cerkiew.pl

Praktykowana soborowość

tłum. Dominika Kovačević, 15 października 2019

Każda praktyka hierarchów odzwierciedla ich grzechy i ich cnoty. To, czego wiele zstępuje na święty sobór, to błogosławieństwa. Czasem zauważasz, że dominuje w nim namiętność i przy inicjowaniu każdej sesji wzywany jest Duch Święty, co wynika ze świadomości ojców soboru odnośnie własnych słabości i ich potrzeby, by Duch został wylany na nich. I położona jest Ewangelia na środku sali soboru, i całują ją wszyscy biskupi, rozpoczynając pracę; to wskazuje w pierwszej kolejności na przekonanie, że każde słowo wypowiedziane przez ojców powinno być zgodne z Ewangelią, tak by nikt nie przemawiał ze względu na pasje.

Sobór to ludzkie skupisko, w którym Duch nie działa automatycznie. Posłuszeństwo Natchnionemu Słowu jest tym, co wzywa Ducha. A pokajanie jest tym, co przyjmuje Ducha; to odwrót od interesowności oraz wolność od podziału i drażliwości. Grzech krąży i zagraża braterstwu soborowemu przez dążenie do własnych korzyści i chwały. Życie Cerkwi, tak jak każdej ludzkiej wspólnoty, rozkłada próżna chwała i umiłowanie władzy, tak jak to mówi św. Efrem Syryjczyk.

Pobożność ratuje biskupów i zgromadzenie biskupie. I dlatego w trakcie zwołania soboru we wszystkich diecezjach muszą trwać zintensyfikowane modlitwy. To jest wsparcie dla myśli biskupa, aż nadejdzie myśl niebiańska, aż w ogóle nie będzie myślał myślą ziemską i będzie mówił z łagodnością i wiedzą, na rzecz budowy Ciała Chrystusa. Tym, co smuci dobrego chrześcijanina, gdy czyta historię Cerkwi, jest to, że zauważa różne machinacje i podłości na soborach ekumenicznych [tj. powszechnych] jak np. drugim czy trzecim. Dlatego św. Grzegorz Teolog napisał w swym 31. liście to, co następuje: Jeśli zechciałeś poznać prawdę, mówię tobie, że chce mi się uciekać od każdego zgromadzenia biskupów, ponieważ nie ujrzałem soboru, który by się skończył dobrze, i który by położył kres naszym klęskom – raczej je powiększa. Potem zaświadcza, że jeden biskup nie przyjął reprymendy. Święty Jan Złotousty w swych odczuciach był podobny, gdy z wygnania pisał do diakonisy Olimpii: Nie boję się nikogo tak, jak biskupów. Animozja pojawia się raczej wśród odpowiedzialnych za coś, a nie wśród „plebsu”, ponieważ odpowiedzialni są ludem nauki i ludem decyzji, a władza w swej istocie jest wielką pokusą, która zepsuła wielu. Zwierzchnik [/przewodniczący/prezydent] nie jest wolny od samego siebie, nie jest wolny od swego człowieczeństwa; zamienia się w tyrana, jeśli może rządzić. Jednak miłość często przeważa, i często przychodzi zrozumienie.

