cerkiew.pl

Przyjaciele Boga: Starzec Emilian z Simonopetry

Piotr Sterlingow, 02 sierpnia 2019

Ojciec Emilian urodził się w 1934 roku w mieście Nikea w Attyce. Jego rodzice cechowali się wielką pobożnością, u schyłku życia przyjęli postrzyżyny mnisze. Dziadek Starca był absolwentem Szkoły Teologicznej na wyspie Halki. Już w wieku 10 lat mały Aleksander, takie było świeckie imię Starca, zajmował się lekturą Pisma Świętego i Synaksarionu.

Od dziecka chciał poświęcić swoje życie Bogu. Po ukończeniu studiów zapragnął przyjąć święcenia kapłańskie i zostać misjonarzem. Chciał przygotować się do tej posługi w jakimś monasterze. W związku z tym udał się do Metropolity Trikali i Stagi Dionizego. Biskup ten niezwykle lubił mnichów i życie monastyczne. W 1960 roku Aleksander przyjął z jego rąk postrzyżyny mnisze z imieniem Emilian. Pierwsze miesiące swego mniszego życia spędził w Monasterze Świętego Wisariona nieopodal Trikali. Oddawał się tam ascezie, z gorliwością szukając Boga, który po pewnym czasie wysłuchał jego prośby i pokazał mu „drogi życia”. Po tym wydarzeniu ojciec Emilian zapragnął życia mniszego z całego serca. W 1961 roku został przełożonym Monasteru Przemienienia Pańskiego na Meteorach. Zajmował się tam modlitwą, całonocnymi czuwaniami, lekturą dzieł Świętych Ojców. W 1962 roku Metropolita Dionizy mianował go spowiednikiem i kaznodzieją. W 1963 roku w Monasterze ze Starcem zamieszkali pierwsi mnisi. W 1968 roku Starzec udzielił postrzyżyn mniszych kilku nowicjuszom, tworząc w ten sposób fundamenty nowego bractwa. Już wtedy wybrał on swojego następcę - ojca Elizeusza, obecnego przełożonego Monasteru Simonopetra, który był wtedy uczniem gimnazjum.

W 1973 roku bractwo Monasteru Przemienienia Pańskiego, pragnąc uciec od zgiełku i turystów, udało się na Świętą Górę Atos i zamieszkało w Monasterze Simonopetra. W tym samym roku ojciec Emilian został wybrany na przełożonego Monasteru. Będąc przełożonym wiele sił poświęcał kultywowaniu prawosławnej tradycji monastycznej, zgodnej z nauczaniem Świętych Ojców. Wiele uwagi miał dla zagranicznych gości, wyznawców innych religii, niektórym z nich udzielił Sakramentu Chrztu i postrzyżyn mniszych. Dzięki staraniom Starca w Grecji i w Zachodniej Europie zostały otwarte metochiony (filie) Monasteru Simonopetra.

W 1995 roku ciężka choroba zmusiła Starca do stopniowego oddalania się od posługi przełożonego. W 2000 roku powierzył swoje obowiązki ojcu Elizeuszowi i zamieszkał w Metochionie Monasteru Simonopetra w Ormilii, gdzie przez 19 lat cierpliwie znosił chorobę. Gdy ojciec Elizeusz martwił się przejmując obowiązki przełożonego, Starzec powiedział mu: „Nie bójcie się, będę gdzie indziej, ale będę was obserwował”. Jak wspominają jego duchowe dzieci, do końca swoich dni pomagał im, mimo tego, że znajdował się w bardzo ciężkim stanie. Podczas pobytu Starca w Ormilii siostry z tego Monasteru zebrały część jego archiwalnych homilii i wydały je w kilku tomach.

9 maja 2019 roku w godzinach porannych Starzec oddał swoją duszę Bogu, Którego żywą obecność odczuwał przez całe swoje życie.

Fragment homilii o Archimandrycie Emilianie, wygłoszonej przez ojca Elizeusza na początku 2019 roku

„[…] To był zewnętrzny obraz Starca Emiliana. Przejdźmy teraz do jego rzeczywistych narodzin.

Pewien mnich, który napisał wspomnienia, woła nas,  abyśmy zobaczyli w nich pewnego człowieka, który nie jest usatysfakcjonowany doczesnym życiem. Próbuje on wyjść poza granice czasu i przestrzeni, pragnie znaleźć inne życie, chce zaspokoić głód i pragnienie, które odczuwa w najgłębszych zakamarkach swojej duszy. Pragnie znaleźć życie, które - jak sam mówił - „jest warte życia”. Życie warte człowieka upiększonego rozumem i żywą duszą.

Mnich ten woła nas, abyśmy zobaczyli człowieka zakochanego w Bogu, który poświęca wszystko co ma,  aby zobaczyć oblicze, które pokochał. Zaczyna on wołać ukochaną osobę (Chrystusa), który przez jakiś czas pozostaje w ukryciu. Starzec woła Go, aby pokazał mu się i aby mogli rozpocząć dialog. Od wielu prób, od wołania, od krzyków zaczyna odczuwać wyczerpanie. W tym momencie, pośród wielkich, ascetycznych zmagań słyszy on pierwszy szept:

-Uspokój się, jestem tutaj, nie musisz mnie szukać i głośno krzyczeć.
Uspokaja się, cisza idąca w parze z pewnego rodzaju ciepłą miłością pochłania go. Podczas tego mistycznego wydarzenia Starzec odczuwa coś po raz pierwszy. Odczuwa, że ktoś podchodzi do niego z tyłu, zasłania mu oczy i tajemniczo pyta go:
-Zgadnij kim jestem?
-Kim możesz być? Może jesteś ….? A może…..?
-Nie!
-Może jesteś moim Bogiem?
-Tak, to ja! -odpowiada ukryta osoba.
Odsłania mu oczy, staje przed nim, obejmuje go.
-Ty jesteś moim Bogiem, którego szukam tyle czasu?
-Tak, to ja. Nie poznajesz mnie? Tyle czasu mnie wołasz a teraz pytasz kim jestem?

Po tym, gdy przyjaciel znowu zniknął, pozostał zaskoczony przez dłuższy czas. Zobaczył po raz pierwszy Tego, którego pokochała jego dusza. Zobaczył Go. W jaki sposób? On to wie. Zobaczył. Co zobaczył? Zobaczył najjaśniejsze światło. Gdy znowu pozostał sam, jego odczucie zmieniło się. Zaczęło się, coś, czego nie wyobrażał sobie nigdy. Co więc się stało? Światło pozwoliło mu zobaczyć samego siebie, czy tego chciał czy nie. Pozwoliło mu zobaczyć jego wnętrze. Po najjaśniejszym widoku światła ujrzał najciemniejszy widok, widok samego siebie. Widział to wyraźnie w świetle. Nie wiedział o tym. Myślał o sobie tak, jak każdy z nas. Myślał, że jest duchowym człowiekiem, wyższym od innych. Teraz widzi prawdę. Oszukał samego siebie. Nie może znieść tej prawdy. Nie może jej zaakceptować. Wszyscy mówimy, że jesteśmy grzeszni. Ale w środku coś mówi nam, że jesteśmy kimś. Mamy jakieś charyzmaty. Jesteśmy zdolni. Jesteśmy jednym, jesteśmy drugim. Ale w głębi mamy tę słabość, mamy mrok.

Starzec płacze i cierpi. Jednocześnie wspomina ukochanego przyjaciela, który po pewnym czasie zwraca się do niego z mistycznymi wyzwaniami:
-Jeśli pragniesz mojej przyjaźni, musisz przyznać, że nie masz nic. Jeśli to zaakceptujesz, wypełnię cię wszelkimi dobrami i usunę wszelkie zło.

Właśnie z tego, bracia i siostry, zaczyna się prawdziwe pokajanie, prawdziwe poznanie samego siebie.

-Jeśli nie zaakceptujesz tego, że nie masz nic i powiesz, że jesteś kimś, pozostaniesz w takim stanie,  w jakim się znajdujesz. Jeśli zdecydujesz się nie zaakceptować prawdy o sobie i ukryć ją, odejdę.

Z wysiłkiem powiedział „tak”. Łaska wróciła. W pokornej duszy zamieszkał Ukochany. Światło znowu zajaśniało i oświeciło najgłębsze zakamarki jego duszy. Z radością i dobrym zamiarem oddał całego siebie Chrystusowi.”

Cytaty z homilii Starca
„Zastanówmy się, dlaczego szukając Chrystusa odpędzamy od siebie drugiego człowieka? Dlatego, że uważamy, iż Chrystus nas szanuje i mamy Go do swojej dyspozycji, podczas gdy nasz bliźni ma usta, uszy, poglądy, opinie, potrzeby, namiętności, słabości, wymagania, jednym słowem wszystko, co może pozbawić nasze „ja” zwierzchności. Boimy się tego. Zamykamy drzwi naszego „ja”, męczymy się, przeżywamy, martwimy się i łączymy istnienie naszego „ja” z pewnym osobistym, negatywnym stosunkiem do otaczającego nas świata. Rezultat - natychmiastowa utrata związku z Chrystusem.
Kiedy odnosimy się do bliźniego jak do człowieka, którego kochamy, żyjemy dla niego, ofiarujemy się, staramy się go zrozumieć, patrzymy czego potrzebuje, po jednym spojrzeniu poznajemy jego potrzeby i pragnienia oraz spieszymy się aby je spełnić, wtedy stopniowo zaczynamy odczuwać obecność Chrystusa, obecność Boga.”

***

„Postępujcie z innymi tak, aby szczycili się wami, aby was kochali, aby podskakiwali z radości na wasz widok. Wszyscy ludzie doświadczają bólu, chorób, trudności związanych ze swoim domem, z ciałem, z duszą. Każdy ukrywa ten ból w sobie, w swoim sercu, w swoim domu, tak aby inni o tym nie widzieli. Ze względu na to nie wiem, jaki ból masz w sobie ty, a ty nie wiesz, jaki ból mam w sobie ja. Mogę śmiać się, krzyczeć, bawić się, ale w głębi odczuwam ból, śmieję się i krzyczę aby zakryć swój smutek. Dlatego na początek daj innemu człowiekowi jeden uśmiech.”

***

„Gdy ktoś zajmuje się osądzaniem, łaska Boża odchodzi. Ze względu na to nie osądzajmy naszego bliźniego, nie mieszajmy się w jego życie, nie krytykujmy go za nic, ponieważ dla nas jest świętym. Wczoraj jednak zgrzeszył z pewną kobietą. Ale nas nie interesuje to, co zrobił, dla nas pozostaje świętym. Skąd wiemy, czy od wczoraj nie pokajał się, czy nie płakał? Skąd wiemy, czy nie był pijany i zrobił to nieświadomie?
Nieosądzanie i niemieszanie się w życie innych jest murem obronnym „świadomie walczących”. Wiedza ta jest niezbędna. Jeśli jej nie posiadasz, nie zrobisz nic, nie możesz mieć nawet Boga.
Kiedy osądzasz bliźniego, krytykujesz go, wchodzisz w jego życie ze swoimi poglądami, zamiarami, wymaganiami, słowami, radami, wtedy burzysz nieświadomie swój mur obronny i stajesz się bezbronny, wystawiony na strzały przebiegłych demonów.”

***

"Wszystkie codzienne wydarzenia z naszego życia mogą wejść do Królestwa Bożego, mogą stać się mostem, który będzie nas do niego prowadził. Wszystko może wyrażać naszą miłość do Boga! Miłość do żony, ofiarność wobec dzieci, twój codzienny trud, ból, wysiłek, twoje łzy, wszystkie gorycze twojego życia, wszystko to wrzucasz do królestwa niebieskiego. Wszystko to uświęca Bóg i daje ci siłę na cały tydzień. Wszystko to ma jakieś miejsce i jakąś wartość w oczach Chrystusa, wystarczy tylko nie zapominać, że nasz cel, że nasza meta to Królestwo Boże, niech pragnie tego nasza dusza. Naszym celem jest Bóg. Nasza ojczyzna to niebo. To właśnie mamy na myśli kiedy mówimy „Amen” - Tak, mój niebiański Ojcze, przyjmuję wszystko to, co mówisz, zacząłem swoją podróż, wszedłem na drogę, która doprowadzi mnie do nieba. Nie zatrzymam się, póki nie dotrę tam, gdzie jesteś Ty.”

źródło:
Pemptousia.gr

 
Przyjaciele Boga: Święty Porfiriusz Kawsokaliwita
Przyjaciele Boga: Święty Porfiriusz Kawsokaliwita

Przyjaciele Boga: Święty Porfiriusz Kawsokaliwita

Sylwetki współczesnych świętych i starców, kontynuatorów tradycji Świętych Ojców.

Przyjaciele Boga: Święty Mikołaj Planas

Przyjaciele Boga: Święty Mikołaj Planas

Sylwetki współczesnych świętych i starców, kontynuatorów tradycji Świętych Ojców.