cerkiew.pl

Chleba naszego powszedniego

o. Konstanty Bondaruk, 11 sierpnia 2019

W 8. niedzielę po Pięćdziesiątnicy, w świątyniach słyszymy opowiadanie o cudownym nasyceniu tłumu ludzi pięcioma chlebami i dwiema rybami. (Мt 14, 14-22). Chronologicznie, opisane przez Ewangelistę Mateusza wydarzenie, miało miejsce po dwu wcześniejszych, nieprzyjemnych epizodach. Po pierwsze, gdy Jezus przemawiał w synagodze w rodzinnym Nazarecie, słuchacze bez entuzjazmu przyjęli Jego naukę. Skąd u niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? I powątpiewali w Niego. To chłodne przyjęcie Jezus skomentował słowami: Tylko w swojej Ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa. Niedługo potem do Chrystusa dotarła porażająca, straszliwa wieść o tragicznej śmierci Jana Chrzciciela. Po tych przygnębiających zdarzeniach, Jezus udał się w pustynne miejsce, by oddać się modlitwie i rozmyślaniom. Jednak ludzie dowiedzieli się o miejscu Jego pobytu i zaczęli schodzić się tam z okolicznych miejscowości.

Tu uwidocznił się kontrast pomiędzy niewiarą mieszkańców Nazaretu, a wiarą tych, którzy sami szukali Nauczyciela z Nazaretu. Wielki tłum ludzi zebrał się wokół Chrystusa. Ten zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych, a następnie aż do wieczora nauczał ludzi, którzy zasłuchali się, zapominając o czasie i głodzie. Gdy nastał wieczór, apostołowie proponowali skończyć naukę i zwolnić ludzi, by ci mogli pójść i kupić jedzenie. Nie potrzebują odchodzić. Wy dajcie im jeść - odpowiedział Chrystus. Gdy okazało się, że uczniowie mają jedynie pięć chlebów i dwie ryby, Jezus wziął je, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleb dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrawszy z tego co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś którzy jedli było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. W ten niezwykły dzień odbyło się od razu kilka cudów: Chrystus zjednoczył ludzi Swą nauką obdarzając ich wiarą, uzdrowił chorych dając życie i rozmnożył chleb przedłużając życie.

Ewangelista podkreśla, że cud odbył się na bezludziu. Zapewne to nie była pustynia, lecz raczej miejsce oddalone od siedzib ludzkich. Tym niemniej było to miejsce, gdzie nie można było nabyć żywności. Jest w tym opowiadaniu wyraźna aluzja do wędrówki Izraelitów po pustyni, kiedy Bóg zesłał im z nieba mannę. Wówczas, jak zresztą i teraz, podczas spotkania z Chrystusem przy jeziorze lud uświadomił sobie, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem które pochodzi z ust Bożych ( Pwt 8, 3; Mt 4, 4). Człowiek nie jest w stanie przeżyć jedynie dzięki temu, że zapracuje na swe utrzymanie. Potrzebuje on także daru Bożej łaski. Właśnie manna z nieba, namiastka chleba, jest symbolem pożywienia, na które człowiek powinien zapracować, a z drugiej strony, jest to dar z Niebios, przejaw Łaski Bożej.

Bezustanny cud

Więc o czym nam mówi dzisiejsza „Ewangelia”? Głównie o tym, że Chrystus troszczy się o całego człowieka, zarówno o jego duszę, jak i ciało. Nie na darmo mówi się, że żołądek, zwłaszcza pusty, nie ma uszu. Ciału ofiarowuje uzdrowienie i pokrzepia chlebem, a duszę żywi Słowem wiodąc ku wierze i łączności ze sobą. Podobny proces podtrzymywania naszego życia odbywa się także teraz. To prawda, że wielu ludzi może nie wierzyć albo powątpiewać czy Bóg istotnie pamięta o wszystkich, skoro wciąż są na świecie są ludzie biedni i głodni. Jednak cud rozmnożenia chleba i ryby odbywa się cały czas. Do jezior, rzek i mórz wrzuca się stosunkowo niewielką ilość narybku, ale rybacy ciągle łowią pełne sieci ryb, tysiące razy więcej niźli ich wrzucono. Czyż nie jest to cudowne rozmnożenie? My jedynie przyzwyczailiśmy się do tego, jak do czegoś całkiem naturalnego. A co mówić o zbożu i roślinach? Rolnik sieje ziarna, ale z każdego ziarna wyrasta kłos i razem zebrane kłosy dają bogaty urodzaj. Czyż nie jest to cud natury, który bezustannie odbywa się na naszych oczach? Bóg daje nam bogactwa ziemi i przyrody, aby podtrzymywały nas przy życiu i służyły nam.

