cerkiew.pl

Drzwi serca

Tłum. Gabriel Szymczak, 15 stycznia 2019

Latem 1952 r. w Londynie wydarzyło się coś, co miało głęboki wpływ na przyszłość prawosławnego chrześcijaństwa w świecie anglojęzycznym. Siedemnastoletni angielski chłopak przeszedł przez drzwi Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego św. Filipa przy Buckingham Palace Road (Kościół dawno już został zburzony). Dziś ten chłopak jest znany jako metropolita Kallistos (Ware), jedna z najważniejszych postaci we współczesnym świecie prawosławnym. Jego własne słowa żywo opowiadają o tym doświadczeniu:

Pamiętam dokładnie, kiedy rozpoczęła się moja osobista podróż do Prawosławia. Zdarzyło się to dość nieoczekiwanie w sobotnie popołudnie latem 1952 roku, kiedy miałem siedemnaście lat. Idąc wzdłuż Buckingham Palace Road, blisko stacji Victoria w centrum Londynu, mijałem XIX-wieczny gotycki kościół, duży i nieco zniszczony, którego nigdy wcześniej nie zauważyłem. Na zewnątrz nie było żadnej tablicy ogłoszeń - public relations nigdy nie było mocnym punktem Prawosławia w świecie zachodnim! - ale pamiętam, że była tam mosiężna tabliczka, na której po prostu było napisane "Rosyjski Kościół".

Kiedy wszedłem do kościoła św. Filipa - bo tak nazywa się kościół - początkowo myślałem, że jest on całkowicie pusty. Na ulicy było słońce, ale wewnątrz było chłodno, ciemno i przepastnie. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, była nieobecność. Nie było ławek, krzeseł w równych rzędach; przede mną rozciągał się szeroki i pusty obszar wypolerowanej podłogi.


Wtedy zrozumiałem, że kościół nie jest zupełnie pusty. Kilku wiernych, w większości starszych, znajdowało się na środku i w nawach bocznych. Na ścianach wisiały ikony z migającymi przed nimi lampkami, a na wschodniej ścianie przed ikonostasem paliły się świece. Gdzieś poza zasięgiem wzroku śpiewał chór. Po chwili z ołtarza wyszedł diakon i obszedł kościół, okadzając ikony i ludzi; zauważyłem, że jego brokatowa szata była stara i lekko podarta. Moje pierwsze wrażenie nieobecności zostało teraz, w nagłym przypływie, zastąpione przytłaczającym poczuciem obecności. Czułem, że kościół, tak daleki od pustki, był pełen - pełen niezliczonych niewidzialnych wiernych, otaczających mnie ze wszystkich stron. Intuicyjnie zdałem sobie sprawę z tego, że my, widzialne zgromadzenie, byliśmy częścią znacznie większej całości i że podczas modlitwy uczestniczyliśmy w działaniu o wiele większym niż my sami, w niepodzielnej, wszechogarniającej celebracji, która zjednoczyła czas i wieczność, to, co jest na niskości, z tym, co na wysokości ....

... Zanim skończyło się nabożeństwo, opuściłem kościół; kiedy wyszedłem, uderzyły mnie dwie rzeczy. Najpierw odkryłem, że nie mam pojęcia, jak długo byłem w środku. Mogło to być tylko dwadzieścia minut, mogły to być dwie godziny; nie byłem w stanie tego określić. Byłem na poziomie, na którym czas się nie liczył. Po drugie, kiedy wyszedłem na chodnik, ryk londyńskiego ruchu pochłonął mnie od razu niczym ogromna fala. Dźwięk musiał być słyszalny w kościele, ale go nie zauważyłem. Byłem w innym świecie, w którym czas i ruch nie miały znaczenia; w świecie, który był bardziej prawdziwy - powiedziałbym, że bardziej trwały - niż ten londyński z XX wieku, do którego teraz nagle powróciłem.

Wszystko podczas Całonocnego Czuwania odbywało się w języku słowiańskim, więc moim świadomym umysłem nie mogłem zrozumieć ani jednego słowa. Ale kiedy opuściłem kościół, powiedziałem sobie z wyraźnym przekonaniem: to jest miejsce, do którego należę; jestem w domu. Czasami to się dzieje - czy to nie jest ciekawe? - że zanim dowiemy się czegoś szczegółowego na temat osoby, miejsca lub przedmiotu, wiemy już z całą pewnością: to jest osoba, którą będę kochać, to jest miejsce, do którego muszę się udać, jest to temat, który ponad wszystkie inne muszę w swoim życiu zbadać. Od momentu udziału w tym nabożeństwie przy St Philip's, Buckingham Palace Road, poczułem głęboko w sercu, że zostałem przeznaczony dla Kościoła Prawosławnego.

Młody człowiek i jego ciekawość przechodzą przez drzwi - za którymi są zarówno nieobecność, jak i pełnia.
W naszym życiu jest wiele różnych drzwi - niektóre są oznaczone przez czas i miejsce, inne są niewyrażalne, do odkrycia jedynie w ciszy serca.

Istnieje wiele opowieści o drzwiach w życiu Kościoła. Święta Maria Egipcjanka, prostytutka i nadużywająca alkoholu, nie mogła przejść przez drzwi Kościoła Zmartwychwstania w Jerozolimie, powstrzymywana przez niewidzialną rękę. Przeszkoda w postaci tych drzwi stała się okazją do jej nawrócenia. Sen patriarchy Jakuba o drabinie do nieba powoduje, że po przebudzeniu krzyczy on: "To nie jest nic innego niż brama do nieba!" Jakub wchodzi w przymierze z Bogiem.

Jak sen Jakuba, nie wszystkie drzwi są fizyczne. Moimi własnymi "drzwiami" było usłyszenie po raz pierwszy Całonocnego Czuwania Rachmaninowa. Było nadawane w radiu, usłyszałem je przez przypadek. Zarówno moja żona, jak i ja byliśmy całkowicie zaskoczeni muzyką. Słuchaliśmy uważnie, aż się skończyła, chcąc przede wszystkim dowiedzieć się, jaka to była muzyka. To nie było podobne do niczego, co słyszałem wcześniej - i otworzyło drzwi do głębokiej tęsknoty, która po latach znalazła swoje spełnienie w Kościele Prawosławnym.

Drzwi zazwyczaj odgrywają dużą rolę w nabożeństwach Kościoła Prawosławnego. Drzwi ikonostasu otwierają się i zamykają zarówno ze względów praktycznych, jak i z powodów mistycznych (często "praktyczność" również zawiera w sobie tajemnicę).
Drzwi nie są niezbędne - liturgie mogą być odprawiane bez nich, ale drzwi serca są absolutnie niezbędne - nie możemy wejść do Królestwa Bożego, dopóki nie przejdziemy przez nie.
Chrystus nazywa Siebie "Bramą" i zachęca nas do "pukania".
Z mojego doświadczenia wynika, że drzwi serca są raczej wyjątkowe. Nie zawsze jesteśmy w stanie je znaleźć (lub na pewno nie bez trudności). Są to spotkania z Bogiem i Jego królestwem, a zatem nie pojawiają się na nasze skinienie. Takie drzwi są dla nas wezwaniem, zaproszeniem do wejścia.

Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się,
prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Któż jest tym Królem chwały?
To Pan Zastępów, On sam Królem chwały
(Ps 24, 9-10).

O. Stephen Freeman

za: pravmir.com