cerkiew.pl

Świętymi bądźcie!

o. Konstanty Bondaruk, 21 czerwca 2019

W pierwszą niedzielę po Pięćdziesiątnicy słyszymy w świątyniach fragment Ewangelii według Mateusza (Мt 10, 32-33, 37-38;19, 27-30). Mowa jest w nim o wierności Chrystusowi, o tym że jesteśmy postawieni przed wyborem i powinniśmy dokonać wyboru: Chrystus albo inni ludzie oraz inne sprawy. Ta niedziela zwie się w naszej Cerkwi Niedzielą Wszystkich Świętych. Święto ku czci wszystkich świętych jest uwieńczeniem wszystkich trzech wielkich świąt, poczynając od „Zmartwychwstania Chrystusa”, przez Jego „Wniebowstąpienie” i „Zesłanie Ducha Świętego”. W istocie, samo istnienie świętych to przejaw działania Ducha Świętego. Nie tylko garstka wybranych uczniów, ale cała Cerkiew otrzymała i nadal będzie otrzymywać łaskę Ducha Świętego, która działa we wszystkich wierzących w Chrystusa i tych, którzy starają się żyć według przykazań Bożych, którzy miłują Boga i bliźnich.


Wiara przejawia się na zewnątrz

Człowiek jest istotą dwudzielną, psychosomatyczną, stąd i na służbę Bogu winien on oddać się w całości: nie tylko duszą, ale i ciałem. Na pewien czas dusza odłącza się od ciała, jednakże po powszechnym zmartwychwstaniu znów połączy się z odnowionym, przemienionym ciałem, aby w życiu wiecznym przebywał cały, pełny człowiek. Nawet sama wiara przejawia się dwojako: zarówno w słowach, jak i w działaniu. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia (Rz 10, 10), pisał Apostoł Paweł. Dlatego, jeśli wierzymy w Chrystusa, jeśli miłujemy Go, to winniśmy zachowywać tę miłość nie tylko w sercu, lecz otwarcie świadczyć o niej, a kiedy boimy się to czynić, wówczas jest to nieszczera miłość i sami siebie oszukujemy. Prawo ducha brzmi tak, że: Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta (Łk 6, 45). Posyłając Swych uczniów z misją, Jezus Chrystus uczył ich prawdziwego znaczenia miłości, która winna być przede wszystkim szczera i nie lękać się żadnych przeciwności ani niebezpieczeństw. Apostołowie winni byli głosić Chrystusa słowem i uczynkiem, nie cofając się nawet w obliczu śmierci za Niego.


Chrystus z tymi, którzy wyznają Go

Słowa „Ewangelii” odnoszą się do każdego, kto pragnie osiągnąć tę świętość, którą osiągnęli ci święci, pamięć których czcimy w pierwszą niedzielę po „Zesłaniu Ducha Świętego”. Słowami dzisiejszej „Ewangelii” Chrystus zapewnia nas, że do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed Moim Ojcem, Który jest w niebie (Mt 10, 32). Gdyby jednak zagłębić się w oryginalny grecki tekst, wówczas słowa "kto przyzna się do Mnie" lepiej byłoby przetłumaczyć jako kto przyzna się we Mnie. Innymi słowy, każdemu, kto będzie szczerze pragnąć miłować Chrystusa, Ten dopomoże przezwyciężyć lęk, słabość, da mężne serce i umocni wiarę. Kiedy jednak twierdzimy, że miłujemy Boga, jednak wyrzekamy się Go wobec ludzi i grzeszymy, to biada nam: Sam Chrystus wyrzeknie się nas przed Ojcem Swym niebieskim! On Sam nie uląkł się przyjąć najstraszliwsze męki i my także nie powinniśmy się ich lękać. To dlatego apostołowie, męczennicy i liczni święci znosili najstraszliwsze katusze i poniżenie, jednak szli na śmierć z radością, bo to było rękojmią połączenia się ze Swym Panem i Nauczycielem.