Ktoś może powiedzieć, że jednak chleba nie starcza dla wszystkich. Media raz po raz powiadamiają o straszliwym głodzie w różnych zakątkach świata. Są to przeważnie kraje takie jak Jemen, Somalia lub Sudan, ogarnięte bezustannymi konfliktami zbrojnymi. Wielu ludzi także w naszym kraju pamięta puste półki sklepowe, żywność na kartki, ogromne kolejki po mięso, buty, meble, dosłownie po wszystko. Ludzie pamiętają, że całkiem niedawno był taki czas, gdy nie kupowało się, ale „załatwiało”. A potem niemal w mgnieniu oka wszystkiego mamy w bród, oprócz… pieniędzy. Wiele niesprzedanych produktów żywnościowych marnuje się, chociaż tuż obok, nie mówiąc o dalekich krajach, niektórzy ludzie są niedożywieni lub wręcz głodują. Zła dystrybucja żywności oraz innych dóbr jest zawiniona przez człowieka, bo to człowiek wymyślił i ustanowił niesprawiedliwe prawa i polityczno-ekonomiczne systemy. Rokrocznie w świecie niszczy się miliony ton żywności, aby utrzymać jej wysokie ceny. W niektórych krajach rolnikom płacą za nieobsiane pola, aby zboża nie było za dużo. To człowiek tak źle, egoistycznie i nierozumnie dysponuje chlebem, którego Bóg daje tyle, aby starczyłoby go dla wszystkich.

Dzielić chleb z głodnymi

W ogóle chleb to coś więcej niż zwyczajny towar. Chleb nie istnieje sam dla siebie, lecz w swej najgłębszej istocie zakłada dzielenie się nim z głodnymi. Chleb rozdany przez Chrystusa głodnym to już nie tylko znak, ale sama Epifania Syna Bożego. Chleb jest ważny dla ludzi wszystkich czasów jako symbol tego, co jest niezbędne do życia. Oto dlaczego modlimy się: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Nikt nie chce głodować. Nikt nie chce być biednym. Z drugiej strony, ubóstwo to bardzo niejednoznaczne pojęcie. Może ono być stanem spowodowanym i narzuconym odgórnie, jak wielki głód na Ukrainie (hołodomor). Taka sytuacja woła o pomstę do nieba, odbiera człowiekowi jego godność i temu należy zdecydowanie się przeciwstawiać.

W Piśmie Świętym ani razu nie wspomina się o skrajnym ubóstwie jako o dobrowolnym wyborze. W żadnym razie nie jest to stan pożądany, ani tym bardziej wymarzony. Za to wiele razy mówi się o obowiązku wspierania biednych. Dlaczego tak się dzieje? Bo jeszcze nie przyszło Królestwo Niebieskie, nie ma tego najwyższego impulsu, tego dobra, przez wzgląd na które warto nie tylko zrezygnować z dóbr materialnych, ale także z oka albo ręki, jeśli przeszkadzają one w osiągnięciu tej wartości. Królestwo Niebieskie, według Ewangelii, to jest taki skarb, którego nie ukradną złodzieje, nie zniszczą mole ani rdza. Jest to skarb, którego w chwili śmierci człowiek nie pozostawia na ziemi, ale zabiera ze sobą.

Konstatacja nierówności społecznej, obecność bogaczy i biedaków, jest czymś zgoła banalnym. Jednak spójrzmy na tę sytuację Bożymi oczyma. Wyobraźmy sobie Boga w postaci ojca wielodzietnej rodziny, który co dzień obserwuje taką oto scenę. Dwoje starszych, silniejszych dzieci zjada wszystko ze stołu, natomiast pięciorgu mniejszym i słabszym nie pozostaje nic. Czy ojciec może pogodzić się z taką sytuacją? Jezus Chrystus utożsamiał się właśnie z pokrzywdzonymi i ubogimi, dlatego dla chrześcijan ubóstwo ma nie tylko socjalny, ale i teologiczny wymiar. Ten, Który nad chlebem wymówił słowa: Oto Ciało Moje, to samo powiedział i o biednych. Kiedy uczyniliśmy coś dobrego innemu człowiekowi, kiedy nakarmiliśmy głodnego, odzialiśmy nagiego, przyjęliśmy wędrowca, odwiedziliśmy więźnia, to wszystko uczyniliśmy Chrystusowi. (Mt 25 rozdz.).

