cerkiew.pl

Modlitwa świętego Efrema Syryjczyka I

tłum. Joachim Jelisiejew, 09 kwietnia 2019

Próżniactwo

W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha! Modlitwa, która towarzyszy nam w trakcie postu, modlitwa św. Efrema Syryjczyka, zawiera wiele zbawiennych znaczeń. Pierwsze jej wezwanie brzmi: „Panie i Władco życia mego! Nie daj mi ducha próżniactwa, zniechęcenia, żądzy władzy i próżnych słów!”. Dlaczego na samym początku modlitwy św. Efrem mówi o próżniactwie, podkreślając zgubne oddziaływanie tej wady na ludzkie życie? Niekiedy wydaje nam się, że puste spędzanie czasu jest moralnie i duchowo neutralne. Jest zupełnie inaczej. Próżnowanie nie jest czasem wolnym, czasem odpoczynku, a pustym czasem, nie zapełnionym niczym. Można je porównać z polem leżącym odłogiem. Św. Jan Złotousty w rozmyślaniach na temat próżniactwa mówi: ,,na polu leżącym odłogiem wyrasta trawa niegodziwości”. I rzeczywiście, każdy, kto widział porzucone pole wie, że wyrastają na nim chwasty, że później trzeba dołożyć wysiłku, by pozbyć się ich, przygotować grunt i posiać ziarno przynoszące plon.

Gdy mówi się o próżniactwie jako o pustce, to należy zrozumieć, że pełnej, absolutnej pustki nie ma. Jeżeli nawet człowiek dokłada wielkich starań, by być bezczynnym, to i tak nie uwolni siebie, swojego serca i rozumu od tego, co jest w nich obecne i od sił działających na nie. Próżniactwo gubi człowieka. Do próżniactwa doprowadza nas lenistwo, które jest szczególnie niebezpiecznym stanem ludzkiej woli, a właśnie siłą woli kierujemy swoim postępowaniem, a nawet swoimi myślami. Wola leniwego człowieka jest sparaliżowana, a jeżeli człowiek ma sparaliżowaną wolę, to łatwo poddaje się wpływom z zewnątrz. Pustka zwykle wypełnia się czymś groźnym dla człowieka. Próżniactwo stanowi jakby cieplarnię, w której wyrastają chwasty. Aby chwasty wyrastające w naszej duszy nie zgubiły naszego życia, nie zadusiły zdrowych kiełków mogących przynieść plon, nie wolno dopuszczać do próżniactwa, które rozkłada umysł, osłabia uczucia i wolę człowieka. Właśnie dlatego św. Efrem na początku swojej modlitwy, zwracając się do Boga, mówi o konieczności wybawienia od próżniactwa.

Ludzie oddający się próżniactwu bardzo osłabiają się wewnętrznie i są niezdatni do wielu rzeczy. Bardzo często małżeństwa rozpadają się dlatego, że w czyimś osobistym życiu jest pusto, próżno. Nie mówiąc już o tym, że próżnujący człowiek traci możliwość wpływania na otaczających go ludzi, czynienia dobra, wykonywania dobrych uczynków, zwracania się do innych z dobrym słowem. Próżniactwo jest paraliżem duchowym.

Jeżeli przypatrzymy się dokładniej, co dziś dzieje się z ludzkością, to musimy ze smutkiem zaświadczyć, że przestrzeń próżniactwa katastrofalnie rozszerza się. Osiągnięcia nauki, techniki i technologii oszczędzają czas ludzki, ale bardzo często ten czas jest zużywany na próżnowanie, puste zajęcia. Próżnowanie jest najniebezpieczniejsze w duchowym życiu człowieka. Jak można mówić o walce ze słabościami i namiętnościami, jeżeli człowiek jest pusty, jeżeli próżnuje, jeżeli bezczynność staje się jego normalnym stanem? O żadnej walce czy nawet życiu duchowym nie może być mowy. Zadziwiające jest jedno: gdy spytać próżnującego człowieka, jak żyje, zapewne nie powie o sobie nic złego, gdyż nie widzi w bezczynności żadnego grzechu, słabości i ogólniej żadnego zagrożenia dla siebie. Tymczasem św. Efrem bardzo jasno mówi nam o tym zagrożeniu. U wierzącego człowieka próżniactwo nie może występować. Ono jest nie tylko zabronione: ono jest przeciwieństwem chrześcijańskich poglądów i sposobu życia. Jeżeli chcemy żyć wedle Ewangelii, nie możemy próżnować. Jeżeli mamy wolny czas, należy go wykorzystać z pożytkiem dla siebie i bliskich. Czas wolny to Boży dar, który należy zapełniać ważną i pożyteczną treścią.