Niezrozumiały wymóg

Aby należycie kochać Boga, trzeba nauczyć się kochać Go bardziej aniżeli wszystko inne na tym świecie. Bardziej nawet niźli swych rodziców i rodzinę. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 37). Prawdopodobnie te słowa wydadzą się niejednemu zbyt radykalne i przesadne. Ktoś może powiedzieć: „Dlaczegoż to On ma być najważniejszy? Skąd taka uzurpacja uczuć, że nagle przestaje się liczyć nawet rodzina? Wszak powiedziane jest w przykazaniu: „czcij ojca twego i matkę twoją”. To prawda. Sam Bóg nakazuje kochać i czcić rodziców, kochać i troskliwie wychowywać swoje dzieci, miłować nie tylko rodzeństwo, ale wszystkich traktować jak najbliższą rodzinę. Chodzi o coś innego.

Jezus Chrystus stał się przyczyną podziałów nie tylko wśród wielkich zbiorowości, ale także wśród poszczególnych rodzin. Oto przykład, wcale nie z odległych czasów: ojciec niewierzący, syn - głęboko wierzący. Więc kogo powinien słuchać syn w kwestiach dotyczących wiary i jego systemu wartości: ojca czy Boga? Kiedy apostołów postawiono przed Sanhedrynem, Arcykapłan oświadczył: Surowo wam zakazaliśmy nauczać w to imię, a oto napełniliście Jeruzalem waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas odpowiedzialność za krew tego Człowieka? «Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr, a także apostołowie (Dz 5, 28-29).

Jeśli rodzina żąda od nas czegoś, co stoi w sprzeczności z naszą wiarą w Boga, wówczas trzeba oddać pierwszeństwo Bogu przed rodziną. Chrystus potrzebuje od Swoich uczniów zaprzeć się siebie, wziąć krzyż swój i naśladować Go. Albowiem kto kocha duszę swą, to znaczy życie, bardziej niźli Boga, nie jest wart Boga. Tu chodzi o przezwyciężenie swego egoizmu, przywiązania do własnych myśli i przyzwyczajeń, jak gdyby to one były najlepsze i najsłuszniejsze. Apostoł Piotr, jak zresztą i pozostali apostołowie, nie byli ludźmi majętnymi. Jednak dla Chrystusa porzucili oni wszystko to, co mieli i co było dla nich najdroższe: swe sieci, łodzie, domy i rodziny. Jednak prawdopodobnie ważniejsze było coś jeszcze: wyrzekli się oni swej woli, swych wcześniejszych zwyczajów i swego stylu życia, całym sercem przejęli Chrystusowy model życia. W ten sposób postąpiło mnóstwo ludzi, pamięć których czcimy w pierwszą niedzielę po „Pięćdziesiątnicy”.


Kontrowersyjna świętość

Wśród tysięcy świętych są najrozmaitsi ludzie: zamożni i ubodzy, cesarze i chłopi, młodzi i starzy, kapłani, mnisi, a także zwyczajni, świeccy ludzie. Mamy w naszej Cerkwi podział na kategorie świętości ze względu na specyfikę ich życia i dochodzenia do świętości. Stąd prorocy, apostołowie, równi apostołom, hierarchowie, męczennicy, asceci, cudotwórcy oraz inni. Świętość niektórych wydaje się być słabo udokumentowana lub wątpliwa. Wielu ludzi małej wiary wprawia w zakłopotanie biografia niektórych świętych lub poszczególne epizody z ich życia. Istotnie, życie niektórych późniejszych świętych, w szczególności książąt i królów, zwłaszcza przed przyjęciem przez nich chrztu, a częstokroć i potem, ich despotyzm i przelana krew, nijak się mają do świętości. O niektórych, jak chociażby o naszym św. Gabrielu Zabłudowskim, trudno jest powiedzieć, że to dziecko umarło za wiarę, bo sześcioletni chłopczyk nie ma jeszcze sformułowanych poglądów, nie mówiąc o wierze. Jednak niech ta kwestia nikogo nie trapi. Cerkiew czci także strastotierpców, to znaczy tych, którzy ze spokojem i wiarą przyjęli strasti, niezawinione cierpienia i męki oraz śmierć. Tacy byli w szczególności pierwsi święci na wschodniosłowiańskich ziemiach: Borys i Gleb, do nich należy też car Mikołaj II wraz z rodziną oraz tak zwani nowomęczennicy, głównie ale nie tylko ofiary szatańskiego, bolszewickiego bezbożnictwa. Niewątpliwie, pełni sprzeczności byli święci książęta: Aleksander Newski i Włodzimierz Wielki, ale według Cerkwi, suma ich zasług znacznie przewyższa to zło, którego dopuścili się żyjąc w określonych warunkach i realiach historycznych. Jeżeli ktoś sądzi, że święci to ludzie od samego urodzenia aż do samej śmierci nieskalani i bez żadnych plam na swej biografii, to niech przypomni sobie historię łotra na krzyżu. U niego całe życie było naganne, natomiast zbawiła go postawa tuż przed śmiercią.

