cerkiew.pl

Komentarz do czytań starotestamentowych (paremij) na święto Przemienienia Pańskiego

tłum. Michał Diemianiuk, 15 sierpnia 2019

Tłumaczenie tekstów paremij za: liturgia.cerkiew.pl

 Czytanie Księgi Wyjścia (24, 12-18):


„Rzekł Pan do Mojżesza: „Wstąp do Mnie na górę i pozostań tam, a dam ci tablice kamienne, Prawo i przykazania, które napisałem, aby ich pouczyć”. Wstał więc Mojżesz i Jozue, jego pomocnik, i wstąpili na górę Bożą. Powiedział zaś tak do starszyzny: „Pozostańcie tu, aż wrócimy do was. Oto macie Aarona i Chura z wami. Jeśli ktoś miałby jakąś sprawę do załatwienia, niech się zwróci do nich”. Gdy Mojżesz wstąpił na górę, obłok zakrył górę i Chwała Pana zstąpiła na górę Synaj, i okrywał ją obłok przez sześć dni. W siódmym dniu Pan przywołał Mojżesza ze środka obłoku. A wygląd chwały Pana w oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry. Mojżesz wszedł w środek obłoku i wstąpił na górę, i pozostał tam na górze przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy”.

W pierwszej paremii słyszymy o wchodzeniu na górę Synaj, żeby otrzymać przykazania Boże. O nich było wcześniej ogłoszone narodowi, i wszyscy wyrazili zgodę na zachowywanie przykazań Bożych. Ale Bóg, znając niestałość woli zarówno pojedynczego człowieka, jak i całego narodu, rozkazał Mojżeszowi wejść na górę i być tam do tego momentu, który On wskaże. Obiecał dać Mojżeszowi kamienne tablice, na których będą napisane przykazania. Tablice – to dwie wypolerowane kamienne płyty, na których każde słowo było jakby wyryte, czyli niezmienne na wszystkie wieki, stałe, niewzruszone, twarde, wzbudzające nadzieję, bez wątpliwości. Napisane one zostały przez Boga, dane narodowi przez Boga, i Bóg obiecał chronić Swój naród, jeśli naród będzie wierny Bogu. Kamienne tablice Przymierza były znakiem niezniszczalności, ale zupełnie lekko można było je podnosić, co symbolizowało to, że człowiek i cały naród dadzą radę wypełniać nakazy Boże. To i fakt, i symbol. Mojżesz z lekkością znosił je z góry, póki nie zobaczył nieprawości narodu, ale o tym później.

Na Synaj odprowadzał Mojżesza Jozue, którego Mojżesz przygotowywał jako swojego następcę. Na szczyt góry wspiął się natomiast sam i w samotności rozmawiał z Bogiem. U stóp góry zostało siedemdziesięciu starców, którym Mojżesz przykazał oczekiwać na niego w milczeniu. Kiedy Mojżesz wspiął się na szczyt góry, to zobaczył obłok – znak obecności Bożej. Chwała Boża, jak jaśniejący obłok, sześć dni okrywała górę, i przez sześć dni Mojżesz milcząc oczekiwał, kiedy Pan wezwie go. Dlaczego tak długo? Żeby w tym czasie, pozostawiwszy wszelkie „życiowe troski”, milcząc, w skupieniu, pobożnie patrząc na bliski i niedostępny blask Bóstwa, przygotował się do rozmowy z Bogiem. Obłok najprawdopodobniej tylko dla Mojżesza był świetlisty i nie przerażał go. Izraelici zaś widzieli go jako burzowy, oświetlany wybuchami błyskawic tak, że szczyt góry wydawał się im płomienny.

Kiedy Mojżesz usłyszał wezwanie, wspiął się na szczyt, wszedł w obłok, i przebywał tam czterdzieści dni, włączając i tych sześć dni, które spędził w oczekiwaniu. Czym on się wtedy żywił? Najprawdopodobniej nawet nie przychodziła mu do głowy myśl o jedzeniu. Jeśli natchnieni jakąkolwiek ideą twórcy ziemskich wartości mogą zapomnieć na pewien czas o wszystkim na świecie, to tym bardziej Mojżesz, przygotowany poprzez wcześniejsze doświadczenie wstrzemięźliwości i zachwycony objawionym mu górnym światem, mógł nie myśleć o jakichkolwiek życiowych potrzebach.

