cerkiew.pl

Dobroć rodzi dobro

o. Konstanty Bondaruk, 08 lutego 2019

 W 19. Rozdziale „Ewangelii według Łukasza” (Łk 19, 1-10) czytamy historię o Zacheuszu, bogatym przełożonym poborców podatkowych z Jerycha, który bardzo chciał zobaczyć Jezusa. Z powodu niskiego wzrostu Zacheusz aż wspiął się na drzewo, by lepiej widzieć Nauczyciela otoczonego mnóstwem ludzi. Chrystus zatrzymał się przy nim spojrzał w górę i rzekł do niego: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu". Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: "Do grzesznika poszedł w gościnę". Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie". Na to Jezus rzekł do niego: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło" (Łk 19, 5-10).

Ewangelista zapisał tę scenę bezpośrednio po relacji ze spotkania Chrystusa z bogatym młodzieńcem. Ten przyszedł do Jezusa z pytaniem: Nauczycielu! Co mam zrobić, aby osiągnąć życie wieczne?. W wyniku tej rozmowy, gdy usłyszał, że powinien rozdać swój majątek ubogim i pójść za Chrystusem, młody bogacz zmarkotniał i odszedł, bo nie chciał zrezygnować ze swego bogactwa. Jeszcze wcześniej, w 16 rozdziale, Ewangelista przytoczył przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Jeden rozkoszował się swym majątkiem nie zwracając uwagi na głodnego, wynędzniałego Łazarza. Poprzez te dwa epizody Ewangelista chciał przedstawić jasny i pełny stosunek Chrystusa do bogactwa. Scena z bogatym młodzieńcem sprowokowała pytanie ze strony Apostołów: czy w takim razie bogaci w ogóle mogą liczyć na zbawienie? Czy życie wieczne obowiązkowo wymaga wyzbycia się majątku? W odpowiedzi na ich rozterki Jezus podkreślił znaczenie mocy i miłosierdzia Bożego. Sami ludzie, wyłącznie o własnych siłach, dzięki swoim wysiłkom, nie są w stanie osiągnąć zbawienia, natomiast z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.

Czy rzeczywiście bogactwo nie uszczęśliwia?
Zacheusz stanowi całkowite przeciwieństwo zarówno bogacza, który skąpił Łazarzowi nawet okruchów ze swego stołu, jak i bogatego młodzieńca. W „Ewangelii” dwaj bogacze wykorzystywali swoje bogactwo tylko dla siebie, natomiast trzeci, Zacheusz postanowił podzielić się nim z innymi. Bogactwo jest złe, jeśli osiągnięte zostało ze szkodą i krzywdą dla najsłabszych oraz gdy służy ono nadmiernemu i samolubnemu wygodnictwu. Jednakże przestaje ono być naganne wówczas, gdy owocami swej pracy człowiek dzieli się z innymi, zwłaszcza z ubogimi. W ten sposób upodabnia się on do Boga. Bóg jest największym bogaczem; włada wszystkim co jest na ziemi i w niebie, chociaż oddał i przekazał to wszystko ludziom dla ich dobra i szczęścia: ziemię, powietrze, słońce i deszcz wraz ze wszystkimi ich dobrodziejstwami, nie czyniąc nawet różnicy pomiędzy ludźmi dobrymi i złymi.

Podobnie jak bogaty młodzieniec, pytający jak osiągnąć zbawienie, Zacheusz także był zamożny, ale nie czuł się z tego powodu szczęśliwy. Gdy dowiedział się, że nadchodzi Chrystus, chciał za wszelką cenę go zobaczyć. Za tą ciekawością Zacheusza z pewnością kryło się pragnienie jakiejś zmiany w jego własnym życiu. Może miał nadzieję, że wzrok skierowany na Jezusa ożywi w nim wolę godnego życia i poczucie sensu swego istnienia? Rozczarowany swym dotychczasowym życiem, udręczony powszechną wzgardą, Zacheusz nie bacząc na kpiny ze strony ludzi, wspina się na drzewo i czeka na Jezusa. Nauczyciel, znając stan duszy Zacheusza, wychodzi naprzeciw jego oczekiwaniu. Nie tylko pozwala siebie zobaczyć, ale nawet gotów jest wstąpić do jego domu. Łatwo można sobie wyobrazić reakcję ludzi z otoczenia Chrystusa. Wchodząc pod dach człowieka z reputacją wielkiego niegodziwca, Jezus wystawiał się na złośliwe uwagi ze strony ludzi, bo w tłumie mogli być nie tylko faryzeusze, ale nawet ci, których Zacheusz bezpośrednio skrzywdził. W niejednej głowie mogła pojawić się myśl: „On chyba nie wie, do kogo idzie w gościnę”?

