cerkiew.pl

Ostatnie Boże Narodzenie

tłum. Gabriel Szymczak, 26 grudnia 2019

Te Święta Bożego Narodzenia są ostatnimi – na zawsze.

Chrystus jest Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem. Gdziekolwiek On jest, tam jest początek i koniec wszystkich rzeczy. Jeśli Chrystus jest naprawdę obecny podczas tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia, to jest to ostatnie Boże Narodzenie – i jednocześnie pierwsze Boże Narodzenie. A jeśli takie wypowiedzi powodują ból głowy - czytaj dalej.

Nasz wspólny sposób myślenia o świecie cechuje liniowy upływ czasu (przechodzimy od przeszłości do teraźniejszości i do przyszłości) oraz przyczyna i skutek (wszystko jest spowodowane przez coś innego). Myślimy o dwóch rzeczach razem (przyczyna zawsze dzieje się przed skutkiem). W związku z tym nigdy nie powiedzielibyśmy, że to, co ktoś zrobi jutro, spowodowało, że coś się wydarzyło wczoraj. Mam nadzieję, że wydaje się to oczywiste.

Nie jest zatem wcale oczywiste, kiedy słyszymy, że Boska Liturgia mówi coś zupełnie sprzecznego z tym układem. Liturgia św. Jana Chryzostoma ma następujący fragment:
Ty z niebytu przywiodłeś nas do istnienia i upadłych znowu podniosłeś i nie odstąpiłeś, czyniąc wszystko, aż nas zaprowadziłeś na niebo i darowałeś nam Twoje przyszłe Królestwo.

Rozumienie tego fragmentu wprost to „zaprowadzenie do nieba” i „obdarzenie Królestwem” w czasie przeszłym (dokonanym, by być bardziej precyzyjnym). Ale w ostatnim zdaniu jest kompletna mieszanka czasów: darowałeś nam… przyszłe Królestwo. Cooo?

Bóg dał nam więc w przeszłości coś, co jeszcze nie nastąpiło. Taki język nie jest jednorazowy. Ponownie pojawia się w Liturgii nieco później:
Czyńcie to na moją pamiątkę! Wspominając przeto to zbawienne przykazanie, a także wszystko, co się dla nas dokonało, Krzyż, Grób, po trzech dniach Zmartwychwstanie, wstąpienie na niebiosa, zasiadanie po prawicy, drugie i pełne chwały przyjście.

Drugie i chwalebne przyjście zalicza się do tych rzeczy, które się wydarzyły…

To nie jest unikalne dla św. Jana. On po prostu postępuje zgodnie z językiem, który już znajduje się w Nowym Testamencie:
A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich - w Chrystusie Jezusie (Ef 2, 4-6)
i
Uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna (Kol 1, 13)

O czymś, co wydaje się następować wyraźnie w przyszłości, mówi się w przeszłości, a jest adresowane do nas w teraźniejszości. Co to jest? To jest prawdziwy charakter eschatologii - badania ostatnich rzeczy.

Według części współczesnych chrześcijan, eschatologia (studium ostatnich rzeczy) odnosi się do pytań o to, co wydarzy się na końcu świata. Dotyczy to wojen i postaci politycznych, prześladowań Kościoła i tym podobnych. Stawia ostatnie rzeczy na ostatnim miejscu, dostosowując się w ten sposób do normalnego świata przyczyn i skutków oraz upływu czasu. Ale to nie pozwala w żaden sposób zrozumieć dziwnego języka św. Pawła (lub św. Jana Chryzostoma) i faktycznie błędnie postrzega sedno ostatnich rzeczy.

Pierwsze wezwanie Chrystusa (i Jana Chrzciciela) brzmi: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest Królestwo Niebieskie”. Współcześni uczeni, utraciwszy właściwe rozumienie eschatologii, często błędnie interpretują to jako zapowiedź natychmiastowego nadejścia końca świata w sposób liniowy, przyczynowo-skutkowy. Myślą, że Jezus się w tym pomylił i że Jego naśladowcy musieli zmienić przesłanie, aby dopasować się do Jego niepowodzenia.

Przesłanie jest również niezrozumiałe. Dla wielu „przyjście Królestwa Bożego” to wydarzenie etyczne, podczas gdy inni po prostu rezygnują z tego tematu i przekształcają posługę Jezusa w coś innego. Na przykład jurudyczny model pokuty redukuje posługę Jezusa do Jego zapłaty krwią przelaną na Krzyżu. Jego nauki, uzdrowienia i cuda stają się mało ważne (ponownie sprowadzone zostają głównie do nauk etycznych).

