cerkiew.pl

Paradoks Krzyża

o. Konstanty Bondaruk, 29 marca 2019

W połowie Wielkiego Postu Cerkiew ustanowiła Tydzień Adoracji Świętego Krzyża - Kriestopokłonnuju Niedielu. Podczas Wsienoszcznoho bdienija w sobotę (w b.r. 30 marca) kapłani uroczyście wynoszą na środek świątyni ozdobiony kwiatami krzyż. Następnie wraz z wiernymi składają przed nim trzykrotny pokłon. Wyniesienie krzyża w połowie Wielkiego Postu ma skierować pobożne myśli wiernych ku zbliżającym się dniom pamięci Męki Pańskiej oraz zapowiedzi chwalebnego Zmartwychwstania. Jest to nawiązanie do antycznej praktyki, kiedy triumfalny wjazd zwycięskiego wodza poprzedzały jego sztandary i trofea. Analogicznie, uroczysty wjazd Zwycięzcy nad grzechem i śmiercią poprzedza znak Jego zwycięstwa - Życiodajny Krzyż. Oto dlaczego temu wynoszeniu i hołdowi towarzyszy pieśń Kriestu Twojemu pokłaniajemsia, Władyko, i swiatoje Woskriesienije Twoje sławim. Adoracja krzyża spoczywającego na anałoju trwa do piątku następnego tygodnia. Tym samym na kilka tygodni przed Wielkim Piątkiem i Paschą Cerkiew zapowiada zarówno śmierć Zbawiciela na krzyżu, jak i Jego chwalebne Zmartwychwstanie jako wydarzenia nierozłącznie ze sobą powiązane. Cerkiew przyrównuje Święty Krzyż do rajskiego drzewa życia, do drewna, które Mojżesz podczas 40-letniej wędrówki po pustyni wrzucił do gorzkiej wody w miejscowości Mara i uczynił ją zdatną do picia (Wj 15, 22-25). Krzyż przypominający o męce i śmierci Jezusa Chrystusa może dodać otuchy i umocnić wiernych w woli kontynuowania surowego postu i w wysiłkach ascetycznych w ciągu następnych tygodni. Krzyż pośrodku świątyni przypomina nam, że jeśli z Chrystusem współcierpimy i umieramy dla grzechu, to także wraz z Nim zmartwychwstaniemy do nowego życia.

Niezwykle piękne, głębokie w swej treści i jednocześnie trudne do przetłumaczenia z języka cerkiewnosłowiańskiego (ale warto próbować) są hymny na cześć Świętego Krzyża. Radujsia, Żiwonosnyj Kriestie, błahoczestija niepobiedimaja pobieda... (Bądź pozdrowiony, o Życiodajny Krzyżu, nieprzemożny triumfie pobożności, drzwi wiodące do raju, wiernych opoko i Cerkwi murze obronny. Przez ciebie, o Krzyżu, pokonana została zniszczalność i zdławione panowanie śmierci, my zaś wznieśliśmy się z ziemi ku niebiosom. Tyś oręż niepokonany w zmaganiu z szatanem, chwała męczenników, prawdziwy wieniec świątobliwych, przystań zbawienia, Który świat obdarzasz wielkim miłosierdziem).

Przypomnienie o historii krzyża i ukrzyżowania jest niezbędne dla zrozumienia tego paradoksu, nieprawdopodobnego przewartościowania pojęć. Nade wszystko należy pamiętać, że ukrzyżowanie było rzymską metodą kaźni, natomiast żydowskie ustawodawstwo przewidywało kamienowanie (Dz 7,58). Ukrzyżowanie przeważnie stosowane było wobec zbuntowanych niewolników. Podczas rozruchów po śmierci Heroda Wielkiego, namiestnik Syrii - Kwintilus Warus, kazał ukrzyżować znaczną część żydowskich elit. Po zburzeniu Jerozolimy w 70 r.n.e., rzymscy legioniści ukrzyżowali tylu żydowskich więźniów, że według historyka Józefa Flawiusza, aż brakowało drzewa na krzyże. Dla ówczesnych ludzi krzyż był symbolem haniebnej śmierci, a ukrzyżowanie najstraszliwszą formą kary, która w swym okrucieństwie wywoływała wstręt i obrzydzenie nawet u nawykłych do przemocy i śmierci legionistów. W swej mowie do Warusa rzymski orator - Cyceron, nazwał ukrzyżowanie „najbardziej okrutną i straszną formą karania niewolników”, stąd niewolników pogardliwie nazywano „nosicielami krzyża”. Gdy zaś chodzi o obywateli rzymskich, to według Cycerona „skrępować takiego jest naruszeniem prawa, pobić go - to przestępstwo, natomiast zabić, to tak jakby zabić rodzonego ojca”. Jeżeli zaś chodzi o ukrzyżowanie, to dla tej kaźni elokwentny Cyceron wręcz nie znajdował stosownego określenia.

