cerkiew.pl

Życie w prawdziwym świecie - i życie prawdziwe

tłum. Gabriel Szymczak, 22 lipca 2019

Nic nie istnieje tak po prostu, w ogóle. Jeśli coś jest piękne lub dobre, manifestuje się w określony sposób w określonym czasie, tak abyśmy mogli to poznać. I to jest nasze prawdziwe życie. Życie przeżywane w „uogólniony” sposób wcale nie jest życiem, a jedynie fantazją. Ta fantazja jest jednak coraz bardziej tym, co większość ludzi myśli lub opisuje jako „prawdziwy świat”.

Mnich mieszka w monasterze. Wstaje wcześnie rano i modli się. Koncentruje swój umysł w swoim sercu i przebywa w obecności Boga. Modli się za tych, którzy o to poprosili. Będzie jadł i szedł do pracy, którą mu przydzielono. I tak biegnie dzień jego życia. Pracuje. Modli się.

Ktoś powie: „Ale co on wie o prawdziwym świecie?” Co jednak ta osoba ma na myśli? Przecież mnich stąpa po ziemi. Oddycha tym samym powietrzem, co my. Je, tak jak my i śpi, tak jak my. W jaki sposób jego świat jest mniej realny niż świat kogokolwiek innego na tej planecie?

Człowiek mieszka w mieście. Budzi się rano, włącza telewizor, gdy przygotowuje się do spędzenia dnia. Wybiega przez drzwi (bo jest spóźniony). Wsiada do samochodu, słucha wiadomości w radiu, wykonuje kilka telefonów. Dociera do pracy i w każdej minucie robi coś, co uważa za „pracę”, spędza czas sprawdzając swój e-mail, szybko przeglądając Facebooka i może sprawdzając wiadomości. Podczas lunchu wdaje się w kłótnię o to, co powinno być zrobione gdzieś na świecie i kto powinien to zrobić. Zły i rozkojarzony, jest sfrustrowany sobą, ponieważ przysiągł, że nie będzie się dzisiaj wdawać w spór. Wraca do pracy, do tej samej rutyny. Po pracy idzie do baru, wypija kilka drinków i postanawia zostać i obejrzeć jakiś mecz. Wraca do domu późno i idzie do łóżka.

Kto żyje w prawdziwym świecie? Życie człowieka z miasta jest „prawdziwe”, naprawdę się dzieje. Ale wszystko, co się dzieje, rozprasza go. Nigdy nie zauważa, że oddycha, chyba że straci oddech. Połyka jedzenie jak najszybciej. Nawet piwa, które wypija w barze, są tak samo dla upicia się, jak dla smaku.
Jeśli człowiek powstrzymywałby się od tych rzeczy, jego przyjaciele mogliby z niego kpić: „Kim ty jesteś? Jakimś mnichem?”

Jaka jest „rzeczywistość”, w której powinniśmy żyć?
Coraz częściej współczesny świat żyje w roztargnieniu. Ale ze względu na dominację mediów społecznościowych, „roztargnienie” jest traktowane jako „rzeczywistość”. Codzienna, czasem nieprzerwana koncentracja na tej roztargnionej „rzeczywistości”, tworzy nawyk serca. Jeśli ktoś zostaje odcięty od mediów społecznościowych, doświadcza uczucia izolacji i osamotnienia. Oczywiście trzy dni bez mediów niczego nie zmieniają. Moje skupienie na roztargnieniu wcale nie jest tym samym, co skupienie na świecie jako takim. Niezależnie od tego, jaka może być rzeczywistość, zdecydowanie nie są to zniekształcone migawki, prezentowane na naszym kanale informacyjnym.

Doświadczenie „rzeczywistości” generowanej przez media ma charakter „rzeczy w ogóle”. Nawyki, które tworzą się w nas, gdy zwracamy uwagę na tę abstrakcję, są same w sobie niejasne i źle zdefiniowane. „Dbamy” o coś, ale nie możemy z tym zrobić nic szczególnego. Przez długi czas jesteśmy źli na rzeczy, które zniknęły z naszego życia. Nasza uwaga staje się raczej pasywną reakcją, a nie ukierunkowanym ruchem duszy. Nasze życie w dużej mierze staje się doświadczeniem manipulacji – tyle tylko, że to my sami podlegamy tej manipulacji.

Przeciwstawne temu jest życie cnoty chrześcijańskiej. Nic dziwnego, że frustracja towarzyszy naszym wysiłkom na rzecz zdobycia cnót. Dusza, której nawyki kształtują się w roztargnionym świecie nowoczesności, nie może nagle przełączyć się i ćwiczyć modlitwę serca. Siedzimy nieruchomo i próbujemy się modlić, a nasza uwaga wędruje. I nic dziwnego, że ona wędruje. Została przeszkolona, aby być pasywną i śledzić strumień mediów. W ciszy duszy nie ma strumienia mediów, a nasza uwaga czuje się zagubiona i pusta.

To jest uzasadnienie życia mnicha. Żyje tak, jak żyje, aby zwracać uwagę na rzeczywistość - widzieć, słyszeć, smakować i dotykać tego, co prawdziwe i pod ręką. Nie różni się tak bardzo od większości ludzkich istnień sprzed 200 lat, sprzed powstania kultury masowej. I to jest prawdziwe. Głęboko prawdziwe. Jest to także podstawą życia sakramentalnego. Bóg daje nam samego Siebie, Swoją życiodajną łaskę, w bardzo konkretny i szczególny sposób. Powód jest prosty - zostaliśmy stworzeni do życia w konkretny i szczególny sposób. Życie w abstrakcji jest obce życiu w łasce. Nie ma sakramentu abstrakcyjnego, niejasnego lub ogólnego. Jedyna Obecność to prawdziwa obecność.
Jeśli chcemy się modlić, będziemy musieli żyć tak, jak się modlimy. Nie możemy żyć abstrakcyjnie i nagle zaistnieć w rzeczywistości. Nie możemy „dbać”, a następnie przejść do miłości. „Żyć” jest aktywnym czasownikiem. Pasje doświadczenia masowego są czymś innym.

Żyj. Kochaj. Jedz. Oddychaj. Módl się.

O. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

Fotografia: Aleksander Wasyluk / orthphoto.net /