cerkiew.pl

Siła w jedności

o. Konstanty Bondaruk, 26 stycznia 2019

Rokrocznie po zakończeniu „Tygodnia modlitw o jedność chrześcijan” odczuwam potrzebę ustosunkowania się do tego wydarzenia. Mam wiele doświadczeń w kontaktach z przedstawicielami innych wyznań poczynając od początku lat 80-ch, kiedy jako referent ds. ekumenizmu i przedstawiciel ówczesnego biskupa Białostocko-Gdańskiego Sawy, wiele razy uczestniczyłem w nabożeństwach ekumenicznych i zabierałem głos. Od tego czasu, przez wszystkie lata, żywo interesowałem się postępami w ruchu ekumenicznym i niekiedy dzieliłem się swymi spostrzeżeniami w mediach. Tegoroczny „Tydzień” odbył się pod hasłem zaczerpniętym z Księgi Powtórzonego Prawa: Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy i podarku nie przyjmiesz, gdyż podarek zaślepia oczy mędrców i w złą stronę kieruje słowa sprawiedliwych. Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył i posiadł ziemię, którą ci daje Pan, Bóg twój (Pwt 16, 19-20). Tematami poszczególnych dni były fragmenty z Pisma Świętego: niech prawo rozlewa się jak woda, a sprawiedliwość jak niewysychający potok (Am 5,24), niech wasze „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie” (Mt 5, 37), Pan jest łaskawy i miłosierny (Ps 145, 8), bądźcie zadowoleni z tego, co posiadacie (Hbr 13,5), Pan jest moim światłem i moim zbawieniem (Ps 27, 1). Materiały do ekumenicznych modlitw w danym roku przygotowują chrześcijanie z różnych krajów, często z tych, gdzie są oni w mniejszości albo wręcz prześladowani. W br. przygotowali je chrześcijanie z Indonezji.

Jeżeli chodzi o wielowyznaniowy, wręcz wieloetniczny i wielokulturowy Białystok, to w sobotę 19 stycznia nabożeństwo ekumeniczne odbyło się w cerkwi Świętego Ducha, a kazanie wygłosił rzymskokatolicki Metropolita Białostocki Abp Tadeusz Wojda. Z kolei prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański Jakub przemawiał podczas Mszy w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Wart podkreślenia jest także „Trójgłos ekumeniczny” na temat „Młodzi wyzwaniem chrześcijaństwa”, który zaplanowany został na 24 stycznia, w czwartek, w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku.

Obecnie każdy, kto interesuje się ruchem ekumenicznym, może łatwo znaleźć mnóstwo informacji na ten temat w internecie. Trudność może się pojawić wówczas, jeżeli się próbuje tę wiedzę jakoś ogarnąć, podsumować, usystematyzować. Przecież czyta się i słyszy, że po dziś dzień wielu prawosławnych, zwłaszcza wspólnoty monastyczne takie jak na Atosie, powołując się na kanony Cerkwi, uważają ekumenizm za herezję, a udział w ruchu ekumenicznym wręcz za „zdradę Prawosławia”. Niestety, nie proponują oni niczego konstruktywnego w zamian. Co więcej, nawet najzagorzalsi przeciwnicy „ekumenii” podczas każdej Liturgii Świętej, już na samym jej początku, w trzecim wezwaniu pierwszej wielkiej ektenii (litanii) wymawiają słowa: „O pokój całego świata, o dobrostan świętych Bożych Kościołów, i zjednoczenie wszystkich, do Pana módlmy się”. Naturalnie, tu nie chodzi o jedność Prawosławia, ale o zjednoczenie kościołów chrześcijańskich, o jedność wszystkich podzielonych chrześcijan.