Dobroć rodzi dobro
W odróżnieniu od ludzi Bóg nie odwraca się od nikogo. Chrystus jasno powiedział: Tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę (J 6, 37). Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce (J 10, 11). Za wszystkie owce, nawet chore i ułomne, 2Syn Boży oddał swe życie. Motyw Boga jako dobrego pasterza wielokrotnie podejmowali prorocy: Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko - wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie (Ez 34, 15-16). Prorok Izajasz wręcz z naciskiem podkreśla, że Boża miłość przewyższa wszelkie ludzkie uczucia. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (Iz 49, 15).

Odwzajemnione zaufanie
Spotkanie z Chrystusem wyzwoliło w Zacheuszu pragnienie zmiany życia. Zacheusz stanął i rzekł do Pana: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie" (Łk 19, 8). Zadeklarował to sam, bez niczyjej podpowiedzi. Szczerość skruchy Zacheusza nie budzi wątpliwości. Nie każdy oddaje biednym połowę swego majątku. Tym bardziej nie zwraca się bezprawnie zawłaszczonego poczwórnie. Prawo Mojżeszowe nakazywało zwracać ukradzione plus jedną piątą, czyli 20 procent (Kpł 5, 21-24). Tylko w przypadku kradzieży bydła należało zwracać podwójnie. Kiedy bydło zostało już ubite i sprzedane, to w przypadku owiec należało zwrócić czterokrotność ich wartości, a w przypadku wołu - pięciokrotność. To, co wydawało się nie do przyjęcia dla bogatego młodzieńca dążącego do świętości, zdumiewająco łatwo uczynił poborca podatkowy, który bogacił się, zdzierając z ludzi więcej aniżeli powinni oni byli płacić w charakterze podatku cesarzowi.

Ewangeliczna opowieść kończy się słowami: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło (Łk 19, 9-10). W tym wypadku akcent był postawiony na słowie „dziś”, co oznacza że „dzisiaj” zbawienie przyszło do domu Zacheusza. To nie Zacheusz sam się zbawił, ale Chrystus wkroczył w jego życie, aby go zbawić. Sam Chrystus to potwierdził mówiąc, że przyszedł, aby „szukać i zbawić to, co zginęło”. Według jednego ze starożytnych apokryfów, Zacheusz stał się uczniem apostoła Piotra, i umarł jako biskup Cezarei Filipowej. Nawet jeżeli jest to tylko legenda, to z „Ewangelii” wiemy, że życie naczelnego poborcy, chciwego malwersanta i krzywdziciela ludzi, radykalnie zmieniło się po tym spotkaniu z Chrystusem.

Dobroczynna bliskość z Chrystusem
Tu znajdujemy odpowiedź na pytanie apostołów, czy bogaci mogą dostąpić życia wiecznego bez konieczności rozdania majątku. Zacheusz otrzymuje zbawienie przez sam kontakt z Chrystusem. Otrzymuje dar przebaczenia, który wzbudza w nim poczucie sprawiedliwości i miłości oraz otwiera na perspektywę dobroczynności i rekompensaty wyrządzonych szkód. Ten, kto odpowiada na Boże zaproszenie do łączności z Nim, już jest zbawiony. Wszystkie dobre uczynki i zmiana życia to tylko skutki więzi z Chrystusem. Dobra nowina o Zacheuszu polega na tym, że ten grzesznik poznał Chrystusa i przyjął Go z niekłamaną radością. Jego późniejsze życie, postanowienia i uczynki były już tylko owocem i konsekwencją tego poznania. Zacheusz stał się innym człowiekiem, kiedy Ten, o kim myślał, że gardzi nim tak jak wszyscy pozostali ludzie, osobiście okazał mu szacunek jako „potomkowi Abrahama”. Nasze opinie o ludziach są bardzo często chybione, krzywdzące i nieprzemyślane. Często są niesprawiedliwe, bo schematyczne i uproszczone. Zbyt łatwo i pośpiesznie wydajemy osąd o człowieku nie według sumy jego wad i zalet, ale według tego najgorszego, co w nim widzimy. To dlatego Apostoł Paweł pisał, że chciałby, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy (2 Kor 12, 6).

