cerkiew.pl

Obojętność a większy wysiłek

tłum. Gabriel Szymczak, 09 lipca 2019

W moim poście Odnajdując pokój pomimo grzesznych myśli, mówiłem o walce prowadzonej o to, by zaakceptować konieczność jej prowadzenia, o pozostaniu w pokoju pomimo nieustannie towarzyszącej nam grzesznej myśli. Porównałem tę walkę do wojny, którą w moim ogrodzie toczę z powojem.

Jeden z czytelników tego artykułu napisał poniższy komentarz i pomyślałem, że podzielę się swoją odpowiedzią ze wszystkimi. Oto komentarz:

Dziękuję, Ojcze. Jednym z moich problemów jest to, że gdy mam do czynienia z własnymi „chwastami”, myślę, że nie jestem z ich powodu wystarczająco zdenerwowany. Rozumiem, że jestem bałaganem, a Bóg i tak mnie kocha i przebacza, więc nie przejmuję się tym i nie ruszam dalej, i nie staram się być choć trochę lepszy. Wydaje się, że jest to w porządku, ale później czuję, że gdybym się zdenerwował, to starałbym się być lepszy. Sądzę, iż wiedza, że Jego miłość jest tak silna, nie powoduje we mnie mocnej potrzeby poprawy, pozostawiając mnie w poczuciu obojętności. Rozpacz nie jest dobra, ale obojętność także nie jest dobra. Co Ojciec myśli?

A oto moja odpowiedź:
Obojętność z pewnością nie jest dobra, ale wiele zależy od tego, wobec czego się ją czuje. Obojętność wobec destrukcyjnego zachowania z pewnością nie jest dobra; jednak bycie obojętnym - w sensie pogardy - wobec powtarzającej się grzesznej myśli może rzeczywiście być jedną z użytecznych strategii przeciwko niej.

Słowa „bardziej starać się być lepszym” również mnie niepokoją. Z pewnością wszyscy musimy robić co w naszej mocy, aby czynić dobro. Jednak jedną z podstawowych nauk chrześcijańskich jest to, że nie mogę być dobry, starając się wypełnić prawo (główny punkt rozdziału 7 Listu do Rzymian). To Życie w Chrystusie, pobudzone przez Ducha, sprawia, że stajemy się takimi, do bycia jakimi jesteśmy powołani. A więc, większe staranie o bycie lepszym może nas w rzeczywistości dekoncentrować. Zamiast kierować wzrok na Chrystusa, usilnie staramy się być lepsi i kierujemy naszą uwagę w złą stronę. Koncentrujemy się na naszych zewnętrznych niepowodzeniach, jak gdybyśmy – usilniej się starając - mogli im zapobiec, a przecież mamy świadomość naszych powtarzających się niepowodzeń w sytuacjach rzeczywistych prób większych starań. Te niepowodzenia powinny nas raczej pouczyć, że większy wysiłek nie jest odpowiedzią.
Odpowiedzią nie jest też zaprzestanie wysiłków. Jest nią natomiast skierowanie naszego skupienia do wewnątrz. Oczywiście, zawsze trwa nieustanny wysiłek, aby uciec przed pokusą lub się jej oprzeć się, ale bez rosnącej w naszych sercach uwagi ku Chrystusowi, ku Temu, do którego uciekamy, nasze zwykłe zewnętrzne wysiłki okażą się daremne.

Tak więc gdybym miał się czymś zaniepokoić, to nie tym, że nadal mam grzeszne myśli lub że zawodzę wielokrotnie w taki czy inny sposób. Nie. Zdenerwowałbym się tym, że to mnie nie obchodzi, że jestem obojętny. W tym właśnie tkwi prawdziwy problem: w moim sercu, a nie na zewnątrz w moich myślach lub działaniach. To, że czasami nawet nie chcę uciekać do Chrystusa, jest właśnie motywacją do ucieczki do Niego. To znaczy, czasami biegnę do Chrystusa z niczym innym, jak tylko z moją apatią: „Panie, spójrz na to, jak jestem duchowo leniwy i obojętny! Pomóż mi. Nie mogę sobie pomóc. Panie, zmiłuj się nad moją duchowo leniwą duszą!”

Uważam za bardzo pouczające, że bardzo wybitni święci wielokrotnie nazywali siebie ludźmi całkowicie grzesznymi. Wydaje się, że świętość zwiększa świadomość naszego własnego grzechu i złamania. Dlatego, jeśli naszym celem jest większe staranie się, aby być lepszym, możemy rzeczywiście działać przeciwko Duchowi świętości, który działa w nas. Święty Paweł powiedział, że musimy iść (żyć) w Duchu, aby nie wypełniać pożądliwości ciała. Jest to jedna z ironii życia chrześcijańskiego: nie zwracając zbytniej uwagi na impulsy ciała, pokonujemy je poprzez dzieło Świętego Ducha; i to czyni nas bardziej świadomymi naszej grzeszności, prowadząc nas z powrotem do Chrystusa, przez Którego za pomocą działania Świętego Ducha coraz bardziej pokonujemy ciało, nie zwracając na to zbytniej uwagi.

Tak - wiem, że to brzmi szalenie. Pokrętny argument. Ale to właśnie ta ironia stanowi większość chrześcijańskiego doświadczenia. Życie wkracza w śmierć. Musisz zejść, aby wejść. Chrystus jest uwielbiony poprzez śmierć. Grzech jest pokonany nie tylko przez opór, ale przez ucieczkę do Chrystusa. A dla większości tych, którzy kiedykolwiek to przeczytają, naszym problemem nie jest to, że nie oparliśmy się grzechowi. Naszym problemem jest raczej to, że przywiązujemy zbyt dużą wagę do przeciwstawiania się grzechowi i niewystarczającą dbałość o ucieczkę do Chrystusa.

O. Michael Gillis

za: Praying in the Rain

Fotografia: Aleksander Wasyluk / orthphoto.net /