Od ponad stu lat chrześcijaństwo usiłuje, bez większego powodzenia, przezwyciężyć swój nie jedyny, ale za to najbardziej widoczny grzech - brak jedności. Wola Jezusa Chrystusa wypowiedziana w Modlitwie Arcykapłańskiej jest jednoznaczna: Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał (J 17, 21). Jest rzeczą całkowicie naturalną, że idea przywrócenia widzialnej jedności zrodziła się w świecie protestanckim; ze wszystkich chrześcijan protestanci najdotkliwiej odczuli swe rozdrobnienie na dziesiątki denominacji, swą izolację i wyobcowanie od chrześcijańskiej pełni. Proces drobienia w protestantyzmie urósł wręcz do karykaturalnych rozmiarów. Jednakże dążenie do jedności przybrało w protestantyzmie dość dziwną formę „teorii gałęzi”. Zgodnie z nią, w swym rozwoju, niegdyś zjednoczony Kościół Chrystusowy podzielił się na wiele gałęzi, z których każda w jednakowym stopniu zachowuje więź z wczesnochrześcijańską spuścizną, tym zasadniczym pniem i korzeniem jednego ogólnochrześcijańskiego drzewa. W konsekwencji, przyszłe zjednoczenie chrześcijan, według protestantów, powinno zakładać zachowanie tej różnorodności, ponieważ każda gałąź jest pełnowartościową częścią całego drzewa - powszechnego chrześcijaństwa.

Stanowisko Prawosławia.

Oczywiście, ta próba legalizacji rozdrobnienia, odejścia od chrześcijańskiej wspólnoty i usankcjonowania „jedności w różnorodności” nigdy nie znalazła zrozumienia ani w Prawosławiu, ani w katolicyzmie. Już w 1917 r. Archimandryta Hilarion (Troicki) pisał do sekretarza międzywyznaniowej Komisji "Wiara i Ustrój" - Roberta Gardinera: „Wszystkie wyznania chrześcijańskie nie mogą należeć do Jednego, Powszechnego Kościoła Chrześcijańskiego, lecz tylko jeden z nich może być prawdziwym Kościołem, natomiast pozostałe – pozakościelnymi stowarzyszeniami. Dla mnie jedynym prawdziwym Kościołem jest Kościół Prawosławny. W tej kwestii Pan może się ze mną nie zgadzać i Pańska niezgoda… będzie dla mnie nieporównanie mniej zasmucająca niż to, gdyby zrezygnować z idei jedynego, prawdziwego Kościoła na rzecz fałszywego, pozakościelnego stowarzyszenia”. W konferencji ekumenicznej „Wiara i Ustrój” w 1927 r. w Lozannie wzięli udział duchowni z niemal wszystkich kościołów prawosławnych. Oświadczyli oni, że „w kwestiach wiary i świadomości religijnej, w Cerkwi Prawosławnej nie może być miejsca na żaden kompromis z tymi, z którymi nie ma jedności wiary i nie jest możliwe współuczestnictwo w sakramentach”. W okresie międzywojennym, to stanowisko zajęte w Lozannie potwierdzili wybitni przedstawiciele Prawosławia, w szczególności o. Sergiusz Bułhakow i prof. Anton Kartaszow. Ich zgodny dwugłos z lat 30-ch o Prawosławiu jako jedynym prawdziwym Kościele, który jest otwarty na przyjęcie skruszonych, błądzących braci, w znacznej mierze określił warunki i zasady, na jakich Prawosławie włączyło się do ruchu ekumenicznego. W 1948 r. W Amsterdamie odbył się zjazd założycielski Światowej Rady Kościołów. Z prawosławnej strony wzięli w nim udział jedynie przedstawiciele Patriarchatu Konstantynopolskiego, Greckiego Kościoła Prawosławnego, oraz Instytutu św. Sergiusza w Paryżu, w którym wykładali w/w Bułhakow i Kartaszow.

Stanowisko katolicyzmu
W 1928 r. Papież Pius XI w encyklice „Dusze śmiertelników” napisał, że „katolicy w żadnym razie nie mogą zaakceptować prób zjednoczenia opartych na fałszywej teorii, że wszystkie religie mniej lub bardziej są dobre i zdrowe… Kościół zdradziłby swoje powołanie biorąc udział w pan-chrześcijańskich przedsięwzięciach albo sprzyjając im”. Jednak zapoczątkowana w 1908 roku przez anglikanina Paula Wattsona idea „Oktawy modlitw o jedność chrześcijan” nigdy nie została przez Watykan potępiona, ani nawet zarzucona. W 1935 r. francuski duchowny katolicki Paul Couterier nadał ruchowi nowy impuls proponując postulat, aby dążyć do jedności „jakiej chce Chrystus, przez środki, których On chce i w czasie, który On wyznaczy”.