Dlaczego ten fragment Księgi Wyjścia wspomina się na Przemienienie? Ponieważ Przemienienie przypomina wstępowanie Mojżesza na Synaj i objawienie mu się Boga w obłoku. Oto jakie porównanie można zrobić: Synaj był okryty obłokiem, w którym brzmiał głos Boży – i Tabor przyodział się obłokiem, z którego uczniowie Chrystusowi usłyszeli głos Ojca Niebiańskiego. Na Synaj zostali dopuszczeni wybrańcy z narodu – i na Tabor wspięli się tylko wybrańcy spośród wybranych uczniów Chrystusa. Na Synaju Mojżesz drżał i radował się z bliskości Bożej – i na Taborze uczniowie zakrzyknęli na początku ze strachu (Mk 9, 6), potem rozradowali się tak, że nie pamiętali i nie rozumieli, co mówili.

Na Synaju Mojżesz otrzymał przykazania Boże, i na Taborze uczniowie usłyszeli krótkie streszczenie woli Ojca Niebiańskiego, który w kilku słowach zaświadczył o Chrystusie jako o Swoim umiłowanym Synu, i rozkazał: „Jego słuchajcie”. To można nazwać dwiema nowotestamentowymi tablicami, na których utwierdzone były wiara i posłuszeństwo.

Mojżesz otrzymał przykazania Starego Przymierza i zjawiwszy się na Taborze, potwierdził koniec Starego i początek Nowego Przymierza, skłoniwszy przed Chrystusem głowę, jak niegdyś na Synaju przed Bogiem. Mojżesz przyniósł narodowi przykazania Boże, i uczniowie Chrystusowi przekazali wszystkim nakaz słuchania Pana, Który powiedział w Ewangelii wszystko, co niezbędne do zbawienia.


Czytanie Księgi Wyjścia (33, 9-23; 34, 4-5. 8):

„W owych dniach Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem, a potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, Jozue, syn Nuna, młodzieniec, nie oddalał się z wnętrza namiotu. Mojżesz rzekł do Pana: „Oto Ty kazałeś mi wyprowadzić ten lud, a nie objawiłeś mi, kogo poślesz ze mną, a jednak powiedziałeś do mnie: "Znam cię po imieniu i masz łaskę moją". Jeśli znalazłem łaskę przed Tobą, objaw mi się sam, abym widział Ciebie, że znalazłem łaskę przed Tobą i niech zrozumieją, że ten naród jest Twoim ludem”. Pan powiedział do niego: „Jeśli Ja osobiście pójdę przed tobą, czy to cię zadowoli?” Mojżesz rzekł wtedy: „Jeśli nie pójdziesz sam, to raczej zakaż nam wyruszać stąd. Po czym poznam, ja i lud mój, że darzysz nas łaską, jeśli nie po tym, że pójdziesz z nami, gdyż przez to będziemy wyróżnieni ja i Twój lud spośród wszystkich narodów, które są na ziemi?” Pan odpowiedział Mojżeszowi: „Uczynię to, o co prosisz, ponieważ znalazłeś łaskę przede Mną, a znam cię bardziej od innych”. I rzekł Mojżesz: „Pokaż mi Chwałę Twoją”. Pan odpowiedział: „Ja przejdę przed tobą Chwałą moją i ogłoszę przed tobą imię moje, Pana przed tobą, i zmiłuję się nad tym, kogo miłuję, i ulituję się nad tym, komu wyświadczam miłosierdzie”. I rzekł: „Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu”. I rzekł jeszcze Pan: „Oto miejsce obok Mnie, stań przy skale, a gdy przechodzić będzie moja Chwała, położę cię w rozpadlinie skały i pokryję ręką moją nad tobą, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, wtedy ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego nie ukażę tobie”. Wstawszy rano Mojżesz wstąpił na górę Synaj, jak mu nakazał Pan. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed obliczem jego, a on zawołał: „Panie, Boże miłosierny i litościwy, wielce cierpliwy i wielce miłosierny, i wierny. I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon Panu”.