Najgorsza forma kary.
Jeżeli uwzględni się, jak postrzegany był krzyż w czasach Chrystusa, wówczas stanie się jasnym, że sama wzmianka o nim wywoływała ciarki na grzbiecie, wzbudzała trwożny lęk. Pojęcie Ukrzyżowany Bóg było dla ówczesnych ludzi całkowitym absurdem, jawną sprzecznością, absolutną niedorzecznością. Ówczesnym Żydom przez myśl nie mogło przejść - jak zbawienie może dokonać się w ten sposób, przez człowieka skazanego na tego rodzaju śmierć. To dlatego ze strony obecnych na Golgocie słychać było drwiny: „skoro jesteś Synem Bożym, to zejdź z krzyża, a wówczas uwierzymy w ciebie”. Również wychowanym w takim środowisku uczniom Chrystusa niełatwo było zrozumieć sens Krzyżowej Ofiary. Jak wszyscy pozostali Żydzi oczekiwali oni raczej charyzmatycznego przywódcy, który przywróci narodowi jego wielkość i wyswobodzi z rzymskiej niewoli.

Kiedy do świątyni przychodzi para nowożeńców, to na zakończenie sakramentu małżeństwa kapłan oprowadza ich wokół anałoja, na którym leży Ewangeliarz i Krzyż. Jest to widzialny znak tego, że w centrum ich życia powinny znajdować się Krzyż i Słowo Boże. Dla wierzących stał się już nie narzędziem męki i śmierci, ale symbolem ofiarnej miłości, do której Chrystus nawołuje również nas. Przykazanie nowe daję wam abyście się miłowali nawzajem jak i Ja umiłowałem was. Kiedy mówimy, że chrześcijaństwo nakazuje kochać bliźniego jak siebie samego, to nie jest to pełna prawda. Oczywiście, chrześcijanie obowiązani są kochać bliźnich według przykazania jeszcze ze Starego Testamentu, ale Chrystus nawołuje do jeszcze większej miłości: jak Ja umiłowałem was. Jezus apeluje o ofiarną miłość, bo tylko taka chroni świat od autodestrukcji; kiedy ludzie ofiarowują siebie, swój czas, zdrowie, nawet życie, stając obok Chrystusa po stronie prawdy, dobra i sprawiedliwości.

Weźcie krzyż swój!

Oto w Ewangelii słyszymy słowa, że kiedy ktoś chce być uczniem Chrystusowym, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mk 8,34). Te słowa zostały umieszczone przez Ewangelistę po dwóch bardzo ważnych epizodach. Wcześniej Chrystus zapytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków". On ich zapytał: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Mu Piotr: "Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,27-29). Dalej, jak czytamy u trzech Ewangelistów prócz Jana, Jezus zaczął im otwarcie mówić, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: "Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie" (Mk 8,31-33). I tu nastąpiły słowa o samozaparciu się, wzięciu krzyża i pójściu za Chrystusem.

Bierzcie przykład z Chrystusa!
Skoro według planów Bożych, zbawienie człowieka dokonało się przez Krzyż, to człowiek winien uczynić swe życie podobnym do życia ukrzyżowanego Chrystusa, aby krzyż znienawidzony przez świat (Flp 3,18) stał się tajemnym szlakiem obranym przez Boga w celu dopełnienia zbawienia. Stąd bycie chrześcijaninem oznacza wzorowanie się na Nim i niesienie krzyża za Nim. Co to znaczy? Aby stać się Chrystusowym uczniem, trzeba zaprzeć się samego siebie i całkowicie oddać się woli Bożej. Status Chrystusowego ucznia to nie jest krótkotrwały entuzjazm, lecz stałość woli i trwały stan ducha. Iść za Chrystusem trzeba do samego końca. Ewangelista Łukasz podkreśla, że trzeba co dzień brać swój krzyż (Łk 9,23). Nieść krzyż oznacza przyjąć zamyślone lub dopuszczone przez Boga sytuacje, które często wiążą się z bólem, cierpieniami, poniżeniem, które wystawiają nas na próbę. W tym sensie nieść krzyż oznacza przeniknąć w Boże plany, według których wszystko, co nas spotyka, w ostateczności służy naszemu zbawieniu. Nieść krzyż oznacza także umrzeć dla świata, zerwać wcześniejsze więzy, być gotowym na prześladowanie i nawet - na śmierć!

