cerkiew.pl

Zwycięstwo nad śmiercią

tłum. Gabriel Szymczak, 07 października 2019

Nie możemy zaakceptować poglądu, że Bóg jest „twórcą” krzywd, które widzimy wokół nas. Nie jest możliwe, aby Bóg stworzył korupcję, ból, chorobę i wreszcie śmierć. A więc skąd one się wzięły? Istnieje wiele wyjaśnień i oczywiście Kościół wyraził swój własny pogląd teologiczny na ten temat. Jest to pogląd „ucieleśniony” w wierze, nie zaś w racjonalności, argumentach i dowodach.

W 3. rozdziale Księgi Rodzaju opisane są tragiczne chwile tego, co nazywamy Upadkiem. Ludzie „zbuntowali się” i sami chcieli stać się bogami, „iluzją autonomii”. Zamiast tego osiągnęli zerwanie, podział, separację i samotność. Zerwali swój związek z Bogiem, innymi ludźmi i resztą stworzenia. Zapanowało zamieszanie, jak w historii wieży Babel (Rdz 11, 1-9). Wyprodukowanie chleba, który ludzie jedli, stało się wysiłkiem (Rdz 3, 19), a sama ziemia zemściła się na swój sposób za pomocą „cierni i ostów”, które ich raniły i wykrwawiały (Rdz 3, 18). Z ich powodu całe stworzenie podlega obecnie rozkładowi, nie dlatego, że ma jakąkolwiek winę, ale dlatego, że tego właśnie chcieli ludzie, którzy je sobie podporządkowali (Rz 8, 20). Powinniśmy tutaj zauważyć, że tym, kto zgrzeszył, jest w rzeczywistości każdy z nas, nasza wspólna ludzka natura.

Jednak św. Paweł daje nam perspektywę nadziei, która ponownie opiera się na tym samym rozdziale Księgi Rodzaju. Bóg nie był w stanie patrzeć na Swoje stworzenie w stanie rozkładu. Nadzieja nie umarła (Rz 8, 20). Głowa węża zostanie zmiażdżona (Rdz 3,15), a jasne dni powrócą do tych, którzy ich pragną. Ludzkość odrodzi się z popiołów. Droga do drzewa życia zostanie ponownie otwarta (Prz 3, 18). Dla tych sprzed Wcielenia Chrystusa, stanie się to dzięki przestrzeganiu Prawa, podczas gdy dla tych, którzy odrodzą się „w Chrystusie”, nastąpi to dzięki prawdziwej wierze w Niego. Będą kontynuacją świętej pozostałości Starego Testamentu. Chrystus przyszedł i wziął na siebie wszystkie nasze ciężary, wzniósł Swój własny lud na swoje ramiona, a w Jego ranach znaleźliśmy nasze własne uzdrowienie (Iz 53, 5). Przyszedł w postaci sługi: „Ja zaś jestem robak, a nie człowiek” (Ps 21, 7). Został zhańbiony, wyśmiany, potępiony, a jednak stał się nowym przodkiem rasy ludzkiej, źródłem życia z oczyszczającą wodą. Pozostaje sam, ale jednoczy wszystkich.
Od samego początku ustanawia prawa, uzdrawia, uświęca i nadaje sens ludzkiej perspektywie. Pracuje w pokorze i uniesieniu (Flp 2, 8 -11; Hbr 1, 3), i czyni to dyskretnie, bez hałasu i fanfar. Wszedł do królestwa śmierci i zniszczył je, aby „piekło było rozgoryczone”. I ono „głośno lamentuje”.

I choć to wszystko wydaje się ważne – i tak jest w rzeczywistości – to jednak można mieć wrażenie, że tak nie jest, ponieważ ból, choroba i śmierć nadal istnieją, aby dręczyć i torturować ludzi. Jak to jest?

Obecnie istnieje antidotum, które „zapobiega śmierci”. Śmierć naprawdę nie istnieje, jeśli wierzymy w Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Mamy szansę zjednoczyć się z naszym nieśmiertelnym Bogiem. Nieśmiertelność jest dla nas faktem, a święci – tak bliscy nam - są tego żywym przykładem, bardzo nam bliskim. I tutaj mamy dowody, że to wszystko nie jest tylko teorią, ale rzeczywistą prawdą, doświadczaną w naszych czasach.

Kiedyś, przed laty, zdarzyło mi się doświadczyć takiego znaku nieśmiertelności w Szpitalu Chorób Zakaźnych. To było czuwanie, a w jego centrum błogosławiony człowiek Boży, ojciec Evmenios Saridakis [to było w przeddzień jego pogrzebu]. Było tam wielu ludzi, pozbawionych goryczy. Ludzki smutek był z pewnością obecny wśród jego bliskich kolegów i duchowych dzieci, ale dominującym uczuciem było coś innego: boski entuzjazm, radosny smutek. To nabożeństwo, w obecności relikwii świętego starca, emanowało Zmartwychwstaniem. Sprawiło to, że człowiek uświadamiał sobie, czego Bóg od nas chce i jakimi On nas pragnie: współdziedzicami i królami. To właśnie czuliśmy, wieczną radość z faktu, że nic nie kończy się śmiercią, ale raczej, że wszystko się zaczyna. Zmartwychwstanie, przebudzenie, nieśmiertelność, radość, nadzieja, wszystko zmieszane wśród obecnych tego wieczoru.

Natura zostaje pogodzona z nami i przywrócona do równowagi dzięki obecności świętych. Daje swoje owoce jako uczestnik święta uczciwości, odnowionego życia. Mniejsze kwiaty otwierają się, a większe chwalą Boga szelestem swych liści. Gwiazdy błyszczą na niebie, a chłodny wiatr odświeża.

Ścieżka w tym życiu jest jednokierunkowa, a wszystkie ścieżki są takie same. Idziemy więc Jego śladami. Szukamy Jego Osoby, a On już czeka na nas, pragnących związku i Jego towarzystwa. Chrystus nadal krwawi dla każdego z nas i ożywia nas Swoją krwią. Wzmacnia nas krwią, którą nieustannie ofiarowuje. On zaprasza nas do chodzenia z Nim.

Niech towarzyszy nam szczere, obfite pragnienie i wysiłek, by Go spotkać. Niech nasze usta zaczerwienią się od Jego krwi. To może nie być deklaracja świętości, ale jest to oznaka dobrowolnego poddania się Jego woli, wyraz pokuty i pragnienia związku dziecka ze swoim Ojcem.

archimandryta Jakub (Kanakis)

za: Pemptousia

fotografia: Nicolay_Chulev /orthphoto.net/