Druga paremija kontynuuje opowieść o Mojżeszu. Póki był on na Synaju, naród (chociaż i obiecał zachowywać przykazania) robił, co chciał. Mojżesza nie było obok i wszyscy, jak nierozumne dzieci, od razu powrócili do przyzwyczajeń: obchodzili szumnie święto urodzaju przed odlanym cielcem. Bóg dał znać o tym Mojżeszowi, mając zamiar zgładzić naród, tak niewierny i niestały. Mojżesz zaczął błagać Boga, aby przebaczył narodowi. Lżej jest prosić z daleka. Jak tylko Mojżesz zaczął schodzić z góry i sam ujrzał hulankę i tańce przed cielcem, od razu dosadnie rozbił tablice. Na co one, jeśli ludzie nie chcą o nich myśleć? Bezużyteczny znak naruszonego przymierza – rozbite tablice – tylko raniły duszę Mojżesza, który jeszcze chronił w pamięci wielkość miłości Bożej wobec narodu. Następnego dnia, ukarawszy prowodyrów nieprawości i rozbiwszy bożka, Mojżesz znowu poszedł na górę, gdzie czterdzieści dni modlił się o wybaczenie nieposłusznemu narodowi. Pan przychylił się miłościwie, ale powiedział, że teraz On nie będzie ich prowadził Sam, ale rozkaże Swojemu aniołowi. Do tej pory namiot, który tymczasowo zastępował świątynię, był pośrodku obozu. Mojżesz wchodził do namiotu i rozmawiał z Bogiem. Teraz namiot był poza obozem. Każdy mógł patrzeć nań tylko z daleka, wiedząc, że spowodowane jest to grzechem narodu. Mojżesz wchodził do namiotu, do którego nikt nie śmiał się zbliżać. Wiedząc to, łatwiej pojąć sens czytanych wersów paremii.

„Rozmawiał Pan z Mojżeszem…” Relacja Mojżesza z Bogiem zadziwia tym, że Pan bez pośrednika, nie w zakrytych obrazach lub znakach, a po prostu jak przyjaciel rozmawiał, objawiając tym samym  Mojżeszowi misterium Swojego uniżenia się. To misterium zawiera się w tym, że Bóg może usunąć wszelkie przeszkody, nie podkreślać różnicy między Stwórcą i stworzeniem, żeby człowiek uwierzył: Bóg chce widzieć w nim przyjaciela. Przyjaciel może nie bać się Go, tylko kochać Go bezgranicznie i z oddaniem. Spośród starotestamentowych sprawiedliwych tylko Mojżesz ukazał nam przykład takiej przyjaźni. Bliskość w relacji z Bogiem umacniała Mojżesza w trudach jego nadzwyczajnej służby. Również dla narodu było ważne, żeby uczył się szanować i być posłusznym dla własnego pożytku. Mojżesz wchodził do namiotu ,aby rozmawiać z Bogiem, pozostawiając jako stróża Jozuego, syna Nuna. Teraz, pamiętając wypowiedź o aniele, Mojżesz mówi Bogu, że nie wie, kto będzie ich prowadzić. Mówi to dlatego, że w duszy bardzo chciał, żeby Bóg nie odstępował od Swojego narodu. Przypominając o poprzednich obietnicach danych Mojżeszowi, przywódca narodu izraelskiego prosi o jawne dowody tego, że Bóg znowu będzie z nimi, będzie ich przewodnikiem i przez to udowodni wszystkim plemionom i narodom, że naród izraelski – to Boży naród, naród wybrany. Bóg obiecał jak poprzednio prowadzić naród i uspokajać go. Jednakże Mojżesz uparcie powtarza, że jest gotowy odrzucić nadzieję na przyjście do ziemi obiecanej, jest gotowy pozostać na pustyni, jeśli Bóg nie pójdzie Sam z nimi. Dlaczego Mojżesz nie chce się uspokoić? On nie jest pewny ludzi, boi się o nich i dąży do poręczenia obietnicy Bożej, chce usłyszeć od Boga, że On nie pozostawi Swojego narodu, jeśli on znowu okaże się niestały i niewierny. Bóg potwierdza obietnicę daną wcześniej Mojżeszowi. Mojżesz z jeszcze większą śmiałością prosi, aby ukazana mu została chwała Boża. Czego on chce? Chwała Boża zjawiła się mu w obłoku, on widział ją na Synaju, w przybytku. Teraz chce widzieć Boga twarzą w twarz. Chce, żeby nic nie przeszkadzało, nie zasłaniało, nie przesłaniało mgłą tego widzenia: ani obłok, ani dym, ani ogień, żaden cień. Bóg mu obiecuje, dodając: „ogłoszę przed tobą imię moje”, to znaczy poprzez Boga Syna, Który może zjawiać się w widocznym dla zmysłów obrazie, podczas gdy ujrzeć Boga Ojca jest niemożliwością dla śmiertelnika. Teraz, jako odpowiedź Boga, Mojżesz słyszy: „zmiłuję się nad tym, kogo miłuję”, to znaczy miłość i szczodrość objawią mu Boga, ale ujrzeć Boga twarzą w twarz jest niemożliwe dla kogokolwiek ze śmiertelników. Najbezpieczniej dla Mojżesza jest ukryć się w rozpadlinie skalnej, i Bóg zakryje go, żeby promienie Bóstwa nie zaszkodziły słabemu człowiekowi, nawet Mojżeszowi. Następnie padł rozkaz przygotowania nowych tablic i wejścia na Synaj. Tam znowu zostaną napisane przykazania Boże. Na Synaju Mojżesz widzi chwałę Bożą i oddaje cześć Bogu w pobożnym drżeniu.