Chrystus dopomaga nieść krzyż
Wezwanie do niesienia krzyża jest bodaj najbardziej nieprzyjemnym imperatywem ludzkiego losu. Warto jednak pamiętać o tym, że to wezwanie wypływa bezpośrednio ze zbawczej misji Chrystusa. Najpierw Chrystus Sam wziął krzyż, umarł na nim, zmartwychwstał i wstąpił do chwały Ojca. Obdarzył On nas taką siłą w Duchu, że dzięki wierze możemy urzeczywistnić to niełatwe powołanie. Gdyby Chrystus wezwał nas do niesienia krzyża i do znoszenia męki nie ukazując tego, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie, byłoby to zwyczajne okrucieństwo, które przeczy duchowi Ewangelii. Apostoł Piotr pisze, że Sam Chrystus ukazał nam przykład - jak powinniśmy reagować na ciemną i nieprzyjemną stronę naszej egzystencji. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie (1 P 2,23). Trzeba nam pamiętać o tym, że krocząc za Chrystusem, powinniśmy słuchać Jego i nie kierować się własnymi myślami i wyobrażeniami. Chrystus proponuje nam przejście zdumiewającej drogi, na której kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,35). Te radykalne, mocne słowa z pewnością nie były szantażem ani ultimatum, lecz przeciwnie - obietnicą życia, które Chrystus daje swym uczniom. Oczywiście wezwanie do tego, aby zaprzeć się samego siebie, dla wielu ludzi może wydać się zbyt wygórowanym. Jak to tak, że mam porzucić swe plany, marzenia i aspiracje?

Boża wola przede wszystkim
Czy na pewno powinienem pogodzić się ze swym krzyżem, opuścić ręce, nawet nie próbować polepszyć swej doli, nie dążyć do czegoś lepszego? W istocie słowa Chrystusa przestrzegają nas przed niebezpieczeństwem straty czegoś naprawdę wartościowego, wskutek pogoni za szybką i złudną korzyścią. Słowa zaprzeć się samego siebie można zrozumieć jako zachętę do tego, aby uznać, że Boża wola i plan są ważniejsze niż nasze. Zapomnieć o sobie oznacza takie kierowanie swoimi sprawami, aby służyły one innym i wspólnemu dobru. Ten, kto czyni to w imię Chrystusa i Ewangelii, otrzymuje o wiele więcej, bo wie, że Chrystus bierze na siebie jego przeszłość i troszczy się o przyszłość. Oswobodzony od niepotrzebnych trosk i lęków człowiek będzie bardziej intensywnie żyć obecnym życiem. Będzie on odnajdywać sens życia w służbie Bogu i ludziom, w tym znajdując spokój i ukojenie, to znaczy prawdziwe życie.

Świat zyskamy, ale duszę stracimy
Oczywiście tu natychmiast przychodzi na myśl przypowieść o nierozumnym bogaczu, który zgromadził wielki urodzaj i zamierzał korzystać z tego przez długie lata. Jednak Bóg oznajmia mu: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? (Łk 12,20). Stąd wniosek, że gdy ktoś chce zachować duszę, całe swoje życie wyłącznie dla siebie, dla swoich małodusznych, przyziemnych, ludzkich celów - ten straci je. Z drugiej strony, gdy ktoś jest gotowy całe swoje życie poświęcić na służbę Chrystusowi i Ewangelii, ten zachowa życie i osiągnie zbawienie. І dalej Chrystus mówi: Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? (Mk 8,36-37). Wielu z nas zna to uczucie - jak ciężko jest żyć z poczuciem jakiegoś wstydliwego grzechu. Pan nasz wypowiedział także bardzo konkretne ostrzeżenie: Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi (Mk 8,38).

„Zaprzeć się samego siebie” to oczywiście najmniej atrakcyjne wezwanie, jakie znajdujemy na stronicach Ewangelii. Z pewnością do współczesnych ludzi bardziej przemówiłoby wezwanie np. do równości i sprawiedliwości społecznej. Jednak Cerkiew wystawiona na te same pokusy co Jeremiasz i Jonasz, nie może podobnie jak Jan Chrzciciel zrezygnować z oznajmienia ludziom tego, czego oni nie lubią i nie chcą słuchać. W dniu, w którym kapłani zaprzestaliby śmiało głosić i powtarzać za Apostołem Pawłem my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego (1 Kor 1,23), chrześcijanie mieliby prawo zacząć wstydzić się ich. Dziś obowiązkiem Cerkwi jest nie tylko głoszenie Krzyża, ale również wytłumaczenie i wyjaśnienie - czym dla nas i dla naszego ludzkiego doświadczenia jest Krzyż. Pan nasz wzywa nas, abyśmy zaparli się siebie i nauczyli tracić, gdy trzeba, nawet swoje życie. Jest to tym bardziej skomplikowane zadanie, bo cała nasza tzw. kultura i cywilizacja proponują w charakterze największej wartości samorealizację. Praca, wolny czas, kultura, każda sfera życia społecznego powinny służyć maksymalnemu spełnieniu człowieka. Człowiek powinien zwyciężać, a nie przegrywać, a już na pewno - nie umierać!