Niekiedy bezczynność ogarnia naszą świadomość, pustka obejmuje naszą istotę, gdy jesteśmy czymś zajęci, a nawet gdy modlimy się. Każdy wie z własnego doświadczenia, jak nagle modlitwa urywa się, myśl odbiega bardzo daleko i w takiej chwili nie dzieje się nic przydatnego dla człowieka. Ten stan bezczynności w trakcie modlitwy jest bardzo niebezpieczny duchowo. Oczywiste jest, że nie można cały czas przebywać w wytężonej modlitwie. Modlitwa jest olbrzymim wysiłkiem. Nierealnym byłoby wymagać od człowieka skupienia i duchowej koncentracji w trakcie całego nabożeństwa; i myśl odbiega od modlitwy, i wzrok kieruje się ku czemuś, co przeszkadza się skupić. Ważne jest, abyśmy umieli odnotowywać stan próżniactwa, a gdy się znajdziemy w takim stanie, należy zacząć się modlić i prosić Pana, by wybawił nas od próżniactwa. Uświadomiwszy sobie duchowe niebezpieczeństwo takiego stanu, nie powinniśmy nigdy opuszczać rąk i tracić czujności. Od tego, być może, u każdego z nas zaczyna się ścieżka duchowego wzrostu. Nieprzypadkowo św. Efrem rozpoczyna swoją modlitwę od prośby o wybawienie od próżniactwa: próżniactwo i życie duchowe są nie do połączenia, nie mówiąc już o próżniactwie i duchowym wysiłku ascetycznym. Niech Pan pomoże nam tak przeżyć dni Świętego Postu, abyśmy duchowo ochronili się od próżniactwa i wyrobili w sobie nawyk przełamywania tego stanu, aby otworzyła się dla nas przestrzeń i czas do kontaktu z Bogiem i do czynienia dobrych uczynków. Amen.

Acedia

W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha! W modlitwie św. Efrema Syryjczyka prosimy Pana o wybawienie od próżniactwa i beznadziejnego smutku (cs. unynije, łac. acedia). Te dwie słabości, te dwa grzechy sąsiadują ze sobą w słowach modlitwy. Tak samo jest w życiu. Św. Izaak Syryjczyk mówi, że próżniactwo rodzi acedię,  jak też i puste rozmowy oraz nadmierne dogadzanie ciału.

Acedia to bardzo ciężki stan duchowy. Zapewne nie ma człowieka, który w pewnym momencie swojego życia nie popadł w nią. Często ludzie cierpiący na tę duchową chorobę tracą rozeznanie w życiu, nadzieję, obojętnieją na wszystko, co ich otacza, także na samych siebie. Powodem takiej acedii może być zwykłe, życiowe, niekorzystne zdarzenie czy splot takich zdarzeń. Wydawałoby się, że należy pamiętać, że wszystko w życiu mija, i złe, i dobre; takie jest ludzkie życie i nie wolno wpadać w acedię, ale najczęściej wpadłszy w trudną sytuację życiową, ludzie pogrążają się w acedii.

Powinniśmy pamiętać, że acedia jest grzechem i że jej przyczyną jest niedostateczna wiara. Człowiek, który wpadł w acedię, nie widzi wyjścia z sytuacji, traci nadzieję. Gdy tak się dzieje z ludźmi niereligijnymi, to można to zrozumieć, bo niewierzący wszystko przypisuje zbiegowi okoliczności i sam lub z pomocą innych ludzi stara się przeciwdziałać temu, co wprawiło go w acedię; często jednak widzi, że te wysiłki są niewystarczające do wybawienia, do rozwiązania sytuacji. Natomiast wierzącym dana jest wiedza o tym, że nasze życie jest w rękach Bożych. Jeżeli przychodzi do nas acedia i nie znajdujemy w sobie sił do wyjścia z tego stanu, to świadczy to o słabości naszej wiary.

Wiara jest związana z nadzieją. Wiara rodzi nadzieję, nadzieję trwałą i silną, która pomaga ludziom przejść przez najtrudniejsze próby w życiu. Człowiek pogrążony w acedii traci nadzieję. A co dzieje się w życiu religijnym takiego człowieka? Jest mu bardzo trudno pokutować i spowiadać się ze swoich grzechów. On nie spowiada się a narzeka - na swoje życie, na okoliczności, na rodzinę, na otaczających ludzi, na tych, którzy jego zdaniem są przyczyną stanu, w którym się znajduje.