Na Przemienienie jest to czytane dlatego, że na Taborze Mojżesz ujrzał to, co obiecał mu Bóg: przez Jezusa Chrystusa ujrzał on Boga twarzą w twarz, jak prosił poprzednio. Ujrzał po wiekach wypełnienie obietnicy. Teraz nie trzeba chować się w szczelinie, teraz w obliczu Boga Słowa Mojżesz widzi potwierdzenie obiecanej miłości i szczodrości. Syn Boży, Który stał się Bogoczłowiekiem, Którego mogli widzieć ludzie – to ten niedostępny Bóg, Który chroni wierność narodowi wybranemu, włączając w grono wybrańców wszystkich wiernych chrześcijan. W nowym przymierzu obietnice Boże nabrały pełnej jasności i konkretności dla tych, do których skierowane jest słowo Boże: „Jego słuchajcie”.


Czytanie I Księgi Królewskiej (19, 3-13. 15-16):

„W owych dniach przyszedł Eliasz do Beer-Szeby, w ziemi Judy, i tam zostawił swego sługę, a sam na odległość jednego dnia drogi poszedł na pustynię, Przyszedł i usiadł pod jednym z janowców i zasnął, i sen widział tam pod drzewem. Oto ktoś dotknął go i powiedział do niego: „Wstań, jedz i pij!” Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk jęczmienny i dzban z wodą. Wstał więc, zjadł więc i wypił, i znów się położył, i zasnął. Powtórnie anioł Pański wrócił i dotknął go, i powiedział do niego: „Wstań, jedz i pij, bo przed tobą długa droga”. Wstał zatem, jadł i pił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb. Tam wszedł do groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: „Wyjdź, i stań na górze przed Panem!” A oto Pan przechodził i gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem, ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi, ale Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień, a Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu, i tam był Pan. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz swoją płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. Wtedy Pan rzekł do niego: „Idź, wracaj twoją drogą ku pustyni Damaszku i namaścisz Elizeusza, syna Szafata, namaścisz na proroka po tobie””.

Trzecia paremija jest poświęcona drugiemu uczestnikowi chwały Przemienienia – prorokowi Eliaszowi.

