cerkiew.pl

Natchniona Mądrość Soborowa

o. Konstanty Bondaruk, 08 czerwca 2019

W VII niedzielę po Wielkanocy (w br. 9 czerwca) nasza Cerkiew czci pamięć Ojców I Soboru Powszechnego. Na tydzień przed Zesłaniem Ducha Świętego, które wewnętrznie przeobraziło Apostołów, oświeciło ich i uzdolniło do pracy misyjnej, wspominamy tych, którzy w 325 r. w Nicei, z natchnienia Ducha Świętego, choć nie bez ostrych sporów i burzliwych polemik, w swej kolektywnej mądrości obronili prawdziwą naukę o Trójcy Świętej. W tym dniu w cerkwiach jest odczytywany fragment z 17-go rozdziału Ewangelii według Jana, zwany „Arcykapłańską Modlitwą” Jezusa Chrystusa. W niej, na krótko przed swą śmiercią, Pan nasz Jezus Chrystus prosi swego Ojca Niebieskiego nie za cały świat, ale za wybrane osoby, za apostołów, ich uczniów i następców, którzy potem będą zwać się chrześcijanami i będą wspólnie stanowić ten unikalny, duchowy organizm, który zwiemy Cerkwią Chrystusową.

Obecnie, podczas Świętej Liturgii, śpiewamy lub wymawiamy słowa „Symbolu Wiary” (Wieruju) niejako bezwiednie, automatycznie, jako coś oczywistego. Tymczasem to, co traktujemy jako rzecz raz na zawsze daną i oczywistą, kształtowało się z wielkim trudem, Mimo iż zewnętrzni wrogowie nie zdołali zniszczyć Cerkwi w ciągu trzech stuleci, to w nowych realiach wciąż czyhały na nią wewnętrzne niebezpieczeństwa, rozmaite herezje i rozłamy. Jeszcze w III stuleciu znaczną popularnością cieszyła się herezja Saweliusza, który zmieszał trzy Osoby Trójcy Świętej i uważał, że są One tylko przejawami Jedynego Boga. Jednak najbardziej niebezpieczną okazała się na początku IV wieku herezja Ariusza, prezbitera z Aleksandryjskiej Cerkwi.

Ariusz zasłynął jako wspaniały kaznodzieja; pozostawał w stanie bezżennym, wiódł ascetyczny tryb życia. Kiedy w wyniku wyboru, na aleksandryjskiej katedrze zasiadł biskup Aleksander, Ariusz wszczął bunt. Tak więc, oprócz różnic w nauce, Ariusz miał osobisty, ambicjonalny motyw, by wystąpić przeciw nowemu biskupowi i tym usilniej głosić swoją naukę. Twierdził on, że pojęcie „Syn Boży” odnoszące się w Piśmie Świętym do Jezusa Chrystusa - jest czysto umowne. Według Ariusza, Jezus nie jest odwiecznym Synem Bożym, jak obecnie w to wierzymy, lecz za swoje osobiste zasługi, za pobożne, wzorowe życie został „usynowiony” przez Boga. Ta herezja podkopywała samą istotę chrześcijaństwa. Jeśli bowiem Jezus Chrystus jest tylko człowiekiem, choćby nawet wielkim i nadzwyczajnym, lecz mimo to nie Bogiem, wówczas odkupicielska ofiara nie mogła się odbyć. Jest niemożliwością, aby człowiek, choćby nawet święty, mógł wziąć na siebie grzechy całego świata. Po drugie, krew człowieka, nawet sprawiedliwego, nie może odkupić grzechów wszystkich ludzi, od początku aż do końca świata. To powinna była być Boża krew, ofiara nieporównywalnie większa od tego, za co była ona składana. Gdybyśmy zaprzeczali temu, że Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, wówczas należałoby odrzucić prawdziwość i sens Ofiary Krzyżowej. W praktyce byłoby to odrzucenie istoty chrześcijaństwa. Straciłoby ono swą wyjątkowość, uniwersalizm i stałoby się jedną z wielu religii, natomiast Jezus Chrystus byłby jedynie jednym z wielu Nauczycieli.