Więc czego się od nas wymaga?
Czy naprawdę winniśmy się dystansować od świata, zaprzeć się siebie jako ludzie, aby pójść za Chrystusem? Może powinniśmy dokonać wyboru między tym, czy być ludźmi, czy chrześcijanami? Nie. Ponieważ „samozaparcie”, którego wymaga od nas Chrystus, jest najwyższą formą samorealizacji, naszym prawdziwym wybawieniem. Strata samego siebie jest jedynym sposobem na to, aby się odnaleźć, bo kto traci swe życie - odnajduje je. Сzego możemy oczekiwać od samorealizacji w ludzkim wymiarze? Co najwyżej tego, że będziemy ludźmi wykształconymi, zamożnymi, szanowanymi, niezależnymi, którzy w dobrym zdrowiu dożywają sędziwego wieku. Ale co nam to daje? Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? (Mk 8,36-37) - czytamy w Ewangelii. Co na tej drodze życiowej może nas ustrzec od ostatecznego mata, który położy kres wszystkiemu? „Cóż to znaczy „dobrze” żyć, skoro nie można żyć wiecznie” - mawiał błogosławiony Augustyn. Pan nasz daje nam możliwość i nadzieję na zburzenie tej ściany, jaka wyrosła miedzy nami. Ofiarowuje nam je, proponując coś całkiem innego niż świat, a mianowicie - wyrzeczenie. Tu może powstać pytanie - ale wyrzeczenie się czego? Z pewnością nie naszych prawdziwych zdolności i możliwości, lecz chorej cząstki naszego jestestwa, wroga Boga i naszego wroga, który zamieszkał w nas i którego Pismo Święte nazywa „starym człowiekiem“, tzn. egoisty, człowieka opętanego chciwością i żądzami, który kocha tylko siebie i przy tym - w niewłaściwy sposób. Oto dlaczego Apostoł Paweł mówi, że: A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami (Ga 5, 24). Ukrzyżowali stare stworzenie, aby z niego powstało nowe. Starego człowieka, aby pojawił się nowy, stworzony na obraz Boży, kandydat do życia wiecznego. Człowiek, który jest prawdziwie wolny. W rzeczy samej nie jest to samowyobcowanie, ale wyjście ze stanu chronicznej alienacji.

Ten ukazany w Ewangelii „wąski” szlak kończy się w Bogu, który jest nagrodą wedle słów kierowanych ku Abrahamowi. Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita (Rdz 15,1). Аle Bóg jest nagrodą i u początku tej drogi. Jezus Chrystus jako pierwszy przeszedł tę drogę, dlatego wziąć krzyż oznacza pójść za Nim, kroczyć Jego śladami, brać z Niego przykład. W Ewangelii jasno i wyraźnie ukazana jest kolejność. Chrystus wspomina o krzyżu uczniów dopiero wówczas, gdy Sam oznajmił o Swoim krzyżu. Najpierw zaczął uczniów pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie (Mk 8,31). Na trzeci dzień zmartwychwstanie! Zmartwychwstaną również Jego uczniowie. Śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela są źródłem i wzorem naszej straty - aby odnaleźć się, naszego umierania - aby żyć!

Wychodzi na to, że trzeba nam jeszcze bardziej zgłębić prawdziwy sens tego naszego krzyża, do czego też nas zachęca Cerkiew w trzecią niedzielę Wielkiego Postu. Jak pisał św. Mikołaj Serbski (Velimirovicz) „jeżeli zechcemy, to i my również, nie zaznając śmierci, możemy ujrzeć Królestwo Boże przychodzące w chwale. O warunkach, przy których ono otworzy się, jasno mówi nam dzisiejsze ewangeliczne czytanie. Dobrowolnie weźmy na siebie swój krzyż i kroczmy za Chrystusem. Postarajmy się odrzucić swą starą duszę, swe grzeszne życie i uświadomić sobie, że dla człowieka ważniejsze jest zbawić swoją duszę, aniżeli pozyskać cały świat. Tak czyniąc, dzięki miłosierdziu Bożemu i my okażemy się godni ujrzeć Królestwo Boże, potężne w mocy i niezrównane w chwale, gdzie aniołowie wespół ze świętymi bezustannie wielbią Boga Żywego: Ojca i Syna i Ducha Świętego, Trójcę Jednoistotną i Niepodzielną, teraz i po wsze czasy, i na wieki wieków. Amiń”.