Prorok Eliasz cudownie udowodnił całemu narodowi prawdziwość ojcowskiej wiary w jedynego Boga, oswobodził od wpływu sług Baala i uciekł od gniewu Izebel. Czy powinien on, który zamknął niebo i sprowadził deszcz, bać się Izebel? Błogosławiony Teodoret mówi, że i prorokowi (szczególnie po jawnych cudach) było dopuszczone przeżyć ciężki stan duszy, żeby nie wpaść pod władzę pychy, stać się wyniosłym. Strach osłabia duszę, uciska, a przeżyty przypomina o własnej niemocy. Eliasz bał się Izebel nie dlatego, że ona mogła go zabić. Jemu wydawała się nieznośną myśl o tym, że złość Izebel doprowadzi do wykorzenienia prawdziwego kultu Boga. On uciekł do Beer-Szeby, ale tam nie pozostał, odszedł sam na pustynię, pozostawiwszy sługę. Szedł dzień po Pustyni Arabskiej, po której kiedyś przechodzili Izraelici, zdążając do Ziemi Obiecanej. Przygniatający nastrój nie ustępował. Przysiadłszy w cieniu jałowca, zmęczony, głodny, rozstrojony, męczył się tym, że wszystkie jego wysiłki, aby odnowić prawdziwy kult Boga, nie doprowadziły do niczego. Wydawałoby się, że lżej umrzeć, niż męczyć się tym. I Eliasz prosi Boga o śmierć. Z takimi myślami zasnął pod tym krzewem. Anioł Boży obudził go, kazał wstać i jeść. Eliasz ujrzał chleb i wodę. Czy on jasno widział anioła (jeśli by tak było, to on zupełnie obudziłby się i więcej nie zasnął), najprawdopodobniej był w półśnie. Wodę i chleb on nie tylko widział, ale i pokrzepił się, zasnąwszy znowu. I znowu budzi go ten sam głos. Eliasz znowu je, rozbudza się zupełnie i rozumie, że trzeba iść. Wstaje i idzie do Horebu. Szedł Eliasz czterdzieści dni i nocy. Dlaczego tak długo? Najwyraźniej ledwo się poruszał, nie mając sił pokonać wewnętrznego osłabienia, nasilonego zmęczeniem, postem, trudnością drogi i złym nastrojem. W końcu znalazł pieczarę i ukrył się w niej. Pan wzywa go: „Dlaczego jesteś tutaj, Eliaszu?” Eliasz powtarza to samo: ołtarze zniszczone, prorocy Boga zabici, został on sam, i jego szukają, żeby zabić. Co prawda, już nie prosi o śmierć dla siebie, ale gorycz samotności zatruwa życie. Nadzieja na Boga i zaufanie do Niego jeszcze nie natchnęły jego przygniecionej duszy. W odpowiedzi Pan poleca mu jutro wyjść z pieczary i stanąć na otwartym miejscu. Usłyszy burzę, od której góry będą pękać i kamienie padać. Burzę zastąpi trzęsienie ziemi. Przejdzie ogień. To wszystko to znaki zbliżania się Boga, jak było na Synaju. Ale obecność Boża jest nie w tych potężnych i przerażających zjawiskach. Pan objawił się w cichych dźwiękach wiaterku. I oto, kiedy Eliasz odczuł obecność Bożą, znowu powinien był odpowiedzieć na pytanie: po co tu jesteś? On powtórzył to samo, ale już bez skargi i zmieszania. Teraz on wyznaje Bogu swoją winę: małoduszność i strach. Pan poleca mu powrócić tam, skąd uciekł i kontynuować swoją służbę.

Dlaczego prorok Eliasz, który był uczestnikiem Przemienienia Pańskiego na Taborze, przedstawiony jest w to święto we wspomnieniach nienajlepszych swoich uczynków? Być może dlatego, żeby nikt nigdy nie uważał, że może bez Boga coś osiągnąć, zrozumieć, przyswoić. Prorok Eliasz był gorliwy i zdecydowany, póki Bóg dawał mu męstwo i siły. Tenże prorok przeżył zmęczenie i małoduszność, kiedy Bóg dał mu do zrozumienia, że wszystko tworzy On, a człowiek wtedy jest silny i śmiały, kiedy Bóg jest z nim. Przykład proroka Eliasza, który odczuł Boga w lekkim podmuchu wiaterku i który wyznał Mu swoją niemoc i strach, będzie dla wszystkich wiernych drogowskazem: do blasku chwały Bożej na Taborze szli wielcy wybrańcy Boży drogą trudu, cierpienia i samowyrzeczenia. Tutaj, na Taborze, dla Eliasza było też objawienie Świętej Trójcy w słowach: „wyjdź i stań… przed Panem”. Pan mówi (tj. Bóg Ojciec) i Pan przywołuje stanąć przed Panem (Bogiem Synem), co można usłyszeć i zrozumieć przy działaniu Świętego Ducha. Prorok Eliasz był posłuszny temu rozkazowi już ostatecznie. Stając przed Panem Jezusem Chrystusem na Taborze. Oni wszyscy: i prorok Eliasz, i prorok Mojżesz, Cerkwi Nowotestamentowej ukazali związek czasów i wypełnienie poleceń Pańskich, dla których nie ma barier, ani zmiany, ani przeszłości. Wszystko, co Boże, jest żywe i przebywa na zawsze.

za: pravoslavie.ru