Istnieje wiele rozmaitych fałszywych religii i herezji, nawet stosunkowo popularnych, ale żaden z wyznawców tych religii nie powie, że założycielem ich religii jest Sam Bóg. Oto buddyści wynoszą pod niebiosa swego nauczyciela, księcia Siddhartha Gautamę, określają go „oświeconym”, „błogosławionym”, tylko nie mogą powiedzieć, że jest on Bogiem. Muzułmanie także niezwykle czczą swego proroka Mahometa, zwą go największym prorokiem, ale nie ważą się powiedzieć, że jest on Bogiem. Jedynym Bogiem jest dla nich Allach. I tylko chrześcijanie śmiało i z pełnym przekonaniem twierdzą, że Jezus Chrystus jest nie tylko wielkim Nauczycielem, ale jest także Synem Bożym. To dlatego Jego nauka, cuda i w szczególności Krzyżowa ofiara nabyły wyjątkową wartość. Nauka Chrystusa jest niezwykła i nieomylna ponieważ ogłoszona została przez Samego Boga, u Którego nie jest możliwa jakakolwiek niejasność lub niedokładność. Ziemskie życie Jezusa Chrystusa jest piękne, nieskalanie czyste i pozostaje niedoścignionym, idealnym wzorem dla chrześcijan. Również Jego ofiara jest ofiarą całościową, kompletną, obejmującą wszystkich ludzi, nawet najniżej upadłych, zarówno tych, którzy żyli przed Chrystusem, jak i będą żyć w przyszłości, do końca świata.

Ewangeliczne czytanie VII niedzieli po Wielkanocy nie jest przypadkowe. Słowa Modlitwy Arcykapłańskiej Zbawiciela tłumaczą dogmatyczną naukę Cerkwi o Trójcy Świętej i wskazują, że nie jest to jakaś abstrakcyjna teoria filozoficzna, niewiele mająca wspólnego z realnym życiem. Tak bywa z wieloma teoriami i naukami, które znają tylko niewielkie grona specjalistów, natomiast nauki te w najmniejszym stopniu nie wpływają na życie ludzkie. Natomiast nauka o Trójcy Świętej bezpośrednio dotyka, wpływa i determinuje życie chrześcijanina. Oto Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył, aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17,1-3) .

Tak więc życie wieczne polega na tym, abyśmy prawidłowo czcili Boga. Jeżeli nie będzie w nas zdrowej czci Boga i Pana naszego Jezusa Chrystusa, to nie odziedziczymy życia wiecznego, mimo iż nasze życie będzie z pozoru nienaganne. Słowa „oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” nie należy rozumieć w tym sensie, że Syn znajdował się stale na niebiosach, zaś potem opuścił je zstępując na ziemię. Jest to pojęcie umowne, próba wytłumaczenia trudno wytłumaczalnej kwestii: w jaki sposób Syn Boży, Jednoistotny Bogu – Ojcu oraz w jednakowym stopniu Duchowi Świętemu, pozostając Wszechobecnym i wszystko napełniającym, przyoblekł się w ludzką naturę. Ponieważ ludzie obleczeni w ciało tak dalece oddalili się od Boga, że zerwali wszelką łączność z Nim i ledwie przeczuwali istnienie świata duchowego, Bóg zatem uznał, iż należy przemówić do zwyczajnych ludzi w zrozumiałym dla nich języku i formie. Od czasu ziemskiego życia Jezusa nie słyszymy już ludzkiej mowy Chrystusa, jak to słyszeli ówcześni ludzie, lecz Pismo Święte doniosło do naszych dni istotę przesłania Zbawiciela.

A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania (J 17,3-4). „Słowa „ które mi dałeś do wykonania” również należy traktować jako przenośnię. Bóg - Ojciec niczego nie zlecał Synowi w tym sensie, jak my zlecamy naszym podwładnym pewne rzeczy do wykonania. U trzech osób Trójcy Świętej istnieje jedna wola, jeden umysł, jedno działanie. Nie różnią się między sobą poza formą bytu. Jednak również te słowa Zbawiciel wypowiada głośno, aby uczniowie słyszeli i pojęli, w jak bliskiej relacji jest On z Bogiem, w jakim stopniu jest wykonawcą woli Bożej.

A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u Siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał (J 17,5) modlił się Jezus. Na pozór jest to paradoksalne wyrażenie, bo po co otaczać chwałą kogoś, kto był nią otoczony zawsze, zanim powstał świat. Tu chodzi o uwielbienie ludzkiej natury Jezusa Chrystusa, otoczenie Go jak człowieka chwałą, która zawsze miał On jako Bóg. W tych słowach zawiera się prawosławna nauka o synostwie Bożym Jezusa Chrystusa. Ponieważ Chrystus istniał zanim powstał świat, to nie jest po prostu człowiekiem i nawet nie jakimś nadzwyczajnym stworzeniem. „Zanim świat powstał” oznacza „przed wszystkim co zostało stworzone przez Boga”, to znaczy zarówno świat widzialny, materialny, jak i duchowy, anielski. Oto dlaczego chwała, którą był otoczony Chrystus przed stworzeniem świata była Bożą chwałą.