Surowość nie zawsze jest rozumna
Sprawiedliwość w ludzkim rozumieniu wymaga potępienia zła i wynagrodzenia dobra. Co do zasady jest to słuszne i odpowiada duchowi całego Pisma Świętego. Ojcowie Cerkwi również zalecali surowość i dyscyplinę przy wychowaniu dzieci, twierdzili, że „strach jest najlepszym wychowawcą”, ale Chrystusowa pedagogika jest inna. Gdyby Jezus wypomniał Zacheuszowi jego karygodne grzechy i groźnie wezwał go do naprawienia krzywd, ten z pewnością by usłuchał rozkazu. Na pewno ostre i kategoryczne żądanie zyskałoby poparcie u ludzi. On tymczasem nie karci, nie potępia, nie rozkazuje, lecz najpierw przychodzi do domu grzesznika jak do każdego, zwykłego człowieka. Mimo, że ludzie zaczynają szemrać, kierując się miłosierdziem Chrystus pokazuje, że szukał właśnie jego, również „syna Abrahama”. Mimo iż człowieka upadłego. Spojrzenie Jezusa wykracza poza grzechy Zacheusza i uprzedzenia względem niego. Jezus patrzy na osobę oczyma Boga. Nie zniechęca się bezmiarem zła wyrządzonego w przeszłości, ale widzi przyszłe dobro. Nie zatrzymuje się na tym, co widać z zewnątrz, ale patrzy w serce człowieka. W przypadku Zacheusza ujrzał On serce tego człowieka, zranione grzechem zachłanności i innymi podłościami, ale serce zdolne do przemiany. Taka postawa wspaniałomyślnego przebaczenia, docenienia, dowartościowania obudziła w złym człowieku pozytywne zaskoczenie, zmiękczyła jego zatwardziałe serce i skłoniła do wydobycia obecnego w nim dobra, bez żadnego rozkazu i przymusu. Obdarzenie człowieka zaufaniem pomaga mu wzrastać i prowadzi do jego przemiany. W ten sposób Bóg zachowuje się względem każdego z nas.

Ewangeliczna opowieść o przełożonym celników,  Zacheuszu, może być źródłem nadziei dla zamożnych ludzi, ale jest jednocześnie apelem skierowanym do nich. Oni również mogą stać się uczniami Chrystusa, jeśli tego pragną, jednak powinni diametralnie zmienić swój stosunek do swego bogactwa. Nigdzie nie jest powiedziane, że jedyną drogą do legitymizacji własności jest jej sprzedaż i rozdanie ubogim, jak to było wśród chrześcijan w czasach apostolskich. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Tak Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy "Syn Pocieszenia", lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów (Dz 4, 34-37). Jednak z pewnością życie byłoby lepsze i bardziej zgodne z duchem Ewangelii, gdyby pieniądze były wydatkowane odpowiedzialniej niż to się dzieje obecnie, aby sprawiedliwiej była opłacana ludzka praca i lepiej dzielone były zyski. Bogacze zawsze mają możliwość wspierania rozmaitych akcji charytatywnych, dzielenia się swymi pieniędzmi na przykład z ofiarami epidemii i kataklizmów, a już na pewno powinni przestać unikać płacenia podatków, bo to jest główny mechanizm dzielenia się zyskami ze społeczeństwem.

„Zbawić to, co zginęło”
U Boga nie ma rzeczy niemożliwych: On może oderwać bogacza przywiązanego do swych pieniędzy od obiektu jego przywiązania, jak to zdarzyło się z Zacheuszem. Zachłanny celnik stał się innym człowiekiem, dlatego że inny człowiek, Jezus Chrystus, umiłował go, odnalazł go i uznał za Swego przyjaciela. Obecnie również, przyjmując Bożą miłość i Ducha Świętego, człowiek może odnaleźć w sobie siły, aby stać się szczodrym, znajdując w tym zadowolenie, oraz rozdać część albo i całą majętność wiedząc, że w ten sposób otrzymuje on skarb w niebie.

Istota tej ewangelicznej historii o Zacheuszu zawarta jest w końcowych słowach: Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło (Łk 19, 10). Chrystus przyszedł na świat po to, aby w imię Boga przygarnąć do siebie skrzywdzonych, poniżonych, wykluczonych, biednych i uciśnionych oraz odrzuconych przez elity religijne: pogan, krzywdzicieli i nierządnice. Kto nie podziela takiej Bożej optyki, ten sam jest odgrodzony od zbawienia. Próbując dyskryminować innych, człowiek sam staje się wyrzutkiem społeczeństwa. Chrystus przynosi zbawienie domowi Zacheusza i pozostawia na zewnątrz świętoszków przekonanych o słuszności swoich ocen i oburzonych uhonorowaniem wielkiego grzesznika. W przeciwieństwie do ludzi, Bóg nie dzieli świat i samych ludzi na dobrych i złych. On nieustannie szuka możliwości i sposobów dotarcia do każdego człowieka, aby pociągnąć go za sobą w stronę dobra. Jakże optymistyczna jest to nowina również dla nas.