Wierzący człowiek jest świadomy, że nasze życie jest w rękach Bożych, że w odpowiedzi na wiarę i modlitwę ,,z kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Łk 3,8), to znaczy zrobić coś prawie niemożliwego. Ta wiara nie jest po prostu jakimś wnioskiem teoretycznym, a opiera się na historycznych doświadczeniach, na doświadczeniach Cerkwi i świętych. Słyszeliśmy dziś cudowne słowa kanonu św. Andrzeja z Krety, który wzywa nas do pokuty, stawiając jako przykład starotestamentowych sprawiedliwych i grzeszników. Na przykładzie Starego Testamentu pokazuje on możliwość odnalezienia zbawienia. Stary Testament jest częścią naszej religijnej historii i, podobnie jak Nowy Testament, jest wypełniony przykładami, że nadzieja jest zwycięska, że wiara staje się siłą przemieniającą życie człowieka.

Grzech acedii jest niebezpieczny, bo niszczy nie tylko grzeszącego człowieka, a rozprzestrzenia, jak to dziś się mówi, negatywną energię. Tak jest naprawdę i każdy z doświadczenia wie, że kontakt z człowiekiem, który wpadł w acedię, jest bardzo smutnym doświadczeniem, bowiem ta duchowa ujemna energia uderza i w otaczających. Skoro fundamentem acedii jest słaba wiara i brak nadziei, to bez wiary i nadziei nie można poradzić sobie z acedią. Nieprzypadkowo św. Efrem w modlitwie, którą tak często powtarzamy w trakcie wielkopostnych nabożeństw, prosi Pana o wybawienie nas od acedii. Bardzo często nasze siły nie wystarczają i tylko siła Boga może nas uwolnić od tej ciężkiej niewoli, paraliżującej naszą świadomość, skuwającej naszą wolę i przytępiającej nasze zmysły. Niech Pan pomoże nam - w świadomości, że acedia jest grzechem i że w dużym stopniu zależy od stylu naszego życia i naszych myśli - przezwyciężyć tę zgubną pokusę, ten grzech, i żyć ufając Woli Bożej, która jest dobra i doskonała. Amen.

Umiłowanie władzy

W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha! W modlitwie św. Efrema Syryjczyka prosimy Pana, by uchronił nas od słabości: próżniactwa, acedii, umiłowania władzy. Próżniactwo i acedia niszczą osobowość danego człowieka, natomiast umiłowanie władzy przez człowieka nie tylko szkodzi jego duchowemu życiu, ale i zgubnie wpływa na otoczenie.

Ludzie, którzy osiągnęli jakąś władzę, niekiedy zupełnie nieznaczącą, rozkoszują się nią. Rozkoszowanie się władzą to nie tylko emocjonalne przeżycia, nie tylko uczucie wyjątkowości. To często działania przeciwko podwładnym. Człowiek, który umiłował władzę, musi wykazywać sobie, że ją posiada i ta konieczność staje się ciężkim brzemieniem dla otoczenia.

Stary Testament uczy nas, czym jest ludzka władza. Z Biblii wiemy, że Bóg stworzył świat, że jest Władcą świata i ma absolutną władzę nad całym stworzeniem. To implikuje, że wszelka ludzka władza jest nieporównywalna z władzą Bożą. Ludzka władza jest najnędzniejszym odwzorowaniem tego, co można wyobrażać sobie na temat władzy Bożej. Nie umiemy nawet uzmysłowić sobie siły Bożej władzy, bo nie wiemy, czym jest Bóg; wiemy tylko to, co Bóg Sam o Sobie nam powiedział, a to nie znaczy, że On powiedział nam o Sobie wszystko. W Bożej Tajemnicy kryje się i sens Bożej władzy nad światem i kosmosem, nad wszechświatem, nad całym stworzeniem widzialnym i niewidzialnym.