Św. Grzegorz Dialogos ujął to w słowach: „dając leżącemu na ziemi, dajemy to zasiadającemu na niebiosach”. Niemal identyczną myśl wypowiedział św. Jan Złotousty: „Jałmużnę dajesz biedakowi, ale przyjmuje ją Chrystus”. „Jak ziarno zboża rzucone w ziemię obraca się na korzyść rzucającemu, tak również chleb dawany głodnemu w konsekwencji przynosi stokrotny pożytek dającemu” - mówił św. Bazyli Wielki. Miłość do Chrystusa i miłość do biednych nakładają się na siebie i są nierozłączną całością. Ubogich należy miłować i praktycznie wspierać ich. „Umiłowanie biednych” w pierwszym rzędzie oznacza szacunek dla nich i uznanie ich godności. U nich, z powodu braku innych prerogatyw, tym jaśniejszym światłem promienieje fundamentalna godność człowieka.

Umiar i dystans do bogactwa
Więc może warto zadać sobie pytanie: a co wierzący człowiek może zrobić w takiej sytuacji? Nie mówiąc o radykalnym ubóstwie, które jest wyborem niezwykle rzadkim i trudnym, jest coś dostępnego dla wszystkich. Jest to umiar i powściągliwość. Jest to „nie” powiedziane marnotrawstwu, konsumpcyjnemu stylowi życia, dążeniu do luksusu, który obraża biednych, jak to było z ewangelicznymi bogaczem i Łazarzem. Oczywiście wiemy, że samo bogactwo nie zamyka drogi do Królestwa Bożego, ale jego złe użytkowanie.

W Kazaniu na Górze, wśród dziewięciu błogosławieństw, już na samym początku słyszymy słowa: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie. Można być człowiekiem majętnym, i jednocześnie „ubogim w duchu”. To znaczy, z dystansem odnosić się do swego bogactwa i być gotowym spożytkowywać je dla dobra innych ludzi. Na przykład otwierać nowe miejsca pracy, zamiast nowych kont bankowych. Istnieje także dobrowolne ubóstwo jako styl życia godzien naśladownictwa. Świadomy wybór ubóstwa i prostoty życia to wybór radości. Jezus Chrystus obiecuje błogosławieństwo „ubogim w duchu’’, tzn. szczęście i radość serca nie tylko w przyszłym, ale i w doczesnym życiu. Prostota i umiar, to wybór wolności. Nadmierna ilość rzeczy i sztuczne potrzeby kształtują złe nawyki. Człowiek czuje, że bez wielu rzeczy nie potrafi się ani obejść, ani żyć. W ten sposób staje się on niewolnikiem swych potrzeb. Jednak zostało dowiedzione, że szczęście nie polega na tym, aby zaspokoić wszystkie swoje potrzeby, ale na tym, aby maksymalnie je ograniczyć.

Bezpośrednio po dziewięciu błogosławieństwach, które zakończyły się słowami: Cieszcie się i radujcie albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie, Chrystus zwrócił się do uczniów słowami: Wy jesteście solą dla ziemi…wy jesteście światłem dla świata…tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli dobre wasze uczynki i chwalili Ojca waszego , który jest w niebie (Mt 5, 13-16). Z pewnością być światłem dla świata to nie znaczy błyszczeć wiedzą, bogactwem, kulturą i popularnością. Jezus mówi o świetle, które płynie nie z idei, ale z uczynków. O tym samym pisał prorok Izajasz, gdy zachęcał, aby: dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: "Oto jestem!". Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem (Iz 58, 7-10).

Chleb i otucha

Oprócz zwyczajnej solidarności z biednymi i głodnymi, chrześcijanie mają jeszcze jedną powinność: obowiązek ewangelizacji. Winni oni głosić Dobrą Nowinę ubogim (Łk 4, 18), że: Bóg jest z nami. Jezus Chrystus uważał to za Swe pierwszoplanowe zadanie i zlecił je swojej Cerkwi. Nie można pozwolić, aby Dobrej Nowiny pozbawieni byli ci, komu adresowana jest ona w pierwszym rzędzie. Jezus Chrystus najpierw nauczał, a dopiero potem rozmnożył chleb i nakarmił rzeszę ludzi złaknionych zarówno pocieszenia, jak i pożywienia.

Nie samym chlebem żyje biedny człowiek, ale także nadzieją i słowem, które płynie z ust Bożych. Ubodzy mają szczególne prawo usłyszeć „Ewangelię”, to że przed nimi otwarta jest perspektywa Królestwa Bożego, to znaczy - raju. Sam Pan nasz obiecał, że obok biednych w raju znajdą się ci, którzy byli przyjaciółmi biednych, bo podzielili się chlebem z głodnymi, odziali nagiego i udzielili schronienia bezdomnemu. Dzięki Bogu taka perspektywa otwarta jest również przed nami.