Tylko dziwny świat tradycyjnej eschatologii widzi posługę Chrystusa i całe Jego dzieło jako jedną rzecz, stale obecną w naszym życiu w dzisiejszym czasie. Ten dziwny świat znajduje się w liturgicznym i sakramentalnym życiu prawosławia – i rzeczywiście jest niezbędny.

Królestwo Boże głoszone przez Chrystusa nie było oczekiwaniem na mający nadejść wkrótce byt polityczny. To było ogłoszenie natychmiastowej obecności, którą był sam Chrystus. Kiedy św. Jan Chrzciciel wysłał swoich uczniów, aby zapytali Jezusa, czy On jest Mesjaszem, odpowiedź została udzielona w języku Królestwa:
Odpowiedział im więc: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię (Łk 7, 22)

Jest to odniesienie do mesjańskiego proroctwa Izajasza (61, 1):
Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej…

Chrystus mówi to, co mówi i czyni to, co czyni, ponieważ On sam jest nadejściem Królestwa Bożego. A tam, gdzie jest Królestwo, dzieją się takie rzeczy. Królestwo Boże jest obecną w czasie manifestacją przyszłej rzeczywistości (która jest w rzeczy samej wieczną rzeczywistością, kształtującą przyszłość, telos, całego stworzenia zjednoczonego z Bogiem).

To jest samo serce Boskiej Liturgii. Podczas niej wspominamy coś, co samo w sobie było teraźniejszą manifestacją Mesjańskiej Uczty, raczej trafnie nazwaną Ostatnią Wieczerzą. Jemy posiłek, który był posiłkiem, który nie został jeszcze zjedzony.

Takie stwierdzenia czynią lekturę bardzo dziwną. Ale posłuchajcie słów wypowiadanych cicho przez kapłana, który łamie Ciało Chrystusa na ołtarzu:
Dzielony jest i rozdzielany Baranek Boży, dzielony a niepodzielny, zawsze spożywany a nigdy nie spożyty, i uczestniczących uświęcający.

Liturgia jest wypełniona takimi wewnętrznymi sprzecznościami. Jest znakiem rozpoznawczym prawosławnego doświadczenia liturgicznego.

Życie chrześcijańskie jest rzeczywistością eschatologiczną. Życie, które jest nasze w Chrystusie, „jeszcze się nie ujawniło” (1J 3, 2), a jednak jest obecną rzeczywistością. To samo podejście widzimy we wszystkich sakramentach. Zostaliśmy ochrzczeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa jako w obecnych wydarzeniach. Święte Namaszczenie jest manifestacją Królestwa, które ma przyjść w taki sam sposób, jak cuda Chrystusa i tak dalej. Jest to jeden z powodów, dla których prawosławie jest określane jako „mistyczne”. Oznacza to dokładnie to, jak ono się modli.

A to znacznie różni się od tych, którzy zamienili chrześcijaństwo w religię „historyczną”. Dla nich historyczne wydarzenia śmierci i zmartwychwstania Chrystusa stanowi transakcję, będącą zapłatą za ich grzechy. Czas po Wniebowstąpieniu Chrystusa oznacza tylko okres ewangelizacji i oczekiwania na Jego Drugie Przyjście. Nic szczególnego nie zmieniło się w czasie, w którym żyjemy. Nasz czas jest nadal postrzegany jako liniowy, naznaczony przyczyną i skutkiem, w niczym nie różniący się od czasu niewierzącego. Nie ma miejsca dla prawdziwej eschatologii.

Ale właściwym sercem chrześcijańskiego życia jest nauka życia w komunii z tą eschatologiczną rzeczywistością - uczestnictwem teraz w życiu Królestwa, które ma nadejść. To teraźniejsze uczestnictwo w wiecznej rzeczywistości polega na tym, jak umieramy dla siebie, jak znajdujemy nowe życie, jak wchodzimy do Królestwa, jak znajdujemy miejsce serca, jak pokonujemy namiętności, jak jemy chleb niebiański, jak depczemy śmierć, jak jesteśmy usprawiedliwiani i uświęcani.

Żyjemy ostatnimi rzeczami. Zawsze.

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

Forografia: jarek1 / orthphoto.net /