Natomiast decydującym o katolickim uczestnictwie w ruchu ekumenicznym był „Dekret o ekumenizmie” II Soboru Watykańskiego z 1964 r. „Unitatis Reintegratio”. W nim powiedziane zostało praktycznie wszystko; jak Watykan widzi i rozumie zjednoczenie i co rekomenduje swym wyznawcom w charakterze praktycznych kroków. Obok stwierdzenia „bracia odłączeni” jest w dokumencie wiele punktów, które w istocie są hymnami pochwalnymi pod adresem Prawosławia jako bliskiego, siostrzanego kościoła. Przytaczam najistotniejsze fragmenty dokumentu. „Chrystus Pan założył jeden jedyny Kościół, a mimo to wiele jest chrześcijańskich Wspólnot, które wobec ludzi podają się za prawdziwe spadkobierczynie Jezusa Chrystusa. Wszyscy wyznają, że są uczniami Pana, a przecież mają rozbieżne przekonania i różnymi podążają drogami, jak gdyby sam Chrystus był rozdzielony. Ten brak jedności jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, a przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii wszelkiemu stworzeniu…. Kościoły Wschodu i Zachodu przez szereg wieków kroczyły swą własną drogą, złączone jednak wspólnotą wiary i życia sakramentalnego….Święty Sobór (Watykański II) z radością obok innych doniosłych spraw przypomina fakt, że na Wschodzie istnieje w żywotnym stanie wiele partykularnych, czyli lokalnych Kościołów, wśród których czołowe miejsce zajmują Kościoły patriarchalne, a pewna ich ilość szczyci się pochodzeniem od samych Apostołów. Toteż u wschodnich chrześcijan wybijała się na czoło i wciąż wybija troska o zachowanie tych ścisłych związków bratnich we wspólnocie wiary i miłości, które powinny ujawniać swą żywotność w stosunkach między Kościołami lokalnymi jak między siostrami… Podobnie nie można pominąć faktu, że Kościoły Wschodnie od samego swego powstania posiadają skarb, z którego wiele zapożyczył Kościół Zachodni w zakresie liturgii, duchowej tradycji i porządku prawnego. Nie należy też nie doceniać tej prawdy, że podstawowe dogmaty chrześcijańskiej wiary o Trójcy Świętej i o Słowie Bożym, które przyjęło ciało z Maryi Dziewicy, określone zostały na Soborach Powszechnych, które odbyły się na Wschodzie. Kościoły te wiele przecierpiały i wciąż cierpią dla zachowania tej wiary…. Wobec tego święty Sobór zachęca wszystkich, zwłaszcza tych, którzy pieczołowicie zabiegają o przywrócenie pełnego zjednoczenia Kościołów Wschodnich z Kościołem katolickim, by należycie wzięli pod uwagę te specjalne warunki powstania i rozwoju Kościołów Wschodnich oraz charakter stosunków istniejących między nimi a Stolicą Rzymską przed podziałem, a również by urobili sobie słuszny osąd tego wszystkiego. Dokładne zastosowanie się do tego przyczyni się niezmiernie do zamierzonego dialogu…. Powszechnie również wiadomo, z jakim przywiązaniem chrześcijanie wschodni sprawują liturgiczne obrzędy, przede wszystkim obrzęd eucharystyczny, źródło życia Kościoła i zadatek przyszłej chwały: przez niego wierni złączeni z biskupem, mający dostęp do Boga Ojca przez Syna, Słowo Wcielone, umęczone i uwielbione, oraz w szczodrobliwości Ducha Świętego dostępują zjednoczenia z Przenajświętszą Trójcą, stając się "uczestnikami Bożej natury" (2 P 1, 4). Dlatego przez sprawowanie Eucharystii Pańskiej w tych poszczególnych Kościołach buduje się i rozrasta Kościół Boży, a przez koncelebrację przejawia się ich wspólnota (communio). W tym liturgicznym kulcie chrześcijanie wschodni wysławiają przepięknymi hymnami Maryję zawsze Dziewicę, którą Sobór powszechny w Efezie uroczyście ogłosił Najświętszą Boga - Rodzicielką, by rzeczywiście i właściwie uznano, że według Pisma Świętego Chrystus jest Synem Bożym i Synem Człowieczym, czczą nadto wielu świętych, w tym Ojców Kościoła powszechnego.

