cerkiew.pl

Radość to nadzieja, która nie rozczaruje

tłum. Gabriel Szymczak, 08 listopada 2019

Wielu dzisiaj rozumie radość jako emocję, uczucie. Jest ona utożsamiana z uczuciem euforii, świetnym nastrojem, czymś, co przeżywa się podczas koncertu rockowego lub meczu piłki nożnej, gdy wygrywa twoja drużyna. Właśnie tutaj wielu chrześcijan jest nieco zakłopotanych. Jezus obiecał im wieczną radość (J 16, 22-24), a jednak nie zawsze czują się szczególnie radośni. Nadchodzi poniedziałek rano i nie czują się euforyczni; nie wyskakują z łóżka z okrzykiem uniesienia, aby przywitać dzień i zatańczyć w kuchni z piosenką na ustach, włączając ekspres do kawy. Gdzie jest obiecana radość? Jeśli radość jest byciem w zawsze świetnym nastroju, to dlaczego często czuję że mam jej mało lub że mi jej trochę brakuje?

Niektóre formy duchowości chrześcijańskiej oparte są na fałszywej definicji radości jako emocji. Emocje mogą bowiem być wzbudzone, zwłaszcza przez muzykę. Śpiewanie głośno i długo może wywołać rodzaj euforii i dobrego samopoczucia, które następnie utożsamia się z radością. Problem polega na tym, że emocje przychodzą i odchodzą według boskiego projektu. Ten przypływ i odpływ emocji, ten rytm wzlotów i upadków nazwano „prawem falowania”. Wysoki stan emocjonalny jest równoważony niskim, następującym po nim, który z kolei jest równoważony przez kolejny wysoki. Dopóki ktoś nie cierpi na zaburzenie dwubiegunowe, kolejne wzloty i upadki mieszczą się w pewnym zakresie, ale zawsze podążają jeden za drugim, bo tak Bóg zaprojektował działanie naszej psychiki. Jeśli ktoś upiera się przy sztucznym przedłużaniu emocjonalnej górki przez muzykę („spadam; szybko, zaśpiewajmy kolejny refren!”), to w końcu dozna się wypalenia i załamie się. Taki jest koszt niemądrego utożsamiania radości z emocjami i próby podtrzymania jej za pomocą sztucznych środków.

W rzeczywistości radość nie jest emocją i dlatego może być utrzymana. Radość jest cichą lampką sygnalizacyjną duszy, czasem płonącą jasno, a czasem mniej intensywnie, ale zawsze pozostającą zapaloną. Dokładniej mówiąc, jest to przepełnienie serca nadzieją, to niezachwiane przekonanie, że Bóg jest z nami i dlatego (cytując Julianę z Norwich) „wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobre i wszystko będzie służyło dobru". Każdy z nas pędzi przez czas ku wieczności i ku przeznaczeniu do niewyobrażalnej błogości, „bezmiaru chwały przyszłego wieku” (2 Kor 4, 17). To jest źródło naszej cichej, niewzruszonej nadziei. Smutek, jakkolwiek okropny, jest tylko ulotny. Chwała, do której się spieszymy, będzie trwać wiecznie.

Wiemy to dzięki błogosławieństwom i darom, które Bóg daje nam wszystkim poprzez nasze życie w tym wieku. Słowami modlitwy nieszporów, Bóg „przez udzielone już nam dobra zaręczył nam obiecane Królestwo”: każde błogosławieństwo (dobro), które otrzymujemy w tym wieku, jest dowodem i obietnicą dobroci Boga i Jego woli oddania nam Królestwa w wieku, który ma przyjść. O jakie błogosławieństwa możesz prosić? Często nie zauważamy ich z powodu obfitej hojności Boga w dawaniu. Nie dostrzegamy wokół nas cudów, ponieważ jest ich tak wiele.

Weźmy na przykład fakt, że niebo jest niebieskie. Codziennie lub przynajmniej przez wiele dni podnosimy wzrok i widzimy błękitne niebo. Załóżmy jednak, że może być inaczej. Załóżmy, że Bóg zaaranżował Swój świat tak, że chmury zawsze zakrywają wszystko, a tylko jednego dnia w roku - wyłącznie tego dnia - moglibyśmy zobaczyć błękitne niebo. Czy ktoś wątpi, że byłby to powszechnie obserwowany dzień cudu? Że ogłoszone zostanie globalne święto, a ruch uliczny zatrzyma się w Dzień Niebieskiego Nieba, i wszyscy będą stać w miejscu i patrzeć w górę, z otwartymi ustami, tak długo, jak długo trwać będzie jego zdumiewające piękno? Ale ponieważ Bóg tak często daje błękitne niebo, uważamy to za coś oczywistego. Niebo jest niebieskie. Więc co? Czego oczekiwałeś? Zielonego?

Lub weźmy na przykład fakt, że możesz przejść przecznicę. To samo w sobie jest świetnym prezentem. Wiem, bo mój najdroższy przyjaciel nie może przejść przecznicy, od dziecka jest związany z wózkiem inwalidzkim. Nie ma złudzeń co do daru ruchu. Ale my bierzemy naszą zdolność do chodzenia całkowicie za pewnik, podczas gdy taka mobilność powinna zmusić nas do machania rękami podczas spaceru i śpiewania, gdy idziemy w dół ulicy.

Albo weźmy inny przykład - fakt, że wstałeś dziś rano z łóżka. To prawdopodobnie największy ze wszystkich prezent, ponieważ wielu ludzi nie wstało dziś rano z łóżka, ale zmarło w nocy. Bóg dawał im ten dar nowego świtu wiele razy, ale dawanie w końcu dobiegło końca, a kiedy wstało słońce i zadzwonił budzik, nie poruszyli się. Ale my poruszyliśmy się i wstaliśmy, wyszliśmy z sypialni, by powitać kolejny dzień. Czy dziękowaliśmy Mu, gdy obudziliśmy się i wstaliśmy? Czy krzyczeliśmy słowami wprowadzającymi Wielką Doksologię podczas jutrzni „Chwała Tobie, który pokazałeś nam światło!”? Czy też wzięliśmy nasze powstanie za pewnik i po prostu przemieściliśmy się?

To tylko kilka prezentów. Nie wspominałem o darach przyjaźni, małżeństwa, wina, czekolady, dzieci i tysiąca innych rzeczy, które sprawiają, że życie warto przeżyć. Drogą do radości jest skupienie się nie na tych sprawach w życiu, które obciążają nasze serca, ale na tych darach, które rozjaśniają nasze oczy. Wszystkie te dary zostały nam już dane przez Boga, to dowody i obietnice Królestwa, na które my czekami i które czeka na nas już od założenia świata. Myśląc o nich, lampka kontrolna nadziei płonie w naszych sercach, niezależnie od tego, czy okoliczności są szczęśliwe czy nie. Radość jest nadzieją, która została przelana w nasze serca i ta nadzieja nas nie zawiedzie. Płonie własnym żarem, aż do czasu, gdy w końcu wrócimy do domu.

o. Lawrence Farley

za: No Other Foundation

fotografia: Nicolay_Chulev /orthphoto.net/