cerkiew.pl

Być "tajnym agentem" Boga w Poście

tłum. Gabriel Szymczak, 15 kwietnia 2019

W Wielkim Poście często myślimy o grzechu i mówimy - głośno - że jesteśmy grzesznikami. Na zakończenie wieczerni z czynem przebaczenia win w niedzielne popołudnie obejmujemy się i mówimy: „Wybacz mi, grzesznikowi”.
To szokujące dla ludzi z innych, nieprawosławnych społeczności. Niektórzy mówią, że po przyjęciu chrześcijaństwa nie jest się już „grzesznikiem”. Inni twierdzą, że nazywanie siebie „grzesznikiem” jest szkodliwe dla własnej samooceny.

My jednak znamy prawdę o samych sobie. Grzech jest zawsze kryzysem w tym życiu i nie przestanie być bolesnym problemem aż do poranka, kiedy obudzimy się w Raju.
A więc – jesteśmy chrześcijanami i nie możemy zaprzeczać faktowi, że jesteśmy grzesznikami.
I jeśli moje poczucie własnej wartości zależy od tego, że zaprzeczam rzeczywistości, że faktycznie jestem grzesznikiem, to moje poczucie własnej wartości ma przynajmniej charakter urojeniowy, jeśli nie psychotyczny.

Oto jesteśmy w okresie Wielkiego Postu, rozpoczęliśmy słodki czas modlitw przy świecach i prostej, pięknej diety Edenu przed Upadkiem - diety, która pomoże nam modlić się radośniej i lepiej.
Czekamy na spotkania wielkopostne, gdy widzimy się z przyjaciółmi z parafii, na niedzielne nieszpory, na akatysty, molebny lub Liturgię Uprzednio Poświęconych Darów. Pamiętamy Wielkie Posty sprzed lat i piękne głosy dawnych przyjaciół, odbijające się echem z przeszłości (ja tęsknię za akatystem w języku cerkiewno-słowiańskim u św. Michała we Freeland w niedzielne popołudnie wiosną, prawie dwie dekady temu...).

Zmieniamy podejście do naszych wydatków i przygotowujemy się, aby stać się „tajnymi agentami” hojności - na przykład ukradkiem ofiarując trochę gotówki żebrakowi na ulicy. Albo czynimy improwizowane akty uprzejmości wobec słabych i załamanych: dzieląc się posiłkiem z sąsiadem, który jest chory lub smutny… spacerując ze starszym przyjacielem (a może osobą, której imienia nawet nie znasz)… wrzucając do skrzynki pocztowej młodej rodziny, z trudem wiążącej koniec z końcem, kartę upominkową do sklepu spożywczego lub stacji benzynowej - i proszę, nie zawracaj sobie głowy wpisywaniem swojego imienia, aby nie musieli wysyłać Ci karty z podziękowaniami…

Oczywiście nawet nie myśl o robieniu zdjęć miłych uczynków, które czynisz, ani o braniu paragonu w celu obniżenia swego podatku. Nie próbuj rywalizować o główną nagrodę dla „Najbardziej heroicznie pokutującego i głodującego Wielkiego Postu 2019”. Ani też nie rywalizuj długością modłów...

Moment, do którego dążysz, aby otrzymać uznanie, to ten, w którym oddasz swoje całe wynagrodzenie - jakbyś zapomniał zatrzymać się przy okienku wypłat pensji w twojej pracy.
Wynagrodzeniem za bycie „tajnym agentem” Boga w Wielkim Poście - kiedy On, Bóg, jest Jedynym, który wie, co zrobiłeś - jest bowiem On sam. To On oddaje się nam w zamian, kiedy myślimy, kiedy czujemy, kiedy wybaczamy, kiedy postępujemy jak On.

Wielki Post na pewno jest pracą, ale jest też wyzwoleniem z żelaznej niewoli. Wielki Post to słodka rewolucja. Wielki Post to próba drugiego Raju, w którym wieczorne spacery są znowu możliwe. Jest lekki. Jest wolny.

Wiesz, co mam na myśli. Kiedy robisz coś miłego i wspaniałomyślnego - nawet miłosiernego - komuś innemu i nikt inny tego nie widzi… kiedy nie ma braw lub podziękowań… czujesz w swoim sercu rozgrzewające poczucie cichej radości i „bycia w porządku”. Wtedy nie masz problemu z zaakceptowaniem faktu, że jesteś grzesznikiem, ponieważ wiesz, że jesteś dzieckiem, pokornym i cichym w objęciu łaski Świętej Trójcy. Patrzysz w górę i dookoła, i widzisz błękitne niebo Dziewicy Maryi i gwiazdozbiory świętych i aniołów: „my zatem mamy dookoła siebie takie mnóstwo świadków” (Hbr 12, 1).

Grzesznik, który żałuje i przebacza, i otrzymuje przebaczenie, wie, że jutro nigdy nie jest ciemne i że nigdy nie jest sam.
Oto zapłata od Boga: pokój, który przewyższa wszelki umysł (Flp 4,7).

Oczywiście istnieją inni płatnicy i inne wynagrodzenia. Ale te płace wchodzą w ludzkie serce jak zimne żelazo. Nie wiem nic o tobie, ale mogę ci powiedzieć, że uczucie, jakie mam grzesząc, jest jak uczucie Frodo, kiedy na Wichrowym Czubie Czarnoksiężnik z Angmaru wbił ostrze Morgula w jego lewe ramię, raniąc zimnem aż do uleczenia w Rivendell. Grzech może być przyjemny przez chwilę, ale nigdy nie daje szczęścia, a jego konsekwencje trwają naprawdę długo.
Grzech niszczy pokój i zdrowie psychiczne, a żadna bezpieczna strefa nie ochroni nas przed tą psychiczną męką. Wynagrodzeniem za grzech jest, jak słyszałeś, śmierć. Nie, nie śmierć fizyczna. Wiemy już, bez żadnych przypominających kazań, że grzech jest gorszy niż zbrodnia… jest jeszcze gorszy niż duchowa choroba… grzech jest odrzuceniem samego Boga… jest to celowe dążenie do porażki egzystencjalnej, beznadziejnej bezsensowności i wiecznej depresji.

Pomyślmy: bez znajomości terminów technicznych wiemy już, że to coś okropnie złego, gdy grzech mrozi serce. Od pojawienia się chorej plamy krwi jesteśmy wykończeni. Jesteśmy jak biedna, obłąkana Lady Makbet: „Precz stąd, przeklęta plamo! Precz! Powtarzam. - Raz, dwa! A więc czas już wziąć się do dzieła. - Czarne jest piekło”(Makbet, Akt 5, Scena 1). Tęsknimy za delikatnym szeptem - jak cichy, miękki głos Eliasza: „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją” (Iz 1, 18).

Nikt nie musi nam tego mówić w kazaniu, ani w patrystycznym cytacie, ani nawet w Piśmie Świętym. Wiedzieliśmy o tym jako o fakcie, zanim jeszcze przeczytaliśmy List do Rzymian św. Pawła.
Grzech jest twardym, twardym jarzmem i ciężkim, ciężkim brzemieniem - jak krótkie życie osła z kopalni węgla w dawnych i złych czasach, który nigdy nie widział światła słonecznego, zaprzęgnięty do wozu węglowego pokrytego wysoką, czarną skałą, nigdy nie wypuszczany na zielone pastwiska.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” - mówi Zbawiciel wszystkich zwierząt i dzieci: „Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28; 30).

I Ty, i ja powinniśmy pracować dla Niego.

O. Jonathan Tobias

Za: pravmir.com

Fotografia: Łukasz Troc