cerkiew.pl

Chrześcijańska miłość do... samego siebie

tłum. Gabriel Szymczak, 28 sierpnia 2019

Prawdopodobnie egoiści nigdy nie byli tak uroczy i czarujący jak dziś. Rzeczywiście, prawdziwy egoista ma teraz coś do pokazania. Jest pewny i łatwy w swoich osądach, wszystko mu się udaje, nic go nie dezorientuje – po prostu orzeł... Gdyby Lermontow żył obecnie, bohater naszych czasów byłby właśnie taki.
Ale jest pewien problem - ten genialny egoista jest całkowicie niezdolny do długotrwałych relacji, ciężkiej pracy zawodowej lub jakiejkolwiek formy odpowiedzialności. To straszne, że egoista rozwiązuje wszystkie swoje problemy, zanim jeszcze ujawnią się w jego życiu. Żona zaczęła się denerwować - egoista z łatwością i bezboleśnie zrywa z nią. Praca zaczęła mu się nudzić - egoista szybko ją zmienia. Wynagrodzenie wydaje się zbyt małe - egoista bez wahania wyjaśni przełożonemu, że cena jego usług wzrosła i szef musi otworzyć portfel.

Egoista z łatwością wysyła zarówno dzieci, rodziców, jak i każdego, kto na swoje nieszczęście mu zaufał, do ołtarza czułej i wzruszającej miłości do samego siebie. Żadne wątpliwości i niepokoje go nie poruszą. Dlaczego? Przecież mogą spowodować ból, a czy to jest to, po co przyszedł na świat? Jemu, w nim samym, wszystko podoba się szalenie. Cały świat leży u jego stóp. Ten cały świat został stworzony, aby egoista czuł się dobrze. Bóg, ludzie, dobro i zło - wszystko to jest tylko wymienialną walutą, za którą egoista kupuje najważniejsze - własne szczęście. Trudno, prawie niemożliwie jest spierać się z egoistami. „Co może zaoferować chrześcijaństwo, oprócz ponurego umniejszania własnej wartości, beznadziejnej pogardy dla siebie i powolnego opadania na mroczne dno pokuty?” - pyta retorycznie zaawansowany egoista. „I dlaczego mam tego potrzebować?” Natychmiast sobie odpowiada. „Dlaczego powinienem przejść do głębokiej pokuty, skoro chcę się realizować całkowicie we wszystkim, w czym mogę zaistnieć? A jeśli tego u mnie nie lubisz, to przepraszam – to już twój problem…!
I tu właśnie egoista poważnie się myli.

Faktem bowiem jest, że propozycja chrześcijaństwa nie tylko nie ogranicza się do samozagłady, ale bezpośrednio jej zaprzecza. Poprzez potwierdzenie pionowego wymiaru wartości ludzkiego życia i rozróżnienie między dobrem a złem, chrześcijaństwo oferuje miłość do siebie, ale tylko w dobrym, a nie w zły sposób.
Głównym problemem egoisty jest to, że będąc całkowicie skupionym na sobie, nie rozróżnia między sobą dobra i zła. Nie obchodzi go wcale, w jaki sposób, albo dzięki komu odniesie sukces. Uważa coś za sukces i jest z jego powodu szczęśliwy, nawet gdy jest to wynik skandalu lub czegoś obrzydliwego. Nie obchodzi go nawet, że stopniowo traci siebie, rozpada się jako osoba. Wybierając własną przyjemność jako punkt odniesienia, egoista przestaje dostrzegać, że w rzeczywistości jest poważnie i strasznie chory.

Ale, wbrew fałszywemu przekonaniu, chrześcijaństwo nie zmusza nas do pogrzebania samych siebie w wiecznej pokucie. Wręcz przeciwnie, chrześcijaństwo wymaga od nas kochania siebie, jednak nie we wszystkim - ale w najlepszym. Chrześcijańska miłość do samego siebie opiera się na tym samym niezawodnym i solidnym fundamencie, jak nasza miłość do najdroższych i najbliższych ludzi. Znając wady naszych ukochanych ludzi, wybieramy, kultywujemy i mentalnie całujemy ich cnoty, ich wewnętrzne piękno.

Wyobraź sobie zwykłą sytuację znaną wszystkim. Długo mieszkamy z ukochaną osobą, widzimy, jak powoli i systematycznie traci piękno swojej młodości, starzeje się i słabnie fizycznie. Mimo tego ta osoba jest nam nadal droga. Patrząc na naszych starszych już rodziców, widzimy ciągle ich młodość, gdyż pamiętamy ich i kochamy od dzieciństwa. Nie stają się dla nas starymi ludźmi, wręcz przeciwnie - kwitną w promieniach naszej miłości, ujawniając coraz więcej zalet. Wraz ze zmianą ich wyglądu wyraźnie widzimy w nich młodzieńcze cechy wiecznej doskonałości. Nic dziwnego - to dla nas najważniejsi ludzie! Nie tylko rodzice, ale także mężowie, żony, dzieci - wszyscy wymagają od nas patrzenia z miłością, która wyróżnia i podkreśla to, co najlepsze. Trzymamy się tego, co w nich dobre, wybaczamy błędy i niepowodzenia, nawet jeśli powodują wiele problemów.

Jeśli jednak możemy tak bardzo kochać innych, to dlaczego spojrzeć podobnie na siebie? To jest dokładnie to, co proponuje chrześcijaństwo - widzieć i kochać siebie w dobru, porzucając i pokonując zło. W ten sposób przychodzimy do Chrystusa: trzymając się tylko tego, co w nas najlepsze.

Chrześcijaństwo wzywa nas do spojrzenia na najważniejszy punkt: na Chrystusa i na obraz Boga w innych ludziach i w nas samych. Musimy starać się kochać w sobie dokładnie to, co prowadzi nas do Niego, co pomaga nam upodobnić się do tego uderzającego i prawdziwie szlachetnego obrazu.

Aby stać się prawdziwym, musisz sobie powiedzieć: nie lubię w sobie tego i tego. W Kościele nazywa się to pokutą, czyli pracą nad pozbyciem się potworności, które odkrywasz w sobie i które uniemożliwiają ci odkrycie twojej prawdziwej twarzy.
Sens chrześcijańskiej miłości do samego siebie leży w pragnieniu odkrycia swojej twarzy – tej, z którą chcemy wejść w wieczność. Chodzi o idealny obraz całości – ciała, duszy i ducha. Obraz, który według wiary chrześcijan, powstaje dla błogosławionej wieczności z Bogiem. Dlatego chrześcijaństwo, religia miłości, oferuje człowiekowi zintegrowane podejście nie tylko wobec Boga i bliźnich, ale także wobec samego siebie. To miłość, ukierunkowana na przyszłość; miłość do tego, czym możemy i czym powinniśmy stać się w oczach Boga; miłość, która nie jest błogim, „głupim” odprężeniem, ale intensywną i radosną kreatywnością w całym naszym życiu.

Władimir Gurbolikow

za: Foma