W Modlitwie Arcykapłańskiej Jezus Chrystus jednoznacznie wyróżnił apostołów. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi (J 17,9). Chrystus jest szczególnie zatroskany o małą grupę ludzi, których Bóg niejako wybrał ze świata, oddzielił od pozostałych, a oni przyjęli objawione im Słowo Boże i uwierzyli w posłannictwo Jezusa. (por. J, 17,6-8). Jezus modli się za uczniów, ponieważ zna ich słabości i przywary oraz te trudności, które ich nieuchronnie czekają. Zanim pójdą do tego nieprzyjaznego świata, Chrystus powierza ich opiece Ojca. Najpierw potwierdza ich wiarę i misję. Uczniowie pozostaną w tym świecie, który w swej zasadniczej masie odrzucił Jego samego. Potrzebują oni wielkiej pomocy i wielkiej mocy. Konflikt ze światem jest nieuchronny, ponieważ uczniowie zostają posłani jak „owce między wilki”. Jest to wybór nie tyle uznaniowy, co zadaniowy. Zanim otrzymają dary Ducha Świętego, uczniowie przeżyją kryzys wiary, zwątpienie, rozczarowanie, strach o siebie. Pomimo tego załamania, to oni będą kontynuatorami misji Chrystusa. Jezus powraca do Ojca, a zadanie głoszenia Dobrej Nowiny przypadnie im, apostołom oraz ich następcom. W Wielki Czwartek, w przededniu swej męki i śmierci Jezus prosi Boga – Ojca, aby apostołowie otrząsnęli się z tego szoku, który ich czeka, by zwycięsko przeszli ciężką próbę i szybko powrócili do wcześniejszej jedności.

Prośba za uczniów oraz ich przyszły los jest przepełniona trwogą. Wybrani i dopuszczeni do bliskiej znajomości z Bogiem uczniowie, w jeszcze większym niż dotąd stopniu przestaną należeć do świata, który nie chciał znać Zbawiciela, odwrócił się od niego i zabił go. Ten świat w znacznym stopniu odwróci się i zdystansuje również wobec apostołów. Mimo iż pójdą w świat z poselstwem miłości, nikim nie będą pogardzać ani kogokolwiek dyskryminować, to w wielu sytuacjach wierność Bogu zmieni ich w „obcych i przybyszów” (por. 1 P 2, 11) w stosunku do otoczenia. Oznajmiając, że „nie prosi za światem”, Jezus nie wycofuje się bynajmniej z wcześniejszej deklaracji, w myśl której przyszedł, „aby świat został przez Niego wybawiony”(J 3,17). Bóg kocha świat wszystkich swoich stworzeń (por. J 3, 16), ale nie akceptuje grzesznej natury tego świata. Pojawienie się na świecie Światła Prawdy w osobie Jezusa Chrystusa wywołało podział, zmusiło do wyboru między Nim a ciemnością zła (por. J 3, 19). Najbliżsi uczniowie Chrystusa stają się podobnie jak On „źródłami światła pośród narodu zepsutego” (por. Flp 2, 15). Przed nimi, czyli przed Cerkwią, stoi niebywale trudne zadanie, aby nikogo nie przekreślając, nie potępiając, lecz zapraszając do poznania Prawdy, wywoływać ludzi z mroku grzechu i zapraszać do Chrystusowej wspólnoty.

Jezus Chrystus obiecał, że „bramy piekielne nie przemogą” zbudowanej przez niego Cerkwi (por. Mt 16,18). Więc dlaczego tak żarliwie modlił się za dzieło niejako niezniszczalne? Bo w swej wszechwiedzy przewidział wszystko, co ją czeka: prześladowania, wewnętrzne tarcia, spory, herezje i rozłamy. Skoro wśród 12 Apostołów znalazł się jeden zdrajca, dwaj uczniowie prosili o wysokie posady i zaszczyty dla siebie, a jeszcze jeden uczeń deklarujący żarliwą miłość zaparł się Chrystusa, nie łudźmy się, że Cerkiew jest zabezpieczona przed recydywą podobnych postaw. Mimo iż od czasu św. Cypriana z Kartaginy obowiązuje formuła: „Gdzie biskup - tam Cerkiew”, były w historii okresy triumfu szatańskich sił, gdy przy życiu pozostało zaledwie kilku biskupów. Ale nawet wtedy ta duchowa nić łącząca współczesnych hierarchów z Apostołami, zwana „sukcesją apostolską”, nigdy nie została zerwana. Jest to świadectwo mocy Modlitwy Arcykapłańskiej.

Ufamy, że w ostatecznym rozrachunku Cerkiew wyjdzie zwycięsko z wszelkich prób i doświadczeń, przezwycięży obecne i przyszłe, czasowe wewnętrzne nieporozumienia, jednak w dniu Pięćdziesiątnicy szczególnie żarliwie prośmy Ducha Świętego, aby „przyszedł i zamieszkał w nas, i oczyścił nas od wszelkiej zmazy i zbawił, Dobry, dusze nasze”.