W czasach Starego Testamentu naród wybrany, jak mówi nam Biblia, był świadomy siły Bożej władzy i nie uważał za możliwe podporządkowanie się władzy ziemskich wodzów. Na początku przy władzy byli patriarchowie, założyciele plemion, potem dochodzili do niej wyjątkowo oświeceni i duchowo silni ludzie, których w Izraelu zwano sędziami. Potem, w miarę upadku wiary, naród zażądał dla siebie króla. Zbyt mało znaczyło dla nich, że poprzez sędziów podporządkowali się Bogu, że sędziami byli bardzo często prorocy, ludzie żyjący święcie, uduchowieni. Izraelici zapragnęli ziemskiego króla, jakiego miały otaczające ich narody i uznali, że właśnie od króla będzie zależeć ich dobrobyt: zwycięstwa w wojnach, budowa państwa i bezpieczeństwo. Ostatnim sędzią był prorok Samuel. Gdy Izraelici żądali dla siebie króla i wybrali królem Saula, Bóg powiedział Samuelowi zadziwiające słowa, uspokajając go: ,,Oni nie odrzucili ciebie. Oni Mnie odrzucili”.

Historia władzy w Starym Testamencie pozwala zrozumieć, że wszystko pochodzi od Boga i że władza ludzka też pochodzi od Boga. Nakłada to na posiadających władzę dużą odpowiedzialność moralną, a nawet duchową. Gdy władza traci tę odpowiedzialność przed Bogiem, to bardzo często zachodzi jej dewaluacja, upadek autorytetów, chaos; władza przestaje być czymś znaczącym dla ludzi. Każdy władca, u którego zachowała się w sercu wiara, powinien pamiętać o swojej zależności od Boga i ta nieustanna pamięć o duchowej więzi z niebem, o szczególnej odpowiedzialności przed Bogiem, umacnia autorytet ziemskich władców.

Gdy mówimy o umiłowaniu władzy, to oczywiście nie chodzi tylko o tych, którzy mają władzę polityczną, państwową, sądową, wojenną, cerkiewną. Mówimy także o sobie samych, bo społeczeństwo składa się z wielu grup, zaczynając od rodziny. Przecież głowa rodziny też ma władzę. Władza jest w niewielkich spółkach, małych grupach, gdzie jedna z osób ma więcej autorytetu i odpowiedzialności niż inna. Dlatego prośba, którą kierujemy do Boga w modlitwie św. Efrema, odnosi się do nas wszystkich.

Nigdy i w żadnych okolicznościach, wypełniając obowiązki odnoszące się do innych, nie powinniśmy rozkoszować się, rozwijać w sobie słabości do władzy. Nie władza jest grzeszna, a żądza władzy. Umiłowanie władzy jest ciężkim grzechem przed Bogiem i zawsze przynosi cierpienie ludziom. Słowa św. Efrema, jak już mówiłem, odnoszą się do wszystkich, w tym i do nas, nawet do najzwyklejszych ludzi, którzy zgodnie z regułami społecznymi uczestniczą w różnego rodzaju stowarzyszeniach. Niekiedy stają oni na czele tych stowarzyszeń i otrzymują formalną lub nieformalną władzę nad ludźmi. Należy pamiętać, że zrealizowanie takich pełnomocnictw, wypełnienie takiej odpowiedzialności, zawsze powinno się realizować z poczuciem głębokiej pokory i zrozumienia, że to Bóg jest Królem ludzi. Wtedy rozkoszowanie się władzą minie, a zamiast niego przyjdzie odpowiedzialność za sprawiedliwe i miłe Bogu wypełnienie tej władzy, która znalazła się w naszych rękach. Niech Bóg pomoże nam podążać za słowami, które wymawiamy w modlitwie św. Efrema Syryjczyka, prosząc naszego Twórcę i Pana Boga o pomoc we właściwym zbudowaniu stosunków z otaczającymi nas ludźmi. Amen.

Pustosłowie

„Panie i Władco życia mego! Nie daj mi ducha próżniactwa, zniechęcenia, żądzy władzy i próżnych słów!” Tymi słowami modlitwy prosimy Pana o wybawienie od bardzo niebezpiecznych wad. Dwie spośród nich mają ten sam rdzeń: próżno, pusto. Próżnowanie to wada; gadulstwo, pustosłowie to także wada.

Próżnowanie jest pustką, co jest niebezpieczne, bo pustka zawsze wypełnia się grzechem: nie ma pustki, która wypełniłaby się świętością, gdyż świętość i dobre działanie są wynikiem wytężonego wysiłku wewnętrznego, dążenia człowieka w stronę nieba. Człowiek idący tą drogą nie jest pusty: wypełniają go myśli, przeżywania, modlitwa. Ma on bogate życie wewnętrzne. Natomiast człowiek pusty wewnętrznie jest otwarty na oddziaływanie z zewnątrz. Pustka wypełnia się u niego grzesznymi myślami, słowami, czynami i życie staje się grzechem.