Obok prawych, nieustannych wołań modlitewnych za świętym synodem, muszą być prowadzone studia i dyskusje szykujące do pracy ojców soboru. Tutaj duchowe zwierzchnictwo ma zwracać się nie tylko ku sprawom ulotnym, jak np. wybór hierarchy, ani nie stawiać czoła tylko okolicznościowym problemom; ma ono określać wspólną działalność cerkiewną i patrzeć w przyszłość. Albowiem wymaga ona ciągłej aktywności umysłowej w diecezjach, gdzie ojcowie soboru spotykają się z zapytaniami i oczekiwaniami wiernych. Zasadniczo chciałbym, by rada parafialna była tą ziemią, w której kiełkują różne kwestie do rozwiązania i postawy, i chciałbym tego także dla zebrań diecezjalnych i rady ogólnej. Areny dyskusji są nieuniknione aż do tego momentu, gdy sobór stanie ponad nimi. A to dlatego, że biskup siedzący na świętym zgromadzeniu niesie ze sobą swoją Cerkiew, i niesie jej zapytania i problematykę; i przenosi jej wybór i jej położenie oraz jaśniejący w niej blask dla użytku całego ciała cerkiewnego. Pojął to patriarcha Ignacy [IV, zwierzchnik Cerkwi antiocheńskiej w latach 1979-2012, przyp. tłum.], gdy na wiele sesji zapraszał specjalistów spośród kapłanów i świeckich. Oby to się stało ogólną zasadą, by tak podniósł się poziom badawczy i rozpoznawczy oraz różnorodność tematyczna. Jego Świątobliwość oraz osoby z jego otoczenia, hierarchowie, rozważali konieczność odosobnienia modlitewnego przed rozpoczęciem badań i dyskusji. Ogółem lepiej by było, by niektórym metropolitom – a może nawet wszystkim – towarzyszyli teolodzy albo ludzie doświadczeni na polu ewangelizacji lub pracy z młodzieżą, tak by wypełnili sobór wiedzą.

Wszystko to wymaga procesu dłuższych studiów w Cerkwiach, a zwłaszcza w Patriarchacie, ponieważ badania akademickie nadają rys tematyczny, a biskupi jeden do drugiego zbliżają się i zwiększa się zaufanie pomiędzy nimi.

Wzmocnienie konsultacji nie wprowadzi przecież metropolitów w ogień krytyki. To naturalne, że biskup nie pozostaje czynnym badaczem akademickim, ponieważ wierni pochłaniają wiele jego czasu, a debaty wymagają czasem dokładnej wiedzy w zakresie nauk teologicznych, szczególnie prawa cerkiewnego. Obecność konsultantów chroni sobór przed arbitralnością myśli i prowizorką.
Lecz nauka nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów. Przeto mądrość ojców soboru przychodząca z ich miłowania Boga i ich przywiązania do prawej wiary [tj. prawosławia] jest miarą. I tutaj należy wspomnieć, iż biskup jest nie tylko przedstawicielem swego ludu lub deputowanym swej owczarni jako takiej. Albowiem on przede wszystkim jest człowiekiem Słowa Zstępującego z Góry za pomocą Ducha Świętego. Jednak należy zważyć na to, iż Duch nie uchroni tego, kto nie chce się schronić. Zatem sobór nie staje się świętym, bo odpowiedzialni się zgromadzili. Albowiem świętość jego nie pochodzi z zewnątrz, ale ze świętości jego członków. My świętujemy dwa razy w roku [pamięć] ojców świętych, którzy byli na soborach powszechnych, a nie świętujemy soborów. A ojców nie zgromadziło nic innego, jak świętość. Oni powtarzają to, co powiedzieli apostołowie. A bracia na soborze apostolskim w Jerozolimie stwierdzili tak: a tak uznał za właściwe Duch Święty i my [por Dz 15,28]. Zawierzyli temu, że Duch był z nimi. Dlatego byłoby to lekceważeniem i pogwałceniem świętości, gdyby do stanu biskupiego oddelegować tego, kto nie posiadł etyki, którą warunkuje apostoł Paweł i święte kanony. A jeśli biskup podlega sądowi za złamanie Przykazań Bożych, to lepiej, by w ogóle nie był wybrany, skoro brakuje mu tych cnót. Już lepiej, by w diecezji był wakat, niż posyłać do niej niegodnego mężczyznę. To z kolei przywołuje zagadnienie wyboru studentów teologii, diakonów, kapłanów. Niektórych lepiej wykluczyć na samym początku, od najniższych stopni, tak by do biskupstwa nie został wybrany ten, kto jest powyżej serca Boga. Czy przeczytaliśmy powiedzenie apostoła Pawła do swego ucznia Tymoteusza: Bądź przykładem dla wiernych w słowie, sposobie zachowania, miłości, wierze, czystości. Zwróć się ku czytaniu, kaznodziejstwu i nauczaniu (1 Tm 4, 12-13)? Czy jest to napisane na ścianach sali soboru, przed tym jak zaczniemy wybory? Albo czy przeczytaliśmy uważnie, co powiedział mu apostoł Paweł w swym drugim liście do niego: głoś Słowo Boże i nastawaj w Nim w Jego porę i poza Jego porą (2 Tm 4,2).
Albowiem powaga jakiegokolwiek zgromadzenia w świecie tkwi w selektywności jego członków. A fundamenty są położone i tu nie ma żartu w tej sprawie; kandydata złego czy też trwającego w ciemnocie [tzn. nieoczytanego, nieinteligentnego] należy odrzucić na początkowych etapach. Ten, kto nie przychodzi z Ewangelii pod względem wiedzy i zachowania, nie ma miejsca w świątyni [tj. prezbiterium, części ołtarzowej] Pana. Inaczej będzie to drapieżny wilk wewnątrz stodoły.