Warto przeczytać wydaną po polsku wspaniałą książkę Archimandryty Tichona (Szewkunowa, obecnie biskupa) „Nieświęci święci”. Według autora, każdego dnia Bóg zsyła nam swą łaskę zachęcając i namawiając, abyśmy się odwrócili od rzeczy nikczemnych, tanich i nie dających zadowolenia, a zapragnęli tego, co jedynie jest wieczne, idealne i prawdziwe, a więc Jego samego. Kim zatem jest święty? Jest to osoba, która próbuje naśladować Chrystusa, która dąży do doskonalenia cnót. Istnieje wielu dobrych ludzi, a niektórzy od czasu do czasu pokazują przebłyski świętości, ale kobiety bądź mężczyźni, którzy całe życie, każdego dnia, oddają się uświęcającym pracom oraz intensywnym rozmowom z Bogiem (co powszechnie określa się mianem modlitwy), należą do rzadkości. Większość z nas nigdy nawet nie pozna świętego. Święci nie muszą być zawsze doskonale nieomylni. Wskazówką dla nas może być niezwykle ciekawy ewangeliczny epizod z jawnogrzesznicą w domu Szymona - faryzeusza (Łk 7, 47). Odpuszczone sa jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten komu mało się odpuszcza, mało miłuje.

Przez dwa tysiące lat hagiografowie lubowali się w opisywaniu zatwardziałych grzeszników, którzy przeistaczali się w świętych. Przesłanie ich hagiografii jest zatem krzepiące: jeśli ci ludzie mogli dostąpić zbawienia, to i ty masz tę szansę! Jednakże trzeba zauważyć, że dawni pisarze zarówno nie starali się wybielać złych uczynków świętych, jak też nie unikali opisów, jak wiele wysiłków należało poczynić dla nawrócenia. Cerkiew w swym kolektywnym rozumieniu oraz intuicji, częstokroć sugerując się nieulegającym rozkładowi ciałem, znakami i cudami, dzięki natchnieniu przez Ducha Świętego, ma prawo zapomnieć o wcześniejszych, odpokutowanych grzechach i skupić się na późniejszej świętości oraz zasługach dla Cerkwi. „Święty” oznacza „wybrany”. Najpierw wybrany przez poszczególnych ludzi, a następnie przez całą Cerkiew. Bóg nie sprzeciwia się ludzkiemu wyborowi, kiedy jest on dobrowolny, powszechny i świadomy.

Arcybiskup Łukasz (Wojno-Jasieniecki), kanonizowany w 2000-m roku wśród nowomęczenników i wyznawców, zwrócił uwagę na fakt, że „zasadniczo w Cerkwi znamy jedynie imiona około 2000 świętych. Jednak Bóg zna imiona nieogarnionego mnóstwa świętych. W Jego wszechwidzących oczach wielkimi i drogocennymi są ci, którzy nic dla świata nie znaczą, są przez świat odrzuceni i nawet prześladowani, choć tych prostych, biednych ludzi, cały świat nie jest wart” - pisał hierarcha, który mimo iż był uznanym chirurgiem, miał nagrody przyznane przez samego Stalina, to jednak wiele wycierpiał ze strony bezbożnej, sowieckiej władzy.

Świętość jest to zadanie, przed którym stoimy my wszyscy. Osiąga się ją nie ot tak, po prostu, bez wysiłku. Raczej przeciwnie. Samo zaś jej potwierdzenie jest wynikiem powszechnego, jednomyślnego uznania i czci. My jesteśmy powołani do świętości nie w jakichś nadzwyczajnych okolicznościach, lecz w tym czasie i w tym miejscu, w których przyszło nam żyć. I co ciekawe mamy nie mniejszą szansę osiągnąć świętość niż tysiące naszych poprzedników, których czcimy, przedstawiamy na ikonach, których wstawiennictwa przed Bogiem prosimy. Do świętości po prostu powinniśmy dążyć!