A czym jest pustosłowie? To słowa puste, nie niosące żadnego znaczenia, jakby szum wydawany przez człowieka. Tak samo jak pustka duchowa nie jest neutralna, a przyciąga grzech, tak i pustosłowie nie jest czczą zabawą, spędzaniem czasu. Pustosłowie jest niebezpieczną wadą. Każdy z nas pamięta spotkania z ludźmi, które go rozdrażniły, opustoszyły. Ludzie spędzają godziny razem i nic pożytecznego nie wynoszą z tych kontaktów, tylko ciężar na sercu, rozdrażnienie, osądzanie. Tak jest wtedy, gdy uczestniczymy w pustosłowiu. Pustosłowie przekazuje słuchaczom coś, co można nazwać negatywną energią. Puste słowa posiadają ujemny ładunek, który rozbija wewnętrzny spokój człowieka i czyni to od wewnątrz. Pustosłowie jest jakby neutralne moralnie, ale tak naprawdę zawiera niszczący ładunek, który wpadając w świadomość człowieka przynosi mu wielką szkodę.

Pustosłowie szkodzi nie tylko słuchającym, ale i wypowiadającym puste słowa. Słowo jest wielkim Bożym darem, jedną z rzeczy odróżniających nas od zwierząt, bo za pomocą słów kontaktujemy się ze sobą, przekazujemy informacje, myśli i idee, które pozwalają ludzkości iść naprzód. Zaiste Bóg słowem upiększył człowieka. Jeśli słowo jest puste, to energia potrzebna do wygłoszenia go idzie na marne. Być może niektórzy z nas znają z doświadczenia straszliwe zmęczenie, prawdziwe opustoszenie, rozdrażnienie, które wynika z konieczności wygłaszania jakichś pustych, nikomu niepotrzebnych słów.

Pustosłowie szkodzi duszy i pogarsza psychiczny stan człowieka. Pustka słowa jest pewną niebezpieczną siłą, która działa na ludzi, niszcząc ich spokój wewnętrzny. A jak powinniśmy bronić się przed pustosłowiem, którego z reguły nawet nie uważamy za grzech, a zwykle grzeszymy nim najczęściej? Jeżeli stwierdzilibyśmy, ile wewnętrznej energii traci się na puste słowa, to jest jasne, że przynosi to szkodę również człowiekowi wypowiadającemu je. Kierujemy do Pana słowa psalmu „Postaw, Panie, straż moim ustom i wartę przy bramie warg moich!” (Ps 140, 3), prosząc, by uchronił nas od pustych słów, abyśmy obronili się od wpływów zewnętrznych rozbijających nasz spokój, i abyśmy sami nie byli nosicielami niebezpiecznych dla ludzi słów, które nie przynoszą żadnego pożytku, a pustoszą ludzi. A jak się uchronić? Jedynym środkiem jest milczenie. Milczenie jest bardzo cenną częścią życia. Gdy milczymy, możemy myśleć, analizować siebie, otaczającą nas rzeczywistość, ludzi, z którymi się spotykamy; możemy dochodzić do wniosków, które pomogą nam właściwie zbudować swoje życie i stosunki z innymi.

A gdzie i jak można nauczyć się milczenia? Najlepszym miejscem, gdzie nakazywane jest nam milczenie, jest świątynia. Stoimy tam godzinami i milczymy, i zbieramy energię, którą niestety potem nieraz tracimy na pustosłowie. Dlatego przebywanie w cerkwi jest niezbędne dla życia człowieka. Tutaj nie tylko modlimy się do Pana, nie tylko słyszymy wspaniałe słowa modlitw i cudowną muzykę cerkiewną, przepiękne śpiewy, nie tylko kontemplujemy piękno ikon, ale również milczymy. Pojawia się u nas szansa na pomyślenie o wielu sprawach, na skoncentrowanie swoich sił i nabranie sił do życia sprawiedliwego; w pierwszej kolejności starajmy się nie rozbijać spokoju wewnętrznego pustymi słowami. Niech Pan pomoże nam dzięki modlitwom i przebywaniu w świątyni ochronić się od pustosłowia. Amen.



Rozważania pochodzą z kazań patriarchy Cyryla wygłoszonych podczas nabożeństw pierwszego tygodnia Wielkiego Postu w 2018 roku.

Fotografia: I. A.