Zostaje bardzo poważna sprawa, a jest nią relacja patriarchy z metropolitami. Określa ją 34. kanon z Kanonów Apostolskich (IV wiek), który mówi: Biskupi każdego narodu [/wspólnoty] muszą uznawać pierwszego pośród nich, i określać go mianem ich głowy, i nie mogą przedkładać poważnych spraw bez jego opinii, lecz każdy z nich zarządza kwestiami dotyczącymi tylko swojej diecezji. A pierwszy [spośród nich] nie przedkłada czegoś bez konsultacji ze wszystkimi; i stąd osiągnięty jest konsensus poglądu, a Bóg jest uwielbiony poprzez Pana w Duchu Świętym.

Balsamon wyjaśnia ten kanon mówiąc, że tym pierwszym jest metropolita (oczywiście, to zakłada istnienie biskupów na ziemi), lecz w naszym antiocheńskim, dzisiejszym położeniu jest nim patriarcha. I podkreśla wymianę czy też zwracanie się jeden do drugiego pomiędzy patriarchą a metropolitą, to znaczy pracę grupową [/kolektywną]. Zonaras potwierdza tę egzegezę mówiąc, że pierwszy nie może wtrącać się w sprawy wewnętrzne każdej pojedynczej diecezji i mówi, że godność pierwszego nie może przemienić się w despotyzm. Wszyscy kolejni uczeni w prawie mówią to samo.

To, czego nie powiedział Zonaras, to że nie tylko patriarcha jest narażony na bycie tyranem. Jakikolwiek inny biskup może być opresyjny lub też formować bloki z innymi metropolitami w szczególnych okolicznościach i dokonywać fuzji, by potem eliminować mniejszość. Wyczerpanie może trwać, i sobór się dzieli duchowo, i gromadzi się w smutku, co powoduje poddanie się czy też przegraną.

Wszystkie sobory uznały system frakcji [/klik]. I być może patriarcha jest więźniem frakcji [/kliki]. A wtedy praca soborowa zostaje zakłócona. Sobór staje się sezonowym, monotonnym zbiorowiskiem. I taki stan rzeczy trwa, jeśli podział zmieszany jest z awersją. Czyni wrogość czymś możliwym.

W zasadzie odpowiedzialność wybawienia z tego problemu spoczywa na patriarsze, ponieważ on jest pierwszym i ponieważ przynależy mu godność, a Cerkiew życzyłaby sobie, by był on trzynastym spośród świętych, czystych apostołów. Został on wybrany, ponieważ uznano go za przewodnika i jest symbolem jedności i bodźcem do niej; postrzegany jest jako ten, który niesie Prawosławie wszystkim w Cerkwi apostolskiej, a przez to określa Słowo Prawdy w prawowierności. Patriarcha jest w stanie zachować jedność soboru lub ją rozbić.

Ustrój jest bardzo dokładny i nie jest on takim ustrojem, jak go rozumie lud tego świata. Soborowość polega na czystych sercach i umysłach pełnych wiedzy, na rozumieniu wielu i krystalicznej prostocie. W niej jest poszukiwanie innego człowieka, wzrost na jego rzecz i szacunek. Ustrój taki jak ten nie może być uratowany inaczej, jak przez pełną przejrzystość przeżywaną w prostocie Chrystusa. Ustrój nie jest z tego świata. Dlatego tylko on jest właściwym w Cerkwi Pana.

metropolita Jerzy (Khodr)

za: georgeskhodr.org