Skoro więc Kościoły te mimo odłączenia posiadają prawdziwe sakramenty, szczególnie zaś, na mocy sukcesji apostolskiej, kapłaństwo i Eucharystię, dzięki którym są dotąd z nami złączone najściślejszym węzłem, pewien współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy, jest nie tylko możliwy, ale i wskazany. Na Wschodzie znajdują się także bogate tradycje życia wewnętrznego, które w szczególny sposób wyraża zjawisko życia mniszego. Tam przecież już od chlubnych czasów Ojców świętych, kwitła duchowość monastyczna, która przeniknęła potem na tereny zachodnie; z niej to jako ze swego źródła wzięła początek łacińska koncepcja życia zakonnego…. Toteż jest bardzo wskazane, by katolicy dużo częściej sięgali po te duchowe bogactwa Ojców wschodnich, które wznoszą człowieka całkowicie ku kontemplacji rzeczy Bożych….Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wschodnich z zachodnimi, niesłychanej wagi jest zapoznanie się, uszanowanie, poparcie i podtrzymanie przebogatej spuścizny liturgicznej i ascetycznej Wschodu…. Ponadto Kościoły Wschodu już od samego początku kierowały się własnymi normami, ustalonymi przez Ojców Świętych i sobory, także Powszechne. Jeżeli więc pewna różnorodność w obyczajach i zwyczajach wcale nie stoi na przeszkodzie jedności Kościoła, ale przydaje mu blasku i wiele wnosi do spełnienia jego posłannictwa, jak już wyżej wspomniano, Sobór święty dla uniknięcia wszelkich wątpliwości oznajmia, że Kościoły Wschodu pomne na nieodzowną jedność całego Kościoła, mają możność kierowania się własnymi normami (disciplina), jako bardziej zgodnymi z charakterem swoich wiernych i bardziej przydatnymi dla dobra ich dusz… Na Wschodzie i na Zachodzie do badań nad prawdą objawioną stosowano odmienne metody i podejścia w celu poznania i wyznawania prawd Bożych. Stąd nic dziwnego, że niektóre aspekty objawionych tajemnic czasem znajdują stosowniejsze ujęcie i lepsze naświetlenie u jednych niż u drugich, tak że trzeba powiedzieć, iż te odmienne sformułowania teologiczne nierzadko raczej się wzajemnie uzupełniają, niż przeciwstawiają. Gdy chodzi o autentyczne tradycje teologiczne chrześcijan wschodnich, to trzeba przyznać, że są one znakomicie zakorzenione w Piśmie Świętym, że wspiera je i uwydatnia liturgia, a zasila żywa Tradycja apostolska oraz pisma Ojców wschodnich i autorów ascetycznych, że zmierzają one do właściwego unormowania życia, a nawet do pełnej kontemplacji prawdy chrześcijańskiej…. Sobór…wyraża…usilne pragnienie, by odtąd wszystkie wysiłki zmierzały krok za krokiem do osiągnięcia zjednoczenia przez różne instytucje i formy życia kościelnego, głównie przez modlitwę i bratni dialog na temat doktryny i palących zadań urzędu pasterskiego w naszych czasach. Podobnie zaleca pasterzom i wiernym Kościoła katolickiego ścisłe kontakty z tymi, którzy żyją już nie na Wschodzie, ale z dala od ojczyzny, by wzrastała braterska współpraca z nimi w duchu miłości, a z wykluczeniem wszelkiego ducha sporów i rywalizacji. Jeśli się poprze to dzieło całą duszą, święty Sobór ufa, że po usunięciu dzielącej Zachodni i Wschodni Kościół przegrody nastanie w końcu jedno mieszkanie, osadzone mocno na węgielnym kamieniu, Jezusie Chrystusie, który z dwojga uczyni jedno”.

Jedna owczarnia i jeden pasterz
Cytuję tak obszernie kluczowy dokument największego z kościołów chrześcijańskich, bo na pozór jest to istny „miód na prawosławne serca”. Tyle pochwał, taki pojednawczy ton! A jednak nawet z tego dokumentu wyziera ewidentne poczucie wyższości. Zwodzi się ono do tego, że „prawosławni są tak bardzo nam, katolikom, bliscy, że wręcz nie ma powodu, aby nie wrócili do jedności ze Stolicą Apostolską”. Bardzo wyraźnie to zostało powiedziane w Deklaracji „Dominus Iesus” z 2000 r. przygotowanej przez Kongregację Nauki Wiary pod przewodnictwem przyszłego papieża, Kardynała Josepha Ratzingera. Dokument stwierdzał m.in., że „Pełnię prawdy objawionej posiada jedynie Kościół katolicki… Istnieje zatem jeden Kościół Chrystusowy, który trwa (łac.subsistit) w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę Piotra i przez biskupów w łączności z nim. Kościoły, które nie będąc w pełnej wspólnocie z Kościołem katolickim, pozostają jednak z nim zjednoczone bardzo ścisłymi więzami, jak sukcesja apostolska i ważna Eucharystia, są prawdziwymi Kościołami partykularnymi. Dlatego także w tych Kościołach jest obecny i działa Kościół Chrystusowy, chociaż brak im pełnej komunii z Kościołem katolickim, jako że nie uznają katolickiej nauki o prymacie, który Biskup Rzymu posiada obiektywnie z ustanowienia Bożego i sprawuje nad całym Kościołem” Tak więc, rzymscy katolicy konsekwentnie i uparcie (mimo bardzo pojednawczego tonu w/w „Dekrecie o ekumenizmie”) obstają przy „jednym pasterzu i jednej owczarni” (J 10,16) mając na myśli papieża, podczas gdy Chrystus twierdził, że to On jest tym pasterzem. Chrystus nazywał „petra” - skałą Siebie, natomiast „petrus” – kamień, kawałkiem skały Apostoła Szymona-Piotra, zaś prymat biskupa Rzymu został zbudowany na gruncie właśnie tego pomieszania pojęć „skała-kamień”. Dla prawosławnych jest czymś bliskim bluźnierstwu twierdzenie, jakoby Jezus Chrystus, Który zapewnił, że pozostanie ze Swym Kościołem aż do skończenia świata (Mt 28, 20) nagle poczuł się bezsilny, zmienił zdanie i zapragnął mieć Swojego „namiestnika” na ziemi.

Franciszek chce współdziałania

Tego paternalistycznego tonu nie ustrzegł się nawet papież Franciszek, człowiek autentycznie skromny i dobrotliwy. Oto 3 maja 2017 r. wracając z Egiptu powiedział prawosławnym dziennikarzom: Christòs anèsti! Wobec prawosławnych zawsze żywiłem wielką przyjaźń, już w Buenos Aires. Na przykład, każdego 6 stycznia jechałem na nieszpory w waszej katedrze, do biskupa Platona…2 godziny i 40 minut modlitwy w języku, którego nie rozumiałem, ale można było dobrze się modlić! A potem kolacja ze wspólnotą trzystu osób, wieczerza wigilijna podczas której nie można było jeszcze jeść nabiału ani mięsa, ale była to miła wieczerza, przyjaźń. Także z innymi Kościołami prawosławnymi mieliśmy dobre relacje… Z Tawadrosem łączy mnie szczególna przyjaźń: dla mnie jest on wspaniałym człowiekiem Bożym. Tawadros jest patriarchą, papieżem, który prowadzi Kościół naprzód, z imieniem Jezus idzie do przodu… Ma on wielką gorliwość apostolską. Dla mnie jest on jednym z – wybaczcie mi to słowo, ale użyję je w cudzysłowie - „fanatycznym” w dążeniu do ustalenia stałej daty Wielkanocy... Byłem blisko zaprzyjaźniony z rosyjskim biskupem w Buenos Aires. Dobre relacje mamy także z Gruzinami, na przykład patriarcha Cerkwi gruzińskiej jest Bożym człowiekiem. Eliasz II to mistyk! A my katolicy musimy uczyć się także z tej mistycznej tradycji Kościołów prawosławnych. Stosunki z patriarchą Cyrylem są dobre. Także metropolita Hilarion był u mnie kilka razy na rozmowie i mamy dobre stosunki… Podczas tej podróży mieliśmy spotkanie ekumeniczne: był również patriarcha Bartłomiej…Wszystko to sprawia, że ekumenizm jest w drodze. Ekumenizm czyni się pielgrzymując, poprzez dzieła miłosierdzia, z zaangażowaniem, by pomóc, by robić razem, to wszystko co można czynić razem … Nie ma ekumenizmu statycznego. To prawda, że teologowie muszą studiować i wypracowywać uzgodnienia, ale nie może to doprowadzić do dobrych rezultatów, jeśli nie będziemy razem pielgrzymowali… Robimy to, co możemy czynić: modlić się razem, pracować razem, razem pełnić dzieła charytatywne, ale razem … razem! I to oznacza iść naprzód” – powiedział niecałe 2 lata temu papież Franciszek (Zapis rozmowy TUTAJ).

Ten cytat również odzwierciedla stanowisko największego liczebnie Kościoła rzymskokatolickiego. Stąd, włączając się do ruchu ekumenicznego, wynikłego ze swoistego wyrzutu sumienia, prawosławni uświadamiają sobie całą złożoność problemu. Jednocześnie, wszyscy chrześcijanie zgodnie stwierdzają, że trwanie w obecnym stanie przeczy samej istocie Kościoła Chrystusowego i czyni daremną Jego misję we współczesnym świecie. Brak jedności dyskredytuje chrześcijaństwo w oczach innych religii (islam) oraz anty-kościelnych, liberalnych środowisk. Niezgoda w rodzinie chrześcijańskiej osłabia autorytet i świadectwo Kościoła we współczesnym świecie. Obecnie istnieje pilna potrzeba obrony wartości chrześcijańskich w społeczeństwach, które już określa się jako „postchrześcijańskie”. Chodzi o tragiczne skutki sekularyzacji: np. kryzys rodziny, zapaść demograficzną, możliwy kres cywilizacji chrześcijańskiej, wszak Każde królestwo wewnętrznie podzielone pustoszeje żadne miasto czy dom wewnętrznie podzielone się nie ostoją (Mt 12, 25). Bez przemówienia jednym, mocnym głosem, chrześcijanie nie zdołają przeciwstawić się samobójczym tendencjom laicyzacji i dechrystianizacji w Europie, która szybko islamizuje się.

Jest postęp lecz niewielki
Po przeszło półwieczu aktywnego uczestnictwa w ruchu ekumenicznym, chrześcijanie niemało osiągnęli, ale też trudno jest mówić o przełomie albo o jakimś spektakularnym sukcesie. Za niewątpliwy sukces (w szczególności w polskich realiach) trzeba uznać znaczne ocieplenie wzajemnych relacji pomiędzy wyznawcami różnych wyznań. Bliższe poznanie usunęło wiele uprzedzeń i stereotypów. Jest to prawidłowość, bo z reguły sympatia rośnie wraz z poznaniem, natomiast wrogość przeważnie wynika z ignorancji. Z uznaniem należy powitać także „duchowy ekumenizm”, który coraz częściej postulują niemal wszystkie wspólnoty chrześcijańskie. Zakłada on rezygnację z wszelkiego rodzaju prozelityzmu jako metody zjednoczenia. (Swego czasu katolicki teolog Wacław Hryniewicz ostro potępił uniatyzm i prozelityzm jako nawracanie „z chrześcijaństwa na chrześcijaństwo”). Każdego człowieka po prostu należy uważać za brata. Częstokroć bez żadnego wpływu ze swej strony, został on ochrzczony i włączony do swego kościoła, zżył się z nim, czuje się w nim dobrze. Jeżeli zachowa w swoim życiu wszystko co prawdziwie godne i chrześcijańskie, może osiągnąć świętość i zbawienie nie będąc obowiązkowo rzymskim katolikiem.

Jeżeli zaś chodzi o teologiczne aspekty ekumenizmu, to długotrwała izolacja sprawiła, że poszczególne kościoły różnią się nie tylko w kwestii dogmatów wiary, tradycji i obrzędów, ale nawet w kwestii rozumienia jedności. Jednak już od czasu gdy w 1965 r. papież Paweł VI i Patriarcha Ekumeniczny Atenagoras zdjęli wzajemne ekskomuniki z połowy XI w., trwa prawosławno-katolicki dialog teologiczny. Jednocześnie prawosławni widzą, że stronie katolickiej właściwie zależy głównie na uznaniu prymatu papieża: wszystko inne może być wielkodusznie darowane i dopuszczone jako lokalna odrębność i tradycja. Dla Prawosławia, taka zewnętrzna jedność, jurysdykcyjne podporządkowanie się bez uzgodnienia dogmatycznych różnic, wydaje się czymś niedopuszczalnym. Wszak definitywny rozłam w Kościele Powszechnym nastąpił nie tyle z powodu różnic kulturowych, odmiennych tradycji, co z ambicjonalnych, osobistych powodów. Trudno jest opierać jedność Ciała Chrystusowego na osobowym, ludzkim grzechu pychy. Prawdopodobnie, ta prawda stopniowo dociera do Watykanu, bo stamtąd płyną już znacznie stonowane sygnały. Coraz częściej mówi się, że Kościół rzymsko-katolicki wprawdzie będąc jedynym, powszechnym Kościołem nie odmawia „braciom odłączonym” pewnej części prawdy i łaski”. Obserwuje się pewne przesunięcie akcentów w kierunku powrotu do wspólnego źródła, do Ewangelii i Jezusa Chrystusa.

Wnioski końcowe
Mniej więcej 35 lat temu wykładowca katolickiego Seminarium Duchownego w Białymstoku powiedział mi: „łatwiej nam byłoby rozmawiać gdybyście mieli jednego „swojego papieża” a nie kilkunastu zwierzchników niezależnych kościołów”. Odpowiedziałem: „jesteśmy jedną, zgodną, kochającą się rodziną i mamy honorowego zwierzchnika”. Obecnie, zawahałbym się przy odpowiedzi na to pytanie. Wiadomo, że obecnie trwają ożywione dyskusje wokół sytuacji na Ukrainie, jednak w ogóle nie wypowiadam się na ten temat. Moja ocena nie jest miarodajna i nie ma znaczenia, mało wiem i z pewnością nie wszystko rozumiem. Nie czuję się też upoważniony do zabierania głosu w tak ważnej i delikatnej sprawie. To jasne, że w tej naszej prawosławnej rodzinie pojawiły się pewne „zgrzyty”, zagrożenia. Po części spowodowane są one przez tzw. czynnik ludzki, a więc omylny, przez politykę i pozareligijne względy. Źle się dzieje kiedy cerkiewne sprawy chcą regulować ludzie świeccy. Zresztą nie ma takiej rodziny, w której zawsze, wszędzie i absolutnie we wszystkim byłaby absolutna zgoda. Z Bożą pomocą przezwyciężymy te czasowe, wewnętrzne nieporozumienia, bo wiem, że w historii zdarzały się nawet większe problemy. Zawsze brzmią mi w uszach słowa mądrego faryzeusza – Gamaliela. Gdy apostołów traktowanych jednoznacznie jako wichrzycieli i bluźnierców postawiono przed Sanhedrynem oświadczył on: Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem (Dz 5, 38-39).Ważne jest coś innego. Jak pisał Paul Evdokimov „Prawosławie ma niewzruszoną pewność, że ono jest „una sancta”, dla wszystkich zaś istnieje zawsze możliwość powrotu do właściwego organizmu łaski. W ostateczności nie żąda ono podporządkowania się instytucji historycznej, lecz zaprasza do przyjęcia prawdy (na przykład Credo Nicejskiego i definicji siedmiu Soborów). Nie teologowie tu stawiają jakieś wymagania, lecz tylko prawda przyjmuje i wprowadza do jedności z Prawosławiem. Nie przeszkadza ono nikomu w zachowaniu swego oblicza historycznego i istotnych rysów tradycji przodków”.

Z uwzględnieniem całej złożoności obecnej sytuacji jeszcze natarczywiej może powstać pytanie o sens dalszego udziału w ruchu ekumenicznym. Moim skromnym zdaniem należy go kontynuować choćby dlatego, że taka jest, jasno wypowiedziana, wola Samego Jezusa Chrystusa. Pan nasz z pewnością przewidział rozwój wypadków na całe tysiąclecia do przodu oraz to, że braterską miłość, pełną zgodę i jednomyślność nie będzie łatwo utrzymać. Należy dążyć do jedności także dlatego, że wciąż aktualnym pozostaje powiedzenie: „w jedności siła”. Jednakże w sprawach najwyższej wagi, jakimi są prawdy wiary oraz zbawienie, nie jest wskazany ani pośpiech, ani formalna jedność, ani łatwy kompromis. Należy godnie żyć „zachowując pokój ze wszystkimi ludźmi” (Rz 8, 12), ukazując na przykładzie swojego życia piękno i prawdę Prawosławia ponieważ Sam Chrystus chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy (1Tm2, 4). Resztę natomiast trzeba pozostawić Bogu z ufnością, że we właściwym czasie sprawi On osiągniecie zbożnego celu, ponieważ mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy. Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen. (Ef 3, 20).