cerkiew.pl

Jaką lekcję z życia proroka Eliasza może wyciągnąć dla siebie prawosławny chrześcijanin XXI wieku?

tłum. Michał Diemianiuk, 02 sierpnia 2019

Jak żydowski mężczyzna o imieniu Eliasz, rodem z miasta Tiszbe w rejonie Gilead w starożytnym Izraelu, urodzony prawie trzy tysiące lat temu, został wielkim świętym prorokiem Bożym i stał się godnym cielesnego wzniesienia na niebo na ognistym rydwanie? Czy możemy stać się podobnymi do niego?

Rzeczywiście, często święci, patrzący na nas z dziwnych starych ikon, wydają się bardzo dalekimi - oddalonymi od nas granicą między grzeszną ziemią (gdzie my) i Królestwem Niebieskim (gdzie oni) lub tysiącami lat. Często wydają się nam oni prawie bajecznymi, mitologicznymi postaciami lub nieosiągalnym ideałem, którego my nigdy nie osiągniemy.

Ale to byli tacy sami ludzie, jak i my: z ciała i krwi. Chorowali i smucili się, radowali się i weselili, cierpieli i płakali, martwili się i walczyli. Niczym nie różnili się od nas. Pan dał im taką samą duchowo-cielesną budowę, jak i nam, Tak, oni nieśli na sobie odcisk czasów: w swoich przyzwyczajeniach, charakterze, warunkach życia, psychice, ale w ich duszach i sercach miała miejsce ta sama walka, która odbywa się i w naszych duszach i sercach - wojna dobra ze złem, rezultatem której jawi się skłonienie człowieka w stronę obrazu Bożego lub w stronę obrazu bestii, ku podobieństwu do aniołów lub podobieństwu do biesów. I wektor życia ludzkiego zawsze jest skierowany do góry albo do dołu - do piekła albo do raju. Trzeciego nie dano.

Pewnego razu uczeń zapytał pewnego atoskiego abbę: “Czy możliwe jest osiągnięcie Królestwa Niebieskiego?” Ojciec mu odpowiedział: “Praktycznie niemożliwe, ale warto spróbować!”

Kierując się tą dewizą wyobraźmy sobie, że przyszliśmy na lekcję, tematem której jest “Święty prorok Eliasz”. A zadanie, postawione przed nami, jest takie: “Jak żydowski mężczyzna o imieniu Eliasz,  rodem z miasta Tiszbe w rejonie Gilead w starożytnym Izraelu, urodzony prawie trzy tysiące lat temu, został wielkim świętym prorokiem Bożym i stał się godnym cielesnego wzniesienia na niebo na ognistym rydwanie?” I drugie zadanie: “Czy możemy stać się podobnymi do niego?”

Przecież Zbawiciel postawił przed nami właśnie taki cel, ustami świętego zwierzchniego apostoła Piotra: “Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali” (1 P 2, 9-10). I jeszcze słowo o wszystkich świętych z przeszłości: “A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas” (Hbr 11, 39-40).

Te wezwanie jest skierowane do nas. Będziemy osiągać doskonałość z pomocą tego zbawczego arsenału, który nam proponuje prawosławna Cerkiew. Będziemy zaś uczyć się na przykładach świętych! Konkretnie na przykładzie świętego proroka Eliasza.

Lekcja pierwsza: dogadzanie brzuchowi i związane z tym biedy

Żydzi z Bożą pomocą pokonali narody Kanaanu. Weszli do ziemi obiecanej, w której płynęły mleko i miód, a kiście winogron były takie soczyste i ciężkie, że jedną z nich musiało nieść na kiju kilku mężczyzn. W czasie panowania świętego proroka i króla Dawida i następującego po nim panowania jego syna Salomona (około koniec XI wieku - połowa X wieku przed Chrystusem) nastąpił złoty wiek rozkwitu religii żydowskiej, państwowości, kultury, ekonomii. W końcowym okresie panowania króla Salomona materialny rozkwit zaczyna negatywnie oddziaływać na Żydów. Zaczyna stopniowo ich pochłaniać. Pieszczenie i głaskanie własnego brzuszka prowadzi do otyłości duszy. Wśród uczt, pieniędzy i samonasładzania Żydzi już nie chcą podnieść oczu do góry, ku prawdziwemu Bogu, ale opuszczają je do dołu. I tu im, rzecz jasna, podoba się pogański kult kananejskich narodów, podsycający namiętności - kult Baala (o nim będzie mowa dalej). Naród na czele z królem Salomonem oddał się uciechom pogańskim i odstapił od prawdziwego Boga, Który ich prowadził po pustyni i tak czule, jak troskliwy ojciec, strzegł ich.

Rezultatem pogańskich kultów stał się wyniosły hedonizm, indywidualizm i egoizm, i następujące za nimi samolubstwo i niemiłość, gniew i wrogość ku bliźniemu - ku swemu bratu.

Jako następstwo, już przy synu Salomona - Roboamie (lata panowania około 928-911), u Żydów zaczyna się bratobójcza walka. Ich królestwo rozpada się na Judę i Izrael (około 928 roku przed Chr.)

Przy czym jeśli jeszcze w Judzie zachowała się wiara w prawdziwego Boga, to w Izraelu miesza się ona z pogaństwem i traci swoje uświęcenie przez Pana.

W okresie życia i działalności świętego proroka Eliasza (IX wiek przed Chr.) królestwem Izraela rządził niegodny król Achab, który dokonał czynu, wprost sprzeciwiającemu się religijnemu prawu Żydów, danemu im przez Boga w Pięcioksięgu Mojżesza. Wziął sobie za żonę kobietę Izebel z pogańskiego narodu Filistynów, wrogiego wobec Żydów. Nie dość, że była poganką z pochodzenia, to jeszcze przekonaną zwolenniczką pogaństwa - kapłanką kultu Baala. Ten kult gorliwie zaczęła ona wprowadzać w Izraelu. Religia Baala otrzymała status państwowy.

I w tym momencie do Izraelitów Pan posyła swojego wielkiego proroka Eliasza Tiszbitę.

Tutaj nasza pierwsza lekcja dobiega końca. Jaki wniosek możemy z Bożą pomocą wyciągnąć dla nas - prawosławnych chrześcijan XXI wieku?

Często płaczemy, że nam brakuje pieniędzy. Ale mamy tak wiele rozjaśnionych, ogromnych supermarketów z obfitością w witrynach, w których są kiełbasy, napitki, torciki dziesiątek rodzajów. Mamy tak wiele komputerów, iPodów, tabletów, pięknych “inteligentnych” maszyn, przynoszących ulgę i komfort w naszym bycie. Plus popkultura, kultywująca egoizm i służenie cielesnym rozkoszom - idolom naszych czasów. Rozładował się akumulator w komórce, dzień bez niej - koniec życia! I czyż i my nie staliśmy się kruchymi, wątłymi hedonistami, zaspokajającymi samolubstwo?

I kiedy przyjdzie czas wybierać między wycieńczonym, cierpiącym, odzianym we włosienicę Eliaszem a komfortową, sytą Izebel, kogo wybierzemy? Czy starczy nam sił z Bożą pomocą ukorzyć - “przyciąć” sytego siebie? I odejść na pustynię, w ascezę - ku Bogu?

Oto w czym jest hamletowskie pytanie naszych czasów!

Z przesyconego brzucha rodzi się rozpusta umysłu. Z egoizmu - nienawiść wobec swego brata. Jaki wniosek z tego wszystkiego proponuje nam święty prorok Eliasz?

Lekcja druga: walka z sobą

W dawnym kwietniku mądrości egipskich ojców-mnichów jest wypowiedź świętego Marka Ascety: “Bez skruchy serca nie można zupełnie wybawić się ze zła; serce zaś skruszeje od potrójnej wstrzemięźliwości, mianowicie: od snu, pokarmu i cielesnego pokoju”.

Prawosławny chrześcijanin ma jednego wroga - to ja sam, mój własny stary człowiek, przyrośnięty do namiętności, uciech, grzechów i wad. Z nim trzeba walczyć. Wspomnijmy słowa świętego zwierzchniego apostoła Pawła: “Ale ci, którzy są Chrystusowi, ukrzyżowali ciało z namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5, 24). W tym jest istota ascezy wszystkich świętych od starożytności do czasów najnowszych.

Życie jako bezkrwawe męczeństwo. w tym jest istota duchowego wysiłku świętego proroka Eliasza.

W proroctwach święty prorok Poprzednik i Chrzciciel Pański Jan często porównuje się ze świętym prorokiem Eliaszem. A w księdze proroka Malachiasza Jan wprost nazywany jest Eliaszem: “Oto ja poślę do was proroka Eliasza przed nastaniem dnia Pańskiego, wielkiego i strasznego. I on zwróci serca ojców ku dzieciom i serca dzieci ku ojcom ich, żebym Ja, przyszedłszy, nie poraził ziemi przekleństwem” (Ml 4, 5-6).

O tym, że Jan jest nazwany Eliaszem, świadczy i sam Pan nasz Jezus Chrystus: “Ale mówię wam, że Eliasz już przyszedł, i nie poznali go, a postąpili z nim, jak chcieli” (Mt 17, 12). Rzeczywiście, życie, charaktery, obraz i forma ascezy, służba świętych proroka Eliasza i Jana Chrzciciela są zadziwiająco podobne.

Święty prorok Eliasz faktycznie był pierwszym mnichem. On jawi się jako pierwszy starotestamentowy celibatariusz. Zachowywał surowy post. Chodził boso, w grubym płaszczu z wielbłądziej sierści, bardzo szorstkim i niewygodnym, drażniącym skórę, przypominającym włosienicę. Podobnie jak prawosławny mnich, nosił skórzany pas na biodrach, i podobnie do arcykapłana, chodził z laską w ręku - znakiem szczególnej duchowej władzy.

Jego imię Eliasz z hebrajskiego języka tłumaczy się jako “opoka Pańska” lub “moim Bogiem jest Jahwe”. Jahwe tłumaczy się jako “Istniejący” (Żywy). Pod takim imieniem objawił się Bóg świętemu prorokowi Mojżeszowi w Krzewie Gorejącym.

Nosić takie imię za czasów Achaba i Izebel było bardzo niebezpiecznie. Prawdziwa wiara była zakazana w ich państwie. Zgodnie z jedną z historycznych wersji, Eliaszowi przy narodzinach było dane inne imię. Ale podczas rozkwitu pogaństwa i prześladowań prawdziwej Cerkwi Bożej [chodzi tu oczywiście o Cerkiew Starotestamentową - przyp. tłum.] Tiszbita przyjmuje nowe imię, za które w owym czasie w państwie Izrael, być może, groziła kara śmierci. “Moim Bogiem jest Jahwe, prawdziwy Bóg Żydów” - swoje imię Eliasz niesie, jak sztandar. Za Jahwe jest gotów przecierpieć męki i pójść na śmierć. I z tym światłym znakiem on wstępuje w mrok pogański, aby oświecić naród, tonący w mroku nieprawości.

W tej lekcji z życia świętego proroka Eliasza uczymy się zdrowej wstrzemięźliwości, kiełznającej ciało i nie dającej mu, jak koniowi narowistemu i ślepemu, biec ku przepaści.

Wspomnijmy słowa Zbawiciela: “Ten zaś rodzaj wygania się tylko modlitwą i postem” (Mt 17, 21). On powiedział to o biesach.

Mądre modlitwa i post odegnają od nas diabła i przywołają w świątynie naszych serc łaskę Świętego Ducha.

Podstawą naszego serdecznego fundamentu także powinna być dewiza “Mój Bóg to Jahwe”, a w tradycji nowotestamentowej - “Mój Bóg to Ojciec, Syn i Duch Święty”. To podstawa życia i jego początek: twarda wiara prawosławna i mądra wstrzemięźliwość. One z kolei z Bożą pomocą doprowadzą do prawych uczynków. I tutaj, drodzy bracia i siostry, przechodzimy do trzeciej lekcji.

Lekcja trzecia: uczynki miłosierdzia

Za popełnione grzechy Izraelitów razem z okolicznymi narodami dosięgają nieszczęścia i kataklizmy. Zamknięte zostało niebo na trzy lata. zaczęła się straszna susza. Pustynia w ludzkich duszach i sercach stworzyła pustynię na ziemi - w świecie materialnym. Oto jaką zadziwiającą zależność widzimy między duszą ludzką i przyrodą.

Ale byli ludzie, zdolni jeszcze czuć prawdę Bożą i czynić dzieła Boże. Zbawiciel powiedział: “Zaprawdę mówię wam: wiele było wdów w Izraelu za dni Eliasza, kiedy zamknięte było niebo na trzy lata i sześć miesięcy, tak że był wielki głód na całej ziemi, i do żadnej z nich nie został posłany Eliasz, a tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej” (Łk 4, 15-26).

W kobiecie, całkiem prawdopodobnie Kananejce-pogance (żyła w syrofenicyjskim mieście Sarepta Sydońska na brzegu Morza Śródziemnego), Pan ujrzał miłosierne i kochające bliźnich serce. Dlatego Eliasz był posłany właśnie do niej. Nie poszedł samowolnie. Święty prorok poddaje ją próbie. Ona dzieli się z nim ostatnim kęsem chleba - wszystkim, co miała na wykarmienie siebie i dziecka.

Spróbujmy popatrzeć w głąb serca kobiety: ona rozumie, że to ostatni pokarm, bez niego - jej i dzieciom grozi śmierć głodowa. Ale znajduje w sobie siły nakarmić także cierpiącego bliźniego, oddawszy mu ostatni grosz. I za to Pan przez Swego proroka nagradza ją obfitymi darami. Ona i dzieci więcej nie zaznali głodu. Po modlitwie Eliasza w domu wdowy nigdy nie brakowało chleba. Oni przeżyli w tym okresie głodu. I mało tego - łaską Bożą święty prorok wskrzesza po pewnym czasie syna wdowy z Sarepty.

I oto lekcja dla nas wszystkich: kochające i miłosierne serce, które wylewa swoją miłość w dobrych uczynkach wobec bliźnich - wszystkich ludzi, przyciąga do siebie łaskę Bożą i zmartwychwstaje w Chrystusie. I to jest prawda na wsze czasy.

Lekcja czwarta: Pan zawsze wie, co robi, i wszystko, co się dzieje z nami, On przemienia dla naszego dobra

I tak, w IX wieku przed Chrystusem oficjalną religią królestwa izraelskiego był kult Baala. Wyznawcy prawdziwej wiary w Boga byli prześladowani.

Słowo “Baal” ma semickie korzenie. Tłumaczy się je jako “gospodarz” lub “pan”. Tego idola czcili poganie Kanaanu, Fenicji, Syrii. W różnych czasach i u różnych narodów był on bogiem to słońca, to urodzaju, to wody, to gromu. Centrum danego kultu było w śródziemnomorskim fenickim mieście Tyrze. z pomocą Izebel religia rozprzestrzeniła się także w królestwie Izraela.

Kult Baala był bardzo okrutny i rozwiązły. Na przykład, ponieważ Baal był uważany za boga-twórcę płodów, rodzącym Wszechświat, to podstawą pseudoreligijnego obrzędu ku jego czci były namiętne orgie. W ich czasie kapłani kultu w ekstazie ranili swoje ciało, przeważnie na nadgarstkach i dłoniach.

Pismo Święte Starego Testamentu mówi o tym, że Baalowi przynoszono ludzkie ofiary: zabijano własne dzieci, palono je w ogniu. W księdze proroka Jeremiasza czytamy: “Tak mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: oto Ja sprowadzę nieszczęście na to miejsce… za to, że oni… zbudowali wyżyny Baalowi, czego Ja nie nakazałem i nie mówiłem, i co na myśli Mi nie przychodziło” (19, 3-5).

Oto z jakim horrorem z Bożą pomocą walczył prorok Eliasz! Z horrorem, podniesionym do rangi państwowego prawa. Ale Bóg nigdy nie bywa znieważony.

Król Achab mimo wszystko miał w głębi serca bojaźń Bożą, podobnie jak Herod, który także miał niegodziwą żonę, ale pobożniał przed świętym Janem Chrzcicielem, Achab także pobożniał przed świętym prorokiem Eliaszem. Król i jego naród, otumanieni, zbici z drogi, już nie wiedzieli, gdzie jest prawda, ale chcieli ją odnaleźć. Dlatego z rozkazu króla urządzono swego rodzaju religijną rywalizację między Eliaszem i kapłanami Baala. Postanowiono: na który ołtarz zejdzie ogień z nieba i spali ofiarę - ta religia jest prawdziwa. Na górze Karmel zebrał się cały naród izraelski. I miłosierny Pan kolejny raz użalił się nad nieszczęśliwymi, zbitymi z drogi ludźmi. Oczywiście, jakkolwiek nie staraliby się kapłani Baala przywołać niebiański ogień, nic im się nie udawało.

Bezwarunkowa wiara świętego proroka Eliasza - czysta, dziecięca i płomienna! Kazał polewać swój ołtarz wodą, tak że rów wokół niego napełnił się nią. I mimo wszystko Boski ogień spadł i spalił ofiarę proroka. Prawdziwa wiara zatriumfowała w Izraelu! Ludzie uwierzyli i nawrócili się do Pana.

Nam się wydaje, że takie straszne “baalowe” pogaństwo jest dalekie od nas, że ono - głęboko i bez śladu - wpadło w przeszłość. Ale to nie tak. Popatrzcie, jakim masowym zjawiskiem w naszym kraju i na całym świecie stały się aborcje. Przecież to uprawomocnione zabójstwo. Ojcowie i matki przynoszą ofiarę bożkowi nierządu i namiętności, zabijając własne, jeszcze nie narodzone, ale już żywe dzieci.

Pytanie: w czym społeczeństwo, które uprawomocniło podobne straszne zjawisko aborcji, jest lepsze od ofiar przynoszonych Baalowi? Odpowiedź: zapewne w niczym.

Ale porozmawiajmy o czymś innym. W czym była podstawa ofiary Eliasza? W bezwarunkowej wierze swojemu Bogu, w wierze, że On przyjdzie, pomoże i zbawi.

Tak i my powinniśmy postępować. Nie rozpaczać w żadnej sytuacji, ale rozumieć, że Pan nas w życiu, jak Swoje dzieciątka, niesie na rękach. I jeśli będziemy modlić się - wzywać Go, to On obowiązkowo pomoże. Ile by wody na nasz duchowy ołtarz nie lały cierpienia, choroby, smutki i nieszczęścia, jeśli będziemy modlić się do Najwyższego i mieć nadzieję na Niego, niebiański ogień zejdzie i ogrzeje nas swoim ciepłem.

Lekcja piąta: życie - to walka z grzechem do samej śmierci, ale wewnątrz tej walki - radość i pociecha Pańska

Po odrodzeniu prawdziwej wiary w królestwie izraelskim naród znowu wpada w pogaństwo. I Izebel znowu staje się silna. Jak powiedział święty biskup Jan Złotousty w dziele “Słowo na dzień ścięcia głowy świętego Poprzednika Pańskiego Jana”: “Wydaje mi się, że pod niebem nie ma takiej bestii, która byłaby podobna tej niewieście”. I oto ta zła kobieta Izebel szukała okazji do zabicia proroka Bożego. On zmuszony był uciekać na południe Izraela do Beer Szeby. Tutaj święty ma atak zwątpienia, do tego stopnia, że prosi Pana o śmierć. Eliaszowi wydaje się, że Izraelici nie mają już szans na poprawę. Oni ostatecznie zakorzenili się w źle pogaństwa. Eliasz skarży się Bogu: “Bo synowie Izraela porzucili przymierze Twoje, zniszczyli ołtarze Twoje i proroków Twoich zabili mieczem, pozostałem ja jeden, ale i mojej duszy szukają, aby ją odebrać” (2 Krl 19, 14).

Ale Pan objawia się mu w łagodnym powiewie wiatru i pociesza świętego. On mówi o tym, że zachowało się jeszcze dobre ziarno w narodzie izraelskim: siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolan przed Baalem. I do nich należy iść i prowadzić ich ku prawdziwemu Bogu.

Eliasz powstał duchowo. Powrócił do Izraela i kontynuował swoją służbę prorocką.

Tak często bywa i z nami. Padamy pod ciężarem życiowych okoliczności, jesteśmy przygnębieni, narzekamy. Nam się wydaje, że życie zapędziło nas w kąt. Ale to nie tak. W smutkach i żalach, które czynią pokorną naszą duszę, pyszną i namiętną, nam w powiewie cichego i delikatnego wiatru jawi się Pan. Przecież “ten, kto przecierpi do końca, zbawi się” (Mt 24, 13) i “siła moja dokonuje się w niemocy” (2 Kor 12, 9).

Oby tylko nasze dusze nie przemieniły się w Izebel, nie roztyły się i nie zokrutniały, nie stwardniały w upartości podążania za namiętnościami i złem do końca.

Zakończenie, czyli lekcja szósta: rydwan Eliasza jest przygotowany i dla nas

Zgodnie z Pismem Świętym i Tradycją, święty prorok Eliasz - to jeden z trzech świętych, którzy byli wzięci do nieba cieleśnie jeszcze za życia. Dwaj inni - to święty praojciec Enoch i apostoł i ewangelista Jan Teolog. Po swoim Zaśnięciu cieleśnie wzięta na niebo została także Przenajświętsza Bogurodzica.

Często wszystko wydaje się nam całkowicie nieosiągalne. Ale to nie tak. Święty Epifaniusz Cypryjski pisze: “Kiedy urodził się Eliasz, jego ojciec Sowach widział w wizji, że szlachetni mężowie pozdrawiali go, powijali go ogniem i karmili płomieniem ognia”.

Ale przecież także i nas powijali w Świętym Chrzcie aniołowie, i łaska Ducha Świętego karmiła nas płomieniem ognia przy przyjmowaniu Ciała i Krwi Chrystusowych.

I czym jest Zmartwychwstanie Chrystusa, jak nie ognistym rydwanem Eliasza, wznoszącym każdego z nas na niebo - do raju?

Naszym zaś zadaniem jest iść ku niej całe życie, poprzez życie, mając w sercu główne centrum naszej wewnętrznej struktury - Boga. I faktycznie każdy z nas powinien być Eliaszem w etymologicznym i duchowym sensie. Każdy z nas powinien mieć napisane w sercu: “Mój Bóg - Bóg Prawdziwy - Święta Trójca”.

I wtedy, prędzej czy później, przed cierpliwą, kochającą i wierną duszą rozstąpi się Jordan życia, i staniemy się godni odnaleźć swój ognisty rydwan, zaprzęgnięte konie, gotowe wwieźć nas do Królestwa Niebieskiego - do jaśniejącego i pięknego górnego miasta Jeruzalem!

ks. Andrej Cziżenko

za: pravoslavie.ru