cerkiew.pl

Czas wrócić do korzeni chrześcijaństwa

tłum. Gabriel Szymczak, 07 listopada 2019

„W przyszłości chrześcijaństwo będzie mistyczne lub przestanie istnieć”.

Ten pogląd przypisuje się teologowi rzymskokatolickiemu, Karlowi Rahnerowi, ale nie jest on odosobniony w takiej myśli. Oto co to znaczy.

Droga Chrystusa nie jest doktryną ani zbiorem doktryn. To nie jest nauka z książki, nawet tej zwanej Biblią. Jest to sposób na życie, a nie zbiór przekonań, jakkolwiek mocno byłyby one utrzymywane. Ludzie nie stają się chrześcijanami poprzez zasypanie ich religijnymi poglądami czy groźbami dotyczącymi życia po śmierci i miejsca, w którym je spędzą.

Droga Chrystusa nie jest zbiorem nakazów etycznych. Ta droga nie jest zbiorem morałów, jak bajki Ezopa z religijną powłoką. Dowodem na to jest po prostu spojrzenie na Nowy Testament; wcześni pisarze chrześcijańscy nie uważali za konieczne wynalezienie systemu etycznego. Przywłaszczyli sobie to, co było dobre w systemach etycznych działających wokół nich i wykorzystali to tam, gdzie mogli, ponieważ wiedzieli, że celem nie było po prostu dobre i moralne życie. We wczesnym okresie kapitalizmu kupieckiego pojęcie „wartości klasy średniej” przywiązało się do Drogi tak, jakby to one były jej celem. Ale tak nie było. Nie ma argumentu przeciwko truizmowi, że ateiści mogą prowadzić dobre i moralne życie, i mogą być w nim lepsi niż ludzie wiary. A więc co? Droga Chrystusa nie koncentruje się na nakazach etycznych, nie ma dyskusji.

Droga Chrystusa nie jest instytucją. Wymaga organizmu; ten organizm nazywa się Ciałem Chrystusa. Jesteśmy w nim razem; Kościół jest konieczny, ale nie chodzi o stworzenie instytucji: jest to mistyczne Ciało, którego my stajemy się częścią. Jasne, zdarzają się tragedie historyczne, kiedy instytucja zagmatwała Drogę Chrystusa, a były to naprawdę smutne czasy.
Ale argument, że możesz być chrześcijaninem, nie będąc częścią Ciała Chrystusa? To kolejny przykład amerykańskiego indywidualizmu, przenikającego do myślenia i zanieczyszczającego je.

Droga Chrystusa nie jest instytucją, ale osobą. Droga Chrystusa nie jest etyką, ale osobą. Droga Chrystusa nie jest nauką, ale osobą. Myślę, że to właśnie miał na myśli Rahnera, mówiąc słowa wcześniej cytowane. Droga Chrystusa to związek.

Wszystko, co robi tradycyjny Kościół, zakłada, wspiera i rozpala tę relację, aby mogła się rozwijać. Na przykład we wczesnym kościele chrzest odbywał się raz w roku, w czasie Wielkiego Piątku i Wielkanocy, aby ci, którzy zostali ochrzczeni, wiedzieli, że umierają i powstają z Chrystusem, jak św. Paweł pisze w szóstym rozdziale Listu do Rzymian. A co ze Świętą Komunią, nazywaną różnie - Eucharystią lub Wieczerzą Pańską? Było to cotygodniowe, a w wielu miejscach również codzienne, przyjmowanie Chrystusa do serca, umysłu i duszy. Co ze spowiedzią? Jak powiedział św. Jan Chryzostom, spowiedź jest jedynie powrotem tego, który zbłądził, do relacji ustanowionej w chrzcie. Wszystko to istnieje po to, aby, jak mówi św. Paweł w wielu miejscach, być „w Chrystusie”, a Chrystus był w nas. Ten mistycyzm Chrystusowy jest dostępny dla wszystkich. Myślę, że właśnie to miał na myśli Rahner. Nie myślał o jakiejś innowacji czy sztuczce, która uratowałaby Kościół przed wyginięciem; wołał o powrót do korzeni.

o. Gabriel Rochelle

za: Silouan

fotografia: pastaljon /orthphoto.net/