cerkiew.pl

Uświęceni Liturgią

tłum. Gabriel Szymczak, 17 sierpnia 2019

Gdy dotarłeś na daleką północ, gdzie zanieczyszczenie światłem nie jest tak silne jak w mieście, spójrz w niebo na wszystkie gwiazdy, które błyszczą na niebie. Każda z tych gwiazd waży miliony ton, ale wydaje się, że unoszą się tam w pustej przestrzeni, miliardy mil od siebie. To, jak to się dzieje, jest tajemnicą, ale próbując to wyjaśnić, naukowcy mówią nam, że każda gwiazda we wszechświecie odpycha się od innej… prawie tak, jakby istniała niewidzialna nić, która spina je wszystkie razem.

To fascynująca tajemnica wszechświata, którą można rozważać, ale moje dzisiejsze słowa nie mają na celu wyjaśnienia teorii prawa powszechnej grawitacji Newtona. Zamiast tego chciałem porozmawiać o mikro-wersji tego zjawiska, które istnieje tutaj, w naszym zakątku świata. Bóg obdarzył gwiazdy olbrzymią mocą, trzymającą je razem i podobną moc dał ludzkości… taką moc, która ma trzymać każdego z nas w naszym życiu… moc miłości.

Zostaliśmy stworzeni, aby kochać Boga miłością doskonałą i doskonałą miłością kochać również siebie nawzajem. Jednak w przeciwieństwie do gwiazd na niebie, miłość, która nas wszystkich łączy, została zniekształcona wskutek naszych własnych win. Z czasem nauczyliśmy się kochać rzeczy, których powinniśmy nienawidzić i nienawidzić rzeczy, które powinniśmy kochać.

Biskup Augoustinos z Grecji, w swojej refleksji nad jednym z fragmentów listów apostolskich, w książce „Iskry od Apostołów”, opowiada nam historię kapłana z greckiej wioski, który w niedzielę rano poszedł na dzwonnicę i zaczął dzwonić, wzywając na rozpoczęcie godzin i Boskiej Liturgii. Kiedy skończył, zobaczył 3 duże autobusy wycieczkowe pełne parafian, jadące w przeciwnym kierunku na wielki mecz piłki nożnej, który odbywał się kilka mil od wioski. Cerkiew podczas Boskiej Liturgii w tę niedzielę była prawie całkowicie pusta, z wyjątkiem kilku wiernych, którzy pozostali.
Po zakończeniu meczu autobusy wycieczkowe wróciły do wioski, a kobiety i mężczyźni szlochali, ponieważ ich drużyna przegrała. Co gorsza, zaczęli szydzić z biednego kapłana, który rano odmówił pójścia z nimi, aby pobłogosławić drużynę!

To tylko mały przykład zniekształcenia miłości, istniejącego w świecie, w którym żyjemy! Uwielbiamy „konsumować” sport i inne rozrywki, czyniąc z nich centralny punkt naszego życia! Dzień po dniu, jesteśmy programowani, by wierzyć w miłość do pieniędzy. Dążymy do publicznego rozgłosu i popularności. Ale dokąd prowadzą nas te rzeczy, w które wkładamy większość naszego czasu i energii?
Co wynika z posiadania najładniejszego domu? Jaką wieczną nagrodę otrzymamy za najwięcej twitterowych zwolenników lub polubień na Instagramie? Czy zwycięstwo w meczu piłkarskim da nam wieczną radość?

W wielkim schemacie istnienia te rzeczy są bez znaczenia ... a jednak wkładamy w nie tyle energii i uwagi! Nasze priorytety są nietrafione! Nasza miłość jest stale źle ukierunkowywana, nie lokujemy jej tam, gdzie powinna być!

Cerkiew przypomina nam o Wszystkich Świętych, o tym, że wszyscy potrzebujemy tego, gdzie w tym życiu leży prawdziwe zwycięstwo. Czcimy i wspominamy naszych duchowych bohaterów ze swoistej "ściany chwały" Cerkwi, znanych i nieznanych, którzy zrozumieli uniwersalną prawdę: „Największym zwycięstwem, jakie możemy osiągnąć w tym życiu ... jest pokonanie samego siebie”.

Myśl, która czasami przenika nasze umysły, gdy myślimy o Świętych i która jest całkowicie fałszywa, to: „Zbyt trudno zostać świętym w dzisiejszym świecie”. Często wpadamy w pułapkę przekonania, że w jakiś sposób święci zrobieni są z innej gliny niż my. Ale im więcej czytamy o ich życiu, tym bardziej rozumiemy, że ci zwycięzcy są tacy jak ty i ja, pod każdym względem! Były to zwykłe kobiety, mężczyźni, chłopcy, dziewczęta, a nawet małe dzieci, które nauczyły się widzieć swoje życie w duchowej perspektywie Kościoła.

Moi umiłowani, nie jest trudno zostać świętym. Nie musimy być geniuszami techniki kosmicznej, znawcami prawa uniwersalnego ciążenia Newtona, aby radośnie wejść w komunię z Bogiem. Znajdujemy się każdego dnia w dosłownej „fabryce świętych”, w której jesteśmy formowani, kształtowani w mężczyzn, kobiety i dzieci, uczące się przeznaczać całe swoje życie dla Boga.

Za każdym razem, gdy przychodzimy na Liturgię, czujemy prawdziwy smak świętości, ponieważ kiedy uczestniczymy w Ciele i Krwi samego Boga, wszyscy, przynajmniej przez ułamek sekundy, stajemy się ŻYJĄCYMI ŚWIĘTYMI. Nasza komunia ze Stwórcą staje się kompletna i pełna, aż do chwili, gdy odwracamy się od Kielicha, pozwalamy naszemu umysłowi odejść od tajemnicy, w której właśnie wzięliśmy udział, i zaczynamy myśleć o czymś innym.

Podróż do świętości, zwycięstwo nad samym sobą, właściwe ukierunkowanie naszej miłości do Boga, zaczyna się dla nas wszystkich na Chrzcie Świętym, a ogromnym skokiem do przodu jest każda Liturgia. Dlatego w niej uczestniczymy. Przychodzimy, aby podczas niej poczuć smak nieśmiertelności. To od nas zależy, jak długo ten smak trwa oraz to, co robimy z daną nam przez Boga świętością po naszym wyjściu z cerkwi. Czy pozwolimy, aby zwyciężyła w nas Eucharystia, czy pozwolimy jej przeniknąć resztę naszego życia? Czy też uznamy naszą jedność z Bogiem za pewnik i dlatego zaczniemy okazywać naszą miłość czemuś innemu?

Bracia i siostry w Chrystusie, zacznijmy jak najszybciej. Kiedy podczas najbliższej Liturgii otrzymacie Eucharystię, odwróćcie się i starajcie się zachować swój święty spokój tak długo, jak to tylko możliwe. Czytałem w opowieściach o życiu Świętych Ojców, że po rozesłaniu po Boskiej Liturgii często jakiś mnich lub pustelnik przez wiele godzin stał w cerkwi, jaśniejąc niewiarygodnym blaskiem, nie do opisania. Inni mnisi wiedzieli, że nie należy ich rozpraszać ani zbliżać się do nich - po prostu przechodzili obok, czyniąc znak krzyża, mając nadzieję na dotyk Łaski, którą ci byli w stanie utrzymać w sobie.

Wykorzystajcie przykład świętych mężczyzn i kobiet… wszystkich świętych, którzy byli przed nami. Przeczytajcie, co mieli do powiedzenia na temat zwycięstwa! Ale co najważniejsze, proście ich o modlitwę i o ich miłość, ponieważ wszyscy staramy się wejść w komunię ze Świętymi, nie tylko na kilka minut, ale na całą wieczność.


O. Gabriel Bilas

za: St. Mary Magdalene Orthodox Church