.

Ten demon, jeśli nie może wyciągnąć mnicha z celi, to zaczyna odciągać jego umysł podczas modlitwy i czytania. Jego myśl mówi: to leży nie tak, a to nie tu, trzeba zaprowadzić porządek, a to wszystko robi po to, żeby umysł uczynić próżnym i bezowocnym.

Tę chorobę leczy się modlitwą, powstrzymywaniem się od pustosłowia, zmuszaniem się do pracy, czytaniem Słowa Bożego i cierpliwością; ponieważ rodzi się ona z małoduszności i próżności, i pustosłowia.

Trudno uniknąć jej zaczynającemu życie monastyczne, bo ona jako pierwsza napada na niego. Dlatego przede wszystkim należy wystrzegać się jej poprzez surowe wypełnianie bez sprzeciwu wszystkich nakładanych na nowicjusza obowiązków. Kiedy twoje zajęcia dojdą do prawdziwego porządku, to nuda nie znajdzie miejsca w twoim sercu. Nudzą się tylko ci, których sprawy nie są w porządku. Tak więc posłuszeństwo jest najlepszym lekarstwem przeciwko tej groźnej chorobie.

Kiedy pokonuje cię nuda, to mówi tobie, według pouczenia świętego Izaaka Syryjczyka: ty znowu pragniesz nieczystości i haniebnego życia. I jeśli myśl powie tobie: wielkim grzechem jest zabić siebie - ty powiedz jej: zabijam siebie, ponieważ nie mogę żyć nieczysto. Umrę tutaj, żeby nie ujrzeć prawdziwej śmierci - duszy mojej w relacji z Bogiem. Lepiej dla mnie jest umrzeć tu za czystość, niż żyć w świecie złym życiem. Wybrałem tę śmierć grzechami moimi. Zabiję się, ponieważ zgrzeszyłem Panu i nie będę więcej Go gniewać. Dlaczego mam żyć w oddaleniu od Boga? Wycierpię ten gniew, żeby nie pozbawić się niebieskiej nagrody. Co Bogu z mojego życia, jeśli będę żyć niegodnie i gniewać Go?

Czym innym jest nuda, i czym innym - przygniecenie ducha, nazywane acedią. Czasami człowiek bywa w takim stanie ducha, że wydaje się mu, że lżej byłoby mu zniszczyć się lub być bez wszelkiego uczucia i świadomości, niż dalej pozostawać w tym mimowolnie męczącym stanie. Należy szybko wyjść z niego. Strzeż się ducha acedii, bowiem od niego rodzi się wszelkie zło.

Jest prawdziwa acedia, uczy święty Warsonofiusz, z niemocy, i jest acedia od biesa. Chcesz to wiedzieć? Doświadcz tego: biesowska acedia przychodzi przed tym czasem, w którym należy dać sobie odpoczynek. Bowiem kiedy ktoś postanowi coś zrobić, to ona - zanim będzie zrobiona trzecia albo czwarta część sprawy - zmusza do jej pozostawienia i odejścia. Wtedy nie można jej słuchać, ale należy odmówić modlitwę i cierpliwie siedzieć nad sprawą.

I wróg, widząc, że ktoś z tego powodu odmawia modlitwę, oddala się, ponieważ nie chce dawać powodu do modlitwy.

Kiedy Bóg zechce - mówi święty Izaak Syryjczyk - rzucić człowieka w wielkie smutki, dopuszcza, aby wpadł w ręce małoduszności. Ona rodzi w nim mocną siłę acedii, w której on doświadcza duchowej ciasnoty i to jest przedsmak gehenny; następnie przychodzi duch amoku, z którego rodzą się tysiące pokus: zmieszanie, wściekłość, bluźnierstwo, skarga na swój los, zdemoralizowane myśli, przechodzenie z miejsca na miejsce i temu podobne. Jeśli zapytasz: co jest tego przyczyną? to powiem: twoje lekceważenie, ponieważ nie zatroszczyłeś się, aby poszukać lekarstwa na to. Bo jest jedno lekarstwo na to wszystko, przy pomocy którego człowiek szybko znajduje pocieszenie w swojej duszy. Co to za lekarstwo? Pokorna mądrość serca. Tylko przez to człowiek może zniszczyć pęta tych wad, a w przeciwnym razie odkrywa, że one są silniejsze od niego.

Acedię święci ojcowie czasami nazywają próżnością, lenistwem i rozkojarzeniem.

30. O rozpaczy

Jak Pan troszczy się o nasze zbawienie, tak diabeł-ludobójca stara się doprowadzić człowieka do rozpaczy.

Rozpacz, według nauki świętego Jana Klimaka, rodzi się albo z uświadomienia sobie mnóstwa grzechów, rozpaczy sumienia i nieznośnego smutku, kiedy dusza, pokryta mnóstwem ran, z powodu ich nieznośnego bólu pogrążą się w głębinie rozpaczy; albo z pychy i nadęcia, kiedy ktoś uważa się za niegodnego tego grzechu, w który wpadł. Rozpacz pierwszego rodzaju wciąga człowieka we wszelkie skazy bez porządku; a przy rozpaczy drugiego rodzaju człowiek trzyma się jeszcze swojego trudu, co według słów świętego Jana Klimaka, nie jest rozumne. Pierwszą rozpacz leczy się wstrzemięźliwością i dobrą nadzieją, a drugą - pokorą i nieosądzaniem bliźniego.

Dusza wysoka i mocna nie rozpacza przy nieszczęściach, jakie by one nie były. Judasz zdrajca był małoduszny i niewypróbowany w walce, i dlatego wróg, widząc jego rozpacz, napadł na niego i nakłonił, aby się powiesił; ale Piotr - mocny kamień, kiedy wpadł w ciężki grzech, jako wypróbowany w walce nie rozpaczał i nie stracił ducha, ale wylał gorzkie łzy płonącego serca i wróg, ujrzawszy je, niczym palony ogniem w oczy daleko uciekł od niego krzycząc z bólu.

Tak więc, bracia, jak uczy święty mnich Antioch, kiedy rozpacz będzie napadać na nas, nie poddamy się jej, ale umacniając się i ogradzając światłem wiary, z wielkim męstwem powiemy złemu duchowi: co nam i tobie, odłączony od Boga, uciekinierze z niebios i sługo niegodny? Nie ośmielisz się nam nic zrobić. 

Chrystus, Syn Boży, ma władzę i nad nami, i nad wszystkim. Wobec Niego zgrzeszyliśmy, i do Niego się nawrócimy. A ty, zgubo, oddal się od nas. Umacniani Jego czcigodnym krzyżem, podepczemy twoją wężową głowę.

Święty mnich Serafim z Sarowa